Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Cepurītis: rosyjskie wybory niewiele zmienią w stosunkach Rygi z Moskwą

Stosunki łotewsko-rosyjskie zależą teraz od ogólnej pozycji Unii Europejskiej wobec Rosji oraz rosyjskiej aktywności na Ukrainie. Jesienne wybory parlamentarne w Rosji niewiele zmienią w relacjach łotewsko-rosyjskich, bo są one podporządkowane woli dotychczas rządzących na Kremlu. O relacjach łotewsko-rosyjskich, mniejszości rosyjskiej i łotewskim spojrzeniu na politykę rosyjską rozmawiamy z Mārisem Cepurītisem.

Māris Cepurītis

Māris Cepurītis

Māris Cepurītis jest łotewskim politologiem, absolwentem stosunków międzynarodowych i studiów europejskich w Ryskim Uniwersytecie Stradiņša. Obecnie wykłada na macierzystej uczelni. Jest także analitykiem Centrum Badań Polityki Europy Wschodniej (APPC). Specjalizuje się w polityce międzynarodowej i dyplomacji, a także stosunkach rosyjskich-łotewskich. Przez dwa lata pracował w Wydziale Rosyjskim Łotewskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Związany z Łotewskim Czerwonym Krzyżem i Łotewską Transatlantycką Organizacją LATO. Współpracował przy organizacji corocznej Konferencji Ryskiej.

Tomasz Otocki: Pierwsze pytanie chciałem zadać o właśnie zakończone wybory w Rosji. Partia „Jedna Rosja” znów wygrała, tym razem z większością konstytucyjną. Poparcie dla komunistów i partii Żyrinowskiego spadło. Czy wybory w Rosji będą miały jakiś wpływ na stosunki łotewsko-rosyjskie?

Przed wyborami w Rosji były dyskusje nad tym, czy może tym razem do parlamentu dostanie się jakaś partia opozycyjna. Mówiono o Jabłoko, bo oni nie współpracowali z taką bardzo aktywną opozycją. Rezultaty pokazały jednak kto jest „bossem” w rosyjskiej polityce. Ja nie mam bardzo dobrej opinii o procesie wyborczym w Rosji. On jest całkowicie kontrolowany przez rządzący reżim, który decyduje kto będzie zwycięzcą. Nawet w okresie gospodarczego kryzysu, spadku PKB, sankcji, władze w Moskwie wysłały sygnał, że mają kontrolę nad tym, co się dzieje w polityce. Jeśli chodzi o relacje łotewsko-rosyjskie czy bałtycko-rosyjskie, to nie sądzę, by wybory zmieniły dużo. Gdyby opozycja zyskała jakąś część poparcia, może byłoby inaczej. Generalnie jednak stosunki łotewsko-rosyjskie zależą teraz od ogólnej pozycji Unii Europejskiej wobec Rosji.

Przeczytaj także:  Jak głosują Rosjanie za granicą? Przykład z Litwy, Łotwy i Estonii

Czy 2018 rok będzie przełomem w relacjach Łotwy z Rosją? W obu krajach są wybory. W Łotwie parlamentarne, w Rosji prezydenckie.

Cóż, musielibyśmy wiedzieć, kto będzie prezydentem Federacji Rosyjskiej. Jeśli u władzy zostanie Putin, relacje pozostaną na obecnym poziomie. Myślę, że obecnie na stosunki rosyjsko-bałtyckie i rosyjsko-europejskie bardziej wpływa porozumienie mińskie. To co się dzieje na Krymie, to co się dzieje na Ukrainie. Bo to doprowadziło do zamrożenia relacji. Niezależnie zatem, kto zostanie prezydentem w 2018 roku, jeśli nie będzie żadnego postępu w wypełniania porozumienia mińskiego, to te relacje pozostaną na takim samym poziomie.

