Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Gintautas Paluckas: Litewska socjaldemokracja musi wrócić do swoich podstawowych wartości

W sobotę, 6 maja, odbędzie się zjazd Litewskiej Partii Socjaldemokratycznej (LSDP), na której funkcję przewodniczącego obejmie Gintautas Paluckas. Zastąpi on na tym stanowisku Algirdasa Butkevičiusa. W wewnątrzpartyjnej rozgrywce o przywództwo Paluckas pokonał Mindaugasa Sinkevičiusa, obecnie pełniącego funkcję ministra gospodarki w rządzie Sauliusa Skvernelisa. Nowy lider postuluje powrót do tradycyjnych wartości lewicowych, chce także aby propozycje LSDP były w większym stopniu uwzględniane w programie rządu. O swoich pomysłach na zmiany w partii Gintautas Paluckas opowiedział w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim.

Chcesz otrzymywać więcej informacji na ten temat? Subskrybuj nasz newsletter!
Raz w miesiącu otrzymasz na swoją skrzynkę zestawienie najważniejszych artykułów.

Gintautas Paluckas ma 37 lat, od 2015 roku pełni funkcję wicemera Wilna. Z wykształcenia jest informatykiem i ekonomistą. W przeszłości pracował m.in. jako asystent eurodeputowanego LSDP Justasa Vincasa Paleckisa oraz na stanowisku dyrektora administracji samorządu Wilna, w latach 2013-2015 był także sekretarzem generalnym LSDP. 

Obejmuje pan stanowisko w trudnym dla waszej partii momencie, szczególnie biorąc pod uwagę wynik ostatnich wyborów do Sejmu. Rezultat waszego ugrupowania był niższy niż oczekiwano. Jakie były tego przyczyny, gdzie pana zdaniem zostały popełnione błędy?

Ujął to pan bardzo delikatnie, że wynik był niższy niż oczekiwaliśmy. Przyczyny są według mnie oczywiste: popełniliśmy poważne błędy jeśli chodzi o reprezentowanie opinii i oczekiwań ludzi. Pewne projekty polityczne, przede wszystkim Kodeks Pracy, sprawiły, że ludzie głosujący dotąd na socjaldemokratów poczuli się opuszczeni. Dystans między nami jako partią a ludźmi, których mieliśmy reprezentować, osiągnął punkt kulminacyjny. Mimo wzrostu gospodarczego, jednocześnie rosły różnice w poziomie życia i wykluczenie społeczne, spadała jakość usług publicznych. Potwierdza to tegoroczny raport Komisji Europejskiej. To są główne przyczyny, to rozczarowanie nami jako partią lewicową, która miała reprezentować ludzi, doprowadziło do takiego a nie innego wyniku.

Czy myśli pan, że macie szansę na odzyskanie popularności i zaufania wyborców? Co moglibyście zrobić, aby to osiągnąć?

To bardzo trudne zadanie, ale tak – wierzę, że mamy taką szansę, że możemy odzyskać naszych wyborców. Jest tylko jeden sposób: musimy robić to, co mówimy i w co wierzymy. To tak proste i tak trudne jednocześnie. W naszym przypadku oznacza to powrót do naszych podstawowych wartości, do reprezentowania ludzi w klasyczny, ideologiczny sposób. Musimy dowieść, że jesteśmy socjaldemokratami. Może się to wydawać dziwne, niemniej jednak komentatorzy czy politolodzy wskazują, że w ostatnim czasie socjaldemokraci nosili jedynie taką nazwę, ale nie działali jak prawdziwi socjaldemokraci. Aby odzyskać wyborców musimy zachowywać się jak socjaldemokraci, popierać lewicową politykę, decyzje i projekty, to czego nie udało nam się zrobić, gdy byliśmy u władzy w poprzednich kadencjach. Zadania są jasne, postaramy się trwać przy naszych wartościach i odzyskać popularność.

Biorąc pod uwagę te trudne zadania, jakie stoją przed pana partią, muszę zapytać, dlaczego zdecydował się pan w takim momencie kandydować na przewodniczącego? 

