Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Współpraca bałtycka daje dobrobyt i pokój – rozmowa z Janem Lundinem

Od 1 lipca br. Polska pełni prezydencję w Radzie Państw Morza Bałtyckiego. Na pytania Przeglądu Bałtyckiego o polską prezydencję, wyzwania i kształt współpracy regionalnej oraz przyszłość regionu bałtyckiego odpowiada Jan Lundin, dyrektor generalny rady.

Jan Lundin, Dyrektor Generalny Rady Państw Morza Bałtyckiego

Jan Lundin, Dyrektor Generalny Rady Państw Morza Bałtyckiego

Jan Lundin od 2010 roku jest dyrektorem generalnym Rady Państw Morza Bałtyckiego. Wcześniej pracował jako dyplomata w szwedzkiej służbie zagranicznej, pracował na Uniwersytecie w Uppsali oraz jako dziennikarz.

Polska sprawuje prezydencję w Radzie Państw Morza Bałtyckiego, ale z drugiej strony zainteresowanie Polski regionem Morza Bałtyckiego jest niższe niż ma to miejsce w przypadku Europy Środkowej, Zachodniej i Wschodniej. Czy ma to wpływ na polską prezydencję i uczestnictwo Polski w pracach organizacji?

Odpowiadając jednym słowem można powiedzieć, że tak. Bardziej jednak interesujące jest jak to wpływa na organizację. Od 1992 roku, a więc od początku działalności rady, Polska przeszła ogromną pozytywną zmianę. Polska nie jest już krajem biednym, jest ważnym graczem na europejskiej scenie, a to przekłada się także na współpracę bałtycką. Duże i silne kraje mają środki – pieniężne, ale przede wszystkim kadry – by rozwijać współpracę, organizować wydarzenia.

Przeczytaj także:  Polska prezydencja w Radzie Państw Morza Bałtyckiego

W Polsce jest mniej czynników przemawiających za identyfikacją z Morzem Bałtyckich, ale mam wrażenie, że Polska chce być krajem bałtyckim czy północnoeuropejskim równolegle do identyfikacji środkowoeuropejskiej. Może przecież mieć dwie tożsamości. Wszyscy mamy wiele tożsamości. Obserwując polskie przygotowania do prezydencji w RPMB odniosłem wrażenie, że Polska przygotowuje bardzo aktywną prezydencję. W połowie września (15-17.09 – przyp. red.) odbędzie się spotkanie ministrów kultury w Gdańsku, a tydzień później ministrów turystyki w Malborku. W pierwszym spotkaniu będą brali udział nie tylko ministrowie i wyżsi urzędnicy RPMB, ale także koordynatorzy strategii UE dla Regionu Morza Bałtyckiego. Polska używa terminu „common space of Baltic Sea cooperation”, który uważam za bardzo trafny ponieważ zbliża on RPMB z innymi formatami współpracy regionalnej. Polska chce prowadzić działania inkluzywne i łączące różne formaty współpracy. To pokazuje polskie ambicje, które nie są małe.

Polskę, w kontekście współpracy bałtyckiej, można porównać do Niemiec – oba kraje są duże, mają wybrzeże bałtyckie, ale większość ich populacji nie zamieszkuje w obszarach nadbałtyckich, także ich stolice nie są położone nad Bałtykiem. Niemcy również podeszli do organizacji swojej prezydencji (w latach 2011-2012 – przyp. red.) bardzo aktywnie. Częścią ich prezydencji był szczyt premierów w Stralsund, gdzie kanclerz Merkel uczestniczyła w dyskusjach. Niemcy wówczas pokazały, że chcą aktywnie wspierać RPMB i wnosić perspektywę europejską do współpracy bałtyckiej.

Państwem regionu, którego polityka wpływa na relacje międzynarodowe jest Rosja. Jak obecna sytuacja na Wschodzie i polityka zagraniczna Moskwy wpływa na współpracę regionalną? Jak zmienia kształt tej współpracy i region?

