Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Społeczność LGBT w krajach bałtyckich. Po transformacji trochę łatwiej

André/Andrea myśli, że jest stworzeniem Bożym i nie wyobraża sobie życia bez wiary. Asieńka, urodzona w Łotwie Sowieckiej, nigdy nie była religijna. Kazimierz nigdy nie udawał nikogo innego, z kolei Asieńka i André/Andrea  przeszli przez swoje heteroseksualne małżeństwa. Mieszkający w Niemczech Algis chce wrócić na Litwę, bo kocha swój kraj i brzmienie języka litewskiego. Asieńka wyobraża sobie wyjazd do Niemiec i wzięcie ślubu w Hamburgu czy Monachium. Dużo ich dzieli, łączy fakt, że są członkami społeczności LGBT w krajach bałtyckich, która ma nieco trudniej niż ich koledzy i koleżanki w Europie Zachodniej. W podróż śladami homoseksualistów i transseksualistów na Węgrzech, w Polsce, Litwie i Łotwie zabiera nas niemiecka dziennikarka Marianne Zückler. „Osteuropa Express” to opowieść o wolności, miłości, seksualności i wykluczeniu społecznym.

Chcesz dowiedzieć się więcej na ten temat? Subskrybuj nasz newsletter!
Raz w miesiącu otrzymasz na swoją skrzynkę zestawienie najważniejszych artykułów.

Bohaterowie książki:

Krisztina, ma 27 lat, pochodzi ze wschodnich Węgier i mieszka u rodziców, jest transseksualistką.

Algis, ma 19 lat, jest gejem, Litwinem, studiuje w Niemczech, myśli o powrocie do kraju.

Anna, ma 32 lata, jest doradcą podatkowym, mieszka z partnerką w Warszawie.

Breda, ma 34 lata, pracuje jako kucharz, pochodzi z Rumunii, miał wielu partnerów, mieszka samotnie w Budapeszcie.

Asieńka, ma 46 lat, jest rozwiedziona, jest bizneswoman, żyje w stałym związku.

André/Andrea, ma 68 lat, pracuje jako garderobiana w Teatrze Narodowym w Rydze, żyje w związku partnerskim.

Eszter, ma 38 lat, jest Amerykanką z węgierskim backgroundem, mieszka w Budapeszcie i planuje powrót do USA.

Kazimierz, ma 46 lat, jest architektem krajobrazu, mieszka we Wrocławiu i jest w związku.

Urodziłam się w sowieckich, niespokojnych czasach…

Łotyszka Andrea w paszporcie jest zapisana oficjalnie jako André. Tak już zostanie do końca. Rozmowę z dziennikarką zaczyna od łotewskiego tabu. Nie, nie od homoseksualizmu czy transseksualizmu. Od wyparcia niemieckiej przeszłości Rygi w czasach sowieckich. Andrea, choć nigdy nie miała talentu do języków, pamięta jedno niemieckiego słowo: schmucker. Szykowniej, ładniej. Ta niemiecka przeszłość Rygi jakoś fascynuje, choć w czasie wojny działy się różne złe rzeczy. Andrea przywiązuje wagę do ubioru, przeprasza dziennikarkę, że przyjmuje ją w niestosownym ubraniu, ale właśnie w domu są robotnicy i jest remont. Pracuje w Teatrze Narodowym w Rydze. Adres bulwar Kronvaldsa. Teatr powstał w 1919 roku, rok wcześniej w tym budynku ogłoszono powstanie niepodległej Łotwy. Pierwszy raz w historii. Nie chce podawać swojego prawdziwego imienia, jak pozostali rozmówcy z kręgu LGBT, ale zaprasza na podróż po swoim życiu. Smutną, niełatwą, bolesną – sowieckie czasy na Łotwie to prawdzie piekło społeczności LGBT. Inaczej niż w ponurej i zaściankowej PRL, homoseksualizm i transseksualizm był na Łotwie przestępstwem. Prawo zmieniono dopiero w 1993 roku, gdy Łotwa ubiegała się o miejsce w Radzie Europy. „Urodziłam się w niespokojnych i trudnych czasach… prawdopodobnie w łagrze. Wtedy było wiele deportacji z Rygi. Wielu Łotyszy, Żydów, dzieci, kryminalistów i politycznych przeciwników władzy sowieckiej zostało aresztowanych przez Rosjan i wysłanych do kolonii karnych na Syberii” – zaczyna swoją opowieść Andrea. W dzieciństwie trafiła do adopcji. Przybrani rodzice nie zdawali sobie sprawy, co stanie się z nią w najbliższej przyszłości. Gdyby tylko wiedzieli, nie podjęliby decyzji o adopcji.

