Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Reset z Białorusią?

Zdrowy rozsądek podpowiada, że planowanie wymaga wizji. Wydaje się, że tego brakuje w ostrożnym, ale niezachwianym resecie z Białorusią, której autorytarny przywódca Alaksandr Łukaszenka niedawno zapewnił sobie piątą kadencją w wyborach, które powszechnie uznano za sfałszowane.

Podczas gdy Stany Zjednoczone krytykują Mińsk – zastępca rzecznika prasowego Departamentu Stanu wyraził niezadowolenie z wyborów, które według niego były „dalekie od międzynarodowego zobowiązania byłej sowieckiej republiki do przeprowadzenia wolnych i sprawiedliwych wyborów” – Unia Europejska zawiesiła sankcje wobec Białorusi na okres czterech miesięcy.

Różnica w podejściu nie jest tak duża, jak mogłaby się wydawać. Ogólny nastrój na Zachodzie wydaje się być wyrażony przez Wysoką Przedstawiciel UE do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa Federikę Mogherini, która opisała niedawno obecne stosunki z Białorusią jako „okno możliwości, którego nie można przegapić”.

Przeczytaj także:  Bialacki: Polityka UE wobec Białorusi nie powinna się zmienić

Jakie zatem są te możliwości, a jakie konsekwencje, jeśli się je przegapi? Dwie najczęstsze odpowiedzi skupiają się na niedawnej konfrontacji pomiędzy Zachodem a Rosją.

Wielu ekspertów na Zachodzie wciąż uważa, że Łukaszenka chce i jest w stanie odgrywać osobną rolę niezależnie od Rosji. Twierdzą oni, że wzmocnienie relacji z Mińskiem może stłumić do pewnego stopnia ekspansjonizm Kremla. Ponadto, jeśli Łukaszenka wpadnie w ręce Putina, Zachód znajdzie się w jeszcze większych tarapatach.

Taką szkołę myślenia wspierało przez dłuższy czas oczekiwanie, że Białoruś będzie następnym celem Putina po Ukrainie (do czego, jak się okazuje, nigdy nie doszło). Ostatnia wyrażona publicznie przez Łukaszenkę odmowa utworzenia nowej rosyjskiej bazy lotniczej na białoruskiej ziemi także wzmocniła tę linię myślenia.

Ci sami zachodni eksperci twierdzą również, że istnieje obecnie jeszcze większa szansa na zwrot Łukaszenki ku Zachodowi, choćby tylko minimalny, co ma zabezpieczyć Białoruś przed apetytem Rosji na połknięcie sąsiadów. Ma to zmusić go do rozpoczęcia choćby ograniczonych reform.

Taki sposób myślenia jest umacniany przez odmowę uznania przez Łukaszenkę aneksji Krymu, jego gotowość do działania jako rozjemca w negocjacjach rosyjsko-ukraińskich oraz uwolnienie więźniów politycznych. Ponadto, jego wypowiedzi dotyczące Zachodu są dużo bardziej przyjazne, niż do tej pory.

Ale czy nie jest to déjà vu?

Już wcześniej byliśmy świadkami zwalniania więźniów politycznych. Wiemy, że próby poprawy stosunków z Zachodem nigdy nie opierały się na woli wprowadzenia demokratycznych reform, co z kolei zawsze było warunkiem wstępnym dla wzmocnienia relacji między Brukselą i/lub Waszyngtonem a Mińskiem.

Powinniśmy również pamiętać, że Białoruś nie tylko nigdy nie uznała aneksji Krymu, ale także niepodległości Abchazji i Osetii Południowej. Nie miało to jednak żadnego decydującego wpływu na zmianę stosunków z Rosją.

Wręcz przeciwnie, nie jest tajemnicą, że Białoruś zawsze grała zachodnią kartą przeciwko Rosji i rosyjską kartą przeciwko Zachodowi. Ale nie dajmy się zmylić, pomimo swojego „balansowania”, Mińsk nadal opowiada się za Związkiem Rosji i Białorusi, pozostaje gospodarczo zależny od Rosji i jest najbardziej wiarygodnym sojusznikiem wojskowym Kremla.

Nie możemy poważnie rozpatrywać publicznej odmowy założenia nowej rosyjskiej bazy lotniczej nie biorąc pod uwagę, że Łukaszenka poprosił Moskwę o rozmieszczenie dodatkowych 15 myśliwców jako przeciwwagi dla wzmocnienia NATO w krajach bałtyckich, co nastąpiło bezpośrednio po rosyjskiej agresji na Ukrainę. Więcej niż tajemnicą poliszynela jest fakt, że Białoruś jest znacznie mniej zaniepokojona rosyjską bazą lotniczą na swoim terenie, a o wiele bardziej zainteresowana zmuszeniem Rosji do przekazania nowoczesnych myśliwców, a co najmniej do zapewnienia jak najlepszej rekompensaty za zezwolenie na rozmieszczenie takiej bazy.

Nie możemy mieć nawet słuszności w ocenie „niezależnego stanowiska” Łukaszenki w sprawie wojny na Ukrainie, biorąc pod uwagę, że Mińsk zawsze szedł w parze z Rosją, kiedy było to naprawdę istotne. Białoruś głosowała przeciwko rezolucji ONZ w sprawie integralności terytorialnej Ukrainy i odmówiła potępienia aneksji Krymu na unijnym szczycie Partnerstwa Wschodniego w Rydze. Białoruś po prostu nie może pozwolić sobie na odgrywanie roli niezależnej od Rosji, nawet gdyby chciała. A jakiekolwiek demokratyczne czy nawet gospodarcze reformy zagrażają reżimowi Łukaszenki w o wiele większym stopniu niż jakiekolwiek możliwe zagrożenie ze strony Moskwy.

Mając to na uwadze, pytaniem, które powinien sobie zadawać Zachód jest: jaka jest strategia i wizja stojąca za trwającym resetem z Białorusią, jeśli nadzieje na niezależność Mińska od Moskwy są skazane na porażkę? Ze strategicznego punktu widzenia pomysł resetu z Białorusią nie jest ani dobry, ani zły. Polityka izolacji i sankcji (czy możemy nazwać to rzeczywistą izolacją i sankcjami, to osobne pytanie) także nie zadziałała. Ale pytanie pozostaje niezmienne: czy wiemy dokładnie, co chcemy osiągnąć na Białorusi?

 

Tekst opublikowany dzięki uprzejmości Center for European Policy Analysis (CEPA). Pierwotnie ukazał się w serwisie internetowym CEPA „Europe’s Edge”: „Reset with Belarus?”. CEPA jest niezależnym instytutem badawczym polityki publicznej zajmującym się badaniem Europy Środkowo-Wschodniej z siedzibą w Waszyngtonie.

 

Tłumaczenie z języka angielskiego: Dominik Wilczewski.

 

Zdjęcie tytułowe: Marco Fieber / Flickr / CC

Polub nas na Facebooku!