Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Wesprzyj Fundację Bałtycką i Przegląd Bałtycki

Simonas Gentvilas: Na Litwie mamy mało polityki w polityce

Myślę, że wszyscy politycy mogliby się czegoś nauczyć od Skandynawii. Na Litwie jest mało polityki w polityce. Jest dużo taktyki, a mało idei. Nie interesujemy się ideologią, wszyscy politycy są bardzo pragmatyczni. Do pewnego stopnia nazwy partii to tylko etykiety. Lubimy także personalia. Nawet podczas dzisiejszej sesji sejmowej przez pół dnia dyskutowaliśmy, kto jest najgorszym posłem, kto powinien zostać poddany impeachmentowi, albo mówiliśmy o biznesach Ramūnasa Karbauskisa. Poza tym jest widoczne, że Sejm na Litwie stał się nie miejscem debat, dyskusji o ideach, a agencją tworzenia prawa – mówi w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim poseł na Sejm Litwy z ramienia Ruchu Liberałów Simonas Gentvilas.

Chcesz dowiedzieć się więcej na ten temat? Subskrybuj nasz newsletter!
Raz w miesiącu otrzymasz na swoją skrzynkę zestawienie najważniejszych artykułów.

Simonas Gentvilas urodził się w 1984 roku w Wilnie. Już od dzieciństwa kształcił się w krajach skandynawskich. Ukończył socjologię na Uniwersytecie w Oslo oraz studia z dziedziny rozwoju miast w Wiedniu. Od 2011 roku sprawował funkcję doradcy mera Kłajpedy Vytautasa Grubliauskasa. Dwa lata później został szefem Ruchu Liberałów w Kłajpedzie, zaś w 2015 roku radnym miejskim i wiceprzewodniczącym partii na szczeblu ogólnokrajowym. W wyborach z jesieni 2016 roku został wybrany na posła na Sejm z listy liberałów. Jego ojciec Eugenijus Gentvilas jest przewodniczącym Ruchu Liberałów, zaś ciotka Virginija Baltraitienė była do niedawna ministrem pracy w rządzie Algirdasa Butkevičiusa.

Tomasz Otocki, Przegląd Bałtycki: Przez chwilę przed wywiadem rozmawialiśmy o tym, jak funkcjonuje rząd Sauliusa Skvernelisa i jaki jest do niego stosunek Ruchu Liberałów. Pan przez rok był radnym Kłajpedy, później wybrano Pana w skład Sejmu z listy liberałów, chciałbym zapytać jaką politykę prowadzi wobec Kłajpedy rząd Związku Rolników i Zielonych.

Simonas Gentvilas: Nic specjalnego. Spodziewałem się od rządu ruchów na rzecz decentralizacji władzy, ale praktycznie mamy do czynienia z czymś odwrotnym. Na to narzekają wszyscy parlamentarzyści wybrani w regionach. Na tym traci także Kłajpeda. Mówimy tutaj zarówno o centralizacji w znaczeniu gospodarczym, ale także edukacyjnym. Reforma uniwersytetów sprawia, że Kłajpeda staje się słabsza.

Uniwersytet w Kłajpedzie zostaje.

Tak, ale miesiąc temu minister oświaty Jurgita Petrauskienė ogłosiła, że będzie o jedną trzecią mniejszy. To najbardziej uderza w studia inżynieryjne, które do tej pory były siłą Kłajpedy. W naszym mieście funkcjonuje jeszcze inna uczelnia wyższa, o charakterze prywatnym, mianowicie Litewski College Chrześcijański, prowadzona przez fundację mennonicką z USA i Kanady. Ta uczelnia, która prowadzi swoją działalność jako „liberal arts institution”, zostanie jednak całkowicie zamknięta. Argumentem było to, że nie wywiązuje się ze swojej funkcji naukowej. To jest duża strata dla Kłajpedy, bo miasto już dawno, nawet w czasach sowieckich, starało się być nie tylko litewskim portem, ale także miastem przyciągającym młodzież czy pełniącym pewną rolę kulturalną.

Pomijając tematykę uniwersytecką, w jakim kierunku rozwija się obecnie Kłajpeda?

