Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

„Jeśli zechcecie dowiedzieć się, kim jest rosyjski Europejczyk, to zapraszamy na Litwę!”

Rosyjscy emigranci polityczni opowiadają o swoim życiu w kraju bałtyckim.

Według ocen Rosstatu (Federalna Służba Statystyki Państwowej – przyp. PB), od 1989 do 2015 roku Rosję opuściło ok. 4,5 milionów ludzi. Jednocześnie w ostatnich latach emigracja zauważalnie przybrała na sile. Na przykład w 2012 roku, według oficjalnych danych, Rosję opuściło ok. 110 tys., w 2015 roku – nieco ponad 300 tys., a w 2016 roku – ok. 350 tys. ludzi. Przy tym zdecydowana mniejszość spośród wyjeżdżających ubiegają się o otrzymanie nowego obywatelstwa.

Chcesz dowiedzieć się więcej na ten temat? Subskrybuj nasz newsletter!
Raz w miesiącu otrzymasz na swoją skrzynkę zestawienie najważniejszych artykułów.

Na liście krajów, które obywatele Federacji Rosyjskiej najczęściej wybierają jako nowe miejsce stałego pobytu, pierwsze trzy miejsca zajmują Niemcy, Izrael i USA. Jeżdżą tam, co do zasady, ludzie najbardziej zamożni, bądź ci, którzy mają w tych krajach krewnych, gotowych przyjąć wyjeżdżających z Rosji.

Począwszy od 2013 roku, czyli od przyjęcia szeregu represyjnych ustaw, zwiększyła się liczba emigrantów politycznych – a więc takich, którzy nie zgadzają się z reżimem rządzącym, ale nie ryzykują kontynuowania walki w ojczyźnie z powodu zagrożenia bezpieczeństwa, a w niektórych przypadkach nawet życia. Emigranci polityczni wolą wyjechać na Ukrainę lub do krajów bałtyckich, gdzie istnieje możliwość prowadzenia działalności politycznej w języku rosyjskim.

Na początku ubiegłego tygodnia okazało się, że jeden z organizatorów „Rosyjskich Marszów” Jurij Gorski poprosił na Litwie o azyl polityczny. 1 maja Gorski organizował w Moskwie demonstrację poparcia dla Dmitrija Diemuszkina, skazanego w kwietniu tego roku na dwa i pół roku pozbawienia wolności.

Po tym wydarzeniu przeciwko Jurijowi Gorskiemu wszczęto sprawę karną pod zarzutem ekstremizmu i od początku lipca znajdował się on w areszcie domowym. Teraz jego wniosek będzie rozpatrywany w wydziale migracyjnym Połągi w ciągu najbliższych kilku miesięcy.

Przeczytaj także:  Kłajpeda à la russe

Aktywność polityczna nowej fali rosyjskiej emigracji na Litwie zwróciła na siebie uwagę prokremlowskich mediów. Tak więc, na stronie RIA Nowosti pojawił się artykuł autorstwa Wiktora Małachowskiego, w którym mowa jest o tym, że nowa społeczność w rosyjskiej diasporze na Litwie stworzona została „przede wszystkim przez moskwian i petersburżan. Przede wszystkim – przez przedstawicieli uprzywilejowanych warstw rosyjskiego społeczeństwa (dziennikarzy, menedżerów mediów, reżyserów i producentów), będących bez wątpienia na świeczniku w czasach »siedmiu banków« i »wojen medialnych«” (chodzi o lata 90. – przyp. PB).

Dalej przedstawione zostały charakterystyczne cechy nowej emigracji. Zdaniem autora artykułu, uchodźcy z putinowskiego reżimu odróżniają się „w pierwszej kolejności swoją zawziętą lojalnością wobec przyjmujących [ich] narodowych demokracji (a jednocześnie wobec kultywowanych lokalnie wyszywanek, pieśni i tańców). Po drugie, przesadną gotowością do walki z ojczyzną na dowolnym froncie, na który ich poślą”.

