Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Cyfryzacja po fińsku i poszukiwanie Nokii – rozmowa z Juhą Saarnio

Finlandia należy do najbardziej innowacyjnych państw europejskich. W ostatnich latach, pomimo wysokiego stopnia zaawansowania, kraj inwestuje w dalszą cyfryzację administracji publicznej. Zmiany te mają się przyczynić do pobudzenia fińskiej gospodarki, ale przede wszystkim mają przynieść korzyści obywatelom i przedsiębiorstwom. O cyfryzacji z Przeglądem Bałtyckim rozmawia Juha Saarnio z Federacji Fińskich Przemysłów Technologicznych.

Juha Saarnio

Juha Saarnio

Juha Saarnio jest starszym doradcą i CDO Federacji Fińskich Przemysłów Technologicznych (FFPT). Jest członkiem zarządu DIGITALEUROPE i kilku mniejszych firm. Federacja Fińskich Przemysłów Technologicznych powstała w 1903 roku, zrzesza ponad 1600 firm z pięciu sektorów. Członkowie federacji odpowiadają za około połowę fińskiego eksportu i 80% inwestycji sektora prywatnego w badania i innowacje.

Kazimierz Popławski: Finlandia jest uważana za jeden z najbardziej zaawansowanych krajów w implementacji technologii informacyjno-komunikacyjnych w sektorze publicznym. Pomimo to, fiński rząd przebudowuje obecnie fundamentu administracji cyfrowej. Dlaczego rząd zdecydował się na dalsze inwestycje?

Juha Saarnio: Odpowiadając bardzo prosto mógłbym powiedzieć, że to dlatego, że chcemy wykonywać wszystko właściwie. Cyfryzację można realizować na różne sposoby. Jednym ze sposobów jest nałożenie swojego rodzaju warstwy na to wszystko co już zostało stworzone. Raczej nie jest to najlepszy sposób na cyfryzację. Na przykład, kiedy zaczęto elektronicznie przetwarzać informacje, papierowe formularze w identycznej formie przenoszono do Internetu. To nie jest sposób na cyfryzację. Należy zapomnieć o dawnych sposobach działania i wykorzystać wszystkie możliwości jakie oferuje cyfryzacja.

Największym realizowanym obecnie projektem cyfryzacyjnym jest Kansallinen palveluväylä arkkitehtuuri, a więc fińska wersja estońskiego systemu wymiany informacji X-Tee, X-Road. Finlandia korzysta więc z rozwiązania estońskiego. Większość krajów, dla tak dużych i tak ważnych projektów, zwykle buduje własne systemy. Dlaczego Finlandia zdecydowała się oprzeć swoją e-administrację o rozwiązanie stworzone za granicą?

Chcieliśmy wdrożyć taką zmianę w możliwie krótkim czasie. Współcześnie już nie robi się ogromnych monolitycznych projektów. Zauważyliśmy, że Estonia rozwinęła – i kilkukrotnie modernizowała – swoje rozwiązanie w szybkim tempie i przy tym niskimi nakładami. Zdecydowaliśmy, że chcemy sprawdzić tę technologię, zobaczyć jak możemy dostosować to rozwiązanie do naszego środowiska administracji cyfrowej. Biorąc też pod uwagę, że wiele elementów administracji cyfrowej mamy już gotowych, to tylko koncept jest importowany do Finlandii; technologie komunikacyjne, technologie bezpieczeństwa już istnieją.

Czy ta współpraca estońsko-fińska jest początkiem szerszej współpracy międzynarodowej?

Oczywiście. Przykładem innego działania angażującego Estonię i Finlandię w bliską współpracę jest gospodarka czasu rzeczywistego. Po stronie estońskiej w projekt zaangażowane jest Stowarzyszenie Technologii Informacyjnych a po naszej stronie Fińska Federacja Przemysłów Technologicznych, którą reprezentuję. W ramach tego projektu formułujemy pewne testy, które mogą być prowadzone ponadgranicznie; obecnie prowadzimy testy pomiędzy prawdziwymi firmami. Zajmuje to oczywiście sporo czasu, bo nie ma zbyt wielkiego wsparcia chociażby ze strony UE dla takich futurystycznych projektów. Wierzę, że możemy takie testy prowadzić w dużo szerszym międzynarodowym gronie, możemy włączać także inne kraje europejskie. Rozmawiałem z Roberto Violą, dyrektorem generalnym DG CONNECT w Komisji Europejskiej, który wyraził swoje zainteresowanie naszymi działaniami w celu wdrożenia gospodarki czasu rzeczywistego.

Przeczytaj także:  Gospodarka czasu rzeczywistego - biznesowy tygrysi skok

Różne państwa mają różne podejście do realizacji systemów i e-usług – wiele krajów stara się samodzielnie rozwijać te systemy, inne stawiają na firmy prywatne. Jaki jest, Pana zdaniem, optymalny udział sektora publicznego i sektora prywatnego w cyfryzacji? Jak to jest rozwiązane w Finlandii?

