Konwencja niezgody

-

„Nie chcemy, by nasze dzieci i nasze wnuki były przedmiotem eksperymentów społecznych” – apelował niedawno w polskim Sejmie Marek Jurek przedstawiając projekt ustawy „Tak dla rodziny, nie dla gender”. Przewiduje on wypowiedzenie przez Polskę Konwencji Rady Europy o zwalczaniu przemocy wobec kobiety i przemocy domowej. Dokumentu tego, nazywanego konwencją stambulską lub antyprzemocową, do dziś nie ratyfikowała Litwa. Podobnie jak w Polsce, ten temat budzi na Litwie ogromne emocje.

„Sytuacja na Litwie jest poważna. Toczy się naprawdę wielka walka. Siły reprezentujące mniejszość Litwy próbują przeobrazić życie nas wszystkich w sposób korzystny dla siebie, ale nie dla Litwy” – wpis takiej treści zamieścił pod koniec lutego na swoim profilu na Facebooku ks. Algirdas Toliatas. To młody, 42-letni katolicki kapłan, znany na Litwie jako autor popularnych książek o duchowości, częsty gość programów telewizyjnych i rozmówca portali internetowych, na co dzień posługujący jako kapelan litewskiej policji. Jego profil na Facebooku śledzi prawie 38 tysięcy użytkowników. Od kilku lat rokrocznie trafia do czołówki rankingu „Najbardziej wpływowych” Litwinów portalu DELFI.lt.

O jakiej walce mowa? Toliatas zachęcił do podpisania dwóch petycji dołączonych do wpisu: przeciwko ratyfikacji konwencji stambulskiej oraz przeciwko legalizacji związków partnerskich. We wpisie cytował list, jaki otrzymał od Liny Šulcienė, teolożki z Uniwersytetu Witolda Wielkiego i inicjatorki akcji modlitewnej „Za rodzinę”. „Musimy przekonać wątpiących posłów” – dodawał od siebie Toliatas. Gdyby pod petycjami udało się zebrać 300 tysięcy podpisów, byłaby to jego zdaniem „ogromna siła i bardzo mocny argument”. Nie tylko dla posłów, ale także dla prezydenta Gitanasa Nausėdy. Dla tego ostatniego – zachęta do zawetowania ustawy o związkach partnerskich i ratyfikacji konwencji stambulskiej.

Wpis zebrał sporo pozytywnych reakcji. Ale nie wszystkim się spodobał. Z ostrą krytyką wystąpili litewscy celebryci. Portale cytowały wypowiedzi aktora Aistisa Mickevičiusa, instagramerki Agnė Kulitaitė i piosenkarki Jazzu. Ta ostatnia powoływała się na papieża Franciszka, który wyrażał swoje wsparcie dla osób LGBT. „Co za wstyd, jaki wstyd, że księża dzielą się takimi bredniami” – pisała Jazzu w mediach społecznościowych. W ostrą polemikę z Toliatasem (w prywatnych wiadomościach, które duchowny później upublicznił) wdała się bezpartyjna europarlamentarzystka Aušra Maldeikienė. Pod adresem księdza popłynęły oskarżenia o brak szacunku dla osób LGBT i ingerowanie przez Kościół w politykę.

Kilka dni później w obronie Toliatasa stanął prezydent Nausėda. Ksiądz padł ofiarą, jak określił to prezydent, „publicznej inkwizycji”. Tworzą ją zdaniem Nausėdy ludzie, „którzy wyobrażają sobie, że mogą mieszać z błotem inaczej myślących, robić to w bezapelacyjny, a czasem po prostu obrzydliwy sposób i uważać się za bezkarnych” – wyjaśniał prezydent dziennikarzom. „Staję po stronie Toliatasa” – zadeklarował Nausėda. Poglądy księdza to jego zdaniem osobna kwestia, o której można dyskutować. „Róbmy to jednak z szacunkiem do siebie nawzajem” – dodał Nausėda, apelując o zerwanie z „kulturą wyszydzania”.