Rosyjska flaga z gwiazdami Unii Europejskiej

Na temat tego, jaka naprawdę jest nowa rosyjska emigracja na Litwie, korespondentka „Głosu Ameryki” porozmawiała z niektórymi aktywistami społecznymi, którzy w ostatnich latach przenieśli się do Republiki Litewskiej.

Aktywistka obywatelska Irina Kałmykowa do czasu swojego wymuszonego wyjazdu z Rosji brała aktywny udział w akcjach protestacyjnych. Po tym, gdy ponad 50 razy była zatrzymywana przez funkcjonariuszy OMON, wszczęto przeciw niej sprawę z art. 212 (2) Kodeksu Karnego Federacji Rosyjskiej („Udział w masowych zamieszkach”). Po tym, gdy wobec Iriny zastosowano zakaz opuszczania kraju, prokuratura zaczęła zbierać materiały dla powtórnego przedstawienia zarzutów.

Przeczytaj także:  Matka chrzestna. Tomas Venclova o Ludmile Aleksiejewej i o tym, jak powstawała Litewska Grupa Helsińska

„Kiedy zrozumiałam, że grozi mi aresztowanie, a miałam na rękach małoletniego syna, zdecydowałam, że moje dziecko nie może znaleźć się w przytułku i postanowiłam wyjechać razem z nim” – opowiada Irina Kałmykowa korespondentce „Głosu Ameryki”.

W lipcu razem z grupą osób podzielających jej poglądy Kałmykowa stworzyła „Rosyjski Ruch Europejski”. „Naszym symbolem będzie rosyjska flaga z wpisanymi w nią gwiazdami Unii Europejskiej” – kontynuuje aktywistka społeczna.

Członkowie nowego ruchu uczestniczą w akcjach politycznych, których część odbywa się obok ambasady Rosji w Wilnie. I tak, przedstawiciele nowej fali emigracji urządzili pikietę w celu poparcia Alego Feruza – korespondenta „Nowej Gazety”, którego rosyjskie władze zamierzają deportować do Uzbekistanu.

„Będziemy także okazywać pomoc konsultacyjną nowo przybyłym. Dlatego, że kiedy tylko człowiek tutaj przyjeżdża, nie wie, dokąd iść, do kogo się zwrócić, jakie podania pisać i od czego zaczynać. My mamy już pewne doświadczenie, którym gotowi jesteśmy się podzielić. I w ogóle, będziemy trzymać się razem, bo to jest bardzo ważne. Żeby w Rosji nie powstało wrażenie, że wyjechaliśmy i zamilkliśmy. Przecież pozostajemy obywatelami Federacji Rosyjskiej” – podkreśla Irina Kałmykowa.

„Takich, jak ja na Litwie jest coraz więcej”

Inna przedstawicielka najnowszej rosyjskiej diaspory to obrończyni praw człowieka Tatjana Dorutina – wyjechała z Sankt Petersburga pod koniec 2013 roku, kiedy w toku była nagonka na NGO-sy, które znalazły się w rejestrze „zagranicznych agentów”.

Dorutina kierowała „Ligą Wyborczyń”, która przejawiała bardzo dużą aktywność w sprawie ujawnienia fałszerstw w wyborach federalnych i lokalnych w 2011 roku. Potem Tatjana Dorutina kierowała kilkoma miejskimi mityngami „Za wolne wybory”.

„Takich, jak ja na Litwie jest coraz więcej. Bardzo emocjonujemy się tym, co dzieje się w Rosji i oczywiście staramy się trzymać razem. Nawet jeśli w ojczyźnie były między nami jakieś różnice w poglądach” – zauważa Tatjana Dorutina w rozmowie z korespondentką „Głosu Ameryki”.

„Nieraz przeprowadzaliśmy akcje przeciwko rosyjskiej agresji na Ukrainie. Poza tym, kiedy odbywają się jakiekolwiek międzynarodowe albo ogólnorosyjskie akcje, dołączamy się do nich. Na przykład pikietowaliśmy przed rosyjską ambasadą w sprawie uwolnienia Ildara Dadina (aktywista obywatelski więziony za udział w demonstracjach – przyp. PB). Cieszy nas bardzo, że został uwolniony i wydaje nam się, że jest też w tym nasz niewielki wkład” – podkreśla obrończyni praw człowieka.