Myślę, że oba te sektory powinny współpracować możliwie blisko. Finlandia ma bardzo dobrą historię partnerstwa publiczno-prywatnego. Mamy świetne relacje pomiędzy sektorem publicznym, prywatnym, ale także z nauką. Jesteśmy bardzo dumni z osiągnięć tej współpracy. Obecnie mamy wdrożoną dobrą politykę. Na przykład mamy obecnie wymóg, aby 5% z projektów wyłanianych w przetargach publicznych było realizowanych w innowacyjny sposób. Oznacza to, że w momencie ogłaszania przetargu sektor publiczny wskazuje cele, które chce osiągnąć, powierza sektorowi prywatnemu fundusze i daje kredyt zaufania. Sektor prywatny ma za zadanie zrealizować te cele, ale nie ma narzuconego sposobu wykonania przetargu, a więc na początku współpracy nie wiadomo jakie produkty powstaną. Często technologie lub procesy jeszcze nie istnieją i dopiero powstaną w wyniku realizacji takiego przetargu.

Jakie ryzyka dla sektora publicznego generuje takie podejście? Zwłaszcza w kontekście jego odpowiedzialności za pieniądz powierzone przez podatników na cele publiczne? Takie podejście zapewne wymaga również zmiany w mentalności administracji i społeczeństwa?

Tak, takie podejście stanowi pewne ryzyko. Ale przynosi też szereg korzyści – projekty zyskują na szybkości, są szybko wdrażane, jeśli upadają nie pociągają za sobą dużych strat finansowych. Do takiego projektu włączane są wszystkie strony, by posuwać się do przodu dużo szybciej. Porównując taką metodę realizacji projektów do tradycyjnego sposobu inwestowania w sektorze publicznym – w którym dana agencja chce zawrzeć w charakterystyce przetargu cały zamysł, zawrzeć całą charakterystykę projektu zawczasu i zamienić to wszystko w ogromny proces – należy zauważyć, że ten tradycyjny sposób wymaga ogromnej ilości czasu, bardzo dużo kosztuje, a w rezultacie zrealizowany projekt w momencie upublicznienia jest najprawdopodobniej przestarzały. Takie projekty kosztują niesamowite pieniądze. Są na przykład systemy w opiece zdrowotnej, które kosztują setki milionów euro i nigdy nie działają.

Można więc postawić pytanie, co jest bardziej kosztowne – monolityczne przestarzałe, które prawdopodobnie wymagają dwa razy większych pieniędzy, a często później i tak nie działają. Czy może budowanie systemów w sposób zorientowany na klienta, szybki, oparty o próby i błędy, tańszy. Dodatkowo używanie otwartych interfejsów – na co pozwala X-Road – pozwala na komunikację między systemami i dołączanie nowych usług. Architektura X-Road działa daje otwarte interfejsy i protokoły, dzięki czemu można na tym fundamencie rozbudowywać całe środowisko elektronicznej administracji, a także wykorzystać otwarte dane. Sektor publiczny zbiera ogromną ilość danych i musimy udostępniać, aby bardziej kreatywne i innowacyjne osoby mogły na ich podstawie tworzyć nowe usługi.

Kto w Finlandii popycha sektor publiczny w celu rozbudowywania e-administracji – sektor prywatny, społeczeństwo czy może sam rząd?

Ciężko jest dokładnie oszacować, kto bardziej się angażuje, myślę, że obie strony. Wydaje mi się, że są projekty cyfryzacyjne, które w całości są inicjatywą rządu. Ale sektor prywatny także uczestniczy w kształtowaniem tych procesów. Realizacja projektów i osiąganie celów poprzez współpracę sektorów publicznego i prywatnego jest właśnie tym niezwykle istotnym partnerstwem publiczno-prywatnym. Nie można oddzielić tych dwóch stron. W lutym tego roku nasz rząd opublikował dziewięć zasad cyfryzacji – jest to absolutnie fantastyczna lista. Jest ona idealnym punktem wyjścia dla wszystkich instytucji publicznych, która pokazuje jak powinny modernizować administrację, jak powinny reformować, co powinny w czasie tych procesów brać pod uwagę. Zasady te skupiają się na użytkowniku, a więc sektor publiczny ma klienta, a więc mieszkańca kraju, przedsiębiorstwo, inne organizacje. Cyfryzacja ma przynosić korzyści tym osobom, usługi oferowane przez sektor publiczny powinny dawać wartość dodaną tym osobom. Kolejna ważna zasada, na rzecz której nasze towarzystwo lobbowało przez dłuższy czas, mówi, że sektor publiczny może prosić tylko raz o każdą wymaganą od danej osoby informację. Taka sama zasada obowiązuje w Estonii. Zasada ta wydaje się mało istotna, ale ma ogromne znaczenie. Zmusza ona bowiem sektor publiczny do dzielenia się informacją i do budowy sposobów wymiany informacji między różnymi agencjami. Zasada ta sprawia, że urzędnik nie może powiedzieć „Potrzebuję tej informacji, poproszę o nią tę firmę jeszcze raz”. Najpierw musi sprawdzić czy inna instytucja państwowa już wcześniej jej nie pozyskała. To jest początek prawdziwej cyfryzacji.