Toliatas, już po tym, gdy spadła na niego fala krytyki, przekonywał, że nie miał zamiaru namawiać do konkretnych rozwiązań politycznych, ale zachęcić do dyskusji i „zgłębienia tematu”. Dlatego fragment dotyczący obu petycji usunął ze swojego wpisu. „Każdy musi podjąć własną decyzję, w zgodzie ze swoim sumieniem” – tłumaczył duchowny. Konwencję antyprzemocową nazwał jednak „pociągiem”, do którego doczepiono „więcej wagonów”. Co miał przez to na myśli? Pojawiające się w tekście konwencji pojęcie „płci społecznej”, jego zdaniem sztucznie skonstruowane. „To bardzo delikatny temat. Wart głębszej dyskusji i refleksji” – pisał Toliatas.

Kłopotliwa „płeć społeczna”

Konwencja o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej została udostępniona do podpisu 11 maja 2011 roku w Stambule (stąd jej zwyczajowa nazwa). Budzi ona emocje nie tylko na Litwie. W maju ubiegłego roku polski wiceminister sprawiedliwości Marcin Romanowski nazwał ją „ideologicznym koniem trojańskim”, „neomarksistowskim manifestem, sprzecznym z podstawowymi wartościami naszej kultury prawnej” i zapowiedział działania w celu wypowiedzenia dokumentu (Polska podpisała konwencję w 2012, a ratyfikowała w 2015 roku). Za wypowiedzeniem konwencji opowiada się m.in. Instytut na rzecz Kultury Prawnej „Ordo Iuris”.

Do tej pory konwencję podpisało 45 państw oraz Unia Europejska, a 34 spośród sygnatariuszy ją ratyfikowało. Jako pierwsza, w 2012 roku, zrobiła to Turcja. W tym roku – także jako pierwsze państwo – Turcja ogłosiła formalne wypowiedzenie konwencji. Gdzie jeszcze procedura ratyfikacji napotkała wewnętrzne trudności? Wśród sygnatariuszy, którzy jeszcze nie ratyfikowali konwencji są Armenia, Bułgaria, Czechy, Lichtenstein, Łotwa, Mołdawia, Słowacja, Ukraina, Węgry i Wielka Brytania – oraz Litwa. Dwa państwa członkowskie Rady Europy, Azerbejdżan i Rosja, w ogóle do konwencji nie przystąpiły.

Akcja poparcia dla ratyfikacji konwencji stambulskiej, 2016 r.; od lewej: Saulius Skvernelis, Viktoras Pranckietis, Dovilė Šakalienė. Zdj. Foundation FRIDA / Facebook.

W imieniu Litwy dokument 7 czerwca 2013 roku podpisał ówczesny minister spraw zagranicznych Linas Linkevičius. Kampanię na rzecz ratyfikacji prowadziły na Litwie organizacje społeczne zajmujące się ochroną praw kobiet. Do jednej z takich akcji dołączyli latem 2016 roku czołowi kandydaci Litewskiego Związku Rolników i Zielonych (LVŽS), który kilka miesięcy później miał wygrać wybory i przejąć władzę. Z plakatami wzywającymi do walki z przemocą wobec kobiet i ratyfikacji aktu fotografowali się Saulius Skvernelis, Viktoras Pranckietis i Dovilė Šakalienė. Zdjęcia do dziś można znaleźć w mediach społecznościowych.

Jednak po dojściu do władzy „Chłopi”, jak zwykle w litewskich mediach nazywa się tę partię, zmienili front. Na początku 2018 roku, Pranckietis, już jako przewodniczący Sejmu, ogłosił, że ratyfikacja konwencji nie będzie procedowana, bo jej część jest niezgodna z programem LVŽS. Za odłożeniem ratyfikacji opowiedziało się Ministerstwo Pracy i Opieki Społecznej. Jego szef Linas Kukuraitis za problematyczną uznał definicję „płci społecznej” i zastanawiał się, czy społeczeństwo jest gotowe na to by np. wprowadzić temat niestereotypowych ról płciowych do systemu nauczania. Kukuraitis stwierdził, że sprawa wymaga zaangażowania społeczeństwa w debatę. „Próbowaliśmy to robić, ale wydaje się, że opór jest w tej chwili zbyt duży” – zaznaczył.

