Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Andis Kudors: Białoruś nie uderza swoją polityką w Łotwę

Łotysze mogą nie lubić systemu politycznego, jaki jest na Białorusi. Ale dopóki Białoruś nie niszczy nas swoją polityką „rodaków”, możemy być bardziej cierpliwi. Białoruś jest autorytarnym krajem, ale o innej polityce zagranicznej niż Federacja Rosyjska. Nasze relacje nie są upolitycznione. Białoruś nie jest zainteresowana uprawianiem jakiejś polityki „rodaków” wobec Łotwy. Aleksandr Łukaszenka nie interesuje się łotewskimi rosyjskojęzycznymi czy nawet Białorusinami mieszkającymi na Łotwie. Z Azerbejdżanem jest podobnie. To prawda, że kraj jest autorytarny, ale znowu jest pewna różnica z Rosją. Moskwa prowadzi wobec Łotwy agresywną politykę. Baku nie – mówi w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim łotewski politolog Andis Kudors, dyrektor Centrum Badań Polityki Wschodnioeuropejskiej w Rydze.

Chcesz dowiedzieć się więcej na ten temat? Subskrybuj nasz newsletter!
Raz w miesiącu otrzymasz na swoją skrzynkę zestawienie najważniejszych artykułów.

Andis Kudors urodził się w Łatgalii, jest absolwentem prawa międzynarodowego i ekonomii na Uniwersytecie Łotewskim w Rydze. W latach 2005-2011 studiował nauki polityczne na macierzystej uczelni. Specjalizuje się w relacjach łotewsko-rosyjskich i łotewsko-białoruskich. Od 2006 r. dyrektor Centrum Badań Polityki Wschodnioeuropejskiej (Austrumeiropas politikas pētījumu centrs, APPC). Jest członkiem Rady Polityki Zagranicznej przy łotewskim MSZ.

Tomasz Otocki, Przegląd Bałtycki: Niedawno w formie książki ukazało się badanie ośrodka APPC w sprawie polityki zewnętrznej łotewskich samorządów „Latvijas reģioni un valsts ārpolitika: Krievijas faktora izpēte” („Łotewskie regiony i polityka zagraniczna państwa. Badanie czynnika rosyjskiego”). Mnie ciekawią zarówno te rządzone przez Socjaldemokratyczną Partię „Zgoda”, która jeszcze niedawno miała podpisane porozumienie z „Jedną Rosją”, a więc Ryga, Rzeżyca i do pewnego stopnia Jurmała, ale także Windawa będąca od 1988 r. w rękach kontrowersyjnego mera Aivarsa Lembergsa.

Andis Kudors: Szczególnie w Rydze rządzonej przez Niła Uszakowa ze „Zgody” widzimy to, że samorząd wypracował sobie paralelną do rządu łotewskiego politykę zagraniczną. Głównie w stosunku do Moskwy i Federacji Rosyjskiej. Uszakow objął rządy w lipcu 2009 r. i już od początku rozpoczęła się intensywna wymiana między samorządem miasta Moskwy i Rygi. Z jednej strony jest to zrozumiałe – łotewskie miasta mają prawa rozwijać współpracę z samorządami w innych krajach. Ale zaraz rodzi się pytanie o priorytety. Ryga to tak naprawdę jedna trzecia całej Łotwy, to nie jest jakieś tam sobie miasto, a stolica naszego kraju. A te relacje z Moskwą nie dotyczą zwyczajnie gospodarki, turystyki czy kultury, ale także polityki. Pierwsza wizyta Niła Uszakowa była do Moskwy. To był wrzesień 2009 r. Niedługo potem, w sierpniu 2010 r. ówczesny mer Moskwy Jurij Łużkow także odwiedził Rygę, powiedział wtedy, że przyjdzie czas, iż rosyjski zostanie drugim językiem urzędowym na Łotwie. Wcześniej miał różne polityczne oświadczenia na temat polityki wobec rosyjskich rodaków, że Łotysze źle traktują rosyjskojęzycznych itp. Podczas spotkania w Rydze mówił mniej więcej to samo. A więc ta współpraca to nie jest tylko gospodarka czy kultura. Ryga ma trzydzieści jeden miast partnerskich, wśród nich Sztokholm, Amsterdam, Warszawę czy Tallinn. Dlaczego pierwsza wizyta Uszakowa nie była to stolicy Szwecji, skoro władze „Zgody” publicznie mówią o sobie, że są socjaldemokratami?

