Alvydas Ziabkus: w małych miejscowościach na Litwie po prostu brakuje potencjału

-

Cechą Połągi jest to, że to wciąż małe miasto. Jedenaście tysięcy wyborców, z czego realnie głosuje najwyżej połowa. Wszyscy tutaj wszystkich znają. Jeśli przyjechałeś z zewnątrz i mieszkasz tutaj zaledwie parę lat, to ludzie postrzegają cię jako osobę obcą. A jeśli jeszcze nie masz żadnej ciekawej linii… Trzeba pamiętać o jednej rzeczy. Życie polityczne w Połądze toczy się specyficznym rytmem i partie odradzają się jedynie przed wyborami. Później de facto nie ma żadnego życia politycznego poza radą miejską (…) Teraz znowu wracamy do tego, o czym mówiliśmy na samym początku, czyli braku potencjału wśród miejscowych elit. Gdyby w Połądze byli rozsądni politycy, zjednoczyliby całą opozycję. Teraz idzie ona rozbita, więc sukcesu raczej nie odniesie – mówi w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim dziennikarz Alvydas Ziabkus, przedstawiciel lokalnego oddziału „Lietuvos rytas”.

Alvydas Ziabkus ma 53 lata. Urodził się w Kłajpedzie, gdzie skończył szkołę średnią. Kształcił się na studiach dziennikarskich na Uniwersytecie Wileńskim i Kłajpedzkim. Od 1986 r. pracuje jako dziennikarz, początkowo w „Tarybinė Klaipėda” („Советская Клайпеда”, „Sowieckaja Kłajpeda”), później w wydawnictwie ruchu niepodległościowego „Sąjūdis” pod nazwą „Mažoji Lietuva” („Mała Litwa”) oraz w piśmie „Vakarų ekspresas” („Ekspres Zachodni”). W 1994 r. podjął pracę w lokalnym oddziale „Lietuvos rytas” („Litewski poranek”). Na początku lat dziewięćdziesiątych zamieszkał w Połądze, z którą związany jest do dziś.

Tomasz Otocki, Przegląd Bałtycki: Chcę zacząć pytaniem, gdzie na litewskim Pomorzu wybory będą najciekawsze: w Połądze, Kretyndze, Kłajpedzie czy może na Mierzei Kurońskiej?

Alvydas Ziabkus: Najostrzejsza rywalizacja będzie oczywiście w Kłajpedzie. Zarówno Połąga, Neringa,  jak i rejon kretyngowski charakteryzują się inną cechą. Tam jest bardzo mało ludzi, którzy byliby przygotowani, by odgrywać jakąś rolę polityczną. Tam jest mało miejsc pracy dla ludzi wykształconych, dla intelektualistów, nie ma więc tego potencjału, który jest w Wilnie czy Kłajpedzie. Większość lokalnych samorządów na Żmudzi i na Małej Litwie opanowanych jest przez nauczycieli czy przedsiębiorców. A te osoby nie mają większych horyzontów, nie są w stanie sobie nawet wyobrazić, co można by zrobić w poszczególnych miejscowościach. Kłajpeda jest oczywiście o wiele większym miastem. Tam jest siedziba uniwersytetu, przedsiębiorstwa i tam widzę potencjał. Jeśli zaś uznać, że samorządowcy idą do polityki dla pieniędzy, to stawki w Kłajpedzie także są większe.

Rywalizacja także.

Dobrym tego przykładem jest fakt, że w Kłajpedzie o stanowisko mera będzie walczyć dwunastu kandydatów. Wśród nich znajduje się także dyrektor portu państwowego w Kłajpedzie Arvydas Vaitkus, który nosi przypadkowo takie samo nazwisko jak nasz mer w Połądze. Wystawiany jest jednak przez Związek Chłopów i Zielonych, choć w 2016 roku kandydował jako przedstawiciel rządzących socjaldemokratów. Tak więc w Kłajpedzie jest większa rywalizacja, a także nieco inny skład rady miejskiej. Tam należą choćby osoby, które wywodzą się ze środowiska naukowego, akademickiego. Tego nie ma w Połądze czy Kretyndze.

W tych dwóch ostatnich miastach sytuacja jednak także się różni.

