Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Jānis Ikstens: mniejszość rosyjska, wchodząc do rządu, zadowoliłaby się trzema resortami

Nie wiemy, jak po jesiennych wyborach ułożą się proporcje między ugrupowaniami, jak silna będzie rosyjska „Zgoda”. Jeśli do Sejmu wejdą oprócz niej tylko Związek Zielonych i Rolników oraz narodowcy, „Zgoda” nie ma szans na wejście do rządu. Natomiast w przypadku wejścia czterech partii do parlamentu pojawia się szansa dla partii Niła Uszakowa, bo konserwatyści mogą nie chcieć rządzić razem z partią Lembergsa.  Nie sądzę przy tym, by „Zgoda” była bardzo wymagająca jeśli chodzi o stanowiska. Ich głównym celem jest wejście do rządu i bycie zaakceptowanym jako partner koalicyjny, symboliczne uznanie przez partie łotewskie. Na pewno „Zgoda” nie dostałaby ważnych resortów takich jak finanse czy gospodarka. Możemy ewentualnie spekulować o trzech ministerstwach – mówi w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim łotewski politolog Jānis Ikstens, prorektor Uniwersytetu Łotewskiego.

Chcesz dowiedzieć się więcej na ten temat? Subskrybuj nasz newsletter!
Raz w miesiącu otrzymasz na swoją skrzynkę zestawienie najważniejszych artykułów.

Jānis Ikstens urodził się w 1970 roku. Jest absolwentem Wydziału Historii i Filozofii Uniwersytetu Łotewskiego, studiował także w Danii i Holandii. Uzyskał stypendium rządu amerykańskiego. W latach 1997-1999 sprawował funkcję rektora Wyższej Szkoły Vidzeme w Valmierze. Obecnie stoi na czele Katedry Politologii Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Łotewskiego. Jest także prorektorem tej uczelni ds. nauk społecznych i prawnych. W ubiegły czwartek był gościem Pracowni Polsko-Bałtyckich Kontaktów Kulturowych Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie wygłosił wykład na temat łotewskiej polityki.

Tomasz Otocki, Przegląd Bałtycki: Podczas Pańskiego wykładu na Uniwersytecie Warszawskim wspomniał Pan o ważnej rzeczy, która określa współczesną politykę Łotwy. Mianowicie o cleavage (ang. „podział, rozszczepienie” – jedna z najbardziej znanych teorii politologicznych na temat podziałów międzypartyjnych – przyp. Przegląd Bałtycki), który ma charakter narodowościowy. Polacy, jeśli coś wiedzą o łotewskiej polityce, to właśnie to, że podziały określa tam nie stosunek do przeszłości, tak jak na Litwie, czy do katastrofy smoleńskiej jak w Polsce, a czynnik narodowościowy. Inaczej niż w Estonii, która próbuje skuteczniej integrować mniejszość rosyjską, mamy do czynienia z podziałem na partie łotewskie i partie rosyjskie. Podczas wykładu wspomniał Pan, że w najbliższych latach nie oczekuje Pan zasypania na Łotwie tego podziału.

Jānis Ikstens: To prawda. Ten podział na świat „rosyjski” i „łotewski” rozwijał się przez dłuższy okres. Od pierwszych wyborów parlamentarnych na Łotwie w 1993 roku ludzie głosowali etnicznie. Tego podziału nie da się zmienić ustawowo. To ma związek z tym, jakie jest nastawienie ludzi, ich poglądy, z tym, co siedzi w ich głowie. Jest to kwestia tożsamościowa, którą trudno jest zmienić, a jeśli już, to zabierze to mnóstwo czasu. Po drugie, żeby znieść cleavage etniczny w łotewskiej polityce, musiałby Pan zmienić tożsamość ludzi. Jedną z dróg, by to osiągnąć jest zmiana języka. Nie chodzi tylko o język nauczania w szkołach, tak jak zmienia to teraz minister Kārlis Šadurskis, ale język, którego używa się w życiu codziennym.

Przeczytaj także:  Rosyjskojęzyczni na Łotwie a wojna na Ukrainie

Czyli język określa to, jak głosujemy w wyborach do Sejmu.