To dobre pytanie. W ostatnich latach należałem do nielicznej grupy tych, którzy mówili, że partia powinna z powrotem skręcić w lewo, pracować nad wcielaniem w życie naszych wartości socjaldemokratycznych. Parę lat temu nie było to jeszcze tak oczywiste. Nasze wyniki w sondażach były całkiem wysokie, nasz przewodniczący był bardzo popularny. Powiedziałbym, że było to zachowanie dysydenckie, by w tym czasie mówić, że Litwa potrzebuje lewicowej polityki i że partia powinna wrócić do korzeni. Wszystko zmieniło się w ciągu minionego roku. O ile wcześniej to były pojedyncze głosy, to po porażce wyborczej i spadku poparcia nadeszła cała fala, potrzeba zmian. Nie chodzi tylko o mnie, ja jestem tylko posłańcem. Chodzi o przesłanie, które przyniosła ta fala, a ja zostałem przyniesiony jako posłaniec wraz z tą falą. Wszyscy oczekują zmian, powrotu do wartości socjaldemokratycznych w naszych działaniach. I społeczeństwo – jak ja to widzę – też tego oczekuje. Ja zawsze mówiłem o znaczeniu tych wartości w naszej partii. A teraz to w pewien sposób eksplodowało.

Wybory w partii wygrał pan jednak z niewielką przewagą. Jak zamierza pan przekonać tych, którzy poparli pana konkurenta? 

Zmiany zawsze wymagają wysiłku, by przystosować się, zmienić swoje zachowanie, kulturę organizacyjną. Ludzie czasem się tego boją. Według mnie wszyscy oczekują zmian, różnice w partii dotyczą tempa tych zmian. Po pierwszej turze wyborów w partii obaj mówiliśmy o potrzebie zmian. W tym momencie było to oczywiste, że cała partia chce tego samego. Więc to co nas różni, to tempo, z jakim te zmiany powinny być przeprowadzane. Kierunek jest ten sam, a różnice dotyczą techniki, czy mają to być zmiany stopniowe czy inne. Mój komunikat był jasny: musimy to zrobić szybko i w pełnym zakresie. Nie mamy czasu, bo za dwa lata czeka nas seria wyborów (samorządowe, prezydenckie i do Parlamentu Europejskiego – przyp. red.). Jeśli ludziom wydaje się, że z partią socjaldemokratyczną jest coś nie tak, nie wierzą w nią, to jest to kwestia emocji. Potrzeba czasu i wysiłku, by poradzić sobie z tymi emocjami, trzeba wyjść do ludzi, ruszyć w kraj. Dlatego wezwałem do przeprowadzenia zmian w pełnym zakresie i przy pełnej prędkości. Wymaga to zmiany ludzi, którzy mówią w imieniu partii. To także wywołuje pewne niezadowolenie. Bardziej doświadczeni politycy naszej partii poczuli się odepchnięci. Zrobiłem co w mojej mocy, by przekonać ich, że nie chcemy ich się pozbyć. Ale musimy zmienić ludzi, którzy reprezentują partię publicznie, bo oczekuje tego społeczeństwo. Ludzie mówią: pokażcie nam nowe twarze.

Uważa pan zatem, że pana brak doświadczenia w ogólnokrajowej polityce – który ktoś mógłby panu zarzucić – w tej sytuacji może być pana atutem?

Działam w polityce od 14 lat, byłem sekretarzem generalnym partii, włożyłem wiele wysiłku, by zaznajomić się z pracą polityczną na różnych polach. Więc mówienie, że nie mam doświadczenia w ogólnokrajowej polityce nie jest do końca ścisłe. Po drugie, nie chodzi wcale o doświadczenie. Mamy wielu doświadczonych polityków, którzy wcale nie są popularni. Chodzi o nowy sposób myślenia, nowe pomysły, innowacje, skuteczność. Ludzie nie widzą skuteczności w działaniach naszych polityków. Ja nie zamierzam tego wszystkiego robić samemu, nie będę wprowadzać tych zmian w partii i na scenie politycznej w pojedynkę. Będę potrzebował nowych twarzy i poparcia bardziej doświadczonych polityków z tylnych ław. Powinno się to odbywać na zasadzie synergii, by możliwe było wprowadzenie potrzebnych zmian, przy wykorzystaniu wiedzy naszych starszych kolegów partyjnych. Byłoby to dobre połączenie.