W Połądze jest wyraźny lider, obecny mer Šarūnas Vaitkus, który sprawuje swą funkcję od 2011 roku. W Kretyndze zaś nie wiadomo, kto wygra. Vaitkus jest przedstawicielem Związku Ojczyzny – Litewskich Chrześcijańskich Demokratów, ale przestrzegałbym przed nadawaniem dużego znaczenia etykietkom partyjnym. Ideologia może jest w Wilnie, ale niekoniecznie w małych samorządach. Nawet jeśli do rady Połągi startują partie takie jak konserwatyści czy socjaldemokraci, to oprócz tego są lokalne komitety. Nie ma większego znaczenia, czy partia nazwie siebie konserwatywną, liberalną czy „partią miłośników jabłek i gruszek”.

Tak się dzieje na całej Litwie.

To prawda, a choćby przez skandal z Ruchem Liberałów i Eligijusem Masiulisem stało się tak, że liberałowie zaczęli odcinać się od swoich barw partyjnych i obecnie idą jako niezależni, co jest widoczne zarówno w Wilnie, jak i w Kłajpedzie, gdzie na mera kandyduje Vytautas Grubliauskas, tym razem jako niezależny.

W Połądze jest zupełnie inaczej.

To jest dość ważne miasto na Litwie, największy kurort. Ale przez długie lata panował tutaj zastój. Litwa uzyskała niepodległość w 1990 roku, a pierwsza inwestycja infrastrukturalna nastąpiła dopiero po dziesięciu latach. Była to toaleta kobieca na plaży, później zaś kontenerowa stacja ratownictwa w Świętej. To się działo za rządów liberałów w Połądze. Później przyszedł Šarūnas Vaitkus i od razu stał się liderem, dlatego, że za jego rządów miasto zaczęło się rozwijać. Vaitkus zaproponował konkrety. Gdy przyszedł do władzy w 2011 roku, konserwatyści mieli zaledwie sześć miejsc w radzie miejskiej, musiał więc zrobić koalicję z liberałami. A trzeba dodać, że w Połądze od dawna była rywalizacja między konserwatystami, liberałami i socjaldemokratami. Gdy mera wybierała rada miejska, nie było gwarancji, że przetrwa on pełną kadencję. Wystarczyło, że zmieniała się koalicja. W takiej sytuacji nie można było zrobić nic sensownego.

W 2015 roku wprowadzono bezpośrednie wybory merów.

Ale jeszcze przedtem Vaitkusowi udało się zrealizować wiele projektów, choćby zbudowano arenę sportową, zrekonstruowano stary stadion, obecnie odpowiada on wszelkim standardom międzynarodowym. Później udało się zrekonstruować salę koncertową, a także drogę kurhausową, która była bardzo zaniedbana, choć miała znaczenie historyczne. To była przed wojną swego rodzaju promenada dla połąskiej śmietanki towarzyskiej. Kurhaus był zaś centrum samego kurortu. Niestety on spalił się w 2002 r., ale za rządów Vaitkusa wyremontowano część murowaną. Obecnie zacznie się rekonstrukcja drewnianej części kurhausu. To jest ważna sprawa, dlatego, że wcześniej nikomu z merów nie udało się rozwiązać kwestii połąskiego kurhausu. Jeśli pójdziemy dalej, to Vaitkusowi trzeba przypisać nowe drogi. Oczywiście samorządy same w sobie nie budują dróg, ale muszą przygotować projekt. Powstał basen, który nie jest otwarty, zostanie otwarty na początku marca, przed wyborami. Należy także wspomnieć o nowym dworcu autobusowym, który otwarto w 2015 roku.

To także jest ciekawa historia.

Miasto za niego nie zapłaciło. Po prostu oddało teren spółce, która zbudowała tutaj duże centrum handlowe, a później wynajęła je „Maximie”. Zaraz obok zbudowano jednak dworzec autobusowy. To nie były pieniądze miasta.

Muzeum Bursztynu, czyli piękny Pałac Tyszkiewiczów, którym chlubi się Połąga, to także zasługa Vaitkusa?

Nie do końca. Sam park został odnowiony z pieniędzy europejskich, a projekt przygotował samorząd. Z kolei restauracją pałacu Tyszkiewiczów zajmowało się ogólnolitewskie Muzeum Sztuki, któremu podlega połąski obiekt. Generalnie problemem Połągi jest to, że miasto samo w sobie ma mały budżet i nie może samo decydować, co chce zbudować. Startuje zatem w wyścigu po środki państwowe albo europejskie. Nie ma budynków, które zostałyby w całości zbudowane lub odnowione z pieniędzy połąskich.

Teraz u władzy w Połądze są konserwatyści?