Wielkim success story jest nasz lokalny port, który ostatnio mą trochę gorszą sytuację. Obrót jest spory, port zarabia więcej pieniędzy, ale angażuje jednocześnie mniej pracowników niż dotychczas. Powodem jest automatyzacja. Musimy zrobić odpowiedni plan, jak wykorzystać tych ludzi, którzy stracili pracę. Teraz automatyzacja jest coraz większa, potrzeba więc przekwalifikować pracowników, do tego potrzebujemy dobrych uczelni.

Czyli znowu wracamy do problemu uniwersytetów. Chciałbym jednak poruszyć inną kwestię – liczba ludności Kłajpedy się zmniejsza.

Ale dotyczy to wszystkich samorządów na Litwie, poza Wilnem. To co ważne, to fakt, że w kwietniu zostanie przyjęta strategia rozwoju gospodarczego dla Kłajpedy. Będzie ona pierwszym samorządem, który stworzył taką strategię. Pracuje nad nią sześć instytucji: samorząd, port, wolna strefa ekonomiczna, Uniwersytet Kłajpedzki, Izba Przemysłu, Handlu i Rzemiosła, a także Związek Przemysłowców Kłajpedy. Chodzi o zwiększenie liczby ludności w Kłajpedzie, produktywności, a także rozwój czegoś co nazywa się „blue economy”, czyli wszystkiego co związane z morzem.

Wspomnieliśmy, że liczba ludności się zmniejsza. Dokąd ludzie wyjeżdżają?

Przede wszystkim trzeba wspomnieć o niskim współczynniku rozrodczości. Druga kwestia to migracja. Do tej pory Kłajpeda była miastem uniwersyteckim, ale tak naprawdę kształci się tutaj obecnie jedynie co dwunasty student litewski. W Kłajpedzie pracuje także co dwudziesty naukowiec. Ludzie wyjeżdżają więc do większych ośrodków uczelniach takich jak Wilno czy Kowno. Wybierają także uczelnie zagraniczne. Kolejny powód spadku liczby mieszkańców to bliskość Skandynawii. Z portu lotniczego w Połądze odchodzą samoloty do Kopenhagi czy Oslo.

Jak wygląda w Kłajpedzie kwestia przyciągania środków unijnych?

Ciężko powiedzieć. Sporo środków przyciąga port w Kłajpedzie. Jeśli chodzi o uczelnie, to sytuacja tutaj już wcale nie jest taka dobra, bo jednak uniwersytety w Wilnie i Kownie są po prostu większe. Na pewno pieniądze unijne idą do takich branży jak chemia, czy energetyka. Mamy także terminal LNG w Kłajpedzie, który finansowany jest ze środków europejskich.

Przejdźmy może do tematyki krajowej. Jest Pan od paru lat członkiem Ruchu Liberałów. Pański ojciec działa także w polityce, w grudniu 2017 roku został szefem waszej partii. Czy liberalizm to u Pana tradycja rodzinna czy własny wybór?

Myślę, że obecnie na Litwie, zwłaszcza wśród młodych ludzi, bardzo modna jest idea liberalizmu, wolności gospodarczej czy osobistej. Liberałowie są chyba jedynym środowiskiem na Litwie, które akceptuje pluralizm. Pewnie nawet gdybym nie urodził się w rodzinie zajmującej się polityką, dołączyłbym do Ruchu Liberałów. Do liberałów przyciągnęło mnie także to, że jest to najbardziej kompetentna partia, gdy mowa o gospodarce.

Przeczytaj także:  Litewski Ruch Liberałów ma nowego przewodniczącego

Mieszkałem parę lat w Skandynawii, która jest regionem o mocnym wpływie imigrantów, miejscem, gdzie rozwija się wielokulturowość. Chyba na Litwie wciąż nie bardzo rozumiemy te wartości. Mało jest ludzi, którzy opowiadają się za wartościami europejskimi. Mam na myśli choćby naszą dyskusję na temat konwencji stambulskiej, która ma bronić kobiety przed przemocą. Liberałowie są jedynym środowiskiem, które jednoznacznie ją wspiera.