Oprócz tego, Tatjana Dorutina bierze udział w pracy organizacyjnej związanej z prowadzeniem Forów Wolnej Rosji, na które do stolicy Litwy zjeżdżają się rosyjscy opozycjoniści zarówno z metropolii, jak i z różnych krajów, a także zachodni dziennikarze i politolodzy.

„Za każdym razem, gdy wracam do Rosji, czuję duszność”

Jeszcze jednym rozmówcą „Głosu Ameryki” jest Wieniamin Dmitroszkin, który nazywa siebie aktywistą politycznym o poglądach liberalnych. W Rosji pracował w Centrum im. Sacharowa, gdzie zajmował się wsparciem technicznym i promocją wydarzeń Centrum w sieciach społecznościowych.

„Przez długi czas nigdzie nie wyjeżdżałem z Rosji, ponieważ z różnych powodów nie mogłem dostać paszportu. Ale gdy wreszcie zacząłem wyjeżdżać, to odkryłem, że za każdym razem nie chciało mi się wracać. I czuje się, że tak jakby normalne życie się kończy. Kiedy na lotnisku po przejściu kontroli paszportowej znajdujesz się w ojczyźnie, robi się po prostu nieswojo z powodu chamstwa, ciasnoty i duszności.

Na przykład, niedawno, kiedy w Rosji zdelegalizowano Świadków Jehowy, na Zachodzie został lider zespołu rockowego „Nol” Fiodor Czistiakow, jeden z najbardziej znanych w Rosji członków tej wspólnoty religijnej. I ja od razu przypomniałem sobie jego piosenkę „Mieszkam na ulicy Lenina”. Sam Czistiakow mówił, że ta piosenka jest o duszności. Tak też, kiedy wracam do Rosji, za każdym razem czuję tę duszność” – przyznaje Wieniamin Dmitroszkin.

Ostatecznie, Dmitroszkin i jego żona podjęli decyzję o zamieszkaniu za granicą. „Długo przypatrywaliśmy się różnym krajom i odkryliśmy, że jest kraj z liberalnym prawem i z bardzo przyjaznymi ludźmi. Ten kraj to Litwa” – kontynuuje rozmówca „Głosu Ameryki”.

Swoją działalność w Wilnie Wieniamin Dmitroszkin opisuje w ten sposób: „My coś tam piszemy i mamy też kursy języka litewskiego i angielskiego. Prowadzimy je nie my, od tego mamy nauczycieli, my tylko organizujemy te kursy. Ale to wystarczająco dochodowy rodzaj działalności”.

„Kombinacja europejskiego systemu prawno-politycznego, życzliwości, zdrowia psychicznego i rozwiniętego środowiska rosyjskojęzycznego”

Na Litwie, tak jak w wielu innych krajach Europy Środkowej i Wschodniej, dosyć silnie odczuwalne są próby wpływu rosyjskiej propagandy. Co prawda, w ostatnim czasie powstało kilka projektów medialnych, prezentujących alternatywny wobec kremlowskich mediów punkt widzenia.

Przeczytaj także:  Równoległe światy

Organizatorem jednego z takich projektów stał się dziennikarz Aleksandr Kusznar. W komentarzu dla „Głosu Ameryki” opowiedział on, że od dawna interesował się analityką filozoficzno-polityczną. Będąc z wykształcenia prawnikiem, rozpoczął działalność dziennikarską w jednym z holdingów medialnych w Chabarowsku. Jednakże po pewnym czasie był zmuszony odejść stamtąd z powodu politycznych i twórczych różnic z właścicielami.

Potem Kusznar wziął udział w pracy niezależnego projektu „Amurburg”, którym kierował Oleg Potapienko.

