Estonia głosuje. Kto obejmie ster władzy po wyborach?

-

Już w niedzielę Estończycy wybiorą nowy skład Riigikogu. Kampania wyborcza upłynęła pod znakiem debat nad podatkami, świadczeniami socjalnymi, edukacją i integracją oraz imigracją, ale najczęściej zadawane są pytania o wynik prawicowych populistów i potencjalną przyszłą koalicję rządową.

Nic nowego

„Nie właściwie żadnych nowych pomysłów” – tak programy i propozycje partii startujących w estońskich wyborach parlamentarnych podsumował na początku lutego w programie „Aktuaalne kaamera” telewizji estońskiej dr Erik Terk, profesor Zarządzania Strategicznego z Uniwersytetu Tallińskiego.

Terkowi należy przyznać rację – tegoroczna kampania wyborcza do Riigikogu przebiegła wyjątkowo spokojnie, a nawet sprawy tradycyjnie dzielące społeczeństwo estońskie – jak kwestie integracji mniejszości, imigracja, czy niektóre kwestie światopoglądowe – nie doprowadziły ani do ostrych debat między politykami, ani do szczególnych emocji w społeczeństwie.

Przedwyborcze debaty – co ciekawe także w języku angielskim – przedstawiciele estońskich partii prowadzili wokół kilku tematów: podatków, świadczeń socjalnych, edukacji (zwłaszcza w kontekście języka nauczania) oraz demografii i imigracji. Różnice pomiędzy partiami w zakresie podatków sprowadzają się przede wszystkim do kwestii zachowania faktycznego systemu progresywnego wprowadzonego przez rząd Jüriego Ratasa (warunkowanie kwoty wolnej od podatku w zależności od wysokości dochodu), czy przywrócenie „płaskich” podatków sprzed 2017 roku postulowane przez Partię Reform. Kwestie stawek VAT, akcyzy czy CIT sprowadziły się do przesuwania suwakiem podatkowym.

Ojczyzna i EKRE proponują dalsze podniesienie świadczeń dla rodzin z dziećmi, zwłaszcza dla rodzin wielodzietnych, co ma doprowadzić do poprawy przyrostu naturalnego. W ostatnich latach Estonia odczuwa brak rąk do pracy, w związku z czym pracodawcy stale lobbują za liberalizacją regulacji dotyczących imigracji, a w ślad za tym znacznego napływu imigrantów.  O ile większość partii opowiada się za utrzymaniem (Ojczyzna) lub za pewną liberalizacją obecnego systemu imigracyjnego (Partia Reform), to EKRE chce jego zmiany w celu ograniczenia imigracji tylko do najlepiej opłacanych stanowisk. Dodatkowo EKRE postuluje ograniczenie liczby naturalizacji (do 0,2% liczby ludności), co mogłoby ograniczyć proces integracji i przyznawania obywatelstwa rosyjskojęzycznym mieszkańców kraju, którzy pozostają albo nieobywatelami, albo posługują się paszportem Federacji Rosyjskiej. Kwestią, która podzieliła estońską scenę polityczną była sprawa przyjęcia Paktu Migracyjnego ONZ, gdzie ze stanowiska rządu wyłamała się koalicyjna Ojczyzna opowiadając się przeciwko. Według komentatorów było to zagranie przedwyborcze, które miało pomóc walczyć konserwatywnej Ojczyźnie z również konserwatywną, ale znajdującą się bardziej na prawo od niej populistyczną EKRE. Ten zabieg i zaadaptowanie do własnego programu kilku zbliżonych do EKRE postulatów pozwoliło Ojczyźnie odsunąć się od 5-procentowego progu wyborczego.

O ile właściwie wszystkie estońskie partie są za utrzymaniem bliskich relacji transatlantyckich w dziedzinie bezpieczeństwa, wydatków na obronność na poziomie 2% to EKRE, jako wyjątek, jest partią antyunijną. Nagłówki gazet zdobyła obietnica EKRE, że po wygranych wyborach pozyska od Stanów Zjednoczonych wsparcie w zakresie bezpieczeństwa konwencjonalnego o wartości 1 miliarda dolarów. Inną ciekawostką jest postulat wzorowania się w polityce i zacieśnienia współpracy Estonii z Polską i Węgrami, co raczej nie przemawia do większej części społeczeństwa estońskiego zorientowanej na kraje nordyckie i Europę Zachodnią.