Wspomniał Pan wizytę Uszakowa w Moskwie i wizytę Łużkowa w Rydze. Może Pan wymienić inne przykłady bliskiej kooperacji stolic Łotwy i Rosji? Ja idąc na ten wywiad minąłem Dom Moskwy przy ulicy Marijas.

Dom Moskwy („Maskavas nams”) należy do samorządu stolicy Rosji. Jest utrzymywany przez Moskwę, a odbywają się w nim polityczne imprezy. Przyjeżdżają np. propagandyści, którzy mówią, że w 1940 r. nie było agresji sowieckiej na Łotwę. Później niektórzy nasi lokalni historycy to podchwytują. Ale nie chciałbym mówić tylko o Moskwie. Bo bardzo ważną rolę w politycznej współpracy Rygi z Rosją odgrywa Sankt Petersburg, który zaprasza działaczy rosyjskich z Łotwy w ramach „polityki rodaków rosyjskich”. Zapraszają młodzież, zapraszają uczniów czy nauczycieli. Z jednej strony są to niewinne kontakty międzyludzkie, z drugiej – to wszystko służy kreowaniu polityki Federacji Rosyjskiej wobec krajów bałtyckich. Chodzi o wygranie umysłów i serc młodych ludzi, także w kontekście wizji historii. Jak mówiłem: młodzi przyjeżdżają do Rosji i słyszą, że nie było okupacji Łotwy, że Łotysze dobrowolnie przyłączyli się do Związku Sowieckiego, co jest o tyle śmieszne, że mówimy o okresie stalinowskim.

Pomówmy o stolicy Łatgalii, która od 2009 r. także jest rządzona przez Socjaldemokratyczną Partię „Zgoda”.

Rzeżyca rządzona przez „Zgodę” także prowadzi swoją politykę wschodnią, współpracuje z Federacją Rosyjską, ale ta współpraca ma już trochę inny charakter. Rēzekne ma zresztą dobre podstawy, by mieć kontakty z Rosją, bo jest stolicą regionu nadgranicznego. Współpraca Rzeżycy i Pskowa dotyczy zresztą bardziej pragmatycznego obszaru, a więc gospodarki, Ligi Hanzeatyckiej czy turystyki. Nie widzę tam ideologii czy polityki. Problemem jest natomiast „polityka zagraniczna” Rygi. Działacze „Zgody” mówią, że w zasadzie nie jest to polityka zagraniczna, bo formalnie taką prowadzić może tylko nasze Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Ale problem jest, gdy zaczyna się współpraca z Rosją. Bo prawo Federacji Rosyjskiej mówi, że tamtejsze samorządy, mam na myśli Moskwę i Sankt Petersburg, inaczej niż nasze łotewskie, mogą prowadzić własną politykę zagraniczną. W pewien sposób politycy „Zgody” zaczynają więc grać w grę Federacji Rosyjskiej, zwłaszcza na polu polityki wobec „rosyjskich rodaków”.

Przeczytaj także:  Rēzekne: koncertowe wybory

Zostawmy partię „Zgoda”. Chciałem zapytać o politykę zagraniczną Windawy, którą prowadzi jej wieloletni mer, pochodzący jeszcze z czasów Michaiła Gorbaczowa, Aivars Lembergs. On także zasłynął wypowiedziami antyamerykańskimi i antynatowskimi.