W ogromnym stopniu. Bo jeśli rozmawiasz po rosyjsku w domu, to czytasz także rosyjskie gazety, rosyjskie portale, rosyjską telewizję. A co za tym idzie, żyjesz w rosyjskiej bańce medialnej. A jeśli nie mówisz po rosyjsku, tylko po łotewsku, to wtedy korzystasz z innych źródeł informacji. I teraz pojawia się pytanie – jak skłonić ludzi do tego, by sięgali po różne media? Jedną z dróg jest poprawa ich umiejętności językowych, znajomości języka łotewskiego. Właśnie to robi teraz rząd Mārisa Kučinskisa, przez reformę oświatową. Ale jedno trzeba podkreślić i powiedziałem to także na wykładzie. Te zmiany nie będą miały żadnego natychmiastowego skutku. Nic nie zmieni się w ciągu trzech czy pięciu lat. Może musimy czekać całe dekady.

Przeczytaj także:  8 i 9 maja na Łotwie: zwycięstwo nadal dzieli

Z drugiej strony w istnieniu etnicznego cleavage zainteresowane są partie polityczne działające na Łotwie. One polityzują istniejący realnie na Łotwie podział narodowościowy. Interesujące dla mnie będzie, jak do tego odniosą się teraz środowiska rosyjskie. Czy będą dalej grać kartą tożsamościową, czy zdecydują się na coś innego.

Wydaje się, że co najmniej dla Rosyjskiego Związku Łotwy, partii Tatiany Żdanok i Mirosława Mitrofanowa, ten etniczny cleavage istniejący w polityce jest sprzyjający.

Absolutnie.

Ale co powiedziałby Pan na Socjaldemokratyczną Partię „Zgoda”, która już od paru lat próbuje się przekształcić ze środowiska rosyjskojęzycznych w ugrupowanie łączące Rosjan i Łotyszy, o profilu lewicowym, choć nie wszyscy w ich lewicowość wierzą. Na „Zgodę” głosowało sporo Łotyszy, zwłaszcza podczas wyborów samorządowych w Rydze w 2013 r., gdy po raz drugi Nił Uszakow został merem.

Nie sądzę, by „Zgoda” kiedykolwiek chciała stać się środowiskiem integrującym dwie społeczności na Łotwie, zasypując podziały. Jest natomiast prawdą, że zależało im na przyciągnięciu pewnych segmentów elektoratu łotewskiego. W wyborach do Sejmu w 2011 r. i 2014 r. około jednej czwartej osób głosujących na „Zgodę” to byli etniczni Łotysze. To był świetny rezultat. Wcześniej wśród wyborców tego środowiska jedynie co dziesiąty był łotewskiego pochodzenia. Jednak mimo wszystko uważam, że „Zgoda” jest w stanie być pierwszą partią łotewską, której uda się transformacja z partii etnicznej w partię ideologiczną. Choćby z tego powodu, że zdecydowali się na socjaldemokratyczny szyld. Ta nisza na Łotwie jest wolna, bo wszystkie partie łotewskie określają się jako mniej lub bardziej prawicowe. Są dwa małe środowiska lewicowe: historyczna Łotewska Socjaldemokratyczna Partia Robotnicza, mająca jeszcze tradycje przedwojenne, oraz nowa partia założona przez młodych ludzi o nazwie „Postępowi”. Ale oni nie mają żadnych wpływów. Z drugiej strony, jak tylko mówię swoim studentom o lewicy na Łotwie, to każdy zaraz kojarzy lewicowość ze środowiskiem rosyjskim. „Wszystkie partie rosyjskie są lewicowe” – mówią Łotysze, z czego wynika pogląd, że „wszyscy ludzie o poglądach lewicowych to Rosjanie”. Jest to dość osobliwe, ale tak to wygląda na Łotwie.

Wspomniał Pan, że „Zgoda” może stać się partią ideologiczną, a nie narodowościową, ale chyba nie będzie nigdy w takiej sytuacji jak Partia Centrum w Estonii, która jest bardziej estońska niż rosyjska i dlatego udało jej się przejąć władzę na poziomie krajowym w 2016 roku?