Wspomniał Pan o Skandynawii. Czego liberałowie litewscy mogliby się nauczyć od swoich nordyckich kolegów?

Myślę, że wszyscy politycy mogliby się czegoś nauczyć. Na Litwie jest mało polityki w polityce. Jest dużo taktyki, a mało idei. Nie interesujemy się ideologią, wszyscy politycy są bardzo pragmatyczni. Do pewnego stopnia nazwy partii to tylko etykiety. Lubimy także personalia. Nawet podczas dzisiejszej sesji sejmowej przez pół dnia dyskutowaliśmy, kto jest najgorszym posłem, kto powinien zostać poddany impeachmentowi, albo mówiliśmy o biznesach Ramūnasa Karbauskisa. Poza tym jest widoczne, że Sejm na Litwie stał się nie miejscem debat, dyskusji o ideach, a agencją tworzenia prawa.

Był Pan członkiem liberalnych formacji w Norwegii i Szwecji. Czy skandynawski liberalizm jest inny od litewskiego?

Nie uważam tak. Oczywiście całe życie polityczne w krajach nordyckich jest przechylone na lewo, w kierunku welfare state, czyli państwa dobrobytu. Podczas gdy na Litwie nawet socjaldemokraci są przeciwni podatkowi progresywnemu. Jesteśmy bardzo zorientowani na rynek. Druga sprawa to kwestia kościoła katolickiego. Kraje skandynawskie są bardzo zsekularyzowane, a tematyka religijna prawie nie przebija się do polityki. Natomiast na Litwie kościół katolicki ma wciąż bardzo duże wpływy. Na wszystkie partie. Nawet dziś wiceprzewodnicząca Sejmu Rima Baškienė, ze Związku Rolników i Zielonych, zaczęła sesję od cytowania papieża Franciszka.

Wasza partia zawsze była za rozdziałem kościoła od państwa.

Tak jest zapisane w naszej konstytucji. Ja osobiście sądzę, że wartości moralne biorą się z edukacji czy krytycznego myślenia, z nie z ksiąg, które spisano parę tysięcy lat temu, które nie mają odniesienia do pluralistycznego społeczeństwa, równości, niedyskryminacji czy praw człowieka.

Jest Pan członkiem grupy na rzecz współpracy między Litwą a krajami nordyckimi. Jak wyglądają relacje waszego kraju ze Skandynawią.

Jestem bardzo zadowolony z tego, że nasz system bankowy został zdominowany przez banki skandynawskie. Oczywiście jest to hegemoniczna sytuacja, nie ma zdrowej konkurencji, ale jedno jest pozytywne. Skandynawski wyborca, który gwarantuje poprzez swoje podatki depozyty w naszych bankach, sprawia, że rządy w krajach nordyckich są zainteresowane polityczną i gospodarczą stabilnością na Litwie. Wspomniałem o bankach, ale trzeba powiedzieć także o kooperacji wojskowej. Dania pomagała Litwie po 1990 roku budować siły militarne, Szwecja wykształciła ludzi takich jak ja, z kolei Norwegia była zainteresowana kwestiami opieki społecznej. Początkowo obecność Skandynawii na Litwie miała coś w sobie z patriarchatu. Obecnie wygląda na to, że gramy po prostu drużynowo, czy to w nauce, czy w gospodarce.

Bardzo dużo ludzi wyjechało z Litwy do krajów skandynawskich, czy to na studia czy do pracy.

Miałem ostatnio okazję odwiedzić Kopenhagę, gdzie młodzi założyli Litewski Klub Zawodowy. W Norwegii istnieje Litewski Związek Młodzieżowy. Z kolei w Szwecji, w Malmö, też jest organizacja litewska. To dobrze, że młodzi ludzie z Litwy mogą wyjeżdżać i szkolić się w krajach nordyckich, ale do pewnego stopnia drenuje to nas z młodych talentów. Nie możemy jednak ludziom niczego nakazać. Jeśli dobrze się tam czują, to niech będą zintegrowanymi członkami swoich społeczeństw, a później, jeśli poziom życia się wyrówna, albo będzie zbliżony, niech wracają na Litwę.