Lembergsowi parę lat temu bardzo zależało, żeby nie stracić tranzytu ropy do Windawy. Owszem, ta ropa wciąż jest transportowana pociągami, ale już nie rurociągami. Moskwa zagrała tutaj może nie kartą polityczną, a gospodarczą. Rosjanom zależało na przekierowaniu tranzytu dóbr do ich własnych portów, np. do Primorska. Lembergs próbował temu przeciwdziałać. Podjął współpracę z lokalnymi Rosjanami, zaczął przyjaźniej patrzeć w kierunku Moskwy, a krytykować Sojusz Północnoatlantycki. Ale nie odniósł sukcesu. Bo ropa nie idzie przez rurociąg do Windawy. A Lembergs pozostał postsowieckim politykiem, który może pokrzyczeć sobie na NATO.

Lembergs jest bardziej pragmatykiem, może nie kocha Rosji jak Uszakow, ale jest zainteresowany w tym, żeby z Rosji szły pieniądze do jego czyściutkiego miasta.

Ale jego pragmatyzm już nie działa. Rosjanie tak czy inaczej wycofali się z portów w krajach bałtyckich. Problem polegał na tym, że mieli za duże oczekiwania, jeśli chodzi o prawa w portach łotewskich. Chcieli, by część portów należała do nich. Łotysze się na to nie mogli zgodzić. Rosyjskie władze chciały po prostu za dużo, grały „va banque”, a w biznesie nie można być za bardzo chciwym.

Przeczytaj także:  Mer, któremu trudno powiedzieć nie

Czy obecnie porty w Rydze, Windawie i Lipawie odgrywają jakąś rolę w gospodarczych stosunkach łotewsko-rosyjskich?

Niewielką. Tak jak mówiłem, Rosjanie zdecydowali się postawić na własne porty. W czasach kiedy Ainārs Šlesers, polityk LPP/LC, był wicemerem Rygi, próbował przyciągnąć Rosjan do portów, ale to się nie udało. Oczywiście, pewne towary rosyjskie przechodzą przez porty łotewskie, ale to już jest naprawdę niewiele. Trzeba pamiętać o tym, że Rosja jest państwem autorytarnym, w którym liczy się bardziej interes polityczny niż gospodarczy. Nawet jeśli eksport przez porty łotewskie byłby bardziej korzystny dla gospodarki, Rosjanie postawili np. na Primorsk.

A jak wygląda sytuacja portów w kontekście Białorusi?

Zupełnie inaczej. Jednym z powodów, dla których Łotwa jest najbardziej przyjaznym państwem bałtyckim wobec Białorusi, jest gospodarka. Towary białoruskie idą przez porty łotewskie, w szczególności przez Windawę. Ten biznes jest dobry dla obu stron. A w dodatku jeśli popatrzymy na politykę, to nasze relacje nie są upolitycznione. Białoruś nie jest zainteresowana uprawianiem jakiejś polityki „rodaków” wobec Łotwy. Aleksandr Łukaszenka nie interesuje się łotewskimi rosyjskojęzycznymi czy nawet Białorusinami mieszkającymi na Łotwie.

Łotysze mogą nie lubić systemu politycznego, jaki jest na Białorusi. Ale dopóki Białoruś nie niszczy nas swoją polityką „rodaków”, możemy być bardziej cierpliwi. Białoruś jest także autorytarnym krajem, ale o innej polityce zagranicznej. Drugi powód, dlaczego Łotysze inaczej patrzą na Białoruś, to fakt, że system sankcji, które wprowadziła wobec Mińska Unia Europejska nie działa. My zresztą widzieliśmy pewien paradoks polityki europejskiej: bardzo surowa polityka wobec Mińska, przy jednoczesnej pobłażliwości wobec Kremla. A potrzebujemy dokładnie czegoś odwrotnego. Więcej kontaktów międzyludzkich w relacjach z Mińskiem, mniej zbliżenia z państwem Władimira Putina.

W lutym 2018 r. premier Māris Kučinskis odwiedził Mińsk. Aleksander Łukaszenka podziękował mu wtedy, że Łotwa nie protestowała przeciwko budowie elektrowni w Ostrowcu…

Litwini byli wściekli…

Czy to była dobra decyzja rządu w Rydze?

Nie śledziłem tego bardzo, ale zadecydowały prawdopodobnie te same czynniki, o których wspomniałem.