Pojawiają się głosy o możliwym wyjściu waszej partii z koalicji. Stawia pan pewne warunki, od spełnienia których uzależnia pan pozostanie partii w rządzie. Jakie to warunki? 

Jesteśmy mniejszym koalicjantem, tak małym, że nasi partnerzy czasem nawet nas nie słyszą (śmiech). Tak to odbieramy. Nie lubimy komentować inicjatyw politycznych po ich ogłoszeniu, a przed skonsultowaniem ich z nami, bez wysłuchania naszych pomysłów i propozycji. To może być frustrujące dla obu partii. My musimy reagować na to, co słyszymy, a robimy to zwykle w sposób kategoryczny, co z kolei nie podoba się naszym partnerom. Ale jeśli nie mamy możliwości wypowiedzenia swojego zdania tam, gdzie powinny zapadać decyzje, to nie czujemy się z tym dobrze. Musimy znaleźć sposób, by pracować wspólnie na równych zasadach bez względu na rozmiary naszych frakcji parlamentarnych.

Przeczytaj także:  Litwa: nowy rząd przystępuje do pracy

Czy uważa pan, że wasze propozycje, niektóre z nich, były ignorowane przez waszych partnerów? 

Przede wszystkim nie były słyszane. A to zmusza nas do publicznych sporów, co nie jest najbardziej konstruktywnym sposobem pracy, bo staje się zbyt emocjonalne. Mamy wieloletnie doświadczenie w pracy w koalicjach, z reguły jako ten większy partner. Wiemy jak to jest. Chcielibyśmy mieć możliwość wypowiedzenia się przy stole rozmów, tam gdzie zapadają decyzje. Nie chcemy być marginalizowani dlatego, że jesteśmy mniejsi. O to chcemy prosić naszych partnerów.

A inne warunki? 

Drugi warunek dotyczy socjaldemokratycznych priorytetów. Musimy odbudować nasz wizerunek. Po dyskusjach w ramach naszej frakcji przedstawimy pięć priorytetów, które chcielibyśmy, aby zostały wprowadzone w życie w ciągu najbliższych trzech i pół roku. Będziemy mogli zatem powiedzieć naszym wyborcom: jako socjaldemokraci w tej koalicji zrobiliśmy to i to, i osiągnęliśmy takie wyniki. Chodzi o klasyczne socjaldemokratyczne priorytety: ubóstwo, wykluczenie społeczne, emigracja, polityka regionalna, a także edukacja. To są główne kwestie, w których chcielibyśmy, aby nasz głos był bardziej słyszalny.

Przeczytaj także:  Kirkilas: Powinniśmy pójść na kompromis w stosunkach z Polską

W czym przede wszystkim różnicie się ze Związkiem Rolników i Zielonych? 

Pamiętajmy, że minęły dopiero cztery miesiące współpracy. Nie chcemy więc nikogo krytykować, ani premiera, ani rządu. Widzimy oznaki potencjalnych błędów, takich które my popełniliśmy w poprzedniej kadencji. Jest wiele do zrobienia, ale jeśli nie określi się priorytetów, wówczas można utonąć w procedurach. To, co dostrzegamy w pierwszej kolejności to system podatkowy. Potrzebne są środki, by sfinansować wydatki na cele społeczne. To wymaga woli politycznej. Biorąc pod uwagę, że w 2019 roku odbędą się potrójne wybory, to do połowy 2018 roku ta wola polityczna dramatycznie się zmniejszy. Taka jest praktyka polityczna. Więc jeśli nie zrobimy tego teraz, to nie zrobimy tego do końca kadencji. System podatkowy jest niezrównoważony. Opodatkowanie dochodów z pracy jest dużo wyższe niż dochodów pochodzących z innych źródeł. Musimy naprawić ten brak równowagi. Wszyscy się z tym zgadzają, ale my chcemy prosić rząd, aby przyśpieszyć działania w tej kwestii.