Oczywiste jest, że obecna sytuacja nie ułatwia współpracy w regionie. Mamy sankcje europejskie przeciwko Rosji i rosyjskie embargo przeciwko Europie. Nie możemy przez to rozwijać finansowej współpracy – np. mieliśmy schemat finansowania na rzecz zrównoważonego rozwoju, co teraz jest niemożliwe realizowania. Dalej możemy wymienić chociażby sankcje personalne, które uniemożliwiają podróże wielu osób do UE albo do Rosji. Mamy problemy na poziomie politycznym – od dwóch lat nie mieliśmy szczytów ministerialnych.

Pomimo tego RPMB jest jedną z nielicznych organizacji w ramach, których państwa UE i Rosja nadal mogą się komunikować tak na poziomie współpracy organizacyjnej, jak i projektowej. Nadal pracujemy wspólnie nad rozwiązaniem najważniejszych wyzwań. Należy też przypomnieć, że największym miastem nad Bałtykiem jest Petersburg, więc nie jest możliwe wykluczenie Rosji ze współpracy bałtyckiej. Mamy wiele projektów, w które Rosja jest włączona; Rosja jest odpowiedzialna za współpracę w zakresie radiacji i energii atomowej, gdzie wykonuje świetną pracę organizując liczne spotkania i opracowując standardy użycia izotopów na potrzeby kryminalistyki. Nadal kontynuowana jest współpraca policji, prokuratur i w zakresie bezpieczeństwa cywilnego. W przyszłym miesiącu wybieram się do Rosji, by rozmawiać o tej współpracy. Mówi się, że w relacjach międzynarodowych powinniśmy funkcjonować nawet kiedy pada deszcz. Oczywiście współpraca byłaby lepsza, gdyby nie było kryzysu na Ukrainie.

Pomimo tego, że RPMB jest forum politycznym, priorytety organizacji w coraz większym stopniu wiązane są ze sprawami społecznymi, kulturą i zrównoważonym rozwojem. Czy jest to kierunek, w którym RPMB nadal będzie się zmieniać?

Tak, cieszę się, że zadajesz to pytanie. Taki cel przyświeca mojej pracy w RPMB. Kiedy obejmowałem stanowisko dyrektora RPMB powszechny był zarzut, że współpraca w ramach organizacji jest zbyt polityczna, a właściwie deklaratywna. Były deklaracje ministrów, ale nic za nimi nie szło. Ministrowie spotykali się raz do roku, rozmawiali, ale nie przekładało się to na wymierne efekty w regionie. Wydaje mi się, że zrozumiano ten problem już w czasie szczytu w Rydze w 2008 roku, gdzie podjęto decyzję, aby zreformować RPMB. Wtedy mieliśmy pięć długoterminowych priorytetów; zdecydowano, że RPMB powinna działać bardziej projektowo. Po objęciu stanowiska w radzie zacząłem zatrudniać ludzi, którzy mieli doświadczenie w realizacji projektów, pracowali wcześniej w fundacjach. Mamy teraz sekretariat, który silnie skupia się na projektach, np. w zakresie kontaktów międzyludzkich, międzyspołecznych. Oczywiście nadal potrzebujemy komunikacji politycznej. Jeśli chcemy budować tożsamość regionalną musimy spotykać się na wysokim poziomie. Mamy więc współpracę na trzech poziomach: wysokim – politycznym, średnim – wyżsi urzędnicy i administracja ponad dwudziestu organizacji oraz niższym – społecznym oraz realizacji projektów i rozwiązywania konkretnych projektów. Współpraca regionalna jest bardzo ważna, zwłaszcza, że UE stała się bardzo dużo organizacją.

Jednym z priorytetów RPMB jest tożsamość regionalna. W jaki sposób RPMB chce budować tę tożsamość? Co może być fundamentem tej tożsamości? Czy możliwa jest budowa takiej tożsamości pomimo dużych różnic w interpretacji historii, pomimo odmiennych narracji politycznych?

