Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Gabrielius Landsbergis – przyszły premier Litwy?

Gdy w kwietniu 2015 roku ten trzydziestotrzyletni były dyplomata zostawał nowym przewodniczącym Związku Ojczyzny-Litewskich Chrześcijańskich Demokratów, mało kto przypuszczałby, że za półtora roku socjaldemokraci, najpopularniejsza partia w litewskich sondażach, przegrają z kretesem wybory, a na czoło peletonu wysunie się partia, której jeszcze niedawno polityczni eksperci wróżyli polityczną marginalizację przez popularniejszy wśród młodzieży i mieszkańców dużych miast Ruch Liberałów. Wydaje się, że decyzja z wiosny zeszłego roku o zamianie niepopularnego Andriusa Kubiliusa, skłóconego z działającą u konserwatystów frakcją chadecką Ireny Degutienė, na wnuka pierwszego przywódcy niepodległej Litwy Vytautasa Landsbergisa po wielu miesiącach okazała się dla konserwatystów zbawienna. Dzięki odmłodzeniu kierownictwa, listy wyborczej, a także większym niż dotychczas skoncentrowaniu się na tematyce krajowej, udało się Związkowi Ojczyzny wygrać pierwszą turę wyborów do Sejmu Litwy. Dziś to prawdopodobnie oni będą rozdawać karty w Sejmie XII kadencji, a ich lider Gabrielius Landsbergis ma szansę zostać nowym premierem.

Przeczytaj także:  Wybory na Litwie: Konserwatyści wracają do władzy?

Trend bałtycki, nie tylko litewski

Wymiana Andriusa Kubiliusa (59 l.) na Gabrieliusa Landsbergisa (34 l.) to nie była decyzja charakterystyczna tylko dla litewskich konserwatystów. Taki jest trend w trzech krajach bałtyckich. W 2009 roku premierem Łotwy został 37-latek Valdis Dombrovskis, burmistrzem Rygi jest od lat Nił Uszakow, który dopiero w tym roku przekroczył czterdziestkę. Wielką popularnością w tym kraju cieszy się nowa minister finansów Dana Reizniece-Ozola (34 l.), której wróży się w przyszłości stanowisko szefowej rządu. Tym razem wiatr zmian przyszedł jednak do Wilna z dalekiej Estonii. W latach 2014-2015 doszło tam do gruntownej wymiany szefów najważniejszych ugrupowań politycznych. Na czele reformistów, konserwatystów i socjaldemokratów stanęli rzutcy politycy młodego pokolenia. Premierem Estonii i liderem Partii Reform został w lutym 2014 roku Taavi Rõivas (37 l.), rok później kierownictwo socjaldemokratów objął młody Rosjanin Jewgienij Osinowski (30 l.), zaś szefem współpracującego z litewskimi konserwatystami w ramach Europejskiej Partii Ludowej Związku Republikańskiego i Ojczyźnianego został Margus Tsahkna (39 l.). Ten trend dotarł także na Litwę, gdy Ruch Liberałów zdecydował się wystawić w wyborach na mera Wilna młodego Remigijusa Šimašiusa. Zmianom pokoleniowym oparły się dotychczasowe partie koalicyjne: socjaldemokraci, Partia Pracy oraz Porządek i Sprawiedliwość.

Chcesz dowiedzieć się więcej na ten temat? Subskrybuj nasz newsletter!
Raz w miesiącu otrzymasz na swoją skrzynkę zestawienie najważniejszych artykułów.

Po prawdzie jednak awans młodego Landsbergisa różni się od awansu „młodych wilków” z Estonii. Każdy z estońskich polityków miał już bowiem za sobą dość długą karierę polityczną – Taavi Rõivas był w  latach 2012-2014 ministrem spraw społecznych, Jewgienij Osinowski od 2011 roku sprawował mandat posła do Riigikogu oraz ministra oświaty Estonii (2014-2015), zaś Margus Tsahkna był posłem od ośmiu lat oraz ministrem opieki społecznej w rządzie Taaviego Rõivasa. Za młodym Landsbergisem przemawiało zaś głośne nazwisko i… zaledwie rok doświadczenia w Parlamencie Europejskim.