Myślę, że może „Zgoda” chciałaby przejść taką ewolucję jak centryści w Estonii i dojść do władzy, ale tutaj znowu kłania się pewna specyfika łotewskiego systemu wyborczego. Mamy na Łotwie preferencyjny system głosowania, to znaczy wyborca głosuje nie tylko na partię, ale ma prawo dokonać rankingowania poszczególnych kandydatów tej partii. Przy każdym nazwisku może postawić plus lub minus. Dzięki temu wielu wyborców partii łotewskich wykreślało z listy niepopularnych polityków, co spotkało takie osoby jak przewodnicząca Jedności Solvita Āboltiņa czy była minister kultury Sarmīte Ēlerte. Podobnie elektorat łotewski wykreślał nazwiska rosyjskobrzmiące. Z kolei wyborcy „Zgody”, wciąż w większości rosyjskojęzyczni, wykreślali z listy Łotyszy. Dlatego jedynie mała część radnych „Zgody” czy jej posłów to są etniczni Łotysze. Oczywiście przewodniczącego partii Jānisa Urbanovičsa wyrzucić z listy się nie da. Ale innych, młodszych polityków, już tak. Dlatego „Zgoda” raczej nie stanie się bardziej łotewską partią w najbliższym czasie i nie obejmie takiego stanowiska jak Partia Centrum w Estonii, która od 2016 r. ma swojego premiera i swoich ministrów.

Przeczytaj także:  Wszystkie zwycięstwa Jüriego Ratasa. Nowy premier i rząd Estonii

W przeszłości mieliśmy na Łotwie dwa środowiska polityczne, które próbowały przezwyciężyć cleavage etniczny. Mam na myśli wspomnianą już Łotewską Socjaldemokratyczną Partię Robotniczą, która współrządziła Rygą z partią Tatiany Żdanok, a także chrześcijańsko-konserwatywną partię LPP/LC Ainārsa Šlesersa. Oba środowiska zniknęły z mapy politycznej Łotwy.

O tym właśnie mówię. Warto jeszcze wspomnieć o Partii Reform Zatlersa, którą dobił fakt, że po wyborach w 2011 r. chcieli powołać do życia koalicję ze „Zgodą”. Poparcie z dwudziestu punktów zjechało do paru. Natomiast Łotewska Socjaldemokratyczna Partia Robotnicza nie weszła do koalicji z Rosjanami w Sejmie, to było tylko w radzie miejskiej Rygi, gdy poparli rosyjskiego wicemera Siergieja Dołgopołowa. Ale nawet to wystarczyło, by ta partia została ukarana przez elektorat. Ciekawostką jest to, że narodowcy łotewscy także w radzie miejskiej Rygi, w bardzo delikatny i wyszukany sposób wspierali rosyjskojęzycznego wicemera, co doprowadziło do tego, że również ich elektorat odwrócił się od nich.

Tak więc partie łotewskie dostały nauczkę i nawet dzisiaj mało która z nich chciałaby wejść do rządu razem ze „Zgodą”. Pierwszy powód, to oczywiście związki z Moskwą, choć „Zgoda” oficjalnie zerwała współpracę z „Jedną Rosją”, drugi to, jak wspomnieliśmy, lęk przed utratą elektoratu. Przy okazji – te wybory będą testem, czy rzeczywiście „Zgoda” zerwała więzi z Rosją. Czy nie zobaczymy w Rydze konsultantów politycznych z Moskwy albo pieniędzy, która płyną do partii, choć przecież jest to nielegalne.

Przeczytaj także:  Uszakow: Zgoda już nie współpracuje z Jedną Rosją

Uważa Pan, że Rosja będzie chciała ingerować w jesienne wybory na Łotwie?

Martwi mnie to. Rosja do perfekcji rozwinęła tę umiejętność. Widać to było w czasie ostatnich piętnastu lat na Łotwie. Także teraz to także nie byłaby niespodzianka. To co zmieniło się w ostatnich latach to fakt, że ludzie coraz więcej używają sieci społecznościowych. Mamy pewną łotewską specyfikę. U nas istnieje konkurencyjny wobec Facebooka portal draugiem.lv. W tym roku liczba użytkowników Facebooka na Łotwie będzie wyższa niż tego drugiego portalu. Draugiem.lv jest pod kontrolą łotewskiego wymiaru sprawiedliwości, byłoby tam łatwiej wykryć rosyjską aktywność. Facebook jest znacznie trudniejszy do kontrolowania. Co prawda Zuckerberg ostatnio jest pod ostrzałem, przeprasza za różne rzeczy, ale nie widzę, by zmieniała się polityka Facebooka.

