Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Wesprzyj Fundację Bałtycką i Przegląd Bałtycki

Mykolas Majauskas: stosunki polsko-litewskie można ożywić także dzięki gospodarce

Jak już mówiłem, nie jestem historykiem czy specjalistą od stosunków międzynarodowych, bardziej pracownikiem banku. Parę lat temu udało mi się sprowadzić na rynek litewski polską spółkę, jedną z największych polskich spółek, czyli MCI. Jestem wielkim zwolennikiem polskich inwestycji w krajach bałtyckich, bo polskie firmy mają potencjał. Powinniśmy mniej patrzeć na naszą przeszłość, a bardziej skupić się na przyszłości i tym, co możemy osiągnąć w biznesie. Gospodarka może połączyć Polskę i Litwę – mówi w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim poseł konserwatystów na Sejm Mykolas Majauskas.

Chcesz dowiedzieć się więcej na ten temat? Subskrybuj nasz newsletter!
Raz w miesiącu otrzymasz na swoją skrzynkę zestawienie najważniejszych artykułów.

Mykolas Majauskas. Zdj. tsajunga.lt.

Mykolas Majauskas urodził się w 1981 roku w Wilnie. Studiował ekonomię na Uniwersytecie Wileńskim, prawo i zarządzanie na Uniwersytecie Michała Römera, a później ekonomię i finanse na Uniwersytecie w Sydney. Podjął pracę w firmie doradczej Cushman & Wakefield w Australii i Wielkiej Brytanii, później także w bankowości inwestycyjnej w grupie Barclays w Londynie. Po powrocie na Litwę pełnił obowiązki doradcy premiera Andriusa Kubiliusa ds. ekonomii i finansów. W 2013 roku, po tym jak poznańscy kibole wywiesili podczas meczu transparent „Litewski chamie, klęknij przed polskim panem”, zainicjował akcję na rzecz poprawy stosunków polsko-litewskich „Lithuania loves Poland”, do której przyłączyło się wiele osobistości litewskich. W 2015 roku był kandydatem konserwatystów na mera Wilna, przez paręnaście miesięcy zasiadał w radzie miejskiej stolicy. Od jesieni 2016 roku jest posłem na Sejm. Należy do grupy 3 maja, która działa na rzecz stosunków polsko-litewskich.

Tomasz Otocki, Przegląd Bałtycki: W sobotę 16 grudnia spotkaliśmy się przy ulicy Witebskiej, gdzie odsłaniano tablicę pamiątkową na cześć braci Mackiewiczów, dlaczego Pan tam się zjawił?

Mykolas Majauskas: Jako mieszkaniec Wilna uważam, że po prostu powinniśmy znać swoją historię, pamiętać o ludziach, którzy tutaj żyli, o tym, jaki mieli wpływ na bieg spraw w dwudziestoleciu międzywojennym. Mnie Polska bardzo interesuje, parę lat temu, jak Pan pamięta, zainicjowałem po wydarzeniach w Poznaniu akcję „Lithuania loves Poland”. Nie jestem specjalistą od historii ani od stosunków międzynarodowych, jestem bankowcem, księgowym, ale mam wrażenie, że tego typu wydarzenia jak sobotnie zbliżają nas do siebie. W 2016 roku zostałem wybrany na posła w okręgu Stare Miasto, który obejmuje m.in. ulicę Witebską. To bardzo ładny kawałek Wilna. Myślę, że dzięki odsłonięciu tablicy zdołamy przyciągnąć także więcej turystów do tego pięknego zakątka naszej stolicy. Miałem tam w 2016 roku okazję przeprowadzać kampanię „door to door” i poznać lokalną społeczność. Niestety nie była ona dobrze poinformowana o sobotnim wydarzeniu i nie stawiła się tak licznie.

Nagranie Mykolasa Majauskasa z 2013 roku dotyczące akcji „Lithuania loves Poland”.