Przeczytaj także:  Tęczowa Ryga. Czy Łotwa się zmienia?

***

Asieńka pochodzi z mieszanej rodziny. Ojciec wojskowy był Białorusinem, matka Łotyszką. W dzieciństwie mieszkała na Przedmieściu Moskiewskim w Rydze. Moskaczka. Specyficzna dzielnica do tej pory, to nie słodka i wypucowana starówka albo secesyjne kwartały ryskich kamienic. Życie trudne, twarde. W czasie wojny było tu getto. „Czy inne dzieci miały tak samo jak ja?” – zastanawia się Asieńka. „Nie mogłam sobie w każdym razie wyobrazić czegoś innego. Myślałam, że wszystkie rodziny są takie jak moja i we wszystkich rodzinach dzieją się te same rzeczy. Ojcowie piją, kłócą się ze swoimi żonami, biją je, później spadają, powracają i każą się obsługiwać aż do kolejnej kłótni”. Szara rzeczywistość lat osiemdziesiątych. Asieńka pamięta życie w przeciętnej rodzinie z wojskowym backgroundem. Dla rodziców była ciągle za gruba. „Łotewska kobieta musi być szczupła niczym łania. To do dzisiaj należy do łotewskiego ideału kobiety” – śmieje się. W młodości nie ubierała się w słodkie ubrania dla dziewcząt. Przez rodziców przezywana była jako wywłoka albo strach na wróble. Bolało. Nie lubiła przebieranek i malowania się dziewczyn bawiących się na Moskaczce. Nie czuła się jedną z nich.

***

Algis jest najmłodszych bohaterem książki. Pochodzi z małej wioski w południowo-wschodniej Litwie. Później rodzina przeprowadziła się do Wilna. W dzieciństwie szył kostiumy dla swoich pluszaków. Dla mamy było to takie słodkie. Każda mama chce mieć takiego synka. Po co rozbijać sobie głowę podczas meczów piłkarskich na podwórku. Później jednak zaczęła coś rozumieć i wyrzuciła wszystkie zabawki Algisa do kosza. W młodości chłopak mieszkał na przedmieściach Wilna, w dzielnicy rosyjskiej, gdzie stał wielki pomnik Lenina, otoczony pomnikami Marksa i Engelsa. Algis nie może jednak tego pamiętać, bo ma dziewiętnaście lat. Jednak ten pomnik Lenina wciąż siedzi w mentalności Litwinów. Sowieckie przeświadczenie, że homoseksualizm to dewiacja wyznają nawet ci, których trudno byłoby posądzać o sympatię wobec sowieckiej przeszłości.

Chłopak pochodzi ze zwyczajnej postsowieckiej rodziny. Ojciec jest inżynierem, matka księgową w międzynarodowej firmie. W dzieciństwie był jedynym chłopcem, który bawił się tylko z dziewczynami. Rodzice wystraszyli się i posłali go do szkółki piłkarskiej. Litwa jest katolicka, ale rodzice byli właściwie ateistami. Z ciotką i wujkiem jest inaczej, bo w ich mieszkaniu do dziś wisi Chrystus na krzyżu oraz podobizny świętych. Litwa jest najbardziej religijnym krajem spośród trzech państw bałtyckich. Ale to właśnie u ciotki Algis będzie oglądać erotyczne filmy jako nastolatek. Jako nastolatek będzie się angażować w katolickim związku młodzieży. Tu porno, tam Jezus. Schizofrenia. Wielu gejów do dziś tak ma.

