Zdawaliśmy sobie sprawę jak najdokładniej, że nieudanie się ataku skompromitowałoby oręż polski, a pod względem politycznym – państwo polskie – tak tuż przed wkroczeniem do Wilna sytuację wspominał major Tadeusz Piskor uczestnik kwietniowej ofensywy. Wrażenia mjr. Piskora pokazują jakie znaczenie dla ówczesnych mogła mieć możliwa klęska w trakcie Operacji Wileńskiej. Dziś pomija się często ów kontekst, ale były to pierwsze regularne walki między Armią Czerwoną a Wojskiem Polskim. Jej możliwe niepowodzenie byłoby ciosem dla morale wojska, ale i całego społeczeństwa polskiego. Pierwsze koncepcje uderzenia w kierunku Wilna w głowie Marszałka zrodziły się jeszcze w styczniu 1919 roku. Realne działania planistyczne rozpoczęły się dopiero kilka tygodni później. Wpłynęła na to sytuacja wojskowo–polityczna w regionie, a było nią nawiązanie w lutym realnej linii styku między siłami rewolucyjnej Rosji, a zrębami Wojska Polskiego na północnym-wschodzie. Przed Naczelnikiem Państwa stało trudne zadanie. Nieprzyjacielem, któremu trzeba było stawić czoła byli nie tylko bolszewicy, ale też opozycyjne środowiska narodowe, czas oraz przestrzeń. „Trąby narodowo-jerychońskie” jak określał opozycję Marszałek Piłsudski żądały dalszego skupienia wysiłku na kierunku ukraińskim. Planowana operacja musiała być przeprowadzona jak najszybciej – w maju resztki wojsk Ober-Ostu miały wycofać się z Grodna, które zostałoby przejęte przez bolszewików. Co stawiałoby Wojsko Polskie w beznadziejnej sytuacji. Trzecim czynnikiem było rozległe błotniste terytorium, które stanowiło wyzwanie dla szybkiej akcji. Plan Naczelnego Wodza Na początku marca 1919 roku prace koncepcyjne Naczelnego Wodza zostały przełożone na papier. Plan działań zbrojnych został opracowany przy udziale dwóch byłych żołnierzy legionowych: płk Wacława Stachiewicza i ppłk Tadeusza Kasprzyckiego. Polegał on na równoczesnym natarciu na Baranowicze, Nowogródek, Lidę oraz wysłaniu w kierunku Wilna samodzielnej grupy operacyjnej złożonej z piechoty i jazdy. Zadanie postawione przed zgrupowaniem uderzającym na Wilno było niezwykle ryzykowne. Wymagało ono od dowodzących odwagi, inicjatywy i zdecydowania. Musieli oni działać w trudnych warunkach. Niewiadomą było stanowisko resztek formacji niemieckich w Grodnie oraz reakcja sił litewskich. Największe zagrożenie stanowiło odcięcie od reszty sił polskich walczących pod Lidą i Nowogródkiem. Kluczową rolę w całym założeniu miało odegrać zajęcie i utrzymanie Lidy. Tam znajdowała się stacja kolejowa, dzięki której można było utrzymać stałe połączenie z oddalonym o około 100 km Wilnem. W kwietniu osiągnięto pozycje wyjściowe do planowanej operacji. Według założeń przyjętego planu operacyjnego wydzielono pięć grup wyznaczonych do realizacji głównych zadań: samodzielna grupa kawalerii (ppłk. Bolesław Belina–Prażmowski), grupa piechoty wspierająca działania kawalerii (gen. Edwarda Rydza–Śmigłego), zgrupowanie przeznaczone do zajęcia Lidy (gen. Józefa Lasockiego), grupa działająca na froncie Baranowicze–Nowogródek (gen. Adam Mokrzecki), grupa osłaniająca…
Treść dostępna dla prenumeratorów
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!