Czy dużo ludzi ze Skandynawii mieszka na Litwie?

Nie powiedziałbym, że setki czy tysiące, ale przyjeżdżają. Pracować w logistyce, przemyśle czy w branży spożywczej lub telekomunikacyjnej. Ma to związek z inwestycjami krajów nordyckich na Litwie.

Porozmawiajmy o litewskiej polityce wewnętrznej. Za rok są wybory samorządowe, europejskie i prezydenckie. Czy Ruch Liberałów ma kandydata na prezydenta?

Mamy dwóch kandydatów, w kwietniu zdecydujemy, którego poprzeć. Jeden z nich to Petras Auštrevičius, obecny europoseł, który już kiedyś startował z ramienia Ruchu Liberałów na prezydenta, a także były minister kultury i obecny członek Sejmu Arūnas Gelūnas.

Gdyby w drugiej turze spotkali się obecny premier Saulius Skvernelis i prawdopodobny, potencjalny kandydat konserwatystów Gitanas Nausėda, kogo poparłby Ruch Liberałów? Czy Nausėda mógłby na was liczyć?

Obaj kandydaci wyglądają dobrze. Ale nasz jest lepszy (śmiech). Ja myślę, że Nausėda ma trochę wąski profil, jeśli chodzi o swoją działalność. Z kolei Skvernelis często podejmuje decyzje pod publiczkę, wsłuchując się w głos społeczeństwa, co na dłuższą metę może być niebezpieczne.

Za dwa lata wybory do Sejmu. Czy w tej kadencji wyobraża sobie Pan wejście Ruchu Liberałów do koalicji ze Związkiem Rolników i Zielonych?

Myślę, że ugrupowanie rządzące musi się zdeklarować, czy jest partią, czy komitetem wykonawczym Agrokoncernasu (przedsiębiorstwa, na czele którego stoi lider Związku Rolników i Zielonych Ramūnas Karbauskis – przyp. Przegląd Bałtycki). Dla liberałów trudne byłoby wejście w sojusz z grupą, co do której nie wiadomo, czy w ogóle jest partią, czy biznesem, z grupą, która nie proceduje w sposób otwarty, demokratyczny. Myślę, że w najbliższym czasie Ramūnas Karbauskis będzie musiał odpowiedzieć na wiele pytań. Oczywiście w jego frakcji jest wiele sensownych osób, z którymi wyobrażamy sobie współpracę. Ale lider partii jest zupełnie odrębną historią.

Przeczytaj także:  Eugenijus Gentvilas: Alternatywą dla państwa kryminalistów nie jest państwo policyjne

Więc waszym najbliższym partnerem koalicyjnym pozostają konserwatyści, z którymi współrządziliście w czasach Andriusa Kubiliusa.

Tak, ale nie sądzę, byśmy byli na nich skazani. Na pewno w kwestiach gospodarczych jest nam bliżej do konserwatystów, ale jeśli mówimy o prawach człowieka, to socjaldemokracja, na czele której stoi Gintautas Paluckas wydaje się nam coraz bardziej atrakcyjna. Z konserwatystami różnimy się, gdy mowa o wizji Litwy. Oni chcą mieć kraj tradycyjny, litewski, z kolei my jesteśmy za Litwą otwartą, także na imigrantów, za Litwą wielokulturową. Ale Gabrielius Landsbergis jest bardzo sensownym, postępowym przywódcą konserwatystów.

Ostatnie pytanie będzie o wybory samorządowe. Wasi politycy rządzą dwoma dużymi miastami na Litwie: Wilnem i Kłajpedą. Czy Remigijus Šimašius i Vytautas Grubliauskas będą waszymi kandydatami w wyborach?

Šimašius zapowiedział już walkę o reelekcję, Grubliauskas się nie określił. Ale uważamy, że oba miasta są zarządzane dobrze. Tak więc, jeśli będą kandydatami, to udzielimy im poparcia.

Dziękuję za rozmowę.

 

Zdjęcie tytułowe: Port w Kłajpedzie. Zdj. Žiedas / Wikipedia / PD.

Polub nas na Facebooku!