Podróże małych i dużych Przeglądając najnowsze publikacje dla dzieci z krajów nadbałtyckich, można odnieść wrażenie, że co innego przez słowo podróż rozumieją dorośli, co innego dzieci. A jeszcze co innego pisarze. Zacznijmy od tych pierwszych, bo z nimi jest najłatwiej. Przez jedenaście miesięcy w roku siedzą w pracy. Urlop planują sześć miesięcy naprzód. Przychodzi lipiec-sierpień. Jadą. Podróż trwa dwa tygodnie. Zazwyczaj Południe, ciepłe kraje, palmy, kokosy, czasem wpadnie Mikołaj z reklamy Coca-Coli, by napić się Pepsi. Wracają. Zostają zdjęcia na Facebooku, kilka lajków, parę och-achów pod postami i znów do roboty. Dzieci da się zadowolić nieco łatwiej. Już weekendowa wyprawa na wieś z dala od miejskiego zgiełku potrafi urosnąć do rangi podróży życia. Obrazy z tych podróży jeszcze długo po wakacjach uwieczniane są kredkami na białych kartkach. Przeczytaj także: O książce dla dzieci „Oskar i rzeczy” Andrusa Kivirähka A co z pisarzami? Zwłaszcza tymi z dziecięcą wyobraźnią? ...
Pozostało jeszcze 91% artykułu.
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!
Zyskaj dostęp do setek eksperckich artykułów poświęconych państwom regionu Morza Bałtyckiego.


