Kłótnie na samym początku „W Druskienikach, które choć podobnie jak Wilno przed wojną należały do Polski, nie ma żadnego polskiego lobby: druskienicka mniejszość polska – to w dużej części emeryci i bezrobotni, nie ma tu polskich szkół, polskich przedstawicieli we władzach lokalnych, ani polskiego konsulatu” – pisała dwanaście lat temu dla „Tygodnika Wileńszczyzny” Anna Pilarczyk, nie zdając sobie sprawy, że i tak opisuje sytuację, która jest lepsza niż w 2018 r.. „Jesteśmy trochę tak jakby odosobnioną wyspą. I, niestety, ci którzy chcą nam zaszkodzić, to wyczuwają i wykorzystują" – narzekała wtedy w rozmowie z wileńską dziennikarką pierwsza prezes Związku Polaków w Druskienikach Paulina Lipowicz, w apogeum konfliktu polsko-polskiego, gdy w wyniku działań Ryszarda Maciejkiańca, byłego prezesa Związku Polaków w Wilnie, zmieniono zamki do Domu Polskiego w Druskienikach. „Do naszego Domu przychodziły setki polskich kuracjuszy, organizowaliśmy wieczorki, wspólnie śpiewaliśmy polskie piosen...
Pozostało jeszcze 96% artykułu.
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!
Zyskaj dostęp do setek eksperckich artykułów poświęconych państwom regionu Morza Bałtyckiego.


