Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Walka o duszę łotewskiego Rosjanina

Podróż frontowa w czterech etapach. Rosja sądzi, że Zachód się do niej zbliża. Kraje NATO widzą coś odwrotnego: prowokacje asertywnej Rosji Putina. Jakie są fakty? Korespondent Steven Derix wyjechał w podróż wzdłuż nowej linii frontu.

Sierżant Arturo Garcia i kapral Joel Delgado nie czują się bardzo swobodnie. W 173 Brygadzie Spadochronowej amerykańskiego wojska nauczyli się jak skakać ze spadochronu z samolotu, jak demontować karabin maszynowy w egipskich ciemnościach i jak wejść do walki w pierwszej linii frontu. Ale nikt nie wyjaśnił Garcii i Delgado jak prezentować się przed klasą na Łotwie. Tym bardziej przed rosyjskojęzycznymi uczniami. Nastolatkami, którzy podejrzanie na ciebie się patrzą.

„Czy macie może jakieś hobby?” – próbuje nawiązać kontakt z grupą Garcia. Dzieci milczą.

To specjalna lekcja organizowana przez łotewskie ministerstwo obrony. „Jak obronię swoją ojczyznę”. Tym razem wydaje się dobrym pomysłem, by wziąć ze sobą amerykańskich wojskowych. Po aneksji Krymu przez Rosję i wojnie na Ukrainie rząd w Waszyngtonie postanowił rozdzielić batalion swych żołnierzy między Polskę a kraje bałtyckie – oznaka solidarności. Ale ten gest dla rosyjskich nastolatków nie jest per se dobrym pomysłem.

„Gram na gitarze” – mówi sierżant Garcia.  „Albo gram w gry na moim Nintendo”. Cisza. „Może zapytacie sierżanta Garcię, jak podoba mu się na Łotwie” – mówi pracowniczka ministerstwa obrony po łotewsku.

„Po rosyjsku” – szepcze dziewczynka. „Mów po rosyjsku.”

Egzamin z łotewskiego

„Oni byli po prostu trochę onieśmieleni” – mówi dyrektorka szkoły, Olga Miseviča, po przebiegu lekcji. „To jest prawdziwa szkoła na prowincji, musi Pan wiedzieć”.

Sierżant Garcia (po prawej) uważnie się wsłuchuje. Zdj. Steven Derix.

Wioska Tiskadi rzeczywiście leży na uboczu. Kto jedzie tutaj z estońskiej stolicy jest skazany na małe dróżki prowadzące przez arkadyjski krajobraz zalesionych wzgórz i małych jezior torfowiskowych. Tej nocy spadł świeży śnieg, opony z wypożyczonego samochodu ślizgają się okropnie przy zakrętach. Gdy przez chmury wychodzi słońce, Łotwa wydaje się podobna do cudnej zimowej krainy z amerykańskiego filmu na Boże Narodzenie.

Ten region nazywa się Łatgalią, jest to historyczny pas ziemi blisko rosyjskiej granicy. Etniczni Rosjanie stanowią tu większość ludności. Po upadku Związku Sowieckiego w 1991 roku nie wiodło im się szczególnie dobrze. Kolektywne gospodarstwa zamknięto, nowa gospodarka się nie pojawiła. Najpoważniejszą aktywnością gospodarczą w Łatgalii jest uprawa lasu. Albo, jak mówi lokalna ludność: wycinamy tu drzewa, ale po nasze meble idziemy do Ikei.

Amerykańscy żołnierze rozmawiają z rosyjskojęzycznymi uczniami szkoły w Tiskadi. Zdj. Steven Derix.

Kraje bałtyckie mają dużą mniejszość rosyjską. W Estonii liczba rosyjskojęzycznych wynosi prawie jedną czwartą, na Łotwie w 2011 roku wynosiła 27%. Stosunki między Bałtami a Rosjanami są ostre. Kiedy Litwa, Łotwa i Estonia odzyskały swą niepodległość w 1991 roku, Rosjanie nawet nie uzyskali obywatelstwa kraju, w którym często żyli całe życie (tzn. uzyskali automatycznie jedynie ci Rosjanie, którzy mieli tutaj swoich przodków przed aneksją w 1940 roku – przyp. Przegląd Bałtycki). Na przykład na Łotwie Rosjanie muszą zdawać egzamin z języka łotewskiego, żeby ubiegać się o paszport. Wiele tysięcy Rosjan do dziś nie posiada praw publicznych. Niektórzy przyjęli obywatelstwo rosyjskie.

Apokaliptyczna książka

Napięcia między Rosją a Zachodem zaostrzyły także stosunki wewnątrz krajów bałtyckich. Rząd Putina uważa rosyjską diasporę za efektywny środek wpływu na sąsiadów lub, w razie potrzeby, ich destabilizacji. Wojna na Ukrainie jest najbardziej bolesnym przykładem chaosu, który może wywołać Rosja grając „rosyjską kartą”.

Prowincja Łatgalii gra główną rolę w apokaliptycznej książce 2017: War with Russia, brytyjskiego generała „sir” Richarda Shirreffa. W książce Shirreffa rosyjskie „zielone ludziki” zajmują główny urząd prowincji w Dyneburgu. Następnie rosyjscy „dobrowolcy” przekraczają granicę. Później jadą białe ciężarówki z „humanitarną pomocą” – bronią i amunicją. To scenariusz, który znamy ze wschodniej Ukrainy. Ale jest ważna różnica: Łotwa jest od 2004 roku członkiem NATO. W książce Shirreffa rosyjska prowokacja prowadzi do nuklearnej wojny między Wschodem a Zachodem.