Myślę, że w 2018 roku zostanie albo wybrany Putin, albo ktoś wskazany przez niego. Może powrócimy znów do demokracji „tandemowej”. Ale znowu – to niewiele zmieni w relacjach łotewsko-rosyjskich.

W zeszłym roku ambasador Rosji w Rydze Aleksandr Wieszniakow powiedział, że relacje łotewsko-rosyjskie są w najgorszym stanie od 20 lat. Czy zgadza się Pan z tą opinią?

Nie do końca. Przed 2007 rokiem praktycznie nie mieliśmy relacji z Rosją. Mieliśmy oczywiście ambasady, komunikację między dwoma stronami, ale proszę spojrzeć na content. Teraz z kolei myślę, że piłka jest nie po stronie łotewskiej, a po stronie rosyjskiej. Bo oczywiście relacje są złe, ale to już nie zależy od Łotwy, tylko od sytuacji na Ukrainie.

Czy tylko kwestia ukraińska wpływa obecnie na sytuację w relacjach Moskwy z Rygą?

Wojna na Ukrainie była przyczyną tego, dlaczego istniejący formaty dyskusji takie jak międzyrządowa komisja współpracy zostały zawieszone. Oczywiście także przed wojną ukraińską nie mogliśmy powiedzieć, że relacje łotewsko-rosyjskie są takie same jak relacje choćby szwedzko-rosyjskie. Bo jest wiele antagonizujących spraw. Więc nie sądzę też, by w ciągu  następnych 10 lat relacje się jakoś znacząco zmieniły. Mamy sprawy związane z historią takie jak okupacja sowiecka, której Rosja do dziś nie chce uznać. Zamiast tego mówi o sytuacji rosyjskich rodaków na Łotwie.

Przeczytaj także:  Rosyjskojęzyczni na Łotwie a wojna na Ukrainie

Ambasador Wieszniakow właśnie opuszcza  Łotwę, w tym roku zostanie zastąpiony przez nową osobę. Czy śledzi Pan tę sytuację?

Częściowo. Wieszniakow zaczął swoją kadencję w 2008 roku. W latach 2008-2010 za czasów prezydenta Zatlersa mieliśmy do pewnego stopnia poprawę relacji łotewsko-rosyjskich. Za czasów wcześniejszego ambasadora Kałużnego podpisano z kolei umowę graniczną Łotwy z Rosją. Więc wtedy zaczęła się rysować jakaś poprawa. Zatem na początku kadencji Wieszniakowa odegrał on pozytywną rolę, posuwał relację między dwoma krajami do przodu.

Ale po wojnie na Ukrainie jego retoryka się zmieniła. Zaczął mówić, że Łotwa powinna przedefiniować swój stosunek do mniejszości rosyjskiej. Ambasada zaczęła współpracować z prorosyjskimi organizacjami, z NGO-sami, które krytykują łotewską politykę integracji.

Za chwilę na Łotwę przyjedzie nowy ambasador Jewgienij Łukjanow.

Nowy ambasador jest związany z Narodową Radą Bezpieczeństwa, ze służbami specjalnymi, oczywiście jest człowiekiem Putina. Dla mnie to wcale nie musi być takie złe, bo być może posiada on bezpośredni dostęp do głównego człowieka na Kremlu. Może przyspieszyć pewne rzeczy, które wcześniej były hamowane przez biurokrację. Ale z drugiej strony koneksje nowego ambasadora sprawiają, że może być jeszcze większym hardlinerem niż Wieszniakow.

Ale rzecz nie leży wcale w ambasadorach, tylko w tym, jaką politykę zaproponują władze na Kremlu. Przy okazji: dla ambasadora samo mieszkanie na Łotwie może być bardzo pozytywnym przeżyciem. Wszędzie słychać tutaj język rosyjski, jest silna społeczność rosyjska, Ryga jest pięknym miastem, a rezydencja ambasadora znajduje się w Jurmali. Może chodzić sobie na bardzo ciekawe koncerty.