Wróćmy do polityki litewskiej, do tego co stało się ostatnio w Wilnie. W listopadzie 2017 roku rozpadła się koalicja rządząca miastem, złożona z liberałów, konserwatystów i socjaldemokratów. Konserwatystów we władzach miasta zastąpiła Akcja Wyborcza Polaków na Litwie. Pan był kandydatem na mera Wilna w 2015 roku, a także później przez rok radnym miasta. Co się stało, że doszło do rozwodu między dwoma partiami prawicowymi?

W trakcie kampanii byłem konkurentem Remigijusa Šimašiusa, przegrałem z nim w sposób znaczący. Ale po kampanii siedliśmy do stołu i powiedzieliśmy do siebie: „zostawmy złe rzeczy za sobą”, pracujmy na rzecz Wilna. Byłem zwolennikiem jak najszerszej koalicji. Wydaje mi się, że przez te dwa lata udało nam się sporo osiągnąć. Jednak w 2016 roku zostałem posłem na Sejm. Nie chcę powiedzieć, że to koniecznie zależało od mojego odejścia, ale w pewnym momencie koalicja zaczęła się powoli rozpadać. Było dużo spięć emocjonalnych, do końca nawet nie wiem dlaczego. W końcu Remigijus Šimašius zdecydował się zakończyć współpracę z naszą partią. Może była to trochę decyzja emocjonalna. Teraz liberałowie są w koalicji z partią Tomaszewskiego, ale wciąż za wcześnie, by ocenić, jak ona będzie funkcjonować.

Wicemerem zamiast Valdasa Benkunskasa została Edita Tamošiūnaitė, jak Pan ją ocenia?

Nie znaliśmy się jakoś specjalnie dobrze. Wiem, że partia Tomaszewskiego była przed 2015 rokiem w koalicji rządzącej miastem za czasów mera Artūrasa Zuokasa. Myślę, że wejście AWPL do koalicji jest krokiem do tyłu w stosunku do programu, który podpisaliśmy po wyborach dwa lata temu.

A z działalności wicemera Benkunskasa był Pan zadowolony?

Staram się nie rozbijać osiągnięć władz Wilna na to, co robili wicemerowie Benkunskas, Paluckas czy Kvedaravičius. To była praca w jednej drużynie. Myślę, że najwięcej zależy od mera, od jego inicjatywy czy determinacji, by wprowadzić jakieś zmiany. Wicemerowie mogą coś wnosić do pracy rady miejskiej, ale ostatecznie wszystko zależy od mera.

Przejdźmy do tego, co się dzieje w Sejmie. Ostatnio mieliśmy do czynienia z głosowaniem nad budżetem, w wyniku czego wyłoniła się dość egzotyczna koalicja między Związkiem Rolników i Zielonych, częścią socjaldemokracji, partią Rolandasa Paksasa oraz Akcją Wyborczą Polaków na Litwie. Konserwatyści są w opozycji. Czy wyobraża sobie Pan wejście waszej partii do koalicji w tej kadencji Sejmu czy czekacie na nowe wybory?

Sytuacja Rolników i Zielonych po wyborach jest specyficzna. Są największym klubem w Sejmie, ale są uzależnieni od niepewnych sojuszy z socjaldemokratami, którzy właśnie się rozpadli na dwie frakcje, z partią Porządek i Sprawiedliwość czy partią Tomaszewskiego. Muszą nawet chronić podejrzanych posłów przed pozbawieniem mandatu, mam na myśli Mindaugasa Bastysa, Kęstutisa Pūkasa czy Artūrasa Skardžiusa, bo potrzebują większości. Teoretycznie konserwatyści mogliby usiąść z boku i czekać aż to się wszystko zawali, ale to byłaby także klęska Litwy. Więc nasza pozycja jest taka, że jesteśmy gotowi wspierać partię Karbauskisa w konkretnych głosowaniach, nad konkretnymi projektami. Mówimy: zamiast trzymać się paru niepewnych głosów, budować niestabilną koalicję, lepiej rozmawiać z nami, z partiami, które mają zaufanie społeczne, by coś osiągnąć. Oczywiście nie mówimy o formalnej koalicji. Ale w taki sposób uchwaliliśmy prawo o leśnictwie. Myślę, że w podobny sposób moglibyśmy doprowadzić do przyjęcia ustawy o edukacji.