Przeczytaj także:  Prezydenci bałtyccy w Paryżu, narodowcy bałtyccy w Warszawie

Innym tradycyjnie dyskutowanym tematem jest kwestia języka nauczania w szkołach. Temat ten był szczególnie często poruszany w kontekście gimnazjum w Kohtla-Järve, gdzie szkoła dwujęzyczna miałaby zostać przetransformowana w całości z estońskim językiem nauczania (do czego jednak najprawdopodobniej nie dojdzie w tym roku). Estońska scena polityczna jest podzielona w kwestii języka nauczania: Partia Reform, EKRE i Ojczyzna chciałby nauczania tylko w języku estońskim, od przedszkola, Partia Centrum i Partia Socjaldemokratyczna skłaniają ku obecnemu rozwiązaniu, a więc szkół dwujęzycznych (w przypadku szkół mniejszościowych). Tutaj  warto zaznaczyć, że znaczna część społeczności rosyjskojęzycznej nie sprzeciwia się zwiększeniu ilości estońskiego w szkołach, ale występują problemy praktyczne związane ze sposobem wprowadzania zmian, czy deficytu nauczycieli posługujących się językiem estońskim na poziomie umożliwiającym im nauczanie po estońsku. EKRE w swoim programie zaproponowała także wprowadzenie minimalnego limitu języka estońskiego na uniwersytetach, co ograniczyłoby dalszy rozwój programów anglojęzycznych na estońskich uczelniach.

Znaki zapytania

Ostatnie przedwyborcze sondaże nie wskazują jednoznacznie faworyta, opierając się na nich nie można także mieć pewności co do składu przyszłego Riigikogu. W badaniu Turu-uuringute AS z 25 lutego dla nadawcy państwowego Partia Centrum uzyskała 28% poparcia, Partia Reform 24%, EKRE 17%, Partia Socjaldemokratyczna 11%, Ojczyzna 10%, Eesti 200 5%, Zieloni 3%, Partia Wolnościowa 2% i Partia Bioróżnorodności 1%. W sondażu Kantar Emor z 22 lutego dla dziennika Postimees liderem jest Partia Reform z 25,7% poparcia, druga jest Partia Centrum z 24,7%, EKRE osiągnęło 21,3%, Partia Socjaldemokratyczna 10,1%, Ojczyzna 9,2%, Eesti 200 5,6%, Zieloni 2%, Wolnościowcy 0,9%, wyniku Partii Bioróżnorodności nie podano.

Dane te potwierdzają tradycyjnie silną pozycję Reformistów i Centrystów. Właściwie pewne jest, że jedna z tych partii wygra wybory i otrzyma misję tworzenia rządu. Jeśli patrzeć na wysoką konkurencję między ugrupowaniami prawicowymi i centroprawicowymi, można spodziewać się zwycięstwa Partii Centrum, która ma profil centro-lewicowy i stanowi podstawową preferencję większości wyborców rosyjskojęzycznych.

Sondaże od wielu miesięcy pokazują również, że największym zwycięzcą, jeśli porównywać rezultaty partii sprzed czterech lat z wynikami w nadchodzących wyborach, najprawdopodobniej okaże się Estońska Konserwatywna Partia Ludowa (EKRE). Według różnych sondaży poparcie dla EKRE waha się między 17% a nawet 21%. Prawicowi populiści od kilku miesięcy są drugim wyborem społeczności estońskojęzycznej, po Partii Reform, i co najmniej podwoją swój wynik sprzed czterech lat (8,1% i 7 deputowanych w 101-osobowym Riigikogu). Można się spodziewać, że bardzo dobre wyniki sondażowe EKRE raczej nie znajdą potwierdzenia w niedzielnych wyborach. Nacjonaliści mają mocny przekaz, ale już dużo słabsza jest ich lista wyborcza – poza ojcem i synem Martem i Martinem Helme, brakuje im rozpoznawalnych nazwisk, które byłyby lokomotywami wyborczymi w regionach. Wszystkie pozostałe ugrupowania odżegnują się od współpracy z nimi w ewentualnej koalicji rządowej. Poparcie dla nacjonalistycznej EKRE wyrosło na hasłach antyimigranckich, antymniejszościowych i antyunijnych, co stanowi poważną barierę dla zdolności koalicyjnej tego ugrupowania.

