Krišjānis Kariņš albo Jedności życie po śmierci

-

Trzy lata temu wydawało się, że nic nie zdoła powstrzymać degradacji najważniejszej partii na łotewskiej prawicy, członka Europejskiej Partii Ludowej, założonej w 2010 r. „Jedności”. Ugrupowanie, które zostało pozbawione stanowiska premiera na skutek intryg własnej przewodniczącej, pogrążało się w chaosie i coraz bardziej histerycznych próbach zmian własnych liderów. Wydawało się, że to środowisko na dobre zastąpią już liberałowie z koalicji „Attīstībai Par”, regionałowie albo członkowie Nowej Partii Konserwatywnej. Tymczasem „Nowa Jedność”, po wiosennym liftingu, weszła jako ostatnie ugrupowanie do parlamentu. W wyniku kłótni między przedstawicielami liberałów, populistów i „nowych konserwatystów”, kto ma obsadzać stanowisko premiera, okazało się, że przedstawiciel partii, na której wszyscy położyli już krzyżyk, jest najbardziej predestynowany do roli szefa rządu.

Krišjānis Kariņš – nowy premier Łotwy. Zdj. Ieva Ābele / Saeima.

Urodzony w 1964 r. w Wilmington w stanie Delaware Krišjānis Kariņš to już trzeci po Valdisie Dombrovskisie i Laimdocie Straujumie premier wywodzący się z „Jedności”. Jednak nie wznośmy kieliszków szampana zbyt wcześnie – „partia po przejściach” nie dyktuje już dziś warunków tak jak w latach 2009-2016. Dzisiaj to jedno z pięciu stronnictw, które złożyły się na nową koalicję i będzie musiało ustępować silniejszym partnerom („Nowa Jedność” ma przecież dwa razy mniej posłów niż konserwatyści i populiści, wchodzący w skład koalicji). Od politycznych umiejętności Kariņša będzie zależeć, czy tę z trudem wydzierganą koalicję uda się przedstawić jako sukces. A wykształcenie szef rządu ma dobre – uzyskał stopień Ph.D. z dziedziny lingwistyki na Uniwersytecie Pensylwanii. W polityce łotewskiej działa już od 2001 r., gdy przystąpił do liberalnej Nowej Ery. Od 2010 r. jest działaczem centroprawicowej „Jedności”, która wyłoniła się z trzech partii na skutek konsolidacji łotewskiej sceny politycznej. Rok wcześniej Kariņš został posłem do Parlamentu Europejskiego, którym pozostawał jeszcze przed tygodniem. – On jest gospodarczym ordoliberałem, w sprawach społecznych zaś konserwatystą – mówi o Kariņšu  jego partyjny kolega Veiko Spolītis, były wiceminister obrony i poseł na Sejm.

Przeczytaj także:  Sejm Łotwy zatwierdził rząd Krišjānisa Kariņša

Przeczytaj także:  Łotewska centroprawica przechodzi lifting

Przyziemny, spokojny, pracowity

Jānis Bordāns: co ugra w koalicji jego partia? Zdj. Ieva Ābele / Saeima.

Nowy premier uważany jest za osobę spokojną, opanowaną, nie lubującą się w intrygach i dotrzymującą słowa. W porównaniu z politycznymi „kogucikami” takimi jak lider Nowej Partii Konserwatywnej Jānis Bordāns, kandydat populistów z partii „Do kogo należy państwo?” adwokat Aldis Gobzems czy euroliberał Artis Pabriks (wszyscy trzej byli już po wyborach w 2018 r. kandydatami na premierów, ich misje nie powiodły się), może się wydawać człowiekiem, który ma największe szanse na „posklejanie” dość eklektycznej koalicji złożonej z partii, których programy często wzajemnie się wykluczają. Bo z jednej strony to liberałowie i umiarkowani prawicowcy, którzy popierają głębszą integrację europejską, pakt migracyjny, konwencję stambulską czy związki partnerskie, z drugiej strony narodowcy, dla których priorytetem jest walka z ryską dumą, demografia, a także polowanie na Rosjan, z trzeciej zaś strony dwie nowe, populistyczne partie, które wciąż muszą się odpowiednio wyprofilować przed własnymi wyborcami (główny postulaty Artussa Kaimiņša to zniesienie rady koalicyjnej, usprawnienie sądownictwa, likwidacja obowiązkowego komponentu zakupów energii, a także obniżenie cen leków).