Lider „Chłopów” Ramūnas Karbauskis doprecyzował, że adresatami konwencji powinny być te państwa, gdzie w systemach prawnych brakuje przepisów dotyczących przeciwdziałania przemocy. Litewscy ustawodawcy powinni się raczej skupić na doskonaleniu rozwiązań już istniejących w krajowym prawie, a przyjęcie konwencji nie wprowadziłoby do nich niczego nowego. Jedyną innowacją byłoby pojęcie „płci społecznej”. W ocenie Karbauskisa sugerowana przez konwencję interpretacja płci jako nietożsamej z przyrodzoną cechą człowieka „groziłaby” litewskiej polityce rodzinnej, „zorientowanej na rodzinę opartą na małżeństwie mężczyzny i kobiety oraz na stosunkach pokrewieństwa, ojcostwa i macierzyństwa”.

Przeciwko ratyfikacji konwencji wypowiedział się także litewski Episkopat. W liście z 12 czerwca 2018 roku biskupi potępili każdą formę przemocy, ale stwierdzili, że konwencja „jedynie powtarza postanowienia” już zawarte w litewskim prawodawstwie. Zatem ratyfikacja „nie pomogłaby w zmniejszeniu liczby przypadków przemocy”, natomiast „stworzyłaby inne poważne problemy”. Jakie? Sprzeciw biskupów wzbudziło pojęcie „płci społecznej”, ich zdaniem sztuczne i niezgodne z naturą. „Szlachetny cel, jakim jest przeciwdziałanie przemocy wobec kobiet, narzuca społeczeństwu postawy ideologiczne niezgodne z naturalną koncepcją praw człowieka i próbuje skonstruować sztuczne podejście do kobiet i mężczyzn” – napisali biskupi.

Jak widać, litewscy legislatorzy największy problem mają z zawartym w artykule 3 pkt. c konwencji pojęciem, które w wersji anglojęzycznej ukrywa się pod słowem „gender”. W polskim tłumaczeniu występuje ono jako „płeć społeczno-kulturowa”, definiowana jako „społecznie skonstruowane role, zachowania, działania i atrybuty, które dane społeczeństwo uznaje za odpowiednie dla kobiet lub mężczyzn”. W tłumaczeniu na litewski, przygotowanym na potrzeby przyjęcia aktu przez UE, „gender” przetłumaczono jako „płeć” (lytis), w przekładzie rządowym – „płeć w aspekcie społecznym” (lytis socialiniu aspektu). Organizacje pozarządowe posługują się z kolei tłumaczeniem, w którym występuje pojęcie „płci społecznej” (socialinė lytis).

Ustawa nie rozwiązuje problemu

Przemoc wobec kobiet i przemoc domowa, którym przynajmniej deklaratywnie ma przeciwdziałać konwencja stambulska, jest na Litwie realnym problemem. Według danych urzędu statystycznego w ubiegłym roku, a więc już w trakcie trwania pandemii, na Litwie policja była wzywana do 58,5 tysiąca przypadków przemocy domowej. To o 5,5 tysiąca przypadków więcej niż rok wcześniej. Ponad 7 tysięcy osób (w tym dzieci) zostało zarejestrowanych jako ofiary przemocy domowej (o 2 tysiące mniej w 2019 roku). Tylko w nieco więcej niż 7 tysiącach przypadków wszczęto postępowanie przygotowawcze, co w praktyce oznacza, że tylko 1 na 8 ofiar doczekała się faktycznej pomocy.