Znacząca rodzina i krótka biografia

Nazwiska Landsbergis Polakom zainteresowanym krajami bałtyckimi przedstawiać nie trzeba. Zróbmy to jednak dla porządku. Vytautas Landsbergis, urodzony w 1932 roku muzykolog i dziadek Gabrieliusa, to przewodniczący Sejmu Restytucyjnego Litwy, który ogłosił w 1990 roku niepodległość kraju od Związku Sowieckiego. Jego ojciec, a pradziadek obecnego lidera konserwatystów, Vytautas Landsbergis-Žemkalnis, który dożył stu lat, był wziętym kowieńskim i wileńskim architektem, zaś prapradziadek 33-letniego Gabrieliusa, po którym nosi swoje imię, Gabrielius Landsbergis-Žemkalnis to dramaturg i reżyser teatralny oraz znany działacz litewskiego odrodzenia narodowego. O tym jak wiele rodzina Landsbergisów dała Litwie i jak bardzo jest ona rozgałęziona trafnie pisał ostatnio kowieński politolog Andrzej Pukszto na Facebooku:

Historyczne zdjęcie! Rodzina Landsbergisów na ul. Mostowej (Tilto) przy tablicy upamiętniającej reżysera Gabrieliusa Landsbergisa (1852-1916, jest pochowany na Rossie). Senior Gabrielius Landsbergis był człowiekiem upartym: wystawił w Wilnie w 1906 r., po litewsku dramat „Mindowe” Juliusza Słowackiego, pomimo że niewiele osób mówiło w mieście w języku litewskim. Były to fundamenty litewskiego teatru w Wilnie. Jak wiele osób o tym pamięta? – retorycznie pyta polski politolog.

Oficjalna biografia młodego Landsbergisa jest jednak stosunkowo krótka, co może dziwić w przypadku przedstawiciela tak znamienitej rodziny. Gabrielius urodził się w 1982 roku w Wilnie. Kształcił się na studiach historycznych oraz międzynarodowych na Uniwersytecie Wileńskim. Po odejściu z uczelni podjął pracę w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, które wysłało go na placówkę do Belgii. – Prawie nic o nim nie wiem. Przed rokiem wiedziałem tylko o istnieniu jego żony, Austėji Landsbergienė, która jest znakomitą edukatorką, ma sieć prywatnych i bardzo drogich przedszkoli – mówi w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim wiceprzewodniczący Związku Rolników i Zielonych Tomas Tomilinas. Pytam Tomilinasa, czy wyobraża sobie koalicję LVŽS z konserwatystami, a Gabrieliusa w roli premiera. – Nie wiem – odpowiada szczerze. –  Jest to młody, ambitny polityk, który swą błyskawiczną karierę zawdzięcza swemu słynnemu dziadkowi. Jest wielką niewiadomą, jak spisałby się na stanowisku szefa rządu w trudnych czasach, nie mając żadnego doświadczenia w rządzeniu – odpowiada Przeglądowi Bałtyckiemu polityk Akcji Wyborczej Polaków na Litwie, radny rejonu wileńskiego, Tadeusz Andrzejewski. O tym braku doświadczenia u młodego Landsbergisa i opieraniu się na nazwisku dziadka jeszcze nie raz usłyszę od swoich rozmówców.

Bo rzeczywiście polityczne funkcje, które sprawował do tej pory Landsbergis nie oczarowują. O wiele większe doświadczenie polityczne ma choćby obecny mer Wilna Remigijus Šimašius. Ale liberałom kampanię wyborczą sknocił ich były przewodniczący Eligijus Masiulius, któremu postawiono zarzut przyjęcia łapówki w wysokości 106 tys. euro od wiceprezesa koncernu MG Baltic Raimondasa Kurlianskisa. Na to miejsce weszli konserwatyści ze swym mało charyzmatycznym liderem Gabrieliusem.