***

Najbardziej charakterystyczną cechą Kariņša jest fakt, że urodził się za granicą. Ma duże doświadczenie polityczne, ale wątpię, czy w stu procentach rozumie on Łotwę, skoro połowę życia spędził w Stanach Zjednoczonych, zaś dziewięć lat w Parlamencie Europejskim – łotewski politolog Filips Rajevskis jest sceptyczny, gdy mowa o możliwościach politycznych nowego szefa rządu. W podobne tony uderza politolożka Simona Gurbo, nazywając Kariņša w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim „bardziej cywilizowanym politykiem”, wskazując jednak na jego ograniczenia: kruchość, delikatność, a także brak przyzwyczajenia do „okrutnego stylu, który dominuje w łotewskiej polityce wewnętrznej”. Krišjānis Bušs, były polityk młodego pokolenia, który do 2017 r. działał w „Jedności”, mówi o Kariņšu wprost: inteligentny, ufny, trochę naiwny. To nie są najlepsze rekomendacje na premiera, który ma zarządzać koalicją pełną indywidualności, w której każde ugrupowanie ciągnie w swoją stronę.

Ciepło o Kariņšu wypowiada się za to Veiko Spolītis. – On jest przyziemnym człowiekiem, dla którego ważna jest rodzina. Jest empatyczny, potrafi słuchać. To rzadki przypadek w czasach, gdy będący pod wpływem PR politycy próbują uderzać poniżej pasa. Jego spokój pozwala mu nakłonić polityków różnych przekonań do zasiadania przy stole i prowadzenia racjonalnych dyskusji. Pochodzenie ze Stanów Zjednoczonych daje mu możliwość szerszego spojrzenia, a jego służba w Parlamencie Europejskim tylko udoskonaliła tę umiejętność – powiedział Przeglądowi Bałtyckiemu Spolītis.

Przeczytaj także:  Prezydent Łotwy mianował kandydata na premiera

***

O ile z rosyjskich mediów płynie wciąż hejt, jako, że Kariņš ma amerykańskie obywatelstwo, a z negocjacji nad utworzeniem nowego rządu wykluczono Socjaldemokratyczną Partię „Zgoda”, to ludzie, którzy pracowali z Kariņšem w Parlamencie Europejskim, wypowiadają się o nim w samych superlatywach. – Miałam przyjemność pracować z nim blisko cztery lata i zazdroszczę Łotyszom, że będą mieli takiego człowieka za premiera. Kariņš dał się poznać w Parlamencie Europejskim jako elokwentny mówca, dowcipny i nie owijający w bawełnę. Przede wszystkim jest uczciwym człowiekiem. Współpracownicy go cenili, bo słuchał, nie wynosił się i służył przykładem. Będzie go nam brakowało, brawo Łotwa – mówi w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim związana z Europejską Partią Ludową pracowniczka Parlamentu Europejskiego Katarzyna Klaus. Kariņš pracował w Komisji Przemysłu, Badań Naukowych i Energii, którą kierował były premier Jerzy Buzek. – To człowiek, który zna kilka języków, a było to wielkim ułatwieniem dla jego pracy. Zawsze był świetnie przygotowany, miał też duże doświadczenie, co przydało się w naszej komisji, która zajmowała się tak szerokimi zagadnieniami jak energia, klimat, przemysł, technika, sprawy cyfrowe, sztuczna inteligencja – komentuje w rozmowie z naszym portalem Jerzy Buzek. – Poruszał się dobrze w tej tematyce, jako sprawozdawca w temacie wspólnego rynku energii, świetnie sobie poradził, a nam udało się skończyć negocjacje, zanim wyjechał do Rygi – mówi były premier. W Parlamencie Europejskim Kariņš nie zrobił Łotwie wstydu. W 2017 r. jako jedyny poseł z krajów bałtyckich znalazł się w przygotowywanym przez organizację „VoteWatch Europe” rankingu najbardziej wpływowych deputowanych. Uzyskał dziewiętnastą pozycję. Dla porównania – Jerzy Buzek znalazł się na dziewiątym miejscu, zaś Jarosław Wałęsa na jedenastym.