Czy coś od zimy się zmieniło w relacjach Mińska i Rygi, czy wizyta Mārisa Kučinskisa dała efekty?

Na razie ciężko powiedzieć, ale w zasadzie polityka Łotwy wobec Białorusi jest od pewnego czasu stabilna.

Przeczytaj także:  "Dziękujemy, że nie protestowaliście przeciwko Ostrowcowi". Łotewska delegacja odwiedziła Białoruś

Zapytam o wybory w Rosji, które odbyły się w tym roku, „nieoczekiwanie” wygrał je Władimir Putin, a także o wybory łotewskie, do Sejmu XIII kadencji, które będą miały miejsce jesienią. Czy jest szansa na jakieś zmiany w polityce wobec Moskwy?

Rosyjska partia „Zgoda” liczy na taki efekt. Dlatego zaczął się rebranding partii, oni mówią o sobie, że chcą być socjaldemokratami, otwartymi ludźmi, zerwali także współpracę z „Jedną Rosją” Władimira Putina. Ten rebranding jest nawet bardziej skierowany na partnerów zachodnich: „zobaczcie, jesteśmy nowoczesną lewicą, a Łotysze nie chcą nas dopuścić do władzy”. Dlatego Uszakow jeździ do Brukseli, dlatego kontaktuje się z Amerykanami. On pewnie wyobraża sobie, że jeśli ambasador USA w Rydze powie łotewskim elitom, że należy dopuścić „Zgodę” do władzy, to łotewscy politycy to zrobią. Ale to jest bardzo zła kalkulacja. Bo na przykład Aivars Lembergs, patron największej partii politycznej na scenie łotewskiej, czyli Związku Zielonych i Rolników, nie słucha się Amerykanów. Większość Łotyszy także nie wierzy „Zgodzie”, że zmieniła swoje stanowisko wobec Rosji i Władimira Putina.

Mimo zerwania porozumienia z „Jedną Rosją”.

Oni do samego końca mówili, że ten pakt ma duże znaczenie dla bezpieczeństwa czy gospodarki Łotwy. Pytani, co realnie udało się dzięki temu porozumieniu załatwić, nabierali wody w usta. Zmienili swoją postawę nie dlatego, że Rosja Putina napadła na Ukrainę, zabierając Krym i wywołując wojnę w Donbasie. Oni powiedzieli, że zrywają porozumienie, dlatego że obecnie ich politykę wobec krajów spoza Unii Europejskiej będzie kształtować Partia Europejskich Socjalistów. Szczerze mówiąc nikt normalny nie wierzył w ich motywację. Nił Uszakow jeszcze parę lat temu mówił, że musimy znieść sankcje wobec Rosji. Ale Kreml nie zmienił swojej polityki wobec Ukrainy. Czy to znaczy, że „Zgoda” akceptuje, to co się dzieje w Donbasie czy na Krymie?

Przeczytaj także:  Uszakow: Zgoda już nie współpracuje z Jedną Rosją

„Zgoda” unika odpowiedzi na to pytanie, inaczej niż partia Tatiany Żdanok, ale próbuje być socjaldemokratyczna…

Nie wierzę w to, że dla wyborców „Zgody” to ma znaczenie. Oni głosują na Uszakowa nie dlatego, że wierzą w jakieś lewicowe wartości, ale dlatego, że np. sześć lat  temu „Zgoda” wsparła referendum o wprowadzenie dwujęzyczności na Łotwie. Uszakow głosował za rosyjskimi jako oficjalnym językiem państwowym. Oni nie są socjaldemokratami, bo jeśli jesteś lewicą, musisz być neutralny, gdy mowa o tematyce narodowościowej, musisz dbać o robotników, zakłady pracy. „Zgoda” tego nie robi. Jej działacze jeżdżą najlepszymi samochodami w Rydze, organizują wieczory wyborcze w klubach dla VIP-ów. Oni nie są socjalistami. Są umiarkowanymi nacjonalistami rosyjskimi.

Zapytałem jednak Pana, czy coś by się zmieniło w łotewskiej polityce zagranicznej, gdyby rząd stworzyła „Zgoda” ze Związkiem Zielonych i Rolników?