Wszystkie najważniejsze reformy przeprowadza się w pierwszym roku rządów, gdy wciąż jest duże poparcie społeczne. Teraz mamy taką sytuację, że minęła jedna czwarta kadencji, a ten czas został zmarnowany. Może coś się ruszy w pierwszej połowie 2018 roku.

W przyszłym roku mamy wybory prezydenckie na Litwie. Mówi się dużo po potencjalnych kandydatach konserwatystów, takich jak Vygaudas Ušackas czy Žygimantas Pavilionis. Czy jako partia będziecie mieli swojego kandydata czy poprzecie niezależnego?

Zazwyczaj popieraliśmy jako Związek Ojczyzny kandydatów niepartyjnych. Obecnie mamy taką sytuację, że dwóch członków naszej partii, czyli dwaj byli ambasadorowie Ušackas i Pavilionis, ogłosili, co prawda nieoficjalnie, że będą się starać o urząd prezydenta. Moją kandydatką byłaby raczej Ingrida Šimonytė, była minister finansów. Gdy była ministrem w rządzie Andriusa Kubiliusa miałem przyjemność z nią współpracować. Była niezawodnym partnerem, jednocześnie bardzo ludzkim. Na pewno była kompetentnym, doświadczonym ministrem. Siedzę obok niej w Sejmie, więc byłoby szkoda utracić taką koleżankę, ale myślę, że byłaby dobrym prezydentem, gdyby zdecydowała się kandydować. Wiem, że popiera ją zarówno elektorat konserwatystów, jak i liberałów czy socjaldemokratów.

Wróćmy do polityki lokalnej. Mer Wilna Remigijus Šimašius nie jest już tak popularny jak wcześniej, a do wyborów zostały niecałe dwa lata. Sondaże pokazują, że kolejne wybory mogliby wygrać konserwatyści. Wcześniej nie było to raczej konserwatywne miasto. Czy wystartowałby Pan ponownie na mera Wilna?

Przeczytaj także:  Wilno przyjazne mieszkańcom – rozmowa z merem Remigijusem Šimašiusem

Muszę sprostować. Wilno, jeśli patrzymy na wyniki wyborów do Sejmu, raczej od pewnego czasu już jest konserwatywnym miastem. Na przykład mój okręg Stare Miasto od trzech kadencji reprezentowany jest przez konserwatystów. Ale rzeczywiście nigdy nie było takiej sytuacji, żeby konserwatyści wygrali wybory lokalne. Jeśli mówimy o wyborach samorządowych w 2015 roku, to za porażkę winię siebie. Z drugiej strony zostałem jako kandydat na mera wybrany na trzy miesiące przed wyborami.

Teraz konserwatyści mają jednak dobre sondaże. Ludzie zobaczyli, że odmłodziliśmy swoją ekipę. Oprócz zasłużonych działaczy takich jak Kubilius, Juknevičienė czy Zingeris, mamy młodych, ambitnych posłów, którzy wnoszą do partii świeże idee. Myślę, że to jest właśnie dobra kombinacja starego i nowego, by wygrać kolejne wybory. Jesteśmy partią, która przynosi konkretne rezultaty, gdy jest u władzy. Mamy duże osiągnięcia w ściągnięciu inwestorów zagranicznych, gdy rządziliśmy w czasach Andriusa Kubiliusa, czy w kwestii reformy sektora energetycznego. To nasza wizytówka.

Czy zamierza Pan ponownie wystartować na mera Wilna?