Młody Landsbergis swoje zalety jednak ma. – Jest młody, rzutki, zna angielski i francuski, a języki obce nie były dobrą stroną odchodzącego premiera Butkevičiusa – mówi Przeglądowi Bałtyckiemu jeden z urzędników Ministerstwa Spraw Zagranicznych. – Gabrielius Landsbergis reprezentuje młode pokolenie Litwinów, które jest bardziej liberalne, nowoczesne, lepiej wyedukowane, mówi dobrze po angielsku i potrafi prezentować się w debacie publicznej – powiedział nam związany z prawicą politolog Linas Kojala, dyrektor Centrum Studiów nad Europą Wschodnią. Z kolei jeden z asystentów konserwatywnego posła na Sejm mówi nam, że plusem młodego Landsbergisa jest dobra komunikacja z młodymi, także w mediach społecznościowych.

Mariusz Antonowicz, młody polski politolog z Litwy i były przewodniczący Polskiego Klubu Dyskusyjnego, miał okazję współpracować z młodym Landsbergisem jako jego asystent. – Potencjalny przyszły premier ma bardzo dobre myślenie analityczne, on trafnie odnajduje problem i czasami dosyć oryginalne rozwiązania dla niego. Również jest człowiekiem bardzo komunikatywnym, otwartym, z dobrym poczuciem humoru. Gabrielius wsłuchuje się w porady swoich współpracowników i je uwzględnia. Więc ogólnie mogę powiedzieć, że współpraca układała się z nim dobrze – mówi Antonowicz. – E tam. Ambitny, złośliwy, niewybaczający nawet najmniejszych obraz albo tego co sam uważa za obrazę, lubi przerzucać prace na innych, władczy – kontruje Antonowicza urzędnik zajmujący się w rządzie Litwy sprawami zagranicznymi. –  Z drugiej strony to jednak trzydziestolatek. Mamy szansę mieć premiera takiego jak w Estonii. Na pewno będzie wiele reform – dodaje.

Reformatorskie myślenie Landsbergis pokazał już w trakcie kampanii. Partia, która już z tego powodu jest ewenementem na litewskiej scenie politycznej, że wybiera swojego szefa w wyborach powszechnych, kandydatów do okręgów jednomandatowych wyłaniała w prawyborach. Co druga osoba z dwudziestu posłów TS-LKD tej kadencji to młode pokolenie z roczników 70. i 80. Wystarczy wspomnieć o takich postaciach, które Landsbergis wspierał osobiście, jak była europosłanka Radvilė Morkūnaitė-Mikulėnienė, działacz NGO Tadas Langaitis, kandydatka na ministra pracy Monika Navickienė, syn słynnego maestro Vytautas Kernagis czy była minister finansów Ingrida Šimonytė.

Idą zmiany?

Reformy. To kolejny konik odrodzonych konserwatystów. Wcześniej partia, a także sam Landsbergis, bardziej zajmowała się sprawami zagranicznymi. Do dziś na stronie Parlamentu Europejskiego możemy przeczytać, że w ciągu dwóch lat dla europosła Gabrieliusa priorytetem była Ukraina, Rosja, kraje Azji Środkowej. Dziś na agendzie konserwatystów są specjalne strefy ekonomiczne w regionach zaniedbanych, utworzenie 147 tys. nowych miejsc pracy w ciągu pięciu lat, wzrost przeciętnej płacy do 1250 euro, powrót 80 tys. emigrantów do kraju, wzorowanie się na Irlandii i Izraelu jako na krajach, które skonfrontowały się z  masową emigracją, niskimi płacami, wysokim bezrobociem czy szczególnie niestabilnym otoczeniem geopolitycznym. – Część społeczeństwa litewskiego z osobą Landsbergisa wiąże nadzieje na zmiany i reformy, których brakowało za rządów socjaldemokratów. Inna część obawia się, że te reformy mogą być nieprzemyślane i uderzą w najsłabszych, konserwatyści nigdy nie mieli dalekosiężnej polityki socjalnej – mówi Przeglądowi Bałtyckiemu prof. Andrzej Pukszto z Uniwersytetu Witolda Wielkiego w Kownie.

O jakie reformy chodzi? – Trzeba odchudzić biurokrację, usprawnić zarządzanie państwem, szczególnie spółkami skarbu państwa, wprowadzić reformę szkolnictwa wyższego. To chyba najważniejsze priorytety – powiedział Przeglądowi bloger i publicysta Aleksander Radczenko. – Dodałbym jeszcze reformę służby zdrowia – mówi politolog Linas Kojala. Przypomina także, że reformy są niezbędne, bo w 2020 roku znacząco spadnie europejskie finansowanie dla Litwy.