To zależy od stanowisk, które by objęli. Na pewno nie wezmą ministra spraw zagranicznych czy ministra obrony. Ale ja uważam, że w przypadku takiej koalicji, Związek Zielonych i Rolników straciłby lwią część swojego elektoratu. To może być współpraca na cztery lata, ale później nie będzie czego zbierać. Mieliśmy już przypadki łotewskich partii, które wchodziły w alianse z siłami promoskiewskimi. Wszystkie zniknęły ze sceny. Trzeba pamiętać, że Rosja nie jest zwyczajnym sąsiadem Łotwy, a potencjalnym agresorem. Nie wchodzi się w koalicje z partiami promoskiewskimi.

Jeśli jednak do takiej koalicji by doszło…

To wtedy istnieje ryzyko, że zmienią się priorytety Łotwy. Oczywiście nikt nie wyobraża sobie, żeby Łotwa wyszła z NATO, ale gdy władzę objęłaby „Zgoda” w porozumieniu z Zielonymi i Rolnikami, to Ryga mogłaby zacząć prowadzić politykę taką jak Grecja, Cypr czy Austria. Stałaby się „koniem trojańskim” Moskwy wewnątrz Unii Europejskiej. Chyba, że do rządu weszłoby jakieś trzecie, zdecydowanie proeuropejskie i proamerykańskie ugrupowanie.

Przeczytaj także:  Jānis Ikstens: mniejszość rosyjska, wchodząc do rządu, zadowoliłaby się trzema resortami

Na przykład „Jedność”. Ale „Jedność” stawia na obecną koalicję, czyli Związek Zielonych i Rolników oraz nacjonalistów.

Możliwe, że dojdzie do tego jakiś czwarty partner, np. Nowa Partia Konserwatywna czy ugrupowanie „Ruch Za!”. Zresztą jak już mówiłem: scenariusz wejścia „Zgody” do rządu to jest raczej polityczne science fiction, bo Łotysze są zdecydowanie pronatowskim i proeuropejskim społeczeństwem i chcą iść w kierunku Zachodu, a nie Wschodu.

Wyobraźmy sobie, że Māris Kučinskis pozostaje premierem, a Edgars Rinkēvičs ministrem spraw zagranicznych. Czy przewiduje Pan jakieś zmiany w polityce wobec Moskwy i Mińska?

Nie, takie zmiany są możliwe, tylko gdyby rząd stworzyła „Zgoda” i Związek Zielonych i Rolników. Ale nawet to wydaje się trudne, bo nie można prowadzić takiej polityki, która jest wymierzona w poglądy zdecydowanej większości mieszkańców Łotwy.

Wydaje się, że między politykami Związku Zielonych i Rolników a resztą łotewskiej centroprawicy wciąż są różnice, jeśli chodzi o politykę wobec Moskwy. Prezydent Raimonds Vējonis i prezydent Estonii Kersti Kaljulaid pogratulowali Władimirowi Putinowi reelekcji na stanowisko prezydenta Federacji Rosyjskiej, prezydent Litwy Dalia Grybauskaitė nie zrobiła tego. Czy Raimonds Vējonis podjął właściwą decyzję?

Nie, to był oczywiście błąd.

Co zdecydowało o takiej postawie, czy wiara w to, że „Zgoda” odwdzięczy się i zagłosuje za nim w 2019 r. jako kandydatem na prezydenta?

Możliwe, choć naprawdę trudno powiedzieć, dlaczego Vējonis podjął taką, a nie inną decyzję. Powodów może być wiele. Ja generalnie popieram stanowisko litewskiej prezydent Dalii Grybauskaitė. Wybory w Rosji to nie są normalne wybory. Nie ma uczciwej konkurencji. To państwo autorytarne. Nie wiem, dlaczego mamy gratulować Putinowi zwycięstwa w wyborach…

Przeczytaj także:  Cepurītis: rosyjskie wybory niewiele zmienią w stosunkach Rygi z Moskwą

Azerbejdżan także jest państwem autorytarnym, a była prezydent Łotwy Vaira Vīķe-Freiberga utrzymuje z nim dobre stosunki, odbiera wysokie odznaczenia od Ilhama Alijewa.