Słaby premier, krótkotrwały rząd?

O kompetencjach merytorycznych Kariņša, skądinąd przed wyjazdem do Strasburga, także ministra gospodarki Łotwy, wszyscy wypowiadają się pozytywnie. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy pytam o jego pozycję polityczną. Gdy wiosną 2018 r. został wystawiony przez „Nową Jedność” jako kandydat na premiera, wiele osób uznawało to za typowy trick wyborczy, który ma nieco podrasować poparcie dla tej zgranej już siły politycznej. – Jeśli mówimy o Kariņšu, to on zasiadał przez lata w Parlamencie Europejskim, był w Brukseli, oczywiście jako działacz Jedności. Ale nie było go na miejscu w Rydze. I on teraz może powiedzieć: „popełnialiśmy błędy, ale to nie ja” – mówił w kwietniu w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim politolog Jānis Ikstens, dodając zaraz: wydaje się, że Kariņš ma odpowiedni format, by po wyborach zostać premierem. Nikt w to jednak nie wierzył na wiosnę 2018 r., gdy wszystkim wydawało się, że szefem rządu dalej będzie Māris Kučinskis, nieformalny lider Związku Zielonych i Rolników.

Przeczytaj także:  Jānis Ikstens: mniejszość rosyjska, wchodząc do rządu, zadowoliłaby się trzema resortami

Krišjānis Kariņš będzie podejmował decyzje poprzez dyskusje i negocjacje – mówi naszemu portalowi jego były asystent w Strasburgu Sandris Sabajevs. To nieco inny style niż miał Māris Kučinskis, ten ostatni kierował jednak bardziej koherentną koalicją, złożoną z trzech ugrupowań. – On umie pracować, ale nie ma mocnego kręgosłupa, dlatego został wybrany jako figura kompromisowa – twierdzi w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim Lauris Zīverts – radny Jełgawy z partii KPV LV.

Najprawdopodobniej Kariņš będzie słabym premierem, bo jego ugrupowanie ma ośmiu posłów, a to przedstawiciele innych ugrupowań będą często wypominać – mówi z kolei Filips Rajevskis. – Przy dobrych wiatrach ma jednak szansę zostać mediatorem pomiędzy pięcioma ugrupowaniami politycznymi – dodaje. – Biorąc pod uwagę fakt, że żadna z pięciu partii nie ma dominującej pozycji, nie zdziwiłabym się, gdyby zdołał przepracować na swoim stanowisku całą kadencję – ocenia Simona Gurbo, wróżąc zarazem „Nowej Jedności”, której jeszcze parę lat temu groziła śmierć kliniczna, możliwość zwyżki sondażowej. W moc Kariņša, który może dokonać tego, czego nie udało się ani Andrisowi Piebalgsowi ani Arvilsowi Ašeradensowi w roli szefów „Jedności”, wierzy także Rajevskis. – Jeśli inne, nowe partie będą popełniać błędy, „Jedność” może na tym skorzystać – mówi w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim.

Przeczytaj także:  Czy rządzący na Łotwie odzyskają zaufanie?

Przeczytaj także:  Łotewska prawica wybrała nowego lidera

Przeczytaj także:  Łotewska prawica pozbywa się byłej liderki

Artuss Kaimiņš: czy jego partia jako pierwsza opuści koalicję? Zdj. Ieva Ābele / Saeima.