Algis nie chce być ofiarą

Choć z rodzicami każdemu z protagonistów książki Marianne Zückler było trudno, każdy miał w kimś oparcie. André/Andrea miała wyśmienite relacje z babcią, Omi, która była jedyną osobą, która ją rozumiała. – Tylko ona kochała mnie taką, jaką jestem – po latach wspomni André/Andrea. Uszyła jej lalkę ze strzępek materiału, diamentów. Nazywały ją razem Deimonds, „niezwyciężoną”. Matka Andrei zachowała się tak samo jak matka Algisa i wyrzuciła lalkę do ognia. Do dziś kobieta nie może jej tego zapomnieć.

“To było pod koniec lat pięćdziesiątych. Mieszkaliśmy w starym domu w centrum Rygi. Do czasów wojny była to willa secesyjna. Później fasada została przedziurawiona kulami jak ser szwajcarski. Klatka schodowa, wspaniałe malowidła, wielki żyrandol w korytarzu, wszystko zepsute. Ale żyliśmy jak w pałacu!”.

Rodzice w swoim mniemaniu należeli do inteligencji. Dziś Andrea odróżnia komunistyczną inteligencję od wolnomyślicieli. Ojciec był wierny linii Komunistycznej Partii Łotwy, matka nie. Jednym ze szczęśliwszych momentów w życiu naszej bohaterki było wspólne śpiewanie łotewskich pieśni narodowych przez mamę i babcię. W konspiracji. Ojciec był przeciwko. Konformista.

W szkole André/Andrea nie mogła się skoncentrować. Do dziś jest roztrzepana, pełna myśli, które z wielką szybkością przechodzą przez głowę. Ojciec znalazł jej w końcu szkołę zawodową. Miała zostać stolarzem. Chciała suflerką. Nie wyszło. W międzyczasie Andrea przebiera się za balerinę, królową śniegu czy generała. Raz jest mężczyzną, raz kobietą. Czasem jednym i drugim. Rzeczy, które najbardziej się podobały, musiała chować. Jest duszny letni wieczór. Andrea jest w siódmym niebie, przebiera się, tańczy i wpada prosto na ojca. – Chcesz zostać Andreą? – w jego głosie brzmi groźba. Dzisiaj Andrea myśli, że ojciec po prostu się jej bał.

***

Młodość Algisa upłynęła w radiu. Gdy zachorował moderator, musiał prowadzić audycję. Miał dziewczęce ruchy, dziewczyny uważały, że jest słodki. Denerwowało go, że wielu uważa go za geja. Bo nie był pewny swojej seksualności. Dopiero, gdy obejrzał homoseksualne porno, wszystko stało się jasne. W szkole poznał kolegę o imieniu Kajus. Męski, muskularny, ubrany w skórę. Skrajny prawicowiec, neonazista. Wielki lęk Algisa. Później wspólny seks w parku.

Algis nie pamięta już ilu miał kochanków. Przed maturą podjął decyzję: koniec z przygodami, chcę mieć stałego partnera. Ale seks bez zobowiązań był jak narkotyk. Dziś dziękuje Bogu, że nie zaraził się HIV. W odejściu od życia bez zobowiązań bardzo pomógł Rima. Informatyk i trener piłkarski. Rodzice Rimy znają Algisa jako ucznia w szkółce piłkarskiej Rimy. Na razie tak zostanie. Przyjaciel Rimy będący księdzem katolickim znalazł Algisowi miejsce w Niemczech, by mógł pojechać tam na wymianę. Rima był bardzo za: to jest twoja szansa.

Początkowo Algis bał się rodziny, która go gościła. – Kto jest katolikiem i mieszka w Bawarii jest prawdopodobnie tak samo konserwatywny jak na Litwie – przeszło początkowo przez głowę. Później z gospodynią poszli do Ogrodu Angielskiego w Monachium. Całowały się tam dwie dziewczyny. Dla Algisa to było za dużo. Dla gospodyni także. Później okazało się, że nie ma nic przeciwko gejom.