Jeśli chodzi o płeć ofiar i sprawców, statystyki nie pozostawiają złudzeń – ok. 80 proc. ofiar stanowią kobiety, zaś ok. 90 proc. sprawców przemocy to mężczyźni. Przeciętny sprawca przemocy jest zatem mężczyzną w wieku 30-49 lat, z wykształceniem średnim lub zawodowym, najczęściej pod wpływem alkoholu lub narkotyków. Według danych unijnej Agencji Praw Podstawowych z 2014 roku ok. 1/3 wszystkich kobiet na Litwie doświadczyła przemocy fizycznej lub seksualnej, a 24 proc. – przemocy ze strony partnera, 51 proc. – przemocy psychicznej. W obawie przed przemocą lub napaścią seksualną 43 proc. Litwinek unika „pewnych sytuacji” prywatnych, 47 proc. – publicznych.

Pojęcie przemocy domowej (funkcjonujące na Litwie jako „przemoc w najbliższym otoczeniu”) do litewskiego prawa krajowego trafiło dopiero przed dekadą. Wcześniej przemoc w rodzinie była kwalifikowana tak jak każda inna. Przyjęta w 2011 roku ustawa o ochronie przed przemocą domową zakwalifikowało taką przemoc jako przestępstwo o znaczeniu publicznym (w Polsce ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie została uchwalona w 2005 roku). Co oznacza – jak tłumaczy litewskie Ministerstwo Pracy i Opieki Socjalnej – że „interesy ofiar zaczęły być reprezentowane przez państwo. Ofiary nie muszą już pisać skarg, a policjanci, sędziowie i prokuratorzy zostali przeszkoleni w zakresie rozpoznawania przemocy domowej”.

Przyjęcie ustawy nie rozwiązuje jednak problemu. „Często słyszymy, że istniejące przepisy wystarczą do ochrony przed przemocą w rodzinie, ale tak nie jest” – mówiła w czasie dyskusji zorganizowanej z okazji tegorocznego Dnia Kobiet prawniczka Rugilė Butkevičiūtė z wileńskiego Centrum Informacji Kobiet. Ekspertki wskazywały, że ofiary mogą liczyć na instytucjonalną pomoc dopiero po wszczęciu postępowania przygotowawczego. „Podczas gdy konwencja stambulska przewiduje nakaz ochrony, który powinien zostać zastosowany wkrótce po przybyciu na miejsce zdarzenia, gdy istnieje ryzyko, że dana osoba może ponownie doznać krzywdy” – tłumaczyła Birutė Sabatauskaitė z Litewskiego Centrum Praw Człowieka.

Organizacje praw człowieka alarmują, że przemoc, zwłaszcza w stosunku do kobiet jest często normalizowana i usprawiedliwiana np. zachowaniem ofiary, a wpływ środowiska powoduje, że ofiary same się obwiniają i nie zgłaszają przypadków przemocy właściwym organom. Także w instytucjach i służbach publicznych pokutują stereotypy, brakuje zrozumienia, czym jest przemoc psychiczna, ekonomiczna czy seksualna, a czym nękanie czy prześladowanie. Negatywną rolę odgrywa także tradycyjne postrzeganie ról płciowych. „Duża część populacji nadal zgadza się ze stwierdzeniami, że obowiązkiem żony jest dbanie o męża i kochanie się z nim i że mężczyźni z natury są agresywni” – ubolewa Rugilė Butkevičiūtė.

Portal NARA.lt wylicza, że na Litwie działa jedynie 16 wyspecjalizowanych centrów oferujących psychologiczną i prawną pomoc ofiarom przemocy. Z kolei sejmowy kontroler Augustinas Normantas na podstawie przeprowadzonego przez jego urząd badania stwierdził, że dostęp do pomocy jest utrudniony, a ofiary – nawet po zgłoszeniu – często pozostawione są sam na sam ze sprawcami. Policja unika wszczynania spraw, jeśli dowody przemocy nie są wystarczająco oczywiste. „Rozpowszechnianie informacji o wsparciu dla osób, które doświadczyły przemocy domowej nie wystarczy. Ludzie często nie wiedzą, do kogo i gdzie zwracać się po pomoc, zwłaszcza w rejonach odległych od dużych miast” – twierdzi Normantas.