Łotewski politolog nie wierzy jednak w dotrwanie Kariņša do kolejnych wyborów sejmowych w 2022 r. – Nie sądzę, że ta koalicja przetrwa cztery lata – deklaruje. Problemem mogą być nie tradycyjne partie, które do niedawna mniej lub bardziej konkurowały z „Jednością”, ale nowicjusze: kierowana przez Jānisa Bordānsa Nowa Partia Konserwatywna oraz „Do kogo należy państwo?” wymyślona przez telewizyjnego showmana Artussa Kaimiņša. Przedsmak mieliśmy już w dniu głosowania nad wotum zaufania dla rządu Krišjānisa Kariņša. Łącznie pięciu polityków populistycznej partii KPV LV wyłamało się z podpisanego układu i głosowało przeciwko. Przeciwko był także niedawny kandydat tej partii na premiera Aldis Gobzems, skonfliktowany z szefem partii Kaimiņšem. W konsekwencji zamiast 66 głosów Kariņš otrzymał 61. Z taką przewagą głosów da się co prawda bezpiecznie pracować, ale nikt nie może zagwarantować, że za parę miesięcy rewolty nie podniesie ktoś z Nowej Partii Konserwatywnej czy KPV LV i koalicyjną większość szlag trafi.

Veiko Spolītis przypomina w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim dość smutny fakt, że to nie Kariņš meblował swój własny rząd. – On będzie robił, co potrafi, ale wiele zależy od ministrów delegowanych przez partie koalicyjne. Oni nie zostali wybrani przez premiera. Zaproponowany przez Kaimiņša minister spraw wewnętrznych Aldis Gobzems został co prawda odrzucony przez nowego premiera, ale później on już nie będzie mógł sobie pozwolić na takie działania. To oznacza, że pozycja Kariņša będzie zależeć od jakości wydelegowanych ministrów. Najwięcej zastrzeżeń jest do ludzi KPV LV, a także proponowanego ministra rolnictwa. Pierwszym trudnym testem będzie budżet na 2019 r. – twierdzi Spolītis. Z tą opinią zgadza się Lauris Zīverts, który nowemu rządowi daje czas do wiosny, czyli okresu, w którym uchwala się budżet.

W polityce zagranicznej kontynuacja

Krišjānis Kariņš jest zdecydowanym zwolennikiem integracji europejskiej, pod tym względem nieodrodnym dzieckiem Europejskiej Partii Ludowej, do której przynależy „Nowa Jedność”. Udowodnił to wiele razy w Parlamencie Europejskim, choćby głosując za uruchomieniem art. 7 Traktatu o Unii Europejskiej wobec Węgier, a także krytykując Polskę za łamanie praworządności. Nie będzie tak ostry wobec rządu w Warszawie jak byłby Artis Pabriks, jednak dla Jarosława Kaczyńskiego o wiele lepszym premierem byłby Māris Kučinskis. Związek Zielonych i Rolników, podobnie jak jego litewski partner, z zupełną obojętnością przyjmował bowiem to, co od trzech lat się dzieje w Polsce.

Przeczytaj także:  Polityczna Ryga reaguje na zwycięstwo PiS w wyborach

Artis Pabriks: euroliberał, najbliższy partner Nowej Jedności. Zdj. Normunds Mežiņš / RJC.

Za kontynuację proeuropejskiej linii będzie także odpowiadać Edgars Rinkēvičs, minister spraw zagranicznych od 2011 r., reprezentujący tę samą co premier partię. Wreszcie, wicepremierem i ministrem obrony zostanie Artis Pabriks, który wykonywał już tę rolę w rządzie Valdisa Dombrovskisa, i jest jednoznacznym zwolennikiem więzi transatlantyckiej, a także obecności na Łotwie sił sojuszniczych.

Podczas debaty o polityce zagranicznej zarówno Edgars Rinkēvičs, jak i Krišjānis Kariņš podkreślili, że orientacja Łotwy na Zachód jest niezmienna i wspierana przez wszystkie pięć ugrupowań. – Demokracja, praworządność i prawa człowieka to priorytety – o tym mówił w Sejmie Kariņš, wskazując także trzy wyzwania dla łotewskiej polityki zewnętrznej: walkę z praniem brudnych pieniędzy (chodzi o wprowadzenie do łotewskiego systemu rekomendacji „Moneyval”, komitetu eksperckiego Rady Europy, walczącego z tym zjawiskiem), politykę zagraniczną Rosji w kontekście Ukrainy, a także skomplikowane procesy w ramach Unii Europejskiej, w tym czekający nas w tym roku Brexit.