Na pewno będę częścią konserwatywnej drużyny, bo Wilno jest dla mnie ważne, ale jeszcze nie zdecydowałem, jaką funkcję obejmę konkretnie.

Ostatnio media podały, że działa Pan aktywnie, wraz z byłą przewodniczącą Sejmu Ireną Degutienė, na rzecz legalizacji medycznej marihuany. Jak wygląda teraz ta sprawa?

Podążamy za bardzo dobrym polskim przykładem. Miałem okazję uczestniczyć w badaniach, które udowodniły, że dwadzieścia pięć procent samobójców w Wilnie chorowało wcześniej na raka, na przykład raka prostaty. Po terapii chemicznej odczuwali silny ból, który był niemożliwy do uśmierzenia. Teoretycznie mogłoby pomóc opium, ale ono bardzo uzależnia, potrzebne są coraz większe dawki. Spotykałem się wiele razy z chorymi, chciałem poruszyć ten temat w mediach, ale zdecydowałem, że lepiej jest oddać głos im i ich krewnym. Zrobiliśmy to we współpracy z Narodowym Instytutem Raka. Teraz przyszła kolej na nas, parlamentarzystów, by ten problem rozwiązać.

Uważa Pan, że Sejm przyjmie nowe prawo?

Jestem przekonany. Ono już przeszło przez pierwsze czytanie, drugie miało być przed Świętami, ale zostało odłożone. Na pewno ustawa zostanie uchwalona na sesji wiosennej. Sądzę, że prawo powinno wejść w życie 1 stycznia 2019 roku, oczywiście ja bym chciał, żeby to było szybciej.

W Pańskiej partii funkcjonują dwie frakcje, jedna jest chadecka, z takimi postaciami jak Pavilionis, Ažubalis czy Kasčiūnas, druga konserwatywno-liberalna, do której należy Pan. Parę lat temu wziął Pan udział w Baltic Pride, w towarzystwie osób, które raczej nie są konserwatywne, takich jak Aušrinė Armonaitė czy Marija Aušrinė Pavilionienė. Czy to się da pogodzić z konserwatywnym światopoglądem?

Związek Ojczyzny, pomijając okres współpracy z bardzo radykalnymi narodowcami, był zawsze ugrupowaniem centroprawicowym. Bardzo ważne dla niego, podobnie jak dla mnie, były prawa człowieka.

Przeczytaj także:  Audronius Ažubalis: Akceptujecie Łotwę, krytykujecie Litwę. To podwójne standardy

Jest Pan zwolennikiem związków partnerskich dla homoseksualistów?

Tak, jak najbardziej.

Popiera je także wasz prezes Gabrielius Landsbergis. Ostatnie pytanie – parę lat temu zasłynął Pan akcją „Lithuania loves Poland”, która była odpowiedzią na chamski transparent polskich kiboli w Poznaniu. Czy dalej interesuje się Pan stosunkami polsko-litewskimi?

Jak już mówiłem, nie jestem historykiem czy specjalistą od stosunków międzynarodowych, bardziej pracownikiem banku. Parę lat temu udało mi się sprowadzić na rynek litewski polską spółkę, jedną z największych polskich spółek, czyli MCI. Jestem wielkim zwolennikiem polskich inwestycji w krajach bałtyckich, bo polskie firmy mają potencjał. Powinniśmy mniej patrzeć na naszą przeszłość, a bardziej skupić się na przyszłości i tym, co możemy osiągnąć w biznesie. Gospodarka może połączyć Polskę i Litwę.

Na wiosnę będzie w Sejmie głosowanie na temat pisowni polskich nazwisk. Jak Pan zamierza głosować?

Z pewnością poprę legalizację polskich nazwisk na Litwie.

Dziękuję za rozmowę.

 

Zdjęcie tytułowe: Panorama zimowego Wilna. Zdj. Mantas Volungevicius / Flickr / CC.

Polub nas na Facebooku!