Przeczytaj także:  Martin Helme: związki partnerskie to dla lewicy i liberałów coś w rodzaju świeckiej religii

Wreszcie ostatnie pytanie, na które trudno szukać pewnej odpowiedzi w sondażach jest poparcie dla powstałej w ubiegłym roku partii Eesti 200. Ugrupowanie to można umieścić w centrum estońskiej sceny politycznej, powstanie ruchu w pierwszej połowie ubiegłego roku i następnie przekształcenie go w partię, swoim technokratycznym programem wzbudziło duże zainteresowanie. Eesti 200, w pierwszych sondażach, w których występowała jako ugrupowanie, miało nawet 10% poparcia. Te dobre dla nowej siły wyniki, zostały okrojone o połowę w wyniku skandalu związanego z billboardami rozwieszonymi przez partię na jednym z przystanków tramwajowych w Tallinnie. Eesti 200 chciało wywołać debatę nad kwestią integracji mniejszości, ale plakaty, które – segregując odbiorców hasłami po estońsku i rosyjsku „tutaj tylko Estończycy”, „tutaj tylko Rosjanie” – miały prowokować dyskusję, wywołały natomiast oburzenie w społeczeństwie, zostały instrumentalnie potraktowane przez konkurentów politycznych i wykorzystane rosyjską propagandę. To zdarzenie pozbawiło wrażenia świeżości i nowej jakości Eesti 200. Chociaż na listach Eesti 200 znajdują się mocne nazwiska – jak chociażby Margus Tsahkna, Priit Alamäe, Kristina Kallas – to partii może zabraknąć ułamków procenta, by znaleźć się w Riigikogu.

Niemal na pewno poza parlamentem znajdzie się Partia Wolnościowa, która w ostatnim Riigikogu miała kilku swoich przedstawicieli. Także Partia Zielonych, pomimo kilku tematów ekologicznych, m.in. realizacji Rail Baltiki, raczej nie mają co liczyć na powtórzenie wyniku z 2007 roku, kiedy uzyskała 7,1% głosów i 6 mandatów, tym bardziej, że o ten sam elektorat walczy nowa Partia Bioróżnorodności.

Koalicja wielkich czy koalicja wielu?

Powyższe rozważania i układanki, prowadzą do jeszcze jednego pytania bez odpowiedzi: kto będzie rządził Estonią po marcowych wyborach?

Jeśli przyjąć, że rzeczywiście zabraknie zaproszenia do przyszłej koalicji dla EKRE, to możliwe będą jedynie dwa scenariusze: albo powstanie koalicja wielu partii, albo kolacja wielkich, tj. Partii Centrum i Partii Reform. Żaden z tych wariantów nie jest przesądzony, a wiele zależy od stosunkowo niewielkich odchyleń od przewidywanych wyników partii z szansami na wejście do parlamentu.

Na utrzymanie obecnego składu rządu – PC, Ojczyzny i Socjaldemokratów – jako najbardziej pożądanego, w wywiadzie dla dziennika Maaleht na początku lutego, wskazywała minister gospodarki Kadri Simson (Partia Centrum). Wiele wskazuje jednak na to, przy założeniu, że do parlamentu wejdzie Eesti 200, że nawet przy całkiem optymistycznych prognozach dla Ojczyzny i Partii Socjaldemokratycznej, nie uda się powtórzyć trójpartyjnej koalicji pod przewodnictwem Partii Centrum – po prostu zabrakłoby im kilku mandatów do osiągnięcia większości. Rozpychająca się EKRE zabrała wiele poparcia Ojczyźnie, a nowa Eesti 200 po trochu uszczupla stan posiadania Reformistów, Ojczyzny i Socjaldemokratów.

Przy takim scenariuszu musiałaby powstać koalicja czterech partii. Ten scenariusz można sobie również wyobrazić w konfiguracji, gdzie miejsce Centrystów zajęliby Reformiści. To o tyle prawdopodobne, że nie wiadomo czy Ojczyzna chciałaby ponownie tworzyć rząd z ugrupowaniami lewicowymi, co było jednym z czynników, który doprowadził partię do rozmycia jej tożsamości politycznej i w rezultacie przesunął na krawędź progu wyborczego.

Poza EKRE (jeśli zapomnieć o Estońskim Związku Ludowym, m.in. z którego wywodzi się to ugrupowanie) i Eesti 200, wszystkie pozostałe partie w ciągu ostatnich dwóch dekad, w różnych konfiguracjach, współrządziły już krajem, co podpowiada, że różne porozumienia są możliwe. Także Partia Reform z Partią Centrum tworzyły koalicje, co miało miejsce w latach 2002-2003 i 2005-2007.

