Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Narwa. Gdzie mniejszość jest większością

W Estonii mieszka 25% etnicznych Rosjan, ale na wschodzie kraju (w Narwie – przyp. red.) ta liczba sięga 90%. Są ściśle związani z krajem swojego pochodzenia, ale wobec kogo są lojalni? Wizyta u Rosjan żyjących w mieście granicznym Narwa.

Chcesz dowiedzieć się więcej na ten temat? Subskrybuj nasz newsletter!
Raz w miesiącu otrzymasz na swoją skrzynkę zestawienie najważniejszych artykułów.

Kiedy Walerij Czetwiergow prowadzi swojego spaniela na spacer, obaj idą wzdłuż rzeki granicznej Narwy. Tu kończy się miasto o tej samej nazwie, tu kończy się Estonia, tu jest koniec Unii Europejskiej. Po drugiej stronie, na drugim końcu mostu, zaczyna się Rosja.

W piersi Czetwiergowa mieszkają dwie dusze. „Zawsze powtarzam naszej młodzieży: Estonia jest naszą małą ojczyzną, bo tu się urodziliśmy. Rosja jest jednak waszą ojczyzną. Mówicie swoim językiem i znacie swoją historię. Człowiek, który wie kim jest więcej wnosi dla państwa niż ten, który ciągle wątpi.

Niedaleko zaczyna się Rosja. Walerij Czetwiergow a w tle (po prawej stronie) Rosja. Zdj. Gerhard Gnauck.

Czetwiergow, urodzony w 1941 roku na Syberii, jest przewodniczącym Związku Rosjan w mieście. Za czasów sowieckich był burmistrzem Narwy i partyjnym funkcjonariuszem. Obecnie reprezentuje etnicznych Rosjan, którzy w całym kraju stanowią mniejszość wielkości 24,8% (według spisu z 2011 roku).

Wielkie zakłady i historia

W Narwie, gdzie mieszka 60 tysięcy ludzi, te relacje są odwrócone. Tutaj mieszkańcy pochodzenia rosyjskiego w wyniku powojennej polityki osiedlania stanowią prawie 90% ludności. „Trudno tu mówić o mniejszości” – mówi były burmistrz i śmieje się.

Czetwiergow był swego czasu także szefem przedsiębiorstwa Baltijez, które wytwarzało technikę nuklearną. „Ale dziś tutaj już nie ma żadnych wielkich zakładów” – mówi z melancholią. W rzeczy samej – w spółce, która zastąpiła Baltijez pracuje obecnie jedna dziesiąta z dawnych 4,5 tysięcy zatrudnionych.

Na skraju miasta stoi kolos z XIX wieku, olbrzymia fabryka tekstyliów, Kreenholm, za czasów sowieckich pracowało tu 12 tysięcy ludzi. W ubiegłych latach szwedzka firma chciała uczynić z tych terenów ośrodek wypoczynkowy dla bogatych turystów z Sankt Petersburga.

Szwedzki plan spalił na panewce

Rosyjska metropolia nad Bałtykiem oddalona jest [od Narwy] o zaledwie 140 kilometrów. Później jednak zaczęła się wojna na Ukrainie, wartość rubla spadła, inwestycje zawieszono. Kreenholm wciąż należy do Szwedów, stoi jednak pusty.

Dawna manufaktura tekstyliów Kreenholm. Tu miał powstać ośrodek wczasowy. Zdj. Gerhard Gnauck.

Na pytanie, czy Czetwiergow uznaje pracę swojego związku za sukces, przewodniczący wspomina na początku „głupoty lat dziewięćdziesiątych”. Wtedy estońscy politycy mówili takie rzeczy jak „stworzymy Rosjanom takie warunki, że sami wyjadą”. Niektórzy rzeczywiście wyjechali do Rosji, inni – głównie po wstąpieniu Estonii do Unii Europejskiej w 2004 roku – do Europy.

Ale ciut za duża mniejszość została. Nawet jeśli ich rodziny zostały tu osiedlone w czasach sowieckich, po upadku imperium komunistycznego nie otrzymali oni obywatelstwa automatycznie. „Dziś jedna trzecia Rosjan w Narwie ma niebieski paszport estoński, druga trzecia część czerwony rosyjski, zaś ostatnia – szary paszport nieobywatela” – mówi Czetwiergow.

Szary paszport ma swoje zalety

Szary dokument otrzymują „nieobywatele”, a więc bezpaństwowcy. Media w Rosji są często oburzone, że wielu osobom tutaj odmawia się obywatelstwa i daje je tylko na podstawie egzaminu językowego. Ale w Estonii „nieobywatele” mają także swoje przywileje: szary paszport umożliwia podróżowanie bez wizy po całej Unii Europejskiej, a także Rosji. Jego posiadacz podpada pod europejskie prawo pracy, nie musi także świadczyć służby wojskowej.

To, co najczęściej dzieli dwie części społeczeństwa, to doświadczenie historyczne i sposób obchodzenia się z nim. Armia Czerwona dla wielu Rosjan to „oswobodziciele od faszyzmu”, zaś dla większości Estończyków wspólnik Wehrmachtu, który okupował kraj w 1940 roku i później w 1944 roku.