Demonstracja w obronie praw kobiet, Wilno, 2018 r. Zdj. Aušra Volungė / Lietuvos žmogaus teisių centras / Facebook.

Sejmowy kontroler i organizacje pozarządowe zgodnie twierdzą, że sytuację mogłaby poprawić ratyfikacja konwencji antyprzemocowej. Birutė Sabatauskaitė, wybrana niedawno przez Sejm na stanowisko państwowego Kontrolera ds. Równych Możliwości, mówiła portalowi NARA.lt, że „konwencja stambulska to dobry zestaw środków, który pokazuje, co trzeba zrobić, abyśmy mogli jeszcze lepiej chronić ludzi przed przemocą domową i przemocą ze względu na płeć”. O ratyfikowanie konwencji zaapelowało w marcu 19 organizacji, w tym Litewskie Centrum Praw Człowieka, Instytut Monitorowania Praw Człowieka, „Wileński Dom Kobiet”, Litewska Liga Gejów czy Stowarzyszenie Planowania Rodziny i Zdrowia Seksualnego.

Sto dwanaście płci

Sprawa konwencji na dobre ugrzęzła w Sejmie już po tym, gdy w czerwcu 2018 roku wniosek o ratyfikację skierowała do parlamentu ówczesna prezydent Dalia Grybauskaitė. Partia „Chłopów” przeszła zdecydowanie na pozycje obrony „tradycyjnych wartości” i modelu rodziny zgodnego z konstytucją (litewska ustawa zasadnicza przewiduje, że małżeństwo to związek mężczyzny i kobiety). Jedynie Dovilė Šakalienė konsekwentnie domaga się ratyfikacji, ale ona w trakcie kadencji zdążyła zmienić partię i zasilić szeregi socjaldemokratów. Postulat ratyfikacji do swojego programu przed wyborami w październiku 2020 roku wpisały dwa liberalne ugrupowania – Ruch Liberałów (LS) i Partia Wolności (LP).

Dziś obie są filarami nowej centroprawicowej koalicji, wspierającej rząd Ingridy Šimonytė. Trzecim, najsilniejszym – konserwatywny Związek Ojczyzny-Litewscy Chrześcijańscy Demokraci (TS-LKD). Choć w ostatnich latach obrał kurs w stronę ideologicznego centrum, to w jego szeregach rysuje się wyraźny podział w kwestiach światopoglądowych, np. w stosunku do związków partnerskich czy właśnie konwencji stambulskiej. Dlatego sprawa ratyfikacji dokumentu, na którą naciskają mniejsi partnerzy, w umowie koalicyjnej między TS-LKD a LS i LP została wpisana do protokołu rozbieżności, jako kwestia, co do której partie nie osiągnęły porozumienia.

Liderka Ruchu Liberałów a od listopada ubiegłego roku nowa przewodnicząca Sejmu Viktorija Čmilytė-Nielsen zapowiedziała kilka tygodni temu zainicjowanie dyskusji na temat konwencji i wyraziła nadzieję, że ratyfikacja zostanie rozpatrzona w bieżącej kadencji parlamentu. W trakcie zorganizowanej przez nią w połowie lutego debaty nt. konwencji Čmilytė-Nielsen wspominała, że wniosek o ratyfikację może natrafić na opór, tym większy, że sam dokument „obrósł wieloma mitami”. Zdaniem przewodniczącej Sejmu wielu z tych, którzy krytykują konwencję tak naprawdę nie zna jej treści. „Sama konwencja nie rozwiąże wszystkich problemów, ale da narzędzia do walki z przemocą ze względu na płeć na wielu poziomach” – przekonywała.