A Kodeks Pracy? 

Kodeks Pracy to już swego rodzaju symbol społecznej niesprawiedliwości. To sytuacja, gdy socjaldemokraci nie bronią praw pracowniczych i przekonują, że rozluźnienie stosunków pracy jest dobre dla biznesu, który stworzy więcej miejsc pracy. To jest niewłaściwe. Musimy nad tym pracować. W parlamencie trwają prace nad Kodeksem Pracy, co oznacza, że posłowie mogą jeszcze zgłaszać do niego swoje poprawki. Musimy więc naprawić własne błędy. Mamy parę tygodni na to, by naprawić jak najwięcej spraw zanim nowy Kodeks Pracy wejdzie w życie. Jest to nasze zobowiązanie przed związkami zawodowymi i przed naszymi wyborcami. Wiem, że nasi partnerzy chcieliby jak najmniej sporów wokół tego. Stanowisko premiera było takie, by wprowadzić Kodeks w życie do 1 lipca, a dopiero potem dyskutować o poprawkach. Ja oczekuję jednak, że poprawki zostaną przyjęte w czasie prac przed ostatecznym głosowaniem.

Mówi pan o powrocie do lewicowych źródeł, pisał pan o tym też w mediach społecznościowych z okazji 1 maja, Święta Pracy. Jednak pana partia ma nadal wizerunek partii postkomunistycznej. Czy zamierza pan walczyć z tym wizerunkiem, a jeśli tak, to w jaki sposób? 

Muszę z tym walczyć, to oczywiste. Ten wizerunek nas dusi. W tym roku nie odbyły się żadne zgromadzenia z okazji 1 maja. Na Litwie to święto wprowadzili Sowieci. W Europie nie ma tego problemu, bo ma ono ponad 100-letnią tradycję. Na Litwie jest inaczej, gdy ludzie widzą nas teraz manifestujących z czerwonymi flagami, mówią: „komuniści wrócili”. Musimy znaleźć więc inny sposób na obchodzenie Międzynarodowego Święta Pracy, które jest dla nas ważne, jest ważne dla rodziny socjaldemokratycznej i socjalistycznej na świecie. Ten wizerunek trzeba zmienić, ale można go zmienić jedynie zmieniając ludzi, którzy wypowiadają się w imieniu partii. Są takie opinie: ludzie, którzy reprezentują socjaldemokratów kiedyś występowali w imieniu partii komunistycznej. 27 lat minęło, ale nadal ich pamiętamy, to ci sami ludzie. To trudne zadanie, by prosić niektórych polityków, by cofnęli się do tylnego rzędu, by zrobić miejsce dla nowych, może mniej doświadczonych działaczy. To dla nas kwestia przeżycia.

Ogólnie rzecz biorąc, można powiedzieć, że w Europie lewica jest w wielu krajach w odwrocie. Weźmy np. niedawne wybory prezydenckie we Francji, czy ubiegłoroczne wybory w Hiszpanii. W Wielkiej Brytanii Partia Pracy także traci popularność. Jakie są według pana przyczyny tego trendu, jak można go powstrzymać? 

Przyczyna jest dość oczywista: europejska lewica nie ma odpowiedzi na problemy globalizacji i kryzysu migracyjnego. To czego potrzebują ludzie, to bezpieczeństwo ekonomiczne, miejsce pracy, właściwe wynagrodzenie itd. Ale w zglobalizowanym świecie, w Unii Europejskiej, mamy do czynienia z przepływem kapitału i siły roboczej, co powoduje rzeczywiste problemy społeczne. To jest np. dumping wynagrodzeń, poszukiwanie zasiłków, przenoszenie kapitału do miejsc z niższym opodatkowaniem. Europejska lewica nie ma jeszcze na to odpowiedzi. Te odpowiedzi przedstawia za to skrajna prawica: zamknijmy granice, zamknijmy gospodarki, wprowadźmy nacjonalizm gospodarczy. Jeśli europejska lewica nie przedstawi żadnych racjonalnych odpowiedzi na te rzeczywiste problemy, to nie będziemy mogli mówić o jakimkolwiek odrodzeniu lewicy. Jest to więc zadanie dla europejskich partii lewicowych: porzucić stare slogany i znaleźć odpowiedzi. Inaczej prawica umocni się na wiele lat, co będzie miało bardzo niedobre skutki dla Unii Europejskiej. Unia Europejska była współtworzona przez socjaldemokratów. Jednak narzędzia polityki społecznej, które powinny działać tam, gdzie gospodarka rynkowa Unii jest niewystarczająca, nie zostały wprowadzone w życie. Możemy mówić o bardzo szczegółowych kwestiach, które wpływają na życie codzienne w Europie. A lewica europejska dotąd nie znalazła na to odpowiedzi. To jest zadanie do wykonania.