Z Armenią zresztą też, dostała od tamtejszych polityków wielki dzban z ormiańskim koniakiem. To prawda, że Azerbejdżan jest autorytarny, ale znowu jest pewna różnica z Rosją. Moskwa prowadzi wobec Łotwy agresywną politykę. Baku nie. To jest to samo o czym mówiliśmy w kontekście Białorusi. Przy okazji – zawsze będzie istnieć ten dylemat, czy utrzymywać dobre kontakty czy nie. Jest podejście normatywne w stosunkach międzynarodowych. Co mamy np. zrobić z Chinami albo krajami na Bliskim i Środkowym Wschodzie?

Myślę, że decydujące jest pytanie, czy dane państwo prowadzi agresywną politykę zagraniczną czy nie.

A jak Pan ocenia politykę prezydenta Vējonisa wobec Moskwy?

To w zasadzie jest rutyna. Nie można mówić o jakimś szczególnym rysie jego polityki w relacjach z Rosją czy Białorusią. Żaden z naszych polityków nie odwiedza Rosji. Na Łotwie jest pewien konsensus, jeśli chodzi o politykę wobec Moskwy. Możemy współpracować gospodarczo, ale nie politycznie. Oczywiście są sankcje, które uderzają w naszą gospodarkę, ale ważniejsze są wartości.

Czy Związek Zielonych i Rolników, z powodów pragmatycznych, nie opowiada się za osłabieniem sankcji?

Mieliśmy parę spotkań paru ministrów z tej partii z urzędnikami i politykami rosyjskimi parę lat temu, ale to nie wpłynęło na ogólną politykę Łotwy. Związek Zielonych i Rolników nie prowadzi zresztą takiej polityki jak Nił Uszakow, który mówił, że w ogóle nie powinno być sankcji. Minister komunikacji Uldis Augulis ze Związku Zielonych i Rolników współpracuje z Rosją, zwłaszcza w dziedzinie kolejnictwa. Ale to jest pewien techniczny poziom współpracy, który jest do zaakceptowania.

W tym roku na Łotwie wprowadzono reformę oświatową, która polega na przejściu rosyjskich szkół średnich w całości na język łotewski. Były już protesty środowiska związanego z Tatianą Żdanok i Andriejem Mamykinem. Czy to wpłynie na stosunki między Rygą a Moskwą?

Reforma ministra Kārlisa Šadurskisa jest naprawdę potrzebna. System segregacji uczniów, polegający na tym, że jedni uczą się w szkołach łotewskich, inni w szkołach rosyjskich, odziedziczyliśmy po czasach sowieckich. Sowieci chcieli, by na Łotwie były szkoły tylko rosyjskie i łotewskie. Wielu Ukraińców i Białorusinów zrusyfikowało się z powodu tego systemu. Podobnie Polacy. Ale teraz istnieją szkoły polskie, ukraińskie, białoruskie. Sądzę, że powinniśmy to kontynuować. Ale nie rozumiem, po co mamy utrzymywać aż tyle szkół rosyjskich, które nie pozwalają młodym Rosjanom integrować się w społeczeństwo łotewskie. Zresztą obecna reforma nie likwiduje szkół rosyjskich, tylko zmienia procentowy udział przedmiotów w języku łotewskim. I kończy z segregacją. Segregacja uczniów tworzy później społeczeństwo posegregowanych dorosłych, którzy żyją w dwóch informacyjnych światach, po części także dlatego, że nie znają łotewskiego. Nie chcemy mieć na Łotwie państwa dwóch społeczności, które będą na siebie wrogo patrzeć.

Przeczytaj także:  Reforma oświaty na Łotwie wejdzie w życie, polskie szkoły w Łatgalii i Rydze zostają

Pytałem jednak, jak obecna ustawa wpłynie na stosunki łotewsko-rosyjskie.

