Książka Mateusza Marczewskiego zbudowana jest z krótkich rozdziałów będących historiami spotkanych przez autora mieszkańców kraju oraz odwiedzanych przez niego miejsc. To co spaja wszystkie te mini-rozdziały to czas, który w narracji Marczewskiego sprawia wrażenie, jakby Białoruś mijał, tylko jej się przyglądał, pozwalając jej „przycupnąć nisko przy ziemi i czekać”. W kolejnych rozdziałach-impresjach autor sięga po różne i bardzo liczne tematy i tak dowiadujemy się m.in. o teorii, według której na białoruskie ziemie w XII wieku mieli trafić kapłani Światowida, schronić nad Świtezią i położyć podwaliny pod niezwykły charakter kraju, w którym miesza się chrześcijaństwo z pogaństwem, dowiadujemy się o szeptuchach i o św. Eufrozynie, o życiu zwykłych ludzi i intelektualistach, o bieżeństwie, trafiamy w białoruską strefę czarnobylską i poznajemy równie zapomniane historie dotyczące przeszłości Mińska – przytłoczonego współcześnie przeskalowanymi socrealnymi wizjami sowieckich planistów i ar...
Pozostało jeszcze 67% artykułu.
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!
Zyskaj dostęp do setek eksperckich artykułów poświęconych państwom regionu Morza Bałtyckiego.


