Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Wesprzyj Fundację Bałtycką i Przegląd Bałtycki

Armands Krauze: Premier Kučinskis nie boi się trudnych decyzji

Myślę, że nasz szef rządu na pewno nie boi się trudnych decyzji i reform. Reforma podatkowa została zainicjowana na rok przed wyborami, a wprowadzana jest w roku wyborczym. To może być niebezpieczne dla partii. To jest ryzykowne, by robić takie reformy w ostatniej chwili, bo nawet jeśli ludzie zyskają pieniądze, to generalnie społeczeństwo boi się zmian. Kučinskis jako premier nie bał się jednak mówić o reformie podatkowej, reformie zdrowia czy reformie szkolnictwa. Po drugie, jest dobrym liderem, jest spokojny, wyważony i dobrze radzi sobie z kierowaniem drużyną, rządem, do którego przedstawicieli delegują trzy ugrupowania. Każdy z ministrów ma bowiem swoją osobowość, swoje postulaty, a zadaniem szefa rządu jest trzymanie tego wszystkiego w ryzach – mówi w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim Armands Krauze, poseł na Sejm Łotwy, przewodniczący największej partii koalicyjnej Związek Zielonych i Rolników.

Chcesz dowiedzieć się więcej na ten temat? Subskrybuj nasz newsletter!
Raz w miesiącu otrzymasz na swoją skrzynkę zestawienie najważniejszych artykułów.

Armands Krauze urodził się w 1970 r. w Rydze. Ukończył studia w Łotewskim Uniwersytecie Rolniczym w Jełgawie. W 2000 r. został przewodniczącym Łotewskiego Towarzystwa Pszczelarskiego. Działał także w Łotewskiej Izbie Przemysłowo-Handlowej oraz radzie Współpracy Organizacji Rolniczych. W 2010 r. został wybrany po raz pierwszy posłem na Sejm z ramienia Związku Zielonych i Rolników. Zrezygnował jednak z mandatu i reprezentował Łotwę w Europejskim Komitecie Spraw Społecznych i Gospodarczych. Był także sekretarzem parlamentarnym w Ministerstwie Rolnictwa. W 2015 r. został wybrany na przewodniczącego Związku Zielonych i Rolników. Rok później, gdy Māris Kučinskis został premierem, objął stanowisko sekretarza parlamentarnego w gabinecie szefa rządu. W latach 2013 i 2017 bez powodzenia kandydował na stanowisko mera Rygi z ramienia Łotewskiego Związku Rolników oraz Związku Zielonych i Rolników – w obu wyborach ugrupowania te nie przekroczyły progu wyborczego.

Tomasz Otocki, Przegląd Bałtycki: To już ostatnie miesiące XII kadencji Sejmu wybranego w październiku 2014 r. Większą część tej kadencji funkcję premiera sprawował Māris Kučinskis, reprezentant Związku Zielonych i Rolników. Co przez ten okres udało się osiągnąć?

Armands Krauze: Na pewno reformę podatkową, która jest ważna dla dwóch grup społecznych: przedsiębiorców i osób gorzej sytuowanych. Podnieśliśmy nieopodatkowane minimum. Generalnie wprowadziliśmy podatek progresywny, pierwszy raz w historii niepodległej Łotwy po 1991 roku, tego nie ma ani na Litwie, ani w Estonii. To chyba największa reforma, którą udało się przeprowadzić w ostatnich dwudziestu latach.

Uważa Pan, że przejście od podatku liniowego do podatku progresywnego było właściwą decyzją?

W społeczeństwie wciąż jest dyskusja. Np. Łotewska Izba Przemysłowo-Handlowa uważa, że to był błąd, że przez to inwestorzy wyjadą do innych krajów. Ale jeśli spojrzymy na świat, nawet na tak liberalną gospodarkę, jaką mają Stany Zjednoczone, to zobaczymy, że nawet tam jest podatek progresywny, a najbogatsi oddają nawet połowę własnego dochodu. System opodatkowania dochodów indywidualnych ma w USA od wielu lat coraz bardziej progresywny charakter. Myślę, że takie wyrównanie sytuacji osób biedniejszych i bogatszych na Łotwie jest potrzebne.

A jakie są inne sukcesy rządu Mārisa Kučinskisa?

Reforma zdrowotna, która jest bardzo trudnym zadaniem. Ale pierwszy raz w historii Łotwy budżet na nią wyniósł jeden miliard euro.

Domyślam się, że tej reformy nie zdążycie zrobić w tej kadencji, ale jakie są wasze plany na kolejną?

Na pewno redukcja cen leków i optymalizacja sieci szpitali.

Myśli Pan, że Anda Čakša (minister zdrowia w rządzie Mārisa Kučinskisa od 2016 r. – przyp. Przegląd Bałtycki) jest dobrym ministrem?