Początkowo za rządów Vaitkusa była koalicja konserwatystów i liberałów. W 2015 roku Vaitkus wygrał jednak w pierwszej turze i konserwatyści uzyskali tyle głosów, że niepotrzebna im była koalicja. Później do nich dołączyli także niektórzy radni wybrani z innych list i obecnie rządząca większość w radzie miejskiej to czternastu radnych z dwudziestu jeden. Przyznam, że to nie jest dobre dla demokracji, jeśli jest aż taka przewaga. Na razie jeszcze Vaitkus idzie w dobrym kierunku, nazywany jest „buldożerem”, co niby ma być komplementem, ale martwię się, co będzie później. Bo jeśli władza przez długi czas ma dużą większość w radzie miejskiej, to degeneruje się, staje się niekontrolowalna i zaczyna popełniać błędy. Bo nie ma z kim się naradzić, kogo posłuchać. Na razie tych błędów nie ma, ale mogą się pojawić.

Tak jak w Druskienikach za rządów Malinauskasa, które trwają już dziewiętnaście lat.

Trzeba jednak przyznać, że Druskieniki się szalenie zmieniły. Jeśli porównuje się miasto z 2001 roku z obecnym, to jest to dzień i noc. Miasto się rozwinęło jako kurort, przyciąga ludzi. Ale oczywiście drugą stroną jest brak kontroli. Nawet jeśli jesteś dobrym merem, to po czwartej kadencji masz tendencję, by się degenerować.

Niech Pan opowie, kto pracuje w Połądze w opozycji. Widzę, że startują tutaj socjaldemokraci ze swoją kandydatką na mera.

Svetlana Grigorian została wystawiona przez socjaldemokratów, ale ma niewielkie szanse. Nie tylko dlatego, że nastąpił rozłam w partii. Cechą Połągi jest to, że to wciąż małe miasto. Jedenaście tysięcy wyborców, z czego realnie głosuje najwyżej połowa. Wszyscy tutaj wszystkich znają. Jeśli przyjechałeś z zewnątrz i mieszkasz tutaj zaledwie parę lat, to ludzie postrzegają cię jako osobę obcą. A jeśli jeszcze nie masz żadnej ciekawej linii… Trzeba pamiętać o jednej rzeczy. Życie polityczne w Połądze toczy się specyficznym rytmem i partie odradzają się jedynie przed wyborami. Później de facto nie ma żadnego życia politycznego poza radą miejską. Wszyscy, którzy się politycznie angażują, to są radni. Wracając do Pana pytania, obecnie w opozycji pracuje jeden przedstawiciel Partii Pracy, jeden przedstawiciel Porządku i Sprawiedliwości, jeden liberał, a także dwóch przedstawicieli partii Kirkilasa. Dwóch radnych jest bezpartyjnych. Konserwatyści mają wygodną większość czternastu radnych.

W wyborach kandydują oprócz konserwatystów także socjaldemokraci, Związek Chłopów i Zielonych, a także bezpartyjny komitet „Naprzód, Połąga i Święta!” (lit. „Pirmyn, Palanga ir Šventoji!“)

Miał być także komitet liberałów, bo jest jeden liberalny radny, ale dużo ludzi odeszło z tego środowiska i nie udało im się zarejestrować listy. Tak więc radny Eugenijus Simutis nie ma nawet szans, żeby ponownie trafić do rady.

Czy Šarūnas Vaitkus ma w Połądze jakiegoś realnego konkurenta przed wyborami?

Osoby, która mogłaby mu rzucić rękawicę, nie ma. Jego liderowanie jest bezsporne. Intryga byłaby tylko wtedy, kiedy w wyborach wziąłby udział były mer Połągi i były minister spraw wewnętrznych w rządzie Andriusa Kubiliusa Raimundas Palaitis, dawniej działacz partii Zuokasa. Tylko, że on od razu odżegnał się od tych wyborów. Zrobił dobrze, bo walczyć z Vaitkusem byłoby bez sensu, skoro Palaitis nie uczestniczył w życiu politycznym już parę lat. Tak więc ciekawsza sytuacja jest w Kłajpedzie, tam jest realna rywalizacja, podobnie jak w Kretyndze, gdzie mer konserwatysta Juozas Mažeika zrezygnował z kandydowania. W Połądze jest jedynie interesujące, ilu radnych dostaną konserwatyści.

Czy wśród opozycji w Połądze jest jakaś odrębna wizja, w jakim kierunku powinien podążać kurort?