Są pewne kwestie, na które zwracała uwagę lewica zachodnioeuropejska, a które dość niechętnie poruszała litewska socjaldemokracja, mianowicie prawa mniejszości, w tym prawa osób LGBT. Czy możliwa jest jakaś zmiana na Litwie w tej kwestii? 

Te zmiany będą następować stopniowo. Na Litwie istnieje pewna tradycja kulturowa, od której socjaldemokraci nie są odizolowani. Wiem, jakie są poglądy w naszej partii, wiem, że popieramy stanowisko europejskich socjalistów i socjaldemokratów. Ale gdy dochodzimy do wprowadzania tego w życie – wtedy zaczynają się problemy. Nawet członkowie naszej partii są pod wpływem tej tradycji kulturowej i wybierają umiarkowaną drogę. Niemniej jednak uważam, że socjaldemokraci powinni być w awangardzie ubiegania się o prawa człowieka, o prawa osób LGBT na Litwie. To trochę potrwa, ale w końcu załatwimy i to.

A co z prawami mniejszości narodowych? W poprzedniej kadencji socjaldemokraci obiecywali wprowadzenie ustaw dotyczących mniejszości narodowych, pisowni nazwisk. Tak się jednak nie stało. 

To jeszcze jedna obietnica, której nie dotrzymaliśmy. Wracamy do pierwszego pytania: dlaczego przegraliśmy? Właśnie dlatego, że obiecaliśmy zbyt dużo, a zrobiliśmy za mało. Wydaje się, że w tej koalicji jeszcze trudniej dojść do zgody w tych kwestiach. Nasi partnerzy wyraźnie powiedzieli, że nie poprą oryginalnej pisowni nazwisk. My mamy jednak wolną rękę, by przeprowadzić to jako projekt socjaldemokratyczny, przy poparciu innych frakcji. Ale to będzie wymagało czasu. Konserwatyści nie są do tego chętni. Więc zbudowanie alternatywnej większości wokół tej kwestii będzie dość trudnym zadaniem.

Czy jako partia zamierzacie być bardziej otwarci na ludzi wywodzących się z mniejszości narodowych – nie tylko polskiej – by przyjmować ich na listy, by wystawiać ich w okręgach jednomandatowych? 

Oczywiście. Zmiany, o których mówiłem w czasie swojej kampanii wyborczej, zawierają w sobie także zmiany w naszej wewnątrzpartyjnej tradycji organizacyjnej i kulturowej. Co oznacza, że będziemy otwartą partią. Muszę przyznać, że dotąd byliśmy raczej zamkniętym ugrupowaniem. Brakowało woli, by otworzyć się na zewnętrzną konkurencję, na ludzi chcących kandydować z naszej listy. Biorąc pod uwagę, że np. ludność Wilna składa się z ludzi różnych narodowości, powinniśmy być na nich bardziej otwarci. Ja osobiście jestem bardzo otwarty i oczekuję, że ludzie narodowości rosyjskiej czy polskiej dołączą do nas. Nie tylko na listach wyborczych, ale także w wypracowywaniu naszego programu. Spodziewam się, że będą oni dzielić się swoimi poglądami i opiniami, jak budować sprawiedliwość ponad podziałami narodowościowymi.

 

Zdjęcie tytułowe: Spotkanie Gintautasa Paluckasa i premiera Sauliusa Skvernelisa. Zdj. Lietuvos socialdemokratų partija / Facebook.

Polub nas na Facebooku!