Finlandia od niemal dekady zmaga się ze stagnacją. Czy technologia i zmiany w sektorze publicznym mogą pomóc Finlandii przezwyciężyć problemy gospodarcze?

Jest wiele odpowiedzi na to pytanie. Zacznę od przykładu. Od kilku lat fińska administracja podatkowa posiada większość, bo ponad 90%, informacji potrzebnych, by raz w roku wysłać do podatników deklarację mówiącą „To wygląda na twoją deklarację podatkową. Zgadzasz się?”. Jeśli zgadzasz się nie musisz nic robić. Większość osób może polegać na tych informacjach. Zmieniliśmy bardzo frustrujący dla obywateli proces w coś bardzo prostego właśnie dzięki cyfryzacji. Jeśli nie zgadzasz się z proponowanym kształtem rozliczenia podatkowego, możesz coś dodać lub poprawić i odesłać do urzędu. Taka zmiana zmniejszyła zapotrzebowanie na pracowników w administracji publicznej, co dzięki cyfryzacji będzie dalej postępowało. W tym miejscu należy zauważyć, że jednym z największych problemów Finlandii, ze względu na słaby wzrost gospodarczy, jest to, że sektor prywatny, który powinien finansować sektor publiczny nie jest w stanie zarobić wystarczająco dużo pieniędzy, by opłacić przerośniętą administrację. Musimy zmniejszyć administrację publiczną, przynajmniej koszt jej funkcjonowania. Cyfryzacja jest wspaniałym narzędziem, które działania niemal natychmiast po jego uruchomieniu. Myślę, że problem ze wzrostem gospodarczym zostanie rozwiązany. Inną sprawą są miejsca pracy. Czy cyfryzacja i zmiany, które powoduje zlikwiduje jakieś miejsca pracy – na pewno. Ale we wszystkich przypadkach, które obserwujemy, jednocześnie tworzy bardziej zaawansowane miejsca pracy, a więc ta zmiana to coś więcej niż utrata miejsc pracy ze względu na robotyzację czy cyfryzację.

Przez wiele lat “Nokia” była największą fińską marką, była niemal synonimem Finlandii. Przez wiele lat Estończycy szukali swojej „Nokii”. Czy Finowie szukają swojej nowej “Nokii”? Co mogłoby być nową fińską “Nokią”?

Oczywiście, właściwie to szukamy i nowej, i starej Nokii. Jeśli spojrzeć na firmę to powodem dlaczego trudno ją dostrzec jest to, że zmieniła swój model działania z nastawionego na klientów prywatnych na klientów biznesowych. Niedawno Nokia zakupiła firmę Alcatel Lucent, która jest największym na świecie dostawcą sieci mobilnych na świecie. Nokia nadal jest ogromną firmą, ale jest zupełnie inna niż była do niedawna. Jestem także przekonany, że będziemy mieli „nowe Nokie”. Myślę, że ze względu na duże inwestycje w ekonomię współdzielenia („platform economy”) możemy spodziewać się, że coś z tego powstanie. Myślę, że będzie też spore zapotrzebowanie na fińskie rozwiązania e-administracyjne. Inne kraje, kiedy zaczną nadrabiać dystans, dostrzegą zapotrzebowanie na podobne do naszych rozwiązanie.

 

Zdjęcie tytułowe: Katedra w Helsinkach. Zdj. Wilson Hui / Flickr / CC.

  • Stanislaw Gadomski

    Rozmowa w oderwaniu od realiów globalnych, potężnej konkurencji azjatyckiej, która wymiotła Nokię z rynku telefonów komórkowych – dziś smartfonów. Pamiętam też wielokanałowe analizatory widma promieniowania jądrowego. Ale Azja wymiotła całą elektronikę polską i generalnie UE. Amerykanie jeszcze się na rynku utrzymują (Apple), ale to nie są rozwiązania lepsze.

    • Rozmowa dotyczyła właściwie w całości administracji publicznej i wykorzystania ICT w sektorze publicznym. Z założenia nie miała to być rozmowa o trendach biznesowych i konkurencji między firmami technologicznymi.

      • Stanislaw Gadomski

        „Przez wiele lat “Nokia” była największą fińską marką, była niemal synonimem Finlandii. Przez wiele lat Estończycy szukali swojej „Nokii”. Czy Finowie szukają swojej nowej “Nokii”? Co mogłoby być nową fińską “Nokią”?”
        Odniosłem się tylko do tej kwestii. Wydaje mi się ona najważniejsza, bo Nokia wyznaczała kiedyś wysoką pozycję Finlandii w elektronice. Wykorzystanie ICT w sektorze publicznym takiej pozycji jej nie przywróci.

        • Oczywiście, ale też w rozmowie nie ma takiej tezy. Pewnie Finlandia radzi sobie nieźle, ale nie ma projektu sztandarowego, pobudzającego wyobraźnię.

Polub nas na Facebooku!