Książek o Inflantach wydaje się w Polsce jak na lekarstwo, jeśli już to skazani jesteśmy na przewodniki dla turystów, którzy odkryć chcą dla siebie Rygę, Gauję czy Tartu, ewentualnie na wydawnictwa z początku XX stulecia. Duet Koper-Stańczyk od lat zabiera nas w podróż po Kresach. Czasem jest to nieco ograne kresowe „dwumiasto” Lwów i Wilno, czasem dostajemy coś zupełnie nieoczywistego, jak „ziemie dawno zabrane”, z Mińskiem, Kijowem i Odessą. W tym roku światło dzienne ujrzała pozycja „Kresy Północy. Wyprawa do Polskich Inflant”. Wbrew nieco dwuznacznemu tytułowi jedziemy nie tylko do Łatgalii, ale odwiedzamy również Rygę, Kircholm i Tartu, a więc te tereny, które przez kilkadziesiąt lat należały do Rzeczypospolitej, a później zabrała je Szwecja. Wynik wyprawy nie jest najgorszy, z jednym wszakże zastrzeżeniem: to gawęda polonijno-kresowa, niekoniecznie przewodnik po Łotwie i Estonii. Nie jest to zarzut, autorzy książki przecież od początku uprzedzają, że podróżujemy na kresy, więc n...
Pozostało jeszcze 90% artykułu.
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!
Zyskaj dostęp do setek eksperckich artykułów poświęconych państwom regionu Morza Bałtyckiego.