Przeczytaj także:  Cepurītis: rosyjskie wybory niewiele zmienią w stosunkach Rygi z Moskwą

Przez całe lata rosyjska eurodeputowana Tatiana Żdanok narzekała na to, że nie jest wystarczająco wspierana przez Rosję. Moskwa popierała partię Uszakowa. Uważa Pan, że te wybory, po zerwaniu współpracy z „Jedną Rosją”, to jest taki czas, kiedy wsparcie Moskwy dla Żdanok powróci, czy Rosjanie będą chcieli popierać różnych kandydatów z różnych środowisk na Łotwie?

Nie mam aż takiego wglądu w to co się dzieje w Rosji. Podczas wykładu powiedziałem już, że będzie interesujące oglądać rywalizację partii Uszakowa i Żdanok. Sądzę też, że sporo powiedzą rosyjskie media – będziemy obserwować ich coverage i na tej podstawie będzie można stwierdzić, czy jest jakiś faworyt w środowisku rosyjskim na Łotwie. Mogę powiedzieć tak – rezygnacja Tatiany Żdanok z funkcji posłanki do Parlamentu Europejskiego, skupienie się na krytyce reformy oświatowej i polityce wewnętrznej, wystawienie przez Rosyjski Związek Łotwy pełnej listy w wyborach, to może być świadectwo tego, że coś się zmienia w Moskwie, jeśli chodzi o stosunek do Łotwy. Chociaż nie wiem – może Żdanok nie jest bezpośrednio wspierana przez Kreml, może są inne środowiska w obozie władzy, które ją wspierają.

Powiedział Pan, że po aneksji Krymu i wojnie na Ukrainie „Zgoda” straciła łotewskich wyborców, co było widać w wyborach 2014 r. Czy partie łotewskie mają w ogóle jakiś elektorat rosyjski? Mam na myśli np. Związek Zielonych i Rolników.

Bardzo mało. Myślę, że na pewno nie Jedność i narodowcy. Związek Zielonych i Rolników – tak, nie tylko ze względu na Lembergsa, podobnie także partia „Od Serca dla Łotwy” byłej kontroler państwowej Inguny Sudraby, której nie powiodło się jako polityk.

Przeczytaj także:  Rajevskis: wierzę w powstanie partii, która zyska głosy rosyjskiego elektoratu

Wspomniał Pan podczas wykładu, że na Łotwie przed każdymi wyborami powstaje nowa partia. Czy takim nowym graczem w łotewskiej polityce zostanie jesienią 2018 r. Nowa Partia Konserwatywna, założona przez byłego ministra sprawiedliwości i polityka narodowców Jānisa Bordānsa?

Mają na to szansę. Spośród nowych ugrupowań to oni mają największe poparcie w sondażach i przekraczają próg wyborczy. Są konkurentem dla narodowców. A widzimy, że dużo ludzi na Łotwie jest nimi zmęczonych. Byli w koalicji od wieków, mieli wpływ na obsadzanie ważnych stanowisk, ludzie nie są z nich zadowoleni. Drugim czynnikiem jest to, że w wyborach do rady miejskiej Rygi w 2017 r. Nowa Partia Konserwatywna weszła ze świetnym wynikiem. Radnymi zostali dawni wysocy oficerowie KNAB (odpowiednika polskiego CBA – przyp. red. Przeglądu Bałtyckiego) Juta Strīķe i Juris Jurašs. Ludzie pozytywnie oceniają KNAB za walkę z korupcją. Imponuje im to, że walczą z merem Windawy Lembergsem. Jest także w elektoracie łotewskim oczekiwanie, by wnieść coś świeżego do polityki na poziomie nie tylko samorządowym, ale krajowym. Takie oczekiwanie na ludzi, którzy przyjdą i „wyczyszczą stajnię Augiasza”, jaką jest łotewska polityka, mamy praktycznie od 2002 r., gdy wygrała Nowa Era ówczesnego premiera Einarsa Repšego. Ten segment elektoratu się zmniejszył, ale on wciąż jest. Problemem w działalności Nowej Partii Konserwatywnej może być to, co mówią ludzie na mieście. Jeśli Strīķe i Jurašs, mając takie instrumenty w rękach jako pracownicy KNAB, nie byli w stanie osiągnąć sukcesu, jak mogą go osiągnąć zasiadają w Sejmie?