Przewodnicząca Sejmu Viktorija Čmilytė-Nielsen w czasie dyskusji nt. przemocy wobec kobiet, 12 lutego 2021 r. Zdj. Sejm Republiki Litewskiej / Olga Posaškova.

Polityczka zachęcała wówczas do dyskusji w oparciu o argumenty logiczne, a nie „emocjonalne, oparte na strachu i mitach”. Czy debata, która rozgorzała w kilka dni później w litewskich mediach spełniła te kryteria? „Tego, co w ostatnim czasie odbywa się w przestrzeni publicznej nie można nazwać dyskusją ani debatą o konwencji stambulskiej” – ubolewała kilka tygodni później na portalu LRT.lt badaczka Ugnė Litvinaitė. „Nie chcemy, nie potrafimy i nie mamy narzędzi, jak rozmawiać o przemocy” – przekonywała autorka, zauważając, że w dyskusji zamiast po rzeczowe argumenty sięga się po „kłamstwa, fikcje i fałszywe interpretacje”.

W podobne tony na portalu 15min.lt uderzała prawniczka Laima Vaigė: „Przeciwnicy konwencji twierdzą, że ratyfikacja jest niepotrzebna, bo niczego nie zmieni. Konwencja rzekomo idealnie powtarza to, co jest zawarte w litewskich ustawach. Z drugiej strony twierdzi się, że konwencja zmieni niemal wszystko. Wprowadzi 12, a może 62, a może nawet 112 płci, zalegalizuje prawa osób trans, małżeństwa jednopłciowe i lekcje seksu dla przedszkolaków. A w końcu, że utracimy naszą tożsamość narodową i siebie samych”. Według Vaigė przeciwko konwencji zebrała się międzynarodowa koalicja „antygenderystów” lub „nacjonalistów genderowych”, którzy kobiety widzą jedynie w dwóch rolach: rodzących nowych obywateli i broniących tradycji.

Monitoring publikacji medialnych na temat konwencji przeprowadzony przez platformę „Media4Change” wskazuje, że dyskusja odbiegła zupełnie od tematu przemocy domowej. Mało było tekstów o charakterze analitycznym czy przedstawiających argumenty różnych stron sporu. Spośród 320 przebadanych tekstów ok. 2/3 podejmowało głównie temat osób LGBT+ i związków partnerskich. Niektóre miały charakter wprost homofobiczny. Prym wiodły w tym media należące do biznesmena Vitasa Tomkusa, m.in. portal „Respublika.lt”. W sprawie jednego z tekstów Tomkusa pt. „Państwo dobrobytu to władza pederastów plus cyfryzacja całego kraju” wileńska prokuratura wszczęła postępowanie pod kątem nawoływania do nienawiści.

Co wolno księdzu?

Jak wynika z analizy „Media4Change” na temat konwencji częściej niż eksperci wypowiadali się duchowni, uznający pojęcie „płci społecznej” za zagrożenie dla tradycyjnego rozumienia rodziny. Wydaje się, że tocząca się debata i udział w niej duchownych raczej nie wstrząsnęła, ale na pewno podkopała autorytet Kościoła katolickiego na Litwie. Cieszył się on dotychczas dość dużym szacunkiem społeczeństwa (wg badań agencji „Vilmorus” z września 2020 roku zaufaniem obdarzało Kościół 54,1 proc. ankietowanych, nie ufało mu tylko 18,1 proc.). Duchownym zdarzało się zabierać głos w sprawach politycznych, ale biskupi z reguły unikali komentowania bieżącej polityki.