Przeczytaj także:  Sprūds: Łotysze wiedzą, że należy dzwonić do Jarosława Kaczyńskiego. Ale Międzymorza z nami nie będzie

Przeczytaj także:  Kārlis Bukovskis: Łotysze dobrze rozumieją Niemców

Te priorytety, może poza praniem brudnych pieniędzy, niewiele różnią się od tych, które miał Māris Kučinskis. Wśród ugrupowań rządzących Łotwą w zasadzie od zawsze panował konsensus co do polityki zagranicznej, można mówić jedynie o niewielkich dysonansach, co pokazała choćby debata wokół uchodźców i paktu migracyjnego. Jednak gdy porównamy obecnego i byłego szefa rządu są spore różnice osobowościowe. – Łotwa będzie mieć teraz premiera, który mówi płynnie po angielsku, ma wiele kontaktów w Unii Europejskiej, a także wiele unijnego doświadczenia. Sądzę więc, że kraj będzie mógł sobie pozwolić na bardziej aktywną politykę europejską, gdy mowa choćby o następnej perspektywie finansowej UE – komentuje w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim zastępca dyrektora Łotewskiego Instytutu Polityki Zagranicznej Kārlis Bukovskis.

Oczekiwania koalicjantów

Pierwsze posiedzenie partii koalicyjnych odbyło się już w poniedziałek. Do najważniejszych zagadnień, które były poruszane należą informacje poszczególnych ministrów o projekcie budżetu, obowiązkowych komponentach zakupu energii, a także reformie administracyjnej. Gdy mowa o polityce wewnętrznej, to tutaj przed Łotwą stoją o wiele większe wyzwania niż w polityce zagranicznej. Jest jednak już całe spektrum zagadnień, co do których zgody wśród „piątki” nie będzie. W koalicyjnym dokumencie o współpracy te sprawy wymieniono explicite. Są to przyznanie obywatelstwa łotewskiego dzieciom bezpaństwowców, które urodziły się już w wolnej Łotwie, związki partnerskie, restytucja mienia żydowskiego, przyjęcie konwencji stambulskiej o zapobieganiu przemocy wobec kobiet. We wszystkich tych sprawach inne zdanie mają liberałowie czy „Nowa Jedność”, inne nacjonaliści czy KPV LV. Różnice mogą się także pojawić w kwestiach związanych ze stosunkiem do rady miejskiej Rygi, którą były minister rozwoju regionalnego i ochrony środowiska Kaspars Gerhards już parę tygodni temu chciał rozwiązać. Miało to związek z aferą korupcyjną, która toczy to gremium i doprowadziła do dymisji wicemera Rygi Andrisa Ameriksa. Liberał Juris Pūce, który w nowym rządzie zajął miejsce nacjonalisty Gerhardsa, jest jednak dość sceptyczny, gdy mowa o rozwiązaniu stołecznego samorządu. Przyspieszone wybory i tak wygrałby pewnie Nił Uszakow, a sama operacja mogłaby skompromitować nowy rząd. Jednym z priorytetów gabinetu Kariņša może być uchwalenie reformy administracyjnej. Ostatnio powrócił również pomysł przeniesienia części urzędów poza stołeczną Rygę.