Nowa Partia Konserwatywna może być przeszkodą w sformowaniu kolejnej „łotewskiej” koalicji, która popierałaby nowy rząd Mārisa Kučinskisa. Bo oni są negatywnie nastawieni do Związku Zielonych i Rolników, zwłaszcza do ich patrona Lembergsa. W naszej wcześniejszej rozmowie wspomniał Pan, że przez to do władzy mogłyby dojść środowiska rosyjskojęzyczne i powstałby sojusz Związku Zielonych i Rolników ze „Zgodą”.

Konserwatyści mogą odmówić wejścia do rządu z partią Kučinskisa, ale z drugiej strony może pojawić się nacisk dołów partyjnych. „Nie po to wchodziliśmy do Sejmu, żeby teraz siedzieć w ławach opozycyjnych” – powiedzą. W dodatku trzeba pamiętać o jednym – rolę Lembergsa obecnie się przecenia. On już nie jest kandydatem Związku Zielonych i Rolników na premiera, jest liderem jednej z małych partii regionalnych, które wchodzą w skład szerokiej koalicji. To mogłoby przekonać konserwatystów, podobnie jak fakt, że jeśli nie wejdą do koalicji, otworzą drogę do negocjacji między Związkiem Zielonych i Rolników oraz „Zgodą”.

Czyli znowu zagra strach przed Rosjanami. Chciałem o to zapytać. Jak duża jest szansa, że „Zgoda” weszłaby jesienią 2018 r. do rządzącej koalicji?

Teoretycznie jest taka możliwość, ale wciąż nie wiemy, jak ułożą się proporcje między ugrupowaniami. Jak silna będzie „Zgoda”. Załóżmy, że zostanie najsilniejszą partią w Sejmie, jak ma to miejsce od 2011 r., a do Sejmu wejdą trzy partie: oprócz „Zgody” także Związek Zielonych i Rolników oraz narodowcy. W takiej sytuacji nie widzę szansy dla mniejszości rosyjskiej, by wejść do rządu Kučinskisa. Natomiast jeśli weszłyby cztery partie, czyli jeszcze dostałaby się Nowa Partia Konserwatywna, która powie, że nie wejdzie do rządu ze względu na fatalną przeszłość Związku Zielonych i Rolników, wtedy otwiera się szansa dla „Zgody”. Wtedy partia premiera Kučinskisa może powiedzieć: „chcieliśmy budować koalicję łotewską, ale nie dało się”.

Teraz pojawiają się dwa pytania. Jakie resort objęłaby „Zgoda”, bo jest dużą partią i pewnie ma duże ambicje, a druga kwestia to ewentualny rozłam w Związku Zielonych i Rolników, na tle stosunku do współpracy z Rosjanami.

Nie sądzę, żeby „Zgoda” była bardzo wymagająca jeśli chodzi o stanowiska. Ich głównym celem jest wejście do rządu i bycie zaakceptowanym jako partner koalicyjny.

Mogliby zatem dostać trzy resorty i byliby szczęśliwi.

Myślę, że tak. Dla nich najważniejsze jest symboliczne uznanie przez partie łotewskie. A poza tym mają jeszcze Rygę, gdzie rządzą samodzielnie. Ryga jest nawet ważniejsza od rządów w skali całego kraju. Na pewno „Zgoda” nie dostałaby ważnych resortów takich jak finanse czy gospodarka. Możemy ewentualnie spekulować o Ministerstwie Zabezpieczenia Społecznego, Ministerstwie Zdrowia czy Transportu.

Wpływem na politykę zagraniczną i obronną „Zgoda” też nie jest zainteresowana?

Może i byłaby, ale wie, że to jest kwestia trudna do załatwienia ot tak, od zaraz. Wejście do rządu to proces stopniowy.