Tym razem hierarchowie bronili swojego prawa do zabierania głosu w ważnych sprawach społecznych. Kilka dni po facebookowym wpisie Algirdasa Toliatasa oświadczenie wydał arcybiskup kowieński Kęstutis Kėvalas: „W ostatnim czasie w mediach trwa dyskusja czy księża i Kościół mogą wypowiadać się w sprawach budzących zaniepokojenie. Odpowiedź brzmi: tak!” Arcybiskup wskazał przy tym na „niebezpieczne tendencje”, jakimi są jego zdaniem próby ograniczania swobody wypowiedzi w demokratycznym społeczeństwie. „Jeśli ktoś nie popiera ratyfikacji konwencji stambulskiej czy legalizacji instytucji związków partnerskich, to ma prawo o tym mówić” – przekonywał Kėvalas.

Arcybiskup wileński Gintaras Grušas. Zdj. Vilniaus arkivyskupija / Facebook.

Na początku marca do mediów trafiło oświadczenie, podpisane przez arcybiskupa wileńskiego Gintarasa Grušasa, w którym inicjatywy zmierzające do ratyfikacji konwencji i legalizacji związków partnerskich nazwano „negującymi ludzką naturę” i „zagrażającymi dobru wspólnemu”. Tak jak w 2018 roku Kościół piętnuje przemoc wszelkiego rodzaju, ale zachęca do doskonalenia już istniejących przepisów, zamiast przyjmować „problematyczną” konwencję. Tym razem jednak do przewodniczącego katolickiego Episkopatu dołączyli zwierzchnicy innych tradycyjnych wyznań Litwy: prawosławnych, staroobrzędowców, ewangelików-luteranów i reformowanych oraz grekokatolików.

Nie brakowało i innych wystąpień znanych postaci Kościoła. Odpytywany przez „Respublika.lt” ks. Andrius Narbekovas, wykładowca i bioetyk, stwierdził, że nie dziwi go tocząca się dyskusja wokół konwencji. „Nie dziwi mnie nawet to, że uważający siebie za «praktykujących katolików» próbują uczyć biskupów, co mają robić, bo inni katolicy niby to wprowadzają w błąd opinię publiczną. Nie pierwszy raz w ostatnim czasie widzimy, że nawet niewierzący i ateiści próbują po swojemu interpretować wystąpienia papieża Franciszka, nauczanie Kościoła, wspominają nawet Pismo Święte, gdy jest to im wygodne” – mówił Narbekovas.

W tradycyjnie katolickim społeczeństwie litewskim deklarujący się jako wierzący nadal stanowią większość (76 proc. wg badań Pew Research Center 2015–2016), choć dla dość dużej części religia nie odgrywa ważniejszej roli w codziennym życiu (40 proc. wg tego samego badania). Społeczeństwo zgadza się z ideą rozdziału państwa i religii. Kościół cieszy się jednak szacunkiem także ze względu na swoją postawę w okresie radzieckim, gdy księża często stawali się ofiarami represji. Ale zdaniem części opinii publicznej Kościół przekroczył ostatnio granicę oddzielającą sferę sacrum od polityki, a w mediach społecznościowych – na profilach „influencerów” i zwykłych użytkowników – zaczęły się pojawiać deklaracje apostazji.

Franciszkanin Julius Sasnauskas, znany ze swej działalności opozycyjnej w czasach radzieckich, występując w debacie portalu DELFI.lt próbował tłumaczyć, że trwającej dyskusji nie należy traktować jako walki dobra ze złem, „jak czynią to niektórzy księża”. Broniąc prawa katolików do zabierania głosu Sasnauskas twierdził jednocześnie, że ani w ratyfikacji konwencji, ani w legalizacji związków partnerskich nie dopatrywałby się zagrożenia dla rodziny. „Dlaczego słucha się papieża? Bo w jego słowach słychać troskę i ból. Kiedy słucham tych, którzy krytykują konwencję stambulską, to nie zauważam tej troski i bólu. Widzę tylko agresywne ataki, obwinianie i teorie spiskowe” – przekonywał.