Oczywiście jest to duże wyzwanie. W regionie mamy bardzo różne interpretacje wydarzeń historycznych, konfliktów. Nie dotyczy to tylko Rosji, ale także innych krajów regionu – chociażby Danii i Szwecji. Kiedy mówię o tożsamości regionalnej zawsze patrzę na doświadczenia krajów nordyckich, które obecnie wiele projektów realizują wspólnie. Dzisiaj mówi się, że kraje nordyckie są podobne, mają podobna historię, kulturę, ludzie wyglądają podobnie, że ich bliskość istnieje od zawsze. Prawda jest jednak taka, że wcześniej tak nie było i wspólna tożsamość nordycka została zbudowana. Wcześniej między naszymi krajami występowały ogromne różnice. Ta zmiana nie jest przypadkiem, to efekt bardzo świadomej współpracy. Zaczęła się ona przed około stu laty, kiedy trzej królowie państw nordyckich spotkali się (w grudniu 1914 roku w Malmö i w 1917 roku w Kristianii (Oslo) – przyp. red.), by ogłosić swoją neutralność w czasie I wojny światowej. Wtedy też politycy stwierdzili, że jeśli chcemy pokoju między naszymi państwami musimy zacieśniać współpracę. Obecnie trudno sobie wyobrazić poważy konflikt między państwami nordyckimi. Trzeba uczciwie przyznać, że obecnie właściwie nie istnieje tożsamości regionalna w obszarze bałtyckim, ale jestem przekonany, że podobny do nordyckiego scenariusz jest możliwy w całym regionie. Wydaje mi się, że bez względu na dzielące nasze kraje różnice, jesteśmy w stanie znaleźć katalog wartości, które nas łączą. Myślę, że tożsamość nie jest z góry dana, a jest wypracowywana. Czasem pod wpływem czynników, na które nie mamy wpływu, ale w obszarze bałtyckim chcielibyśmy ją kreować świadomie. Wydaje mi się, że pewnego dnia będziemy mogli mówić o wspólnych wartościach, bałtyckim designie, stylu życia, jedzeniu – zupełnie jak w krajach nordyckich.

Morze Bałtyckie jest często wskazywane jako przykład świetnej współpracy regionalnej. Z drugiej strony nazywana jest czasem „institutional nightmare” lub „positive mess”. Jak powinna się zmieniać organizacja współpracy w regionie? Czy zmiana jest potrzebna?

Lubię określenie „positive mess”. Myślę, że można znaleźć optymalny układ instytucjonalny, który pozwoli na bardzo efektywną współpracę. Nie sądzę jednak, że żyjemy w najlepszym możliwym świecie i nie powinniśmy zmieniać rzeczywistości, bo jest idealnie. Tak nie jest. W regionie jest ponad 70 organizacji współpracy, ale zamieszkuje go prawie 60 milionów ludzi, więc liczba organizacji chyba nie jest aż tak duża. Zwłaszcza jeśli chcemy rozwijać współpracę na poziomie międzyludzkim. Potrzebujemy tylko jednej rady i jest jedna. Niektóre organizacje są podobne, ale nie są identyczne.

Częstym zarzutem jest nakładanie się zadań organizacji. Wydaje mi się, że jeśli organizacje działają na podobnych płaszczyznach powinny ze sobą komunikować się i wspólnie realizować projekty – taka współpraca i uzgadnianie ma miejsce. Wspólnie można zrobić więcej. Jeśli przyjrzeć się bliżej współpracy w regionie łatwo można dostrzec, że koordynacja między organizacjami działa całkiem nieźle, prace są dzielone między różne organizacje. Należy też pamiętać, że organizacje i formaty współpracy działają na różnych poziomach i w różnych grupach państw czy regionach przygranicznych, co również jest wartością dodaną dla współpracy regionalnej.

Większym problemem są ograniczone środki finansowe przeznaczane na współpracę regionalną. Taki trywialny przykład: jeden czołg kosztuje około 2 milionów euro, to tyle ile wynosi roczny budżet RPMB. Można oczywiście argumentować, że czołg będzie służył przez wiele lat, zapewniał bezpieczeństwo, ale wydaje mi się, że dzięki bliższej współpracy regionalnej i międzyludzkiej ten czołg nie musi być potrzebny. Dla porównania: Rada Nordycka dysponuje, o ile się nie mylę, budżetem wynoszącym około 100 milionów euro. Wydaje mi się, że budżet RPMB mógłby być większy, te pieniądze byłyby dobrze wydane, potrzebowalibyśmy mniej czołgów.

 

Zdjęcie tytułowe: Sztokholm, Szwecja. Zdj. Magnus Johansson / Flickr / CC

Polub nas na Facebooku!