W 2007 roku rząd Estonii zdecydował, by przenieść sowiecki pomnik wojenny w Tallinnie z centrum na cmentarz na przedmieściach. Następnie rosyjskojęzyczna młodzież w Tallinnie i Narwie doprowadziła do ulicznych bójek z policją, jeden młody człowiek zginął.

„Rosja nie uczyniła nic agresywnego”

Prawie równocześnie na kraj spadł pierwszy światowy cyberatak: urzędy, banki i media zostały sparaliżowane dzięki tak zwanemu atakowi DDoS. Serwery zostały zablokowane ogromną liczbą jednocześnie wysyłanych e-maili (właściwie różnego rodzaju zapytań – przyp. red.). Ambasada estońska w Moskwie była oblężona przez gwałtownie protestujących „demonstrantów”.

Eksperci uważają udział państwa rosyjskiego w cyberatakach za prawdopodobny, także poszlaki na to wskazują. Czetwiergow widzi to inaczej: „była przyczyna i była konsekwencja. Ale czy Rosja to wywołała… można na to patrzeć tak, a można inaczej”. Czetwiergow nie widzi niczego nagannego w polityce zagranicznej Rosji.

Krytycznie patrzy na rozpoczęte w tym roku ćwiczenia żołnierzy NATO w Estonii. „Rosja nie uczyniła żadnego agresywnego kroku wobec Estonii. Przy wszystkim, co robi Zachód, on wspiera się tylko na tym, co się dzieje na Ukrainie”.

Doświadczenie nauczyciela i urzędnika podatkowego

W końcu Czetwiergow widzi także zmiany na lepsze. „Politycy estońscy nie mówią już, że jesteśmy obcy i nie należymy do Estonii” – mówi. Możliwości, by nauczyć się języka estońskiego w Narwie poprawiły się.

Kto jedzie przez Estonię w każdym mieście widzi cerkiew prawosławną, a w Tallinnie są dwa duże teatry rosyjskie (największy to Teatr Rosyjski). Rząd zapowiedział znaczące inwestycje w kulturę i naukę w regionie Narwy. Przykładem jest koledż narwiański (część Uniwersytetu w Tartu – przyp. red.), który edukuje 650 studentów.

Władimir Żaworonkow w Koledżu w Narwie. Zdj. Gerhard Gnauck.

Tutaj Władimir Żaworonkow chce zrobić swoją magisterkę. On już ma doświadczenie w pracy – jako nauczyciel historii, a także poborca podatkowy. Także w jego piersi biją dwa serca. „Jestem patriotą miasta Narwy. Mentalnie jestem Rosjaninem. Ale było dla mnie honorem wziąć udział w olimpiadzie szachowej jako przedstawiciel Estonii”. Chętnie zrobiłby w Estonii karierę. „Ale wciąż napotykam na szklany sufit. W najwyższych urzędach są wciąż tylko Estończycy, brak Rosjan”.

Nie ma mieszanych małżeństw czy kręgów towarzyskich

Podobno brakuje także mieszanych małżeństw, mieszanych kręgów towarzyskich czy mieszanych klubów sportowych, zarówno w Tallinnie, jak i Narwie. Położenie w swoim mieście Żaworonkow ocenia szczególnie krytycznie. „Ludzie z administracji miejskiej mają domy na Cyprze, które kosztują więcej niż cały nasz koledż. Żaworonkow uważa, że Unia Europejska ze swoją transparentnością i swoimi regułami jeszcze nie zawitała w Narwie.

Być może to nowy rząd jest w dłuższej perspektywie nadzieją na więcej integracji w Estonii. Pod koniec zeszłego roku po raz pierwszy od długiego czasu Partia Centrum z dwoma mniejszymi partiami stworzyła swój gabinet. Od dziesięcioleci jest ona faworytem mniejszości rosyjskiej. Teraz mogłoby się coś zmienić w polityce mniejszościowej.

Koniec końców dla Rosjan przy urnie nie są ważne podatki czy deficyt budżetowy, mówi Jurij Nikołajew, dziennikarz radia ERR w Narwie. „Nasi ludzie wybierają, jak to Rosjanie, z sercem. Głosują na Partię Centrum. I gdy się ich pyta, dlaczego, mówią: bo oni są za Rosjanami”.

 

Tekst pierwotnie ukazał się w dzienniku „Die Welt”, publikujemy go za zgodą autora. Tłumaczenie z języka niemieckiego Tomasz Otocki.

 

Zdjęcie tytułowe: Zamek Hermana w Narwie i pomnik Lenina. Zdj. Gerhard Gnauck.

  • Stanislaw Gadomski

    „Tutaj mieszkańcy pochodzenia rosyjskiego w wyniku powojennej polityki osiedlania stanowią prawie 90% ludności. „Trudno tu mówić o mniejszości” – mówi były burmistrz i śmieje się.”
    Śmieszne, czy bezczelne?

Polub nas na Facebooku!