Przeczytaj także:  Juris Pūce: Liberalizm to nie tylko gospodarka, to także prawa człowieka

Narodowcy pytani przez Przegląd Bałtycki o oczekiwania wobec rządu Kariņša są oszczędni w słowach. – Ten gabinet jest rezultatem kompromisu w bardzo skomplikowanej sytuacji politycznej. Sojusz Narodowy pomoże tworzyć ten rząd, ale rezultat nie zależy tylko od nas – powiedział naszemu portalowi sekretarz generalny narodowców Raivis Zeltīts. Najbliższym ideologicznie partnerem Kariņša w nowym rządzie poza „Jednością” będą liberałowie z koalicji „Attīstībai Par”, którzy z pewnością będą wspierać proeuropejską linię gabinetu. Otrzymali oni trzy resorty: zdrowie, ochronę środowiska i sprawy regionalne, a także obronę. – Nasze priorytety w tym gabinecie to zapewnienie uniwersalnej ochrony zdrowia z budżetu państwa, reforma administracji publicznej polegająca na zmniejszeniu liczby samorządów, a także rozwinięciu ponad czterdziestu, pięćdziesięciu efektywnych centrów rozwoju regionalnego, zapewnienie naszej mocnej obecności w NATO, poprawa infrastruktury obronnej na Łotwie, a także rozwój efektywnej obronny przeciwko cyberterroryzmowi  – mówi w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim poseł liberałów Artūrs Toms Plešs. Z kolei wspomniani narodowcy liczyli w nowym rządzie na powołanie specjalnego ministra ds. demografii. Skończyło się na tym, że wytargowano doradcę premiera zajmującego się tymi kwestiami, mianowicie Imantsa Parādnieksa.

Co dalej

Podczas debaty w Sejmie nad nowym rządem przedstawiciel Socjaldemokratycznej Partii „Zgoda” Vjačeslavs Dombrovskis, skądinąd były kolega partyjny Kariņša, oskarżył gabinet, że ten będzie uzależniony od swoich „sponsorów”. Oskarżył przy tym premiera o brak wiedzy ekonomicznej, zaś koalicyjne partie o złamanie swoich obietnic wyborczych. To jednak dobra mina do złej gry, gdy „Zgoda” skazana jest już a priori na bycie w wiecznej opozycji. Równie sceptyczny wobec rządu Kariņša jest „sponsor” Związku Zielonych i Rolników, mer Windawy Aivars Lembergs, jedna z najbardziej wpływowych postaci w łotewskiej polityce. W wywiadzie dla radia „Baltkom” uznał za nielogiczne, iż nowy rząd formuje partia z najmniejszą liczbą mandatów. Zapowiedział także krótki okres trwania gabinetu Kariņša.

Przeczytaj także:  Łotewska socjaldemokracja przygotowuje się do wyborów

Jak będzie zobaczymy. To, że tworzące nowy rząd partie mogą wiele stracić na kłótniach, waśniach, niekończących się negocjacjach, układankach i dysputach, jest truizmem. Wcale nie oznacza to jednak, że skorzysta na tym opozycja. „Zgoda” ma bowiem nad sobą szklany sufit, Tatiana Żdanok może oczekiwać dobrego wyniku, ale tylko w wyborach do europarlamentu, zaś Związek Zielonych i Rolników byłego premiera Mārisa Kučinskisa długo będzie jeszcze lizał rany po przegranych wyborach. Z ugrupowań pozaparlamentarnych partia Inguny Sudraby faktycznie już nie istnieje, zaś Łotewski Związek Regionów będzie musiał przedefiniować swoją strategię. Paradoksalnie zatem rząd Kariņša może potrwać o wiele dłużej niż to przewidujemy. Prowizorki w polityce bywają bowiem długotrwałe.

Tomasz Otocki
Tomasz Otocki
W 2010 r. współzałożyciel Programu Bałtyckiego Radia Wnet, a później jego redaktor, od lat zainteresowany Łotwą, redaktor strony facebookowej "Znad Daugawy", wcześniej pisał o krajach bałtyckich dla "Polityki Wschodniej", "Nowej Europy Wschodniej", Delfi, Wiadomości znad Wilii, "New Eastern Europe", Eastbook.eu, Baltica-Silesia. Stale współpracuje także z polską prasą na Wschodzie: "Znad Wilii", "Echa Polesia", "Polak na Łotwie". Najlepiej czuje się w Rydze i Windawie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here