Znowu wracamy do tego, o czym mówiliśmy na samym początku, czyli do intelektualnych braków wśród miejscowych elit. Gdyby w Połądze byli rozsądni politycy, zjednoczyliby całą opozycję. Teraz idzie ona rozbita, więc może nawet stracić dwa mandaty. Jeśli zaś chodzi o inne koncepcje, to o takich nie słyszę, politycy opozycji narzekają tylko czasem, że buduje się obiekty, które nie są do końca potrzebne miastu, drogie. Ale nie podaje się żadnych konkretnych cyfr, żadnych analiz, nikt nie umie liczyć. Opozycja w Połądze potrafi coś gadać, ale nie potrafi pracować jak poważna opozycja.

Opuśćmy Połągę. Jak wygląda obecnie sytuacja rejonu kretyngowskiego?

To jeden z wielu rejonów wiejskich Republiki Litewskiej. On nie ma statusu kurortu jak Połąga, dlatego trudniej otrzymać mu finansowanie. Wiele budynków użyteczności publicznej albo jest stara, albo buduje się długo. Biblioteka, która teraz będzie otwierana, była budowana dziesięć lat. Oni zaczęli budowę swojego basenu i centrum sportowego o wiele wcześniej niż my w Połądze. U nas basen za chwilę będzie otwarty, a oni będą budować jeszcze przez co najmniej dwa lata.

Minusem Kretyngi jest brak potencjału intelektualnego. Oni żyją w swoim świecie. Tylko, że tam opozycja ma więcej do powiedzenia, jest bardziej efektywna. W Kretyndze nie ma „mera-buldożera”, który działa w Połądze.

Jak wygląda obecnie sytuacja w innych dzielnicach Połągi? Mam na myśli Świętą, Nemirsetę albo Butyngę?

Święta długi czas była kompletnie zaniedbana, dopiero jak się coś zaczęło dziać w Połądze, to ludzie zapytali: „może przypomnicie sobie o nas?”. Teraz są zmiany, ulice są rekonstruowane, podobnie jak główny plac, a także port. Z kolei w Butyndze jest jedynie terminal, może parę domów i kościół luterański. Tam nie ma żadnej wspólnoty, która mogłaby być jakąś odrębną grupą.

Niech Pan jeszcze opowie o „Lietuvos rytas” w Połądze…

No cóż, ja śledzę bieżące wydarzenia i o nich piszę. Trafił Pan na taki okres, kiedy nasz oddział został właśnie zamknięty. Wcześniej przyjmowaliśmy ogłoszenia, roznosiliśmy prasę. Teraz centrala sprzedaje nasze biuro. Będę teraz pracować w domu.

Czy treści publikowane przez „Lietuvos rytas” w Kłajpedzie i Połądze różnią się od wydania centralnego?

Był kiedyś taki eksperyment, że dawaliśmy dwa artykuły, które były specjalnie przeznaczone dla Kłajpedy oraz Pomorza i nie można było tej wersji gazety dostać w Wilnie, ale on się szybko zakończył. To kosztowało zbyt drogo. W ogóle teraz bardzo spadło czytelnictwo papierowej prasy. Później uznaliśmy, że mieszkańcy Wilna powinni wiedzieć, co się dzieje w Kłajpedzie i odwrotnie. Adaptowanie gazet do warunków regionalnych na Litwie nie ma sensu. Ono może się sprawdzić w dużych krajach takich jak Polska.

Ilu macie obecnie czytelników w Połądze?

Prenumeratorów mieliśmy około dwustu pięćdziesięciu. Teraz jest ich mniej. Bo nie rozprowadzamy gazety sami, tylko robi to Poczta Litewska, przed obiadem. Tak więc ludzie, którzy byli wcześniej prenumeratorami, a lubią czytać rano, chyba się z nami rozstaną.

W 2010 r. współzałożyciel Programu Bałtyckiego Radia Wnet, a później jego redaktor, od lat zainteresowany Łotwą, redaktor strony facebookowej "Znad Daugawy", wcześniej pisał o krajach bałtyckich dla "Polityki Wschodniej", "Nowej Europy Wschodniej", Delfi, Wiadomości znad Wilii, "New Eastern Europe", Eastbook.eu, Baltica-Silesia. Stale współpracuje także z polską prasą na Wschodzie: "Znad Wilii", "Echa Polesia", "Polak na Łotwie". Najlepiej czuje się w Rydze i Windawie.

© Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy. Więcej informacji o prawach autorskich i zakup licencji.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz swój komentarz
Wpisz swoje imię tutaj