Jak na zmiany zareaguje pani prezydent? – Jeśli będą niepopularne społecznie, może zostać sam na placu boju, bo pani prezydent jest ostrożna i nie chce wypowiadać się explicite na temat kontrowersyjnych spraw – mówi Przeglądowi Bałtyckiemu prof. Ramūnas Vilpišauskas, politolog i dyrektor Instytutu Stosunków Międzynarodowych i Nauk Politycznych Uniwersytetu Wileńskiego.

Problemem mogą być także koalicjanci. – Jeśli Związek Ojczyzny będzie mieć największą frakcję w Sejmie, to wyjdzie wtedy z mocną inicjatywą, by wprowadzić Plan dla Litwy, który zaprezentowali podczas kampanii. Ale wiele będzie zależeć także od partnerów koalicyjnych, najprawdopodobniej Zielonych i Rolników, bo oni są nowością w krajobrazie politycznym. Ich priorytety takie jak radykalna walka z konsumpcją alkoholu są dyskusyjne. W dodatku nie jesteśmy wciąż pewni jak partie zdołają sformować spójny program rządu – mówi Linas Kojala. Politolog nie powiedział tego wprost, ale wiele osób uważa, że Zieloni i Rolnicy mogą hamować reformy proponowane przez konserwatystów.

Polityczny żółtodziób?

Tak mówiono jeszcze, gdy w 2015 roku wybierano go na lidera konserwatystów. Dla wielu był wariantem przejściowym, swoistym „zderzakiem”, wybranym na stanowisko z powodu niszczącego partię konfliktu między Andriusem Kubiliusem a Ireną Degutienė. Później funkcję prezesa miał objąć ktoś inny. Landsbergis zrezygnował jednak w maju 2016 roku z mandatu europosła i ostro wziął się za kampanię wyborczą. W uzyskaniu pierwszego miejsca konserwatystom pomogła na pewno afera w Ruchu Liberałów. – Lider TS-LKD jest za młody i zbyt niedoświadczony, by objąć stanowisko premiera. Musi nabrać doświadczenia, bo jego wejście w politykę było bardzo szybkie. Nawet jeśli był członkiem europarlamentu, nie znaczy to, że ma pojęcie o polityce krajowej. Jeszcze za wcześnie, by został premierem. Myślę, że przyszła koalicja powinna poszukać kogoś z większym doświadczeniem – mówiła przed wyborami politolożka prof. Jūratė Novagrockienė z Akademii Wojskowej Generała Jonasa Žemaitisa. Wyborcy uznali jednak inaczej. – Wszystko zależy od tego jakich dobierze sobie doradców – mówi Przeglądowi prof. Andrzej Pukszto. – Myślę, że w rządzie otoczyłby się raczej młodymi profesjonalistami, koncentrując się na wzmocnieniu gabinetu – twierdzi Linas Kojala.

Brak doświadczenia to częsty, choć nie jedyny zarzut. – On jest miękki, myślę, że bez charyzmy, nie ma nawyku uczestniczenia w grze politycznej i nie mogę sobie wyobrazić w jaki sposób postąpi w sytuacjach walki, w sytuacjach konfliktowych. Mamy tylko model nowego samochodu, zobaczymy, czy poprowadzi nas on po autostradzie czy w las albo bagno – mówi Przeglądowi Bałtyckiemu jeden z najbardziej znanych litewskich dziennikarzy Rimvydas Valatka. Na miękkości Landsbergisa mogą skorzystać zarówno koalicyjni partnerzy, ale przede wszystkim pani prezydent. Będą mu to pewnie także wypominać przeciwnicy z frakcji chadeckiej Związku Ojczyzny. – Myślę, że ci ostatni nie pozwolą, by TS-LKD zbytnio poszło w stronę liberalizmu. A będą reprezentowani na paru wysokich stanowiskach, ponieważ to inkluza, a nie wykluczenie, jest drogą do zapewnienia partii wewnętrznej stabilności – powiedział naszemu portalowi politolog Linas Kojala, kiedyś asystent liderki frakcji chadeckiej Ireny Degutienė.