„Przez pierwszych 8 miesięcy pracowaliśmy w tym wydawnictwie całkowicie bezpłatnie – w oczekiwaniu na przyszłe dochody sponsorskie i handlowe. W ciągu półtora roku ciężkiej pracy po 12-15 godzin na dobę przerobiliśmy mało znaną stronę w źródło odwiedzane przez prawie 100 tys. unikalnych czytelników na dobę. Jego tematyka została oceniona przez lokalne władze jako »opozycyjna« i dlatego – «wroga«: nasze najbardziej popularne tematy dotyczyły m.in. agresji Rosji przeciwko Ukrainie” – opowiada Aleksandr Kusznar.

Jak opowiada dziennikarz, „rozgniewało to lokalną biurokrację i wkrótce przyniosło prześladowania”. W rezultacie Potapienko był zmuszony wyjechać do USA, a Kusznar – na Litwę. Do kraju, który w 2015 roku jego zdaniem stał się dla niego „drugą ojczyzną”. „Republika Litewska jest unikalną kombinacją europejskiego systemu polityczno-prawnego, wyjątkowej życzliwości, zdrowia psychicznego i całkiem rozwiniętego środowiska rosyjskojęzycznego. Jeśli kiedykolwiek zechcecie się dowiedzieć, kim jest rosyjski Europejczyk, którego poszukuje się od czasów Puszkina i Gogola – to zapraszamy na tę piękną nadbałtycką ziemię” – ocenia Aleksandr Kusznar.

W dodatku zajmowanie się analizą filozoficzno-polityczną okazało się tutaj zdecydowanie prostsze, niż w Rosji. Potwierdzeniem tego stał się kierowany przez Aleksandra projekt Newsader. Rozmówca „Głosu Ameryki” opisuje go tak: „To niezależna platforma medialna, która – w ramach swoich ograniczonych możliwości budżetowych – stara się wypełnić próżnię informacyjną, związaną przede wszystkim ze słabym naświetleniem tej działalności Rosji, która wiąże się z jej agresją przeciwko cywilizacji euroatlantyckiej i przestępstwami wojennymi przeciwko ludzkości – w szerokim sensie, ma się rozumieć, a nie tylko w czysto prawniczym”.

„Niestety, w ostatnich latach powodów do naświetlenia tej problematyki zostało dostarczonych więcej niż potrzeba – ciągnie Aleksandr Kusznar. – W ciągu mniej niż 10 lat putinowska administracja przeprowadziła co najmniej trzy udokumentowane agresywne wojny regionalne – przeciwko Gruzji, Ukrainie i narodowi syryjskiemu, zajmując się przy okazji okupacją odpowiednich terytoriów i bezpardonowo prowadząc »hybrydową« wojnę przeciwko krajom Zachodu. Więc kiedy widzimy sytuację »Rwandy nr 2«, nie możemy przejść obok”.

Właśnie dlatego Newsader bezzwłocznie publikował materiały, mówiące prawdę o rosyjskich bombardowaniach Aleppo, wykorzystując materiały zagranicznych mediów oraz zdjęcia dokumentalne niezależnych dziennikarzy i wideoblogerów, zamieszczone w Internecie.

„Powinniśmy pomóc tej części rosyjskiej inteligencji, która tutaj przyjechała”

Dziennikarz litewskiego kanału „Laisvės TV” Andrius Tapinas podkreśla: „My na Litwie bardzo się cieszymy z tego, że akurat w naszym kraju pojawili się tak aktywni przedstawiciele rosyjskiej opozycji”.

Na tym kanale jest program w języku rosyjskim, przeznaczony dla widowni w krajach, wchodzących kiedyś w skład ZSRS. Program ten nosi błyskotliwy tytuł „Trzymajcie się tam” (oryg. Dierżyties’ tam) i jak wyjaśnił Tapinas, od jesieni tego roku będzie cotygodniowo ukazywał się na kanale „Current time”.

„I w tym programie dosyć blisko współpracujemy z tymi, którzy niedawno przyjechali z Rosji. Przecież my Litwini, być może, nie bardzo dobrze rozumiemy wszystkie niuanse rosyjskiej polityki” – kontynuuje dziennikarz.