Rimę i Algisa różni stosunek do kościoła. Algis jest antyklerykalny, uważa, że zawód księdza powinien zostać zniesiony. Albo niech księża żyją, tak jak nauczał Jezus. – Myślę, że Jezus był gejem – mówi Algis. Rima jest innego zdania. Wierzy w to, że są inni kapłani, na których można polegać. Jest idealistą i katolikiem. Algis nie jest katolikiem, za to jest patriotą i złości go, że Niemcy mylą flagę litewską z flagą Jamajki. Podobnie jak protekcjonizm zachodnich homoseksualistów. – Jesteś biednym gejem z krajów bałtyckich – mówią. Nic tak nie wkurza jak to. Bo Algis nie chce być ofiarą.

Ciesz się, że jestem twoim ojcem

Luna mieszkała w tym samym domu co Asieńka. Była pierwszą miłością. Obie miały czternaście lat. Zbliżenie seksualne zdarzyło się bardzo szybko. – Myślisz, że jesteśmy lesbijkami? – zapytała Luna. – Nie, z pewnością nie – odpowiedziała Asieńka. Kto to mógł zresztą wiedzieć w sowieckiej Łotwie, gdzie homoseksualizm był przestępstwem. Trzeba było się ukrywać przed rodzicami. Luna mieszkała na pierwszym piętrze. Jak u Romeo i Julii zawiesiła linę na balkonie, by Asieńka miała łatwiejszą drogę do jej mieszkania. – Nasza miłość była romantyczna, była wielką przygodą – do dziś wspomina Asieńka. Wspólne wagary, spacery po lesie, snucie planów. To były czasy lektury Tolkiena. – Jesteśmy elfami i możemy być inni – pocieszała się Asieńka. Łączyła ich nie tylko lesbijska miłość. – Pochodzimy z rodzin, gdzie przemoc była jedynym środkiem porozumienia – powie po latach Asieńka.

Ojciec Luny, gdy się dowiedział, po prostu ją zgwałcił. Gwałt miał przemówić do rozsądku. Asieńka słyszała krzyki i chciała pomóc, ale rodzice nie wypuścili jej z mieszkania. – Słyszysz, co zrobiłaś? Dziękuj Bogu na kolanach, że jestem twoim ojcem – usłyszała Asieńka od ojca wojskowego. Ojciec często bił ją, ale gwałt to już był o jeden krok za daleko. W Łotwie sowieckiej ojcu Luny uszło na sucho, bo mało kto interesował się wtedy przemocą w rodzinie, a już na pewno nie przemocą wobec lesbijek.

Dziś Asieńka nie wie, co stało się z Luną. Jej rodzice wywieźli ją na wieś, sami przeprowadzili się do innej dzielnicy w Rydze. Wiele tygodni Asieńka szukała Luny w szpitalach – wtedy na Łotwie osoby LGBT zamykano albo w szpitalach, albo w więzieniach – i nikogo nie znalazła. Dziś mówi do swojej partnerki Natalii: – jeśli znajdę Lunę, będziemy żyć w trójkę. Po odejściu Luny u Asieńki zaczęły się kłopoty ze szkołą i z jedzeniem. Branie leków. W końcu wizyta u terapeutki. W czasach sowieckiej Łotwy nie każdy miał szansę, bo psychologów po prostu nie było. Terapeutka na smutek po utracie Luny zaleciła więcej sportu. Na uwagę, że jest lesbijką, powiedziała: to da się wyleczyć. Przepisała hormony i inne medykamenty.

***

André/Andrea trafiła w sowieckiej Łotwie do brygady budowlanej niedaleko Kijowa, która składała się z kryminalistów. Wytrzymała cztery lata. – Gdybym pobyła tam dłużej, nie rozmawialibyśmy teraz – mówi niemieckiej dziennikarce. Później trafia do fabryki wojskowej, gdzie reperuje czołgi. – Człowiek jest twardy – powie po wielu latach. W kantynie, w której pracowała później, ktoś powiedział do niej. – Andreo! Ze strachu upuściła talerz. Później przyszło wyzwolenie. Praca w Teatrze Narodowym i Bibliotece Narodowej jako sprzątaczka. Tam poznała swoją pierwszą żonę. Pojawiło się podwójne życie. Córka Ewa. – Wtedy zdarzyło się coś, przed czym zawsze miałam strach, gdy opuścił mnie mój Anioł stróż. Matka innej uczennicy nakryła mnie w parku. Jak furiatka podeszła do mnie i wrzasnęła: – André, co robisz tutaj w kobiecych ciuchach? Konsekwencją był rozwód i próba odebrania praw rodzicielskich. Ewy tak czy inaczej nie mogła już więcej spotykać. Gdy próbowała podejść do swojej córki, wzywano milicję.