Teoretycznie, przy wysokim wyniku wszystkich trzech największych według sondaży partii, przy słabych wynikach Socjaldemokratów i Ojczyzny oraz wyniku Eesti 200 poniżej progu, Centryści i Reformiści mogą być skazani na współrządzenie. Co ciekawe, według sondażu przeprowadzonego przez Turu-uuringute AS na początku lutego, taka koalicja jest preferowana przez społeczeństwo.

Chociaż Kaja Kallas, przewodnicząca „wiewiórek” (PR), mówiła o kilku polach rozbieżności między Partią Reform i Partią Centrum, to obiektywnie ich stanowiska w większości spraw są podobne, w tym w kwestiach dotyczących bezpieczeństwa, polityki zagranicznej czy imigracji. Między partiami występują różnice w kwestii wysokości świadczeń socjalnych czy systemu podatkowego, ale to raczej ambicje osobiste liderów i partyjnych baronów byłyby trudniejszą przeszkodą w sformowaniu koalicji wielkich.

Według sondaży, w oczach Estończyków to Jüri Ratas, obecny premier i przewodniczący Partii Centrum, jest lepszym materiałem na premiera niż Kaja Kallas, była europarlamentarzystka, córka byłego premiera i komisarza europejskiego Siima Kallasa, przewodniczącą Partii Reform. O ile można oczekiwać, że Kaja Kallas byłaby otwarta na stworzenie wspólnego rządu z premierem Ratasem, o tyle trudno sobie wyobrazić, by najbardziej wpływowi członkowie w szeregach reformistów – jak Kristen Michal, Taavi Rõivas, Siim Kallas czy Jürgen Ligi – łatwo zaakceptowali taki obrót spraw i rolę młodszego partnera w rządzie.

Przeczytaj także:  Andreas Kaju: W rządzie Ratasa dobrze się pracuje, ale wdrażanie polityk nie wychodzi

Warto wspomnieć, że chociaż sama Kaja Kallas mówiła o EKRE, że stanowi „zagrożenie dla porządku konstytucyjnego”, to wspomniany wcześniej Kristen Michal jest jednym z członków Partii Reform, który dopuszcza możliwość rozważenia koalicji z EKRE widząc w tym możliwość wciągnięcia tego ugrupowania do politycznego mainstreamu, jak miało to miejsce w przypadku Partii Finów w Finlandii.

Przeczytaj także:  Andreas Kaju: Kaja Kallas pragmatycznie kieruje Partią Reform

Przed niedzielnym głosowaniem

Do oddania głosu w tegorocznych wyborach parlamentarnych w Estonii uprawnionych jest 958,6 tys. wyborców. 1099 kandydatów wystartuje z 10 list oraz 18 z nich jako niezależni. Kraj podzielony jest na 12 okręgów wyborczych.

Już tradycyjnie wielu Estończyków zdecydowało się na oddanie głosu we wcześniejszym głosowaniu – w centrach okręgowych i w lokalach wyborczych oraz przez Internet. Tegoroczne wcześniejsze głosowanie w okresie od 21 do 27 lutego przyniosło rekordowe wyniki – w ten sposób głosy oddało 39,3% elektoratu, czyli 346,4 tys. wyborców. Przez Internet – przy użyciu dowodu z warstwą elektroniczną lub m-dowodu – oddano 247,2 tys. głosów, czyli w ten sposób zagłosowało 28,1% elektoratu.

W niedzielę w godzinach 9:00-20:00 wyborcy będą mogli oddać „tradycyjne” głosy w lokalach wyborczych oraz w domu (przede wszystkim osoby z problemami zdrowotnymi).

Powyższe dane dotyczące wcześniejszego głosowania wskazują, że można spodziewać się rekordowej frekwencji. W 2015 roku frekwencja wyniosła 64,2%.

 

Przegląd Bałtycki będzie informować o wyniku wyborów i późniejszych negocjacjach koalicyjnych.

© Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.

Kazimierz Popławski
Kazimierz Popławski
Redaktor naczelny Przeglądu Bałtyckiego i prezes Fundacji Bałtyckiej. Absolwent Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego. Interesuje się Estonią, regionem Morza Bałtyckiego oraz Europą Środkową i Wschodnią. Prowadzi również portal estoński Eesti.pl.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here