Tak, w końcu jest przedstawicielką Związku Zielonych i Rolników. (śmiech)

A jak Pan ocenia waszych pozostałych ministrów?

Myślę, że jesteśmy zadowoleni z ich pracy.

Jeśli na jesieni wasza partia będzie ponownie formować rząd, czy zamierzacie nominować do niego te same osoby?

Jesteśmy koalicją składającą się ze Związku Rolników, Partii Zielonych, Partii Lipawskiej oraz partii „Dla Windawy i Łotwy”, więc pewnie będą odpowiednie negocjacje. Ale sądzę, że ci ministrowie, którzy są, powinni zostać, bo pracują dobrze.

Wasza partia zdecydowała się nominować na premiera dotychczasowego szefa rządu Mārisa Kučinskisa. Dlaczego jest on dobrym liderem?

Na pewno nie boi się trudnych decyzji i reform. Reforma podatkowa została zainicjowana na rok przed wyborami, a wprowadzana jest w roku wyborczym. To może być niebezpieczne dla partii. To jest ryzykowne, by robić takie reformy w ostatniej chwili, bo nawet jeśli ludzie zyskają pieniądze, to generalnie społeczeństwo boi się zmian. Kučinskis jako premier nie bał się jednak mówić o reformie podatkowej, reformie zdrowia czy reformie szkolnictwa. Po drugie, jest dobrym liderem, jest spokojny, wyważony i dobrze radzi sobie z kierowaniem drużyną, rządem, do którego przedstawicieli delegują trzy ugrupowania. Każdy z ministrów ma bowiem swoją osobowość, swoje postulaty, a zadaniem szefa rządu jest trzymanie tego wszystkiego w ryzach.

A widzi Pan jakieś jego słabości?

O słabościach niech mówią oponenci polityczni. (śmiech)

Wspomniał Pan o sukcesach, czyli reformie zdrowia, podatkowej i szkolnictwa. Zapytam o ostatnią kwestię. Według decyzji rządu i Sejmu Rosjanie w szkołach średnich będą się teraz uczyć po łotewsku. Czy to była właściwa decyzja?

Tak i uważam, że powinniśmy byli ją podjąć dziesięć lat temu. Natomiast nie było takiego klimatu w Sejmie, były różne ugrupowania, które były temu przeciwne. Jesteśmy już długo niepodległym krajem i trzeba było ten problem rozwiązać.

Przeczytaj także:  Reforma oświaty na Łotwie wejdzie w życie, polskie szkoły w Łatgalii i Rydze zostają

Natomiast jeśli chodzi o inne sukcesy, chciałbym wspomnieć bezpieczeństwo, za które także jesteśmy odpowiedzialni. Raimonds Bergmanis jest naszym ministrem obrony. Za jego kadencji udało się zainstalować na Łotwie kontyngent wojsk Sojuszu Północnoatlantyckiego w Ādaži. Współpracujemy z NATO, współpracujemy z USA.

A w Ādaži są polscy żołnierze. Wracając do polityki wewnętrznej. Ten rząd tworzony jest przez Związek Zielonych i Rolników, narodowców oraz partię Jedność. Sondaże pokazują, że najsilniejsza jest wasza partia, narodowcy są teraz słabi, ale wejdą do Sejmu, nie wiadomo, co będzie z Jednością, a także innymi małymi centroprawicowymi partiami takimi jak Nowa Partia Konserwatywna, sojusz „Dla Rozwoju Łotwy” i „Jesteśmy za!” czy Łotewskie Zjednoczenie Regionów. Pan opowiada się za reaktywowaniem obecnej koalicji trzech partii po jesiennych wyborach?

Wypowiedzieliśmy się za tym, ale wciąż nie wiemy, jaki wynik osiągnie Jedność. Nie wiemy, ile miejsc będą miały poszczególne partie. Na pewno nie zamierzamy wchodzić w koalicję z rosyjską „Zgodą”. Co prawda oni zerwali porozumienie z Jedną Rosją, ale wydaje mi się, że wciąż są związani z Moskwą. Taka koalicja byłaby dla nas zbyt trudna, jako dla Łotewskiego Związku Rolników, partii, która powstała w 1917 roku, jest najstarszą partią na Łotwie i w zeszłym roku obchodziła swoje stulecie. Nie będziemy wchodzić w sojusz z ugrupowaniem, które 9 maja nie demonstruje europejskich wartości, tylko świętuje dzień zwycięstwa na Zadźwiniu. Podobnie problematyczne było zachowanie Niła Uszakowa w sprawie referendum językowego w lutym 2012 r. Oni wypowiedzieli się wtedy przeciwko językowi łotewskiemu jako jedynemu językowi państwowemu. Oni są dobrą opozycją, jeśli zgłaszają jakieś inicjatywy w sprawach społecznych, to my je popieramy, ale nie wyobrażam sobie koalicji ze „Zgodą”.