Co poza tematyką ukraińską powinno się zdarzyć w relacjach Rygi z Moskwą, by poprawiły się one?

Oczywiście Ukraina jest na pierwszym miejscu. Nasze relacje mogą się zmienić tylko wtedy, gdy zakończy się wojna na Ukrainie. Mówiąc bardziej realistycznie chodzi o wypełnienie częściowo lub całkowite porozumień mińskich. Jeśli mowa o mniej realnych oczekiwaniach, to Półwysep Krymski powinien zostać zwrócony Ukrainie. Jeśli zaś wracamy do tematów typowo łotewsko-rosyjskich, to na pewno powinien się zmienić klimat. Relacje nie są przyjazne, one są pragmatyczne. Ale z drugiej strony w dziedzinie ekonomii układają się nie najgorzej.

Chciałbym porozmawiać o ekonomii, ale zanim to zrobimy, mam pytanie o obywatelstwo rosyjskie. Na Łotwie mieszka około 50 tys. osób z obywatelstwem Federacji Rosyjskiej. Jest to mniej niż w Estonii, ale wciąż w kraju żyje wielu nie-obywateli. Teraz mamy sygnały z Rosji, że uproszczona zostanie procedura nadawania rosyjskiego obywatelstwa rodakom z terenów byłego Związku Sowieckiego. Na ile jest to zagrożenie dla Łotwy?

Myślę, że jest duże. Kiedy wrócimy do 2008 roku, do czasu sprzed wojny gruzińsko-rosyjskiej, to mieliśmy wtedy do czynienia z masową paszportyzacją. Coś podobnego może teoretycznie zostać przeprowadzone na Łotwie. Ale znowu tutaj by trzeba było zapytać o chęć lokalnej ludności do wzięcia tego obywatelstwa. Jeśli spojrzymy na obecny status osób bez obywatelstwa, to nie mogą się zatrudniać w administracji publicznej i brać udziału w wyborach. Ale w sferze społeczno-gospodarczej mają równy status z obywatelami Łotwy. Mogą jeździć po strefie Schengen, mogą podejmować pracę w Wielkiej Brytanii czy Irlandii.

Jeśli przyjmą obywatelstwo Rosji, to wtedy mogą jeździć bez wizy do Rosji czy na Białoruś, co już teraz mogą czynić nie-obywatele, ale tracą możliwość podróżowania po Europie.

Więc nie jest to takie wielkie zagrożenie?

To zależy jak na to patrzeć. Wszystko będzie zależeć od retoryki Rosji, co będzie ona mówić o sytuacji rosyjskich rodaków na Łotwie. Jeśli liczba osób przyjmujących obywatelstwo rosyjskie na Łotwie zacznie wzrastać, to na pewno będzie to jakieś zagrożenie dla państwa łotewskiego.

Jaką politykę wobec nie-obywateli powinna prowadzić Łotwa?

Tak naprawdę jest to kwestia, jak powinien przebiegać proces integracji. Temat obywatelstwa to tylko część problemu. Na obecnym etapie integracja społeczna na Łotwie była zbyt demokratyczna.

Co Pan ma na myśli?

Państwo zwyczajnie dawało możliwość integracji, naturalizacji. Ale nie było zbyt aktywne w promocji tej idei. Nie tłumaczono jakie są korzyści, dlaczego jest ważne, by mieć obywatelstwo. By być bardziej zaangażowanym w proces demokratyczny w kraju. Dlatego byliśmy zbyt demokratyczni, zbyt liberalni. Dawaliśmy możliwość, ale nie wymagaliśmy, nie tłumaczyliśmy.

To jest pierwsza kwestia. Druga rzecz to w jaki sposób powinna postępować integracja. Czy język jest kryterium integracji, czy nie jest. Częściowo jest to polityczna sprawa. Tutaj nie odnieśliśmy sukcesu, bo ludzie albo nie chcą, albo nie mogą się uczyć języka łotewskiego. Być może proces naturalizacji mógłby być przyspieszony, ułatwiony przez większy dostęp do kursów językowych.