Nie wpłynie. Parę dni temu (rozmowa odbyła się w połowie czerwca – przyp. Przegląd Bałtycki) Władimir Putin miał konferencję z obywatelami, którzy zadawali mu pytania. Ktoś zaproponował, żeby wprowadzić sankcje wobec Łotwy za reformę edukacyjną. Wtedy Putin odpowiedział, że sankcje nie działają, a teoretycznie od nich mogliby ucierpieć sami Rosjanie mieszkający w krajach bałtyckich. Sądzę, że stosunki z Moskwą są na tyle złe, że reforma Kārlisa Šadurskisa nie wpłynie na nie znacząco. Pamiętam, że w 2010 r. Łotwa próbowała „resetu” w stosunkach z Rosją, mieliśmy dobrą wolę. Wtedy nasz prezydent Valdis Zatlers pojechał do Rosji, do Moskwy i Sankt Petersburga. Jednak później Rosja zdecydowała się wszystko zniszczyć. Zobaczyliśmy, że nawet jeśli mainstreamowy polityk łotewski jedzie do Rosji z dobrymi chęciami, to parę miesięcy później Rosja wszystko niszczy, domagając się daleko idących koncesji w kwestii polityki obywatelstwa, polityki oświatowej czy językowej. W 2012 r. odbyło się bowiem referendum w sprawie przyznania rosyjskiemu statusu oficjalnego języka na Łotwie. Weźmy także politykę historyczną, Rosja nie ma do niej stosunku akademickiego, chodzi bardziej i ideologię. Utrzymują, że Łotwa dobrowolnie przyłączyła się do Związku Sowieckiego w 1940 r. Dlaczego to robią? Bo nie chcą mieć dobrych relacji, oni chcą cały czas mieć napięcia, chcą pokazywać Estonię i Łotwę jako złe przykłady w Unii Europejskiej. Wystarczy spojrzeć na działalność organizacji finansowanych przez Moskwę na Łotwie. One nie działają na rzecz integracji społeczeństwa.

Chciałbym zapytać o kolejną książkę, która leży na stole, czyli „Starptautisko notikumu atainojums Latvijas interneta medijos” („Oddźwięk wydarzeń międzynarodowych w łotewskich mediach internetowych”). Rosjanie i Łotysze żyją w dwóch odrębnych bańkach informacyjnych….

Ale nie w stu procentach i nasze studium pokazuje, że te światy potrafią także na siebie zachodzić. Dobrym przykładem są portale Delfi i tvnet.lv. Oba portale mają swoje wersje rosyjską i łotewską, a w obu wersjach podawane są mniej lub bardziej te same informacje. Niestety nie są tłumaczone, a najlepszą opcją byłoby jednak  tłumaczenie łotewskiego contentu. Oczywiście są negatywne przykłady takie jak vesti.lv, które są kompletnie prokremlowskim portalem. Niestety problemy zdarzają się także w przypadku Delfi i tvnet.lv, bo także one używają czasem rosyjskich źródeł. Ale obraz nie jest czarno-biały i chyba ostatecznie jest lepiej niż myśleliśmy, gdy przystępowaliśmy do pracy nad tym raportem.

Generalnie jest różnie, jeśli chodzi o Rosjan. Bo część z nich ogląda wyłącznie rosyjskie media, część sięga także po łotewskie. Natomiast moskiewska interpretacja wydarzeń jest tutaj bardzo silna. Nawet ci Rosjanie, którzy są demokratyczni i myślą niezależnie, gdy zapyta się ich o politykę międzynarodową, to zaczynają mówić to samo co serwuje się w kanałach z Federacji Rosyjskiej.

Przeczytaj także:  Media mniejszościowe to kwestia bezpieczeństwa - rozmowa z Ainārsem Dimantsem

Ale jaka jest tendencja?

Jest raczej pozytywna, ale wszystko idzie bardzo powoli. Dlatego tak bardzo potrzebujemy obecnie wprowadzanej reformy oświatowej.

 

Zdjęcie tytułowe: Plac Ratuszowy w Rydze. Zdj. Ivan Zanotti Photo / Flickr / CC.

Polub nas na Facebooku!