Co musiałoby się stać, żeby do takiej koalicji doszło? Czy to jest możliwe w ciągu dwóch, czterech czy pięciu lat?

Nie jestem w stanie powiedzieć, co będzie za cztery, pięć czy osiem lat, ale w tej kadencji, która nastąpi na pewno nie wyobrażam sobie koalicji ze „Zgodą”. Jesteśmy otwarci na kontynuowanie obecnej, ponadto widzimy szansę porozumienia choćby z Nową Partią Konserwatywną czy liberalną koalicją „Dla Rozwoju Łotwy” i „Ruch za!”. Problemem może być to, że te partie mogą nie przekroczyć progu 5%. Bo jest tam stosunkowo mało nowych ludzi. Nie znamy też ich ideologii, to znaczy „Dla Rozwoju Łotwy” i „Par!” są liberałami, ale nie wiem, jaką ideologię ma Nowa Partia Konserwatywna.

Koalicja „Ruch Za!” i „Dla Rozwoju Łotwy” ma w manifeście zapisane, że jest przeciwna „lembergiji” („lembergizmowi” – słowo pochodzi od wieloletniego mera Windawy Aivarsa Lembergsa, patrona Związku Zielonych i Rolników – przyp. Przegląd Bałtycki) i „padomiji” („sowieckości” – przyp. Przegląd Bałtycki), czyli ciężko będzie Wam z nimi współpracować.

Co do liberałów, to ich szefem jest radny Rygi Juris Pūce, który był wcześniej sekretarzem stanu w Ministerstwie Gospodarki i który jest odpowiedzialny za aferę w branży energetyki, z OIK (łot. Obligātā iepirkuma komponentes; pol. „obligatoryjny komponent zakupów”). Ta sprawa kosztowała nas bardzo dużo pieniędzy. Co do Nowej Partii Konserwatywnej, to Juta Strīķe i Juris Jurašs są całkiem nowymi osobami w polityce, ale wcześniej działali w KNAB, gdzie wykonywali polityczne zlecenia osób rządzących. Nie było mnie wtedy w polityce, ale w 2007 czy 2008 r. było prawie niemożliwe, by zainicjować coś, co jest przeciwko władzy, po prostu takie śledztwa nie były wszczynane. KNAB zmienia się teraz na lepsze, ale dziesięć lat temu to była katastrofa. Nie potrzebujemy takiej instytucji, która nie walczy z korupcją, a wykonuje zlecenia polityków.

W przyszłym roku są wybory na Łotwie, zarówno europejskie, jak i prezydenckie. Kiedy zdecydujecie formalnie, kogo popieracie na urząd prezydenta?

Nie mamy na razie swego kandydata. Decyzję podejmiemy w przyszłym roku, na parę miesięcy przed wyborami. Musimy bowiem wiedzieć, jaka jest pozycja obecnego prezydenta Raimondsa Vējonisa. On miał w tej kadencji problemy zdrowotne, nie wiadomo, czy zdecyduje się kandydować na kolejną kadencję.

Są także wybory europejskie.

Mamy swoich liderów, którzy są proeuropejscy. Wystarczy wspomnieć naszą minister finansów Danę Reizniece-Ozolę. Niektórzy nasi krytycy mówią, że my nie jesteśmy europejską partią, ale to nie jest prawda.

Macie jednak problem ze znalezieniem wielkiej rodziny politycznej w Europie. Jedność jest w Europejskiej Partii Ludowej, narodowcy w Europejskich Konserwatystach i Reformatorach, zaś dla Rozwoju Łotwy w ALDE. Gdzie zamierzacie być wy? W Europejskiej Partii Zielonych?

Na pewno nie, raczej patrzymy w kierunku Europejskiej Partii Ludowej. Co do Zielonych, to charakter naszej partii  jest zupełnie inny niż europejskich Zielonych. Oni są bardziej zbliżeni do skrajnej lewicy. Nie popieramy ich postulatów światopoglądowych. Poza tym nie jestem w stanie wyobrazić sobie naszych przedstawicieli w jednej frakcji z Tatianą Żdanok.

Na Litwie rządzi obecnie wasza bratnia partia Związek Chłopów i Zielonych , czy współpracujecie ze sobą?

Ja znam działaczy tej partii jeszcze z Brukseli, współpracowaliśmy. Mam na myśli choćby Broniusa Stančikasa, on jest teraz członkiem litewskiego Sejmu.