Jeśli zaś chodzi o zmianę sposobu naturalizacji, który zawiera w sobie nie tylko egzamin językowy, ale także test łotewskiej kultury, to ten egzamin jest wciąż niezbędny. Bo obywatelstwo to nie jest tylko techniczna czy prawna sprawa, to także sprawa kultury. Jeśli wybrałeś Łotwę jako miejsce zamieszkania, to musisz także podzielać pewne wartości. Z kolei dla Rosji obywatelstwo jest całkiem techniczną sprawą. To nie będzie porozumienia.

Wróćmy do ekonomii. Rosja jest trzecim partnerem Łotwy, gdy mówimy o eksporcie, czwartym, gdy mowa o imporcie. W jakim stanie są obecnie relacje gospodarcze między dwoma krajami?

Na pewno dynamika spadła w ciągu dwóch ostatnich lat z powodu sytuacji politycznej. Teraz nasi politycy próbują wygrać dla Łotwy rynki Środkowej Azji. Oczywiście dla wielkiej części naszych producentów rynek rosyjski zawsze będzie bardzo ważny. Dla rosyjskich czy białoruskich konsumentów z kolei marki i towary łotewskie także są ważne, bo się już do nich przyzwyczaili. Ale jak mówiłem, ostatnie dwa lata zmusiły naszych eksportów do redefinicji swego modelu biznesowego. Wcześniej było tak, że producenci mówili: okej, produkujemy i 80% naszego eksportu trafi do Rosji. Teraz już tak nie mówią. Rozumieją potrzebę dywersyfikacji: do Azji Środkowej, Europy Wschodniej, Ukrainy. W najbliższej przyszłości relacje ekonomiczne między Łotwą a Rosją oczywiście będą dalej zależeć od polityki.

Kto z polityków na Łotwie jest dziś najlepszym partnerem dla Rosji? Burmistrz Rygi Nił Uszakow, europarlamentarzystka Tatiana Żdanok, mer Windawy Aivars Lembergs?

Tatiana Żdanok jest ważnym partnerem dla Rosji. To ona przyjechała na Krym w trakcie referendum. Potwierdziła, że przebiegło w sposób demokratyczny. Wcześniej była w Abchazji. Ostatnio odwiedziła Asada w Syrii. Jest więc aktywna w promocji agendy rosyjskiej polityki zagranicznej. Później w rosyjskiej telewizji się to wykorzystuje: zobaczcie, mamy członkinię Parlamentu Europejskiego, która była na Krymie.

Jeśli mówimy o Nile Uszakowie i jego partii „Zgoda”, to ich sytuacja jest nieco inna. Mają większy wpływ na łotewską politykę. Są w opozycji w Sejmie, ale grają główną rolę w polityce ryskiej. Partia „Zgoda” jest ważna dla Rosji nie tyle ze względu na agendę, ale ze względu na swą aktywną obecność w łotewskiej polityce. Kiedy dochodzi do konfliktów między partiami koalicyjnymi, mogą także grać większą rolę w tym, co się dzieje w polityce krajowej. Dla Rosji najlepszą opcją byłoby uzyskanie przez „Zgodę” większości w Sejmie, albo jakaś koalicja między „Zgodą” a mniejszą partią łotewską, jak w radzie miejskiej Rygi. Ale to już sprawa wyborów w 2018 roku.

Jaka jest rola Aivarsa Lembergsa w relacjach Rygi z Moskwą?

Jest trudno udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Lembergs wielokrotnie mówił o negatywnych skutkach dla Łotwy członkostwa w NATO. Mówił, że powinniśmy być bardziej aktywni w Unii Europejskiej. To wszystko pozostaje w związku z narracją rosyjską. Ale w moim rozumieniu Lembergs ma własną agendę i jest pragmatyczny.