Andrea chodziła w czasach sowieckiej Łotwy do patologa płci. – Przestępcy – mówi teraz. Jeden z takich patologów prowadził ją w latach sześćdziesiątych. Początkowo był miły i sympatyczny. Przemawiał ciepłym głosem, obiecywał pomoc. – Nie jesteś transseksualistką. Cierpisz na schizofrenię. To ciężka choroba – powiedział. Leczono ją elektrowstrząsami i medykamentami. Trafiła na trzy czwarte roku do zamkniętego zakładu. Po odzyskaniu przez Łotwę niepodległości czytała w gazecie artykuł o tym patologu, gdzie pod niebiosa wychwalano jego zasługi jako nowoczesnego seksuologa.

Lepsze życie w nowym kraju?

W międzyczasie Łotwa odzyskuje niepodległość. Przyjaciel Asieńki Ivars zakłada firmę z kobietami do towarzystwa dla bogatych biznesmenów przybywających do Rygi. Asieńka w to wchodzi. Pojawiają się drogie kosmetyki, ubrania. Jeden z klientów, Māris, rosyjski Łotysz, został jej mężem. – Do dzisiaj na swój sposób go kocham – mówi Asieńka. Mają wspólnego syna, który studiuje w Irlandii.

Māris obsypywał ją złotem. Ale coraz bardziej irytowali go przyjaciele Asieńki z kręgów LGBT. W końcu był wychowany w konserwatywnej Łotwie. Seksu w małżeństwie nie było. Godzili się, że każdy może wiązać się z kimś na własną rękę.

Asieńka związała się z transseksualistką. To nie spodobało się mężowi. Czuła się winna, że nie jest dobrą matką dla syna. W końcu nastąpił rozwód. Ale nie wyzwolenie. Pracowała teraz w nowej firmie, której klienci mieli raczej liberalne poglądy. Ale nie dla homoseksualistów. Więc wolała się nie pokazywać w barach dla LGBT. W Internecie poznała za to Natalię. Spotkały się po raz pierwszy w Kijowie.

– Niektórzy koledzy z naszej społeczności myślą, że powinniśmy się wyoutować i opowiedzieć za małżeństwem homoseksualnym. Natalia także naciska: musimy to wreszcie zrobić i pokazać innym, że tak można. Ale ja na Łotwie jestem znana. Jeśli to zrobię, będzie to miało swoje znaczenie. Najchętniej poślubiłabym Natalię w Berlinie, Hamburgu czy Monachium. Mamy tam przyjaciół czy znajomych. Romantyczne jesteśmy obie, ale ja jestem realistką i chciałabym poczekać na to, jak rozwinie się nasze społeczeństwo w następnych latach. Nie chcę ryzykować dopóki Natalia nie ukończyła studiów i nie uzyskała obywatelstwa łotewskiego – opowiada Asieńka.

Wiele się jednak w Łotwie zmieniło. Są organizacje LGBT, co roku odbywa się parada. Są terapeuci dla społeczności homoseksualnej, a w firmach odbywają się szkolenia z diversity. Europride w 2015 roku, który odbył się w Rydze, stał się tematem medialnym.

Czasem Asieńka myśli, żeby wyjechać. Ona i Natalia bardzo dobrze znają niemiecki. – Jednak kocham Rygę. Secesyjne kamienice, scenę kulturalną i artystyczną. Tutaj mam przyjaciół, tu jestem w domu. Kocham Łotwę z jej lasami i wyjątkowym światłem. Czasem mówię wybranym przyjaciołom: w głębi serca jestem patriotką – zwierza się Asieńka.