Przeczytaj także:  „2017. Wojna z Rosją” – recenzja książki Richarda Shirreffa

BBC zrobiła z książki audycję z Shirreffem i paroma innymi byłymi funkcjonariuszami londyńskiego war room. Na Łotwie wywołało to skandal, ale Nił Uszakow musiał się przede wszystkim uśmiać. „Ten dokument BBC ma tyle wspólnego z rzeczywistością co serial »The Lord of the Rings«, mówi wybrany burmistrz Rygi. Uszakow ma 40 lat i jest jednym z najbardziej wpływowych polityków Łotwy. Jego partia Zgoda uzyskała w Rydze zdecydowaną większość i przyciągnęła wielu łotewskich głosujących. „Nie mówimy tutaj o Rosjanach” – poprawia Uszakow przez telefon. „Używajmy określenia rosyjskojęzyczni”.

Uszakow niczego nie chce upiększać. „Oczywiście są problemy. Ale można je rozwiązać. W życiu codziennym stosunki między społecznościami są znakomite. Łotwa to nie Belgia”. Według Uszakowa to łotewscy politycy zaostrzają sytuację. „Rozwiązania prawdziwych problemów kraju znaleźć jest trudno. O wiele łatwiej jest powiedzieć wyborcom: Rosja jest zagrożeniem, a łotewscy Rosjanie to zło”.

Zakochani w Trumpie

Ale swoje robi także rosyjska propaganda. Nie tylko etniczni Rosjanie, ale także wielu Łotyszy ogląda rosyjską telewizję państwową – która ma więcej pieniędzy i lepsze programy niż lokalni nadawcy. Obywatele Łotwy są tym samym wystawieni na działanie tej samej dezinformacji, którą otrzymuje ludność Rosji. W zeszłym roku władze łotewskie zakazały transmisji rosyjskiego nadawcy RTR (przeznaczonego dla zagranicznych widzów), podobnie jak łotewskiej wersji Sputnika. Ale trzy godziny po tym jak wyłączono sputniknews.lv, pojawił się portal sputniknewslv.com. Rosyjskojęzyczna telewizja, którą robi się na Łotwie, nie jest specjalnie popularna.

Guthia Oskalne nie wierzy w powodzenie kontrpropagandy. „Na tej płaszczyźnie Rosja jest nie do pobicia, obawiam się”. Po tym jak uczniowie z Tiskadi opuścili klasę, urzędniczka łotewskiego ministerstwa ma czas dla reportażysty. „Myślę, że lepiej jest kształcić ludzi” – mówi. „Żeby mogli wszystko przyjmować krytycznie”.

Witalij Szczerbakow (18 lat) jest pozytywnie zaskoczony rozmową z amerykańskimi żołnierzami. Na rosyjskojęzycznej stronie internetowej przeczytał, że Amerykanie regularnie chleją w Rydze i molestują lokalne kobiety. Z reakcji pod informacją wynikało, że odpowiedzialni byli Łotysze. „Ale Amerykanie wydają się być takimi samymi ludźmi jak my. Zupełnie zmieniłem zdanie”.

Przeczytaj także:  Trump dla Łotwy nadal niewiadomą

Witalij opowiada, że głównie starsi mieszkańcy regionu nie są zadowoleni z obecności Amerykanów. „Czasem odbywają się tutaj manewry NATO. Niektórzy uznają to za prowokację”. Uśmiecha się. „Moja babcia była zachwycona wygraną Trumpa”.

Chcesz otrzymywać więcej informacji na ten temat? Subskrybuj nasz newsletter!
Raz w miesiącu otrzymasz na swoją skrzynkę zestawienie najważniejszych artykułów.

Artykuł pierwotnie ukazał się w czasopiśmie NRC Handelsblad” w ramach cyklu „Nowa europejska linia frontu”. Oprócz tekstu o Łotwie zaprezentowano materiały o Sankt Petersburgu, Kaliningradzie i Estonii. Tłumaczenie z języka niderlandzkiego Tomasz Otocki.

 

Zdjęcie tytułowe: Rosyjskojęzyczny chłopiec w szkole w Tiskadi w czasie lekcji poświęconej siłom zbrojnym na Łotwie. Zdj. Steven Derix.

  • Stanislaw Gadomski

    Szkoda, że się przemilcza skąd się w krajach bałtyckich wzięły rosyjskie mniejszości. To przypomnę: Wywieziono ludność nie nastawioną entuzjastycznie do aneksji tych krajów na Syberię i innych odległych regionów, na ich miejsce, do ich domów sprowadzono Rosjan. Także Polaków. Ot i cała wielka tajemnica niechęci do Rosjan. Czasem nienawiści, Wielu uważało ZSRR za pierwszego okupanta i pokładało nadzieję w Hitlerze jako wyzwolicielu. Tak jak my w Napoleonie.

    Ci co się osiedlili przed wojną, to uciekinierzy przed władzą radziecką. Ci nie mają pogardy dla mało ważnych globalnie języków lokalnych. Tak to prawda, rosyjski jest globalnie ważniejszy… Ale dobrze, że nie musimy nim mówić. Moja babcia w warszawskim gimnazjum musiała. W czasach ZSRR był obowiązkowy w litewskich fabrykach.

    • To nie jest tajemnica, jest trochę materiałów nt. deportacji i wojny, także na łamach Przeglądu Bałtyckiego. Prawdą jest natomiast, że w większości artykułów nie tłumaczy się przyczyn napięć między społecznościami – etnicznie estońskimi lub łotewskimi a rosyjskojęzycznymi.

Polub nas na Facebooku!