W obecnej koalicji mamy trzy partie. Jedność i narodowcy są bardzo krytycznie nastawieni wobec Moskwy. Trzecia partia Związek Zielonych i Rolników, która wystawia własnego premiera, już nie tak bardzo.

Trzeba pamiętać, że w wyborach w 2014 roku kandydatem Związku Zielonych i Rolników na premiera był Aivars Lembergs. Oni mają więc ten pragmatyczny stosunek do Moskwy. Nie są tutaj bardzo ideologiczni. Więc mogą być bardziej skłonni do tego, by współpracować z Rosją. Jakiś czas temu minister rolnictwa z tej partii Jānis Dūklavs spotkał się z wicepremierem Rosji. To było nieoficjalne spotkanie, które nie pozostaje w większym związku z polityką zagraniczną prowadzoną przez Łotwę. Minister spraw zagranicznych z Jedności Edgars Rinkēvičs nie był ani obecny na tym spotkaniu, ani z tego co się orientuję, o nim poinformowany. To pokazuje, że Związek Zielonych i Rolników chce popchnąć sprawę współpracy gospodarczej z Rosją do przodu, a już tak bardzo nie interesuje się polityką międzynarodową, sankcjami czy wojną na Ukrainie.

Media rosyjskojęzyczne mają ogromny wpływ na mniejszość rosyjską na Łotwie. A to wpływa także na relacje Moskwy z Rygą. Co można zrobić, by odciągnąć mieszkających w Łotwie rosyjskojęzycznych od kremlowskiej propagandy? Estonia założyła własny kanał rosyjskojęzyczny ETV+.

Łotwa nie ma odrębnego kanału rosyjskiego, ma za to telewizję LTV7, która ma kontent dwujęzyczny. To jest telewizja państwowa. Mamy także czwarty kanał państwowego radia łotewskiego, który nadaje w języku rosyjskim. To jest bardzo dobry przykład, bo ten kanał ma bardzo dużą słuchalność. Jednocześnie nie jest to kanał kontrolowany przez Rosję. Mamy problem nie tylko z Pierwym Bałtijskim Kanałom, ale także z kanałami nadającymi bezpośrednio z Rosji (NTV, Rossija). Łotwie jest trudno konkurować z tymi kanałami, bo ich budżet to wiele milionów euro. Nie możemy mieć takiej samej zawartości, jeśli chodzi o show czy rozrywkę.

Przeczytaj także:  Równoległe światy

To co powinno się robić na Łotwie?

Media publiczne powinny mieć także rosyjskojęzyczny content. Czwarty kanał radia łotewskiego czy LTV7 to może najlepsze przykłady dobrej polityki. Musimy pomyśleć także o innych sposobach na dojście do rosyjskiego widza. Powinniśmy pomyśleć o regionalnych mediach, w tym gazetach. Na pewno także o odpowiedniej komunikacji ze strony państwa. Potrzebnych jest zatem wiele narzędzi.

Przeczytaj także:  Media mniejszościowe to kwestia bezpieczeństwa - rozmowa z Ainārsem Dimantsem

Musimy także pomyśleć o innej sprawie. Część z rosyjskojęzycznych kanałów zarejestrowanych jest na przykład w Szwecji albo Wielkiej Brytanii. Gdy dochodzi do mowy nienawiści na ich antenie, to wtedy bardzo ciężko jest się komunikować z regulatorami będącymi poza Łotwą w sprawie zamknięcia kanału czy narzucenia ograniczeń w jego treści.

Dziękuję za rozmowę.

 

Zdjęcie tytułowe: Spotkanie w 2012 roku ówczesnego premiera Łotwy Valdisa Dombrovskisa z premierem Rosji Dmitrijem Miedwiediewem. Zdj. Kancelaria premiera Łotwy.

Polub nas na Facebooku!