Poważny dokument

Los konwencji antyprzemocowej pozostaje niepewny. Ministerstwo Pracy i Opieki Socjalnej zapowiedziało, że w wiosennej sesji Sejmu zaproponuje poprawki udoskonalające istniejące przepisy antyprzemocowe. Sprawa ratyfikacji będzie jednak musiała poczekać. Przewodnicząca Sejmu Viktorija Čmilytė-Nielsen, której zależało na poważnej debacie wokół tego zagadnienia, w obliczu zaostrzającego się publicznego sporu zdecydowała o odłożeniu sprawy do czasu sesji jesiennej. Zdaniem przewodniczącej wniesienie konwencji pod obrady Sejmu „powinno być ostatnim etapem długiego procesu”, na który miałyby się złożyć dyskusje „w innym formacie”.

Lider rządzącej TS-LKD i minister spraw zagranicznych Gabrielius Landsbergis opowiedział się za „deeskalacją tematu”. Formalny lider opozycji i były premier Saulius Skvernelis – za „zrobieniem pauzy”. Swoje zastrzeżenia wobec konwencji podtrzymał przywódca LVŽS Ramūnas Karbauskis. W liście skierowanym do posłów zbierających się na wiosenną sesję Sejmu przestrzegł przed głosowaniem za jej ratyfikacją, jak i za legalizacją związków partnerskich. Na profilu na Facebooku Karbauskis stwierdził, że nauczanie o niestereotypowych rolach płciowych, które zakłada konwencja, oznacza zanegowanie tradycyjnie rozumianych ojcostwa i macierzyństwa.

Prezydent Litwy Gitanas Nausėda. Zdj. Kancelaria Prezydenta Republiki Litewskiej.

Prezydent Nausėda, który jasno poparł ks. Toliatasa, nie potrafił równie wyraźnie określić swojego stosunku do konwencji. W czasie jednej z konferencji prasowych nazwał ją „poważnym dokumentem”, a pojawiające się w niej pojęcie „płci społecznej” – „innowacją w naszej i politycznej, i innej leksyce”. Nausėda uznał za właściwą decyzję o przeniesieniu kwestii ratyfikacji na jesienną sesję Sejmu. Z prezydenckiej kancelarii wypłynęła też propozycja, by sprawą zajęło się „zgromadzenie obywatelskie”. Prezentujący ten pomysł prezydencki doradca Povilas Mačiulis nie doprecyzował jednak, w jakim trybie miałoby być powołane. Politycy rządzącej koalicji do pomysłu prezydenta odnieśli się z rezerwą.

Niedawno portal Balkan Insight ujawnił list, jaki 15 marca polskie Ministerstwo Sprawiedliwości skierowało do rządów kilku państw regionu. Ministerstwo proponuje w nim przyjęcie nowego traktatu, który mógłby zastąpić konwencję antyprzemocową. Nowa umowa przewidywałaby „szczególne wsparcie” dla „ochrony życia dziecka poczętego”, a pojęcie małżeństwa miałoby być zarezerwowane wyłącznie dla związku mężczyzny i kobiety. Wśród adresatów pisma nie ma rządu Litwy. Czy to, co stanie się z konwencją w Polsce może wpłynąć na sytuację na Litwie? Być może. Ale to od tamtejszej klasy politycznej i jej determinacji (lub jej braku) zależą dalsze losy konwencji w tym kraju.

Absolwent Instytutu Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego, doktorant na Wydziale Historyczno-Socjologicznym Uniwersytetu w Białymstoku, współpracownik Zakładu Bałtystyki Uniwersytetu Warszawskiego, interesuje się krajami bałtyckimi, stosunkami polsko-litewskimi i polsko-białoruskimi, był współautorem "Programu Bałtyckiego" w Radiu Wnet, publikował m.in. w "Nowej Europie Wschodniej", "New Eastern Europe", "Tygodniku Powszechnym", portalu "Więź" i "Magazynie Pismo".

© Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy. Więcej informacji o prawach autorskich i zakup licencji.

Subskrybuj newsletter Przeglądu Bałtyckiego, żeby otrzymywać informacje o nowych artykułach.





ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz swój komentarz
Wpisz swoje imię tutaj