Ten sam politolog mówi nam, że wyzwaniem dla Landsbergisa będzie pilnowanie ministrów, by nie stali się za bardzo samodzielni. A także pokazanie, kto jest „numerem jeden” w rządzie. – Na pewno pozycja premiera wymaga o wiele więcej niż wspaniałych umiejętności retorycznych, które zademonstrował podczas debat przedwyborczych. Będzie musiał pokazać swoje liderowanie w promowaniu reform, które obiecała partia, szukać kompromisów, zbierać polityczne poparcie we własnej partii dla reform, co było trudnym zadaniem dla premiera Kubiliusa w latach 2008-2012 – powiedział naszemu portalowi prof. Ramūnas Vilpišauskas

W cieniu dziadka i pani prezydent?

Kluczowym pytaniem jest, na ile przyszły lider jest politykiem samodzielnym. Od swojego dziadka, postaci bardzo wpływowej w litewskiej polityce i od pani prezydent, która chce odgrywać dużą rolę w nowej prawicowej koalicji rządzącej. – Pani prezydent jest bardzo zależna od dziadka Vytautasa, a Gabrielius bardzo zależy od pani prezydent. I wpływy prezydentury w nowej koalicji będą wielkie – mówi Przeglądowi Bałtyckiemu Rimvydas Valatka. – Można na pewno stwierdzić, że Gabrielius i Vytautas mają praktycznie identyczne poglądy na historię Litwy i jednakowo potępiają komunizm, cenią partyzantów itd. Mimo tego, wbrew pozorom w stosunkach między Gabrieliusem i Vytautasem Landsbergisem nie wszystko szło gładko – naszemu portalowi mówi z kolei Mariusz Antonowicz. Warto wspomnieć, iż kiedy młody Landsbergis kandydował na przewodniczącego partii jego dziadek nie popierał go, lecz tylko stwierdził iż „nie będzie agitować przeciwko swojemu wnukowi”. – Ogólnie można stwierdzić, że Gabrielius jest bardziej technokratyczny i pragmatyczny niż jego dziadek. W odróżnieniu od swego dziadka, Gabrielius nie jest wielkim miłośnikiem „wojen kulturowych” lub walk „ideologicznych” i więcej wagi przeznacza na gospodarczą modernizację Litwy. Na przykład Gabrielius popiera związki partnerskie homoseksualistów i oryginalną pisownią nazwisk – dodaje były asystent europosła i przewodniczący Polskiego Klubu Dyskusyjnego.

Wojny kulturowe. To rzeczywiście nie jest w stylu młodego Landsbergisa. Nigdy nie wypowiedział się na przykład w sprawie przerywania ciąży, co zarzucają mu politycy AWPL, z którymi rozmawiał Przegląd Bałtycki. A jeden z katolickich hierarchów skrytykował go za wsparcie dla gejów. Może po prostu jest liberałem? – Nie, nie jest liberałem. On po prostu uważa, że te spory prowadzą donikąd i zabierają zbyt dużo energii. Dlatego chciałby osiągnąć w tych kwestiach kompromis, który pomógłby załatwić problemy dla części mieszkańców Litwy i zakończyć spory ideologiczne – wykłada Antonowicz. Choć starego i młodego Landsbergisa różnią poglądy, to współpraca może być korzystna dla przyszłego premiera. – Vytautas cieszy się wielkim wpływem i szacunkiem na scenie politycznej Litwy, tego Gabrielius na pewno nie ma. I tu właśnie może przydać się pomoc dziadka. Myślę, iż dziadek będzie szczególnie ważny w stosunkach pomiędzy rządem Gabrieliusa a prezydenturą. Mając na uwadze, jakim szacunkiem Vytautas Landsbergis cieszy się w prezydenturze, on mógłby odgrywać rolę mediatora pomiędzy rządem a prezydenturą – mówi były asystent Landsbergisa.

Jak młody Landsbergis wpłynie na stosunki polsko-litewskie?

