„Marzenia” – recenzja filmu

Łotewski film „Marzenia” w reżyserii Renārsa Vimby to przykład kina „zaangażowanego”, będącego próbą zmierzenia się z ważnymi problemami społecznymi, a zarazem zindywidualizowaną opowieścią o niełatwym i przyśpieszonym wchodzeniu w dorosłość. Od dziś (04.11.) na ekranach polskich kin.

|

„Jestem tutaj” („Es esmu šeit” – tak brzmi oryginalny łotewski tytuł filmu), mówi Raja, 17-letnia bohaterka pełnometrażowego debiutu reżyserskiego Renārsa Vimby. Ale gdzie jest to „tutaj”? „Tutaj” to dosłownie tonąca w błocie zapadła i zapomniana łotewska prowincja. Stąd, jeśli jest się jeszcze młodym, chce się już tylko uciec. Choćby do najbliższego miasta z równymi chodnikami i wyremontowanymi za unijne pieniądze budynkami. Ale najlepiej nauczyć się angielskiego i ruszyć w poszukiwaniu lepszego życia na Wyspach. Rzeczywistość, o której opowiada film Vimby stała się doświadczeniem dziesiątków tysięcy mieszkańców Łotwy (etnicznych Łotyszy, ale i rosyjskojęzycznych), którzy porzucili rodzinny kraj i ruszyli na podbój rynków pracy w Europie Zachodniej. Dziś w Wielkiej Brytanii mieszka ponad 100 tys. Łotyszy – to więcej niż liczy Dyneburg, drugie po Rydze najliczniejsze miasto Łotwy. Wyludniają się całe regiony, szczególnie te biedniejsze, jak Łatgalia, ale wyjeżdżają też mieszkańcy miast...

Pozostało jeszcze 84% artykułu.

Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!

Zyskaj dostęp do setek eksperckich artykułów poświęconych państwom regionu Morza Bałtyckiego.

WYBIERZ I ZAMÓW!

Dostęp jednorazowy

Zaloguj się