Rosyjscy emigranci polityczni aktywnie wsparli akcję #кремльтебенепереписатьнашуисторию (Kremlu, nie przepiszesz naszej historii – przyp. PB), w wyniku której MSZ Rosji otrzymało wiele listów z protestami w związku z wypowiedziami rosyjskich urzędników o antykomunistycznych partyzantach w krajach bałtyckich pod koniec lat 40. i w początku 50. Powodem dla tych wypowiedzi stał się krótkometrażowy film „Forest Brothers – Battle for the Baltics”.

Przeczytaj także:  Dlaczego Kreml bardziej wystraszył się krótkiego filmu NATO o leśnych braciach niż czołgów?

„To jak chorobliwie zareagowały na to rosyjskie oficjalne kanały telewizyjne, pokazuje, że efekt zrobił duże wrażenie. Bo przecież jeśli twoją politykę krytykują, powiedzmy, cudzoziemcy z dawnej »bliskiej zagranicy«, np. właśnie Litwini, to na to można machnąć ręką – »co oni tam wiedzą? « Ale jeśli do takiej akcji dołączają Rosjanie, którzy niedwuznacznie dają do zrozumienia, że biorą naszą stronę i że opowiadają się za prawdą historyczną – to staje się dla rosyjskich organów rządowych o wiele bardziej bolesne” – ocenia Andrius Tapinas w rozmowie z korespondentką „Głosu Ameryki”.

Podsumowując rozmowę, litewski dziennikarz powiedział: „Mamy dużą nadzieję, że kiedyś Rosja stanie się dla nas sąsiadem, z którym można będzie dojść do porozumienia. Dlatego uważam, że dzisiaj na Litwie powinniśmy pomóc przetrwać tej części rosyjskiej inteligencji, która tutaj przyjechała i która tworzyła kręgosłup oporu wobec reżimu totalitarnego w czasach sowieckich. Przecież nieraz słyszałem, że dla wielu Rosjan, którzy do nas przyjechali, emigracja stała się jedynym sposobem uratowania swojego życia”.

„Tak w ogóle, póki co nie chce się wracać”

Na zakończenie wspomnianej wcześniej publikacji na stronie RIA Nowosti autor nie kryje trwogi: „Ci właśnie »Rosjanie« – gotowi są… »wspierać informacyjnie« globalną kampanię antyrosyjską – w zasadzie oni chcą wrócić. Oczywiście, nie teraz. A dopiero gdy reżim w końcu upadnie”. I wykorzystując pogardliwą terminologię sowieckiego agitpropu kończy: „do swojego kraju te »emigracyjne odpady« będą się odnosić w odpowiedni sposób. Dlatego niezmiernie ważne dla Rosji jest, aby nigdy oni nie wrócili”.

Jak mówi Tatjana Dorutina, znacząca część aktywistów społecznych, którzy przyjechali na Litwę, rzeczywiście zamierza wrócić, jednak nie wtedy, „gdy reżim w końcu upadnie”, ale gdy zniknie zagrożenie dla ich bezpieczeństwa.

Co prawda, są i tacy, którzy w bliskiej perspektywie nie planują powrotu do Rosji. Na przykład, Wieniamin Dmitroszkin uważa, że w Rosji wyjechać poza Moskwę jest po prostu strasznie. Środowisko znajduje się w opłakanym stanie, do zbiorników wodnych często nie da się podejść. „Wydaje mi się, że w Rosji, poza polityką, jeszcze wiele musiałoby się wydarzyć, żeby sytuacja zmieniła się na lepsze. Ale boję się, że już się nie wydarzy. Tak w ogóle, póki co nie chce się wracać. Ale przewidywać na dłuższą metę nie mogę” – kończy Wieniamin Dmitroszkin.

 

Artykuł pierwotnie został opublikowany na portalu redakcji rosyjskiej Głosu Ameryki. Przedruk na łamach Przeglądu Bałtyckiego za zgodą autorki. Tłumaczenie z języka rosyjskiego Dominik Wilczewski.

 

Zdjęcie tytułowe: Marsz solidarności z więźniami politycznymi. Moskwa, 2013. Vladimir Varfolomeev / Flickr / CC.

Polub nas na Facebooku!