Dziadek obecnego lidera konserwatystów nie miał ostatnio dobrej prasy w Polsce. Nie jest też, mówiąc bardzo oględnie, szczególnie popularny wśród Polaków na Litwie. – Oczekujemy raczej stagnacji. Landsbergis junior jest beniaminkiem na litewskiej scenie politycznej, jego decyzje w sprawach polskich będą zależały od pozycji starych i doświadczonych polityków partii konserwatywnej, którzy w większości są zwolennikami twardej polityki wobec mniejszości polskiej na Litwie. Przy swych ostatnich rządach konserwatyści anulowali ustawę o mniejszościach narodowych, wprowadzili opresyjną wobec polskich szkół nową ustawę o oświacie, prześladowali polskich samorządowców za używanie języka polskiego w życiu publicznym. Nie ma żadnych powodów sądzić, że coś się w tym temacie zmieni – wyjaśnia Przeglądowi Bałtyckiemu Tadeusz Andrzejewski. – Landsbergis, gdyby został premierem Litwy, byłby w sprawach polskich zakładnikiem polityki prezydent Dalii Grybauskaitė oraz wspomnianego Audroniusa Ažubalisa, który zostałby ponownie szefem MSZ Litwy – mówi Andrzejewski.

W kuluarach politycznych Litwy mówi się jednak, że to raczej były ambasador Litwy w Waszyngtonie i świeżo upieczony poseł konserwatystów Žygimantas Pavilionis zostałby nowym ministrem spraw zagranicznych. – Pavilionis jest zwolennikiem naprawienia stosunków z Polską i opowiada się za ustępstwami wobec polskiej mniejszości – mówi Mariusz Antonowicz. – Žygis jest zakochany w PiS, a jednocześnie dosyć dobrze rozumie problemy w stosunkach polsko-litewskich, myślę, że mógłby kilka spraw ruszyć – zdradza Przeglądowi Bałtyckiemu urzędnik litewskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. – Žygimantas Pavilionis jest jednym z najprzyzwoitszych konserwatystów litewskich, on mógłby znów ożywić stosunki polsko-litewskie. Pavilionis nie raz i nie dwa razy mówił o stosunkach między naszymi krajami i ubolewał, że te stosunki już nie są takie dobre, jak powinny być między sąsiadami i sojusznikami. Mówił o sytuacji Polaków na Litwie, o literach w paszportach. On jest Europejczykiem z krwi i kości. Byłby motorem zmian w stosunkach między państwami – powiedział z kolei Przeglądowi Rimvydas Valatka. By zaraz dodać: za rządów Dalii Grybauskaitė zmian w stosunkach między Warszawą a Wilnem mógłby oczekiwać tylko nienormalny optymista. Czy zatem klucz do rozwiązania sytuacji znajduje się w rękach głównej lokatorki Pałacu Prezydenckiego, a nie młodego Gabrieliusa?

Landsbergis nie będzie miał wiele do powiedzenia w polityce zagranicznej – w kontekście działalności Pałacu Prezydenckiego przekonuje Przegląd Bałtycki Andrius Tapinas, dziennikarz z Laisvės TV.

Sam Landsbergis popiera przynajmniej część polskich postulatów, wśród nich to kwestia pisownia nazwisk. – Sądzę, że Gabrielius poparłby mniejsze ustępstwa dla Polaków, które nie są wpisane do traktatu polsko-litewskiego i są mniej kontrowersyjne, lecz poprawiłyby sytuację Polaków na Litwie: więcej polskich mediów na Litwie, dodatkowe punkty za znajomość języka polskiego dla kandydujących na wyższe uczelnie na Litwie. Więc kwestia resetu stosunków z Polską nie zniknie z agendy politycznej – mówi Antonowicz.

Dla naprawy stosunków polsko-litewskich są jednak przeszkody. Frakcja twardogłowych w Związku Ojczyzny: Kasčiūnas, Ažubalis, Stundys, Saudargas, Degutienė. A także sprzeciw pani prezydent oraz stanowisko Zielonych i Rolników, którzy mogą być przyszłym koalicjantem konserwatystów. – Zieloni i Rolnicy są taką modyfikacją litewskich endeków, tautininków, z cechami wiary pogan i nienawiścią do Europy, do wszystkich „innych” – studzi zapały polskich komentatorów kibicujących konserwatystom Rimvydas Valatka.