Partia rządząca na Litwie proponuje daleko idące reformy w sferze społecznej, choćby dotyczące zasiłku na dzieci, które mają ostatecznie sięgnąć 120 euro, jeśli budżet na to pozwoli. W Polsce od lat działa program 500+. Czy wyobraża sobie Pan taką politykę na Łotwie?

Chcemy zachęcić ludzi do tego, by mieli trójkę dzieci. Jeśli masz tylko jedno dziecko, dostajesz stosunkowo mało od państwa, później to się zwiększa wraz z drugim dzieckiem, zaś od trzeciego dziecka to już jest dużo więcej. Niestety rozrodczość na Łotwie jest bardzo niska i praktycznie mamy dwa wyjścia. Albo zaczniemy dbać o politykę prorodzinną, albo myśleć o masowej imigracji, co zawsze jest kłopotem w polityce. Społeczeństwo łotewskie nie akceptuje migrantów.

Wracając do wyborów prezydenckich. Wiele osób jest za tym, by głosowanie w sprawie wyboru prezydenta było jawne.

Tu nie chodzi tylko o wybór prezydenta, ale także o rzecznika prawa obywatelskich, szefa Banku Łotwy czy kontrolera państwowego. To jest jeden argument, że te osoby powinny być wybierane jawnie. Ale z drugiej strony, jeśli tak będzie, nastąpi ogromny nacisk ze strony mediów czy społeczeństwa, że parlamentarzysta ma głosować tak czy inaczej. On już nie będzie mógł tego robić zgodnie ze swoimi poglądami, tylko pozostanie pod wpływem nacisków. Dlatego nie chcemy tego robić. Równie dobrze można by wprowadzić pełną jawność głosowania przez społeczeństwo w wyborach parlamentarnych. To nie ma sensu.

A czy prezydent powinien być wybierany w wyborach powszechnych?

Mamy w tej sprawie różnicę zdań w naszej koalicji. Łotewski Związek Rolników jest za tym, by prezydent był wybierany przez ludzi, Partia Zielonych za tym, by robił to parlament.

Powoli kończąc wywiad, chciałbym zapytać jeszcze o międzynarodową pozycję Łotwy za rządów Mārisa Kučinskisa. Czy ona wzrosła?

W wymiarze gospodarczym, politycznym czy wojskowym jesteśmy w lepszym miejscu, niż byliśmy w 2014 r. Nasz premier ma tę zaletę, że mówi po niemiecku, więc może się dogadywać bezpośrednio z kanclerz Angelą Merkel. Chcemy silnej pozycji Łotwy w silnej Europie, choć nie jesteśmy jednocześnie za Europą federalną, tylko za Europą ojczyzn.

Myśli Pan, że Edgars Rinkēvičs powinien być dalej ministrem spraw zagranicznych?

Jest bardzo doświadczonym dyplomatą, nie mogę powiedzieć niczego złego. Nie wiemy jednak, jak ułożą się głosy w Sejmie po wyborach.

Związek Zielonych i Rolników, jak każda partia, chciałby mieć własnego człowieka jako szefa MSZ?

Nie mamy na razie kandydata. Odpowiem w ten sposób. Parę lat temu był poważny problem, gdy powstawał rząd Indulisa Emsisa, polityka Zielonych, pierwszego zielonego premiera w Europie. Ministrem finansów w tym rządzie był przedstawiciel Partii Ludowej Oskars Spurdziņš. Ta kooperacja nie wyglądała dobrze, dlatego wprowadzono później zasadę, że minister finansów jest z tej samej partii, co premier. Obecnie Dana Reizniece-Ozola jest członkiem naszego ugrupowania. Z kolei za czasów Valdisa Dombrovskisa i Laimdoty Straujumy minister spraw zagranicznych także był z tej samej partii, co premier. Muszę jednak powiedzieć, że współpraca  Edgarsa Rinkēvičsa z premierem Mārisem Kučinskisem przebiega bardzo dobrze.

Premier Litwy Saulius Skvernelis jest przeciwko sankcjom wobec Polski. Jaka jest pozycja waszej partii?

Nie dyskutowaliśmy tego w naszej partii. Jako członek Komisji Spraw Europejskich jestem jednak przeciwko sankcjom wobec Polski. Jestem za Europą tworzoną przez państwa, a nie Europą federalną. Europa dla mnie jest unią gospodarczą, nie polityczną. Nie powinniśmy zatem zmuszać Polaków to przyjęcia takiej czy innej polityki. To suwerenna decyzja Warszawy.

Dziękuję za rozmowę.

 

Zdjęcie tytułowe: Premier Maris Kučinskis przemawia w Sejmie Łotwy, grudzień 2016 r. Zdj. Ernests Dinka / Saeima / Flickr / CC.

Polub nas na Facebooku!