Wracając do kwestii rozłamu w Związku Zielonych i Rolników…

Tak, jest on możliwy, bo część działaczy nie będzie chciała żyrować koalicji z mniejszością rosyjską. Z drugiej strony politycy mogą siebie zapytać: „a jaką alternatywę dla sojuszu ze „Zgodą” mamy?”. Alternatywą są nowe wybory.

Premier Māris Kučinskis pozostanie jesienią 2018 r. na stanowisku?

Nie sądzę, by „Zgoda” zażądała stanowiska premiera. Im w zasadzie odpowiada Kučinskis.

Nawet jeśli poparł reformę szkolnictwa Kārlisa Šadurskisa?

On ją poparł, bo widział, że jest na to parcie. Ministrowie i partie polityczne tego chciały, on się zgodził. Chciał mieć poparcie „Jedności” w ważnych dla siebie sprawach, dlatego zgodził się na działalność Šadurskisa. Ale nigdy nie był jakoś nacjonalistycznie czy wrogo nastawiony do mniejszości rosyjskiej.

Przeczytaj także:  Reforma oświaty na Łotwie wejdzie w życie, polskie szkoły w Łatgalii i Rydze zostają

Jedność ma ostatnio dość dobre sondaże. Uważa Pan, że to jest efekt Arvilsa Ašeradensa, ministra gospodarki, nowego szefa partii?

Jest to wynik uprzątnięcia sytuacji w partii. Usunięcia byłej przewodniczącej Solvity Āboltiņi, zastąpienia prezesa Andrisa Piebalgsa, który nie radził sobie z partią. Część ludzi, dawna frakcja liberalna, odeszła. Jedność ma teraz bardziej wyrazisty profil, może nie jakoś super wyraźny, ale jednak jest lepiej. Jest więc synergia kilku czynników. A do tego rośnie jeszcze gospodarka, za którą odpowiedzialny jest w rządzie wicepremier Arvils Ašeradens, więc można oczekiwać, że będzie dla rządu jakaś nagroda przy urnach wyborczych. Poparcie dla Jedności oczywiście nie wystrzeli gigantycznie w górę, ale ważne jest to, że nie spada, że nawet powoli, powoli rośnie. Jest duża szansa, że Jedność będzie reprezentowana w następnym parlamencie.

Przeczytaj także:  Łotewska prawica wybrała nowego lidera

Środowisko Par!, które wyłamało się z Jedności parę miesięcy temu ma bardzo złe sondaże. Podobnie inne małe partie takie jak Postępowi czy Na Rzecz Rozwoju Łotwy. Jaki jest tego powód?

Jeśli mówimy o Par! to formalnie rzeczywiście jest to nowa partia, ale dużo w niej starych nazwisk wśród liderów. W dodatku program tej partii nie jest szczególnie atrakcyjny dla Łotyszy. Lewicowo-liberalny program z takimi elementami jak związki partnerskie, prawa osób LGBT nie zrobi kariery na Łotwie. Coraz to nowe osoby opuszczają zresztą środowisko Par!, ostatnio posłowie Lolita Čigāne i Ints Dālderis.

Z kolei „Na Rzecz Rozwoju Łotwy” („Latvijas attīstībai”) to nie jest nowa partia. Oni już wcześniej kandydowali w różnych wyborach bez powodzenia. Ich jedynym sukcesem jest to, że ich lider Juris Pūce dostał się do rady miejskiej Rygi. Tę partię ratuje fakt, że Par! zaproponowało im dyskusję o koalicji wyborczej. Tylko to powoduje także to, że dużo ludzi z Par! może przez to odejść.

Odeszli już z stamtąd wszyscy posłowie, oprócz Čigāne i Dālderisa, także Aleksejs Loskutovs oraz Andrejs Judins.

Ale to z powodów bardziej pragmatycznych. Należy się spodziewać, że oni znajdą się na liście Jedności. Tylko znowu, w wyniku głosowania preferencyjnego, elektorat Vienotīby może ich nie zaakceptować i wykreślić z listy, negatywnie rankingując jako „zdrajców”.

Lewicowi „Postępowi” także nie mają większych szans, rywalizując z Socjaldemokratyczną Partią „Zgoda”.