Dziennikarz Andrius Tapinas w rozmowie z naszym portalem wskazuje, że dla samego Landsbergisa ważniejsze będzie w 2017 roku opanowanie sytuacji wewnątrzpolitycznej, a nie wychodzenie ze śmiałymi koncepcjami zmian w polityce zagranicznej. A jeśli coś będzie chciał zmienić, to raczej przekonać Warszawę, by przestała wspierać noszącego georgijewską wstążeczkę Waldemara Tomaszewskiego.

Polityczne poparcie

W wyborach europejskich 2014 roku jako lider listy wyborczej konserwatystów Gabrielius Landsbergis uzyskał 96 tys. głosów preferencyjnych. W wyborach sejmowych 2016 roku do tej liczby doszło 36 tys. nowych głosów, zaś w okręgu jednomandatowym w kowieńskiej Zielonej Górze i Centrum przywódca TS-LKD uzyskał 38,4% poparcia. Jest faworytem II tury w tym rejonie przedwojennej stolicy, która tradycyjnie już od lat głosuje na konserwatystów. Po wyborach samorządowych 2015 roku zaczęto się obawiać, że Kowno odwróci się od Związku Ojczyzny, ale kownianie jeszcze raz dali konserwatystom szansę. Na jak długo?

Wydaje się, że w nowym Sejmie konserwatyści zostaną albo najsilniejszą frakcją, albo zremisują z Zielonymi i Rolnikami. Nawet gdyby jednak ta ostatnia partia zyskała przewagę, to premierem raczej w takiej koalicji centroprawicowej zostałby Gabrielius Landsbergis. Bo popiera go tandem konserwatywno-liberalny, który w pierwszej turze zyskał sporą przewagę nad partią zielonych i rolników. W dodatku poparcie dla Landsbergisa idzie z Pałacu Prezydenckiego, który zawsze wspierał prawicę. Nie z miłości. – Pani prezydent po prostu myśli, że będzie mogła łatwiej kontrolować konserwatystów i oni będą posłuszniejsi wobec niej, dla tego na nich stawia – wyjaśnia nam Mariusz Antonowicz. Podobno już teraz prezydentura nie jest zadowolona z niektórych kandydatów  konserwatystów na ministrów. Mogą być tarcia. Ale wariant prawicowej koalicji Związku Ojczyzny, Ruchu Liberałów oraz Zielonych i Rolników to wariant wciąż najbardziej korzystny dla gospodyni Pałacu Prezydenckiego, która ma już dosyć rządzącej do tej pory koalicji centrolewicowej. Także wariant najbardziej prawdopodobny po II turze wyborów, która rozstrzygnie się dziś.

Czy Gabrielius Landsbergis zasiądzie w fotelu premiera? Nawet jeśli ostatecznie tak się nie stanie, to warto wiedzieć więcej o tym młodym ambitnym polityku.

Cytaty z młodego Landsbergisa

O rodzinie: W ciągu mijających lat nasza rodzina pozostawała w epicentrum polityki i nawet jako dziecko nie pamiętam najmniejszego spotkania rodzinnego, na którym nie dyskutowałoby się o polityce. Miałem możliwość nie tylko obserwować politykę od wewnątrz, jako członek znanej rodziny, jestem także absolwentem Instytutu Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Wileńskiego z dziesięcioletnim doświadczeniem dyplomaty. Oczywiście, jest tak, że mój dziadek jest dla mnie bardzo osobistym przykładem na drodze, którą wybrałem, wchodząc do polityki. Dla mnie bycie Landsbergisem to przede wszystkim odpowiedzialność, jakkolwiek nie chcę bazować na nazwisku rodzinnym. Zwróciłem się do wyborców, by zaprezentować moje własne przekonania i pomysły. A wynik wyborów jest najlepszym dowodem, że te idee są popierane.