***

Ewa, córka Andrei, odnosi sukces w międzynarodowej firmie. Nie chce kontaktu z matką, która jest transseksualistką. Nie otwiera listów, tylko je odsyła. Stoi za tym jej była żona, która nie może wybaczyć jej krzywdy, którą wyrządziła.

***

Algis jest patriotą Litwy, dzieckiem wolności. Mógłby żyć i studiować w Niemczech, ale chce wrócić na Litwę. Zna historię swojego kraju, jest dumny z języka, który jest jednym z najmniejszych języków Europy. Boli go, gdy ktoś w Niemczech nazywa go Rosjaninem. – Jestem szczęśliwy, że mojemu krajowi udało się uwolnić od Związku Sowieckiego i teraz jest demokracją. To jest część mojej tożsamości – deklaruje. Po powrocie na Litwę nie chce jednak żyć w klatce. Matka wie o jego homoseksualizmie, ojciec podejrzewa, że jest biseksualny. – Będę przygotowywać rodziców krok po kroku na to, że jestem gejem – mówi. Chce, żeby zaakceptowali także jego chłopaka, którego poznał w Niemczech.

***

Stosunek do transseksualistów na Łotwie zmienił się po odzyskaniu przez ten kraj niepodległości. Andrea wiele razy to przyznaje, ludzie zaczęli myśleć w sposób bardziej otwarty. Ona do końca będzie jednak zarejestrowana jako mężczyzna. Jest to smutne. Z tego powodu nie życzy sobie na nagrobku żadnego imienia. Tylko daty urodzenia, daty śmierci i wizerunek swojego Anioła stróża. Nagrobek i Anioł stróż zostali już zamówieni. W Teatrze Narodowym w Rydze będzie pracować do śmierci. Emerytura jest tak niska, że nawet nie starcza na leki. W środowisku artystów znalazła swój azyl. – Nie zostałam suflerką, ale garderobianą w teatrze. Akceptują mnie. Nikt nie ma nic przeciwko, że ubieram się w swoje ciuchy. Andrea ma kontakt z młodymi transseksualistami na Łotwie. Ale nie dogadują się. Oni nie rozumieją jej fikcyjnego małżeństwa. Uważają za konformistkę. Przywilej późnego urodzenia. Urodzili się już po upadku Łotwy sowieckiej. – Starych drzew się nie przesadza, Łotwa jest moją ojczyzną – deklaruje Andrea. Szlus, basta.

– Gdy siedzę nocą w mojej garderobie i trwa przedstawienie, zamykam oczy. Wtedy otacza mnie zapach z tych płaszczy i żakietów. Ludzie wszystko przynoszą. Strach i zazdrość, tęsknotę i szczęście, obojętność i nadzieję, cierpienie i miłość. A w tym wszystkim siedzę ja i noszę swoje ubranie. To coś, czego zawsze sobie życzyłam. Życie podarowało mi ubranie – kończy opowieść Andrea.

***

Życie podarowało Andrei ubranie, a niepodległa Łotwa trochę większą przestrzeń wolności. Dziś społeczności LGBT w tym kraju nie grozi areszt i przymusowe leczenie ze schizofrenii. Oczywiście dyskusja o związkach partnerskich jest w jeszcze większym lesie niż w Polsce. Ale postęp jest gigantyczny. Nie da się od razu osiągnąć wszystkiego, ludzie muszą dojrzeć do zmian w prawodawstwie. – Łotwa to mój kraj – mówi Andrea. No właśnie, Ryga jest miejscem do mieszkania zarówno dla heteroseksualnych wielodzietnych rodzin jak z obrazka kościoła katolickiego czy luterańskiego albo łotewskich narodowców. Ale także dla gejów, lesbijek i osób transseksualnych. Udowodnił to Europride, który odbył się w stolicy Łotwy dwa lata temu. A także minister spraw zagranicznych Edgars Rinkēvičs, który parę miesięcy wcześniej dokonał coming outu. Skoro Rinkēvičs może żyć w zgodzie ze sobą, dlaczego nie mogą tego Andrea czy Asieńka?

 

Zdjęcie tytułowe: Europride w Rydze w 2015 roku. Zdj. Ieva Skrebele / Flickr / CC.

Polub nas na Facebooku!