W miniony weekend trzy kraje bałtyckie po raz czwarty w historii wybierały swoich eurodeputowanych. O ile frekwencja na Litwie, gdzie połączono głosowanie do Strasburga z drugą turą wyborów prezydenckich, była przyzwoita, to na Łotwie i w Estonii głosowała najwyżej jedna trzecia uprawnionych. Wilno i Tallinn zaufały w tych wyborach opozycji, podczas gdy w Rydze triumfy święciły trzy partie koalicyjne. Do Parlamentu Europejskiego wybrano nowe, ale także stare twarze. Choć obawiano się, że w