Oni zajmują tę socjalistyczną niszę, próbują coś robić, adresując swój przekaz głownie do łotewskiego elektoratu lewicowego, ale większych skutków nie widać.

Czy europoseł i były minister gospodarki Arturs Krišjānis Kariņš jako kandydat Jedności na premiera coś może zmienić w wyniku wyborów?

On jest lepszym kandydatem niż wicepremier Ašeradens, który jako minister gospodarki zmaga się teraz z trudnymi sprawami, choćby w dziedzinie energetyki. Ktoś może zarzucić, że nie zrobił w tej dziedzinie wszystkiego. Natomiast jeśli mówimy o Kariņšu, to on zasiadał przez lata w Parlamencie Europejskim, był w Brukseli, oczywiście jako działacz Jedności. Ale nie było go na miejscu w Rydze. I on teraz może powiedzieć: „popełnialiśmy błędy, ale to nie ja”. Wydaje się jednak, że Kariņš ma odpowiedni format, by po wyborach zostać premierem.

Prezydent Raimonds Vējonis kończy w 2019 r. swoją pierwszą kadencję. Ostatnio nie miał dobrej prasy po wizycie w USA, która ujawniła jego kłopoty z angielszczyzną. Z drugiej strony, podpisał ustawę o przejściu szkół rosyjskich na język łotewski, co pozbawi go ewentualnego wsparcia „Zgody”, gdy będzie ubiegał się o reelekcję.

On musiał podpisać tę ustawę. Bo z jednej strony, owszem, naraził się środowisku rosyjskiemu, ale gdyby nie podpisał, podpadłby partiom koalicyjnym, które wsparły to prawo, a więc Jedności i narodowcom.

Ale czy te dwie ostatnie partie poprą Vējonisa na wiosnę 2019 r.? Trzy lata temu był bardzo dobry, konkurencyjny kandydat Egils Levits, prawnik i wieloletni członek Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości wystawiony przez narodowców, ale wsparty przez niektórych działaczy Jedności.

Jest jeszcze za wcześnie by o tym, mówić. Nie wiemy, jak będzie wyglądał Sejm XIII kadencji. Ile głosów będą miały poszczególne partie. Nawet nie chcę spekulować teraz, kto mógłby być następnym prezydentem Łotwy.

Przeczytaj także:  Raimonds Vējonis nowym prezydentem Łotwy

Czyli Vējonis jeszcze nie jest skreślony, wciąż ma szansę?

Gdyby prezydenta wybierał naród, nie miałby szans. Nie jest szczególnie popularny. Zaczął bardzo obiecująco, chciał zostać prezydentem ludzi. Ale coś się stało po drodze, on miał przecież także problemy zdrowotne, operację serca. To wpłynęło na jego działalność publiczną. Także w mediach on czasem wypada śmiesznie. Wspomniał Pan o angielszczyźnie, ale nawet sposób, w jaki Vējonis mówi po łotewsku, wzbudza kontrowersje. Tak więc on nie miałby szansy w wyborach bezpośrednich.

Ostatnie pytanie zadam o partię Tatiany Żdanok. Wciąż otwarta jest kwestia, czy będzie mogła kandydować w wyborach do Sejmu, o tym musi zadecydować Sąd Konstytucyjny. Ale załóżmy, że jej partia Rosyjski Związek Łotwy wejdzie. Jak ciężka będzie walka między nią a partią Niła Uszakowa w Sejmie?

Walka będzie ciężka, bo jeśli ugrupowanie Żdanok uzyska miejsca w parlamencie, uzna, że to znak coraz większego poparcia. Zobaczą, że być może jest szansa, żeby zmienić proporcje, balans między „Zgodą” a Rosyjskim Związkiem Łotwy. To na pewno doda im energii przed wyborami do Parlamentu Europejskiego przewidzianymi na wiosnę 2019 r.

A w tych wyborach Mirosław Mitrofanow, współprzewodniczący Rosyjskiego Związku Łotwy, powinien uzyskać reelekcję.

Albo każdy inny kandydat tej partii.

Dziękuję za rozmowę.

 

Zdjęcie tytułowe: Saeima – łotewski parlament. Zdj. Ernests Dinka, Saeimas Kanceleja / CC.

Polub nas na Facebooku!