O swojej partii: Specyficzną cechą konserwatyzmu litewskiego jest fakt, że Związek Ojczyzny – Litewscy Chrześcijańscy Demokraci są organizacją, która bezpośrednio wywodzi się z Sąjūdisu, ludowego frontu walki o niepodległość. Stąd jednocząca wartość stania na straży niepodległości, propaństwowość, wolność, a także entuzjazm wobec NATO i Unii Europejskiej. Inną cechą, która teraz – po ponad dwudziestu latach rozwoju jest widoczna, to pewna eklektyczność: łączenie bardziej konserwatywnych i bardziej liberalnych nurtów. Jeśli chodzi o różne państwa: to naturalne, że w zależności od kraju konserwatyzm przybiera różne formy, ponieważ myśl konserwatywna podkreśla zawsze wagę historii i lokalnej tradycji politycznej dla „polis”. Dziś współczesność rodzi nowe wyzwania i przynosi nowe instrumenty odpowiedzi na nie. Z punktu widzenia konserwatywnego, my na Litwie, wciąż mając pozostałości sowietyzacji, musimy nadrabiać i dostosowywać się do Europy Zachodniej. W czym? We wzmacnianiu i modernizacji instytucji publicznych: od armii do systemu edukacji. Musimy walczyć o bardziej konkurencyjną i innowacyjną gospodarkę rynkową. Nazywamy to na Litwie „konserwatywną modernizacją”. Dziś europejska polityka potrzebuje więcej odwagi w godzeniu się z realiami i porzuceniem myślenia życzeniowego, zwłaszcza jeśli chodzi o agresję Putina. Tak jak kiedyś powiedział prezydent Reagan: „Don’t be afraid to see what you see”. Powiedzmy – nawiązując do prezydenta Ameryki – że życzyłbym sobie więcej transatlantyzacji europejskiej myśli konserwatywnej i praktyki jej działania.

O Wileńszczyźnie: Mój główny zarzut wobec naszych politycznych liderów jest taki, że z różnych powodów ten region był omijany, znikał z radaru politycznego. Rzadkie wizyty, słabe kontakty klasy politycznej z lokalną ludnością, brak dialogu doprowadziły do powstania próżni, którą wypełniła AWPL ze swą własną agendą. To zaś doprowadziło do jeszcze większych stereotypów, braku zaufania i mitów po obu stronach. Za czasów premiera Kubiliusa – lidera TS-LKD, rząd włożył specjalne wysiłki, by dotrzeć z przekazem dla lokalnej społeczności. Ten rząd jako pierwszy zwrócił uwagę na to, że Litwa Wschodnia, twierdza AWPL, mimo że jest położona w dogodnym obszarze blisko stolicy, nie wykorzystuje swego socjoekonomicznego potencjału. Jeśli ludzie nie widzą przyszłości dla swych dzieci, to nie czują się na Litwie jak „w domu”. Powinniśmy być ostrożni, by nie tworzyć większych podziałów. Kończąc, to czego potrzeba Wileńszczyźnie, to lepsze warunki dla lokalnej ludności, stworzenie szans, by odnieść sukces w kraju, a także rozwiązań, które odblokowałyby gospodarczy dobrobyt i rozwój regionu.

O zniesieniu progu wyborczego dla mniejszości narodowych: Ja nie poparłbym obniżenia progu. Wielu naukowców zwraca uwagę na to, że litewski system partyjny jest zbyt sfragmentaryzowany, zazwyczaj mamy 7 partii w parlamencie. Likwidacja progu oznaczałaby osłabienie systemu partyjnego i politycznego Litwy. Nie sprzyjałaby stabilizacji sceny politycznej.

O Waldemarze Tomaszewskim: Niestety ostatnia polityczna pozycja Waldemara Tomaszewskiego odnośnie wejścia do strefy euro czy potępienie Euromajdanu, powtarzanie argumentów Kremla w sprawie okupacji Krymu i terroru na Wschodniej Ukrainie, nie przyczyniają się do zwiększenia zaufania i rozwiązywania drażliwych kwestii.

Wszystkie cytaty pochodzą w Programu Bałtyckiego Radia Wnet (2014).

 

Zdjęcie tytułowe: Gabrielius Landsbergis. Zdj. Tsajunga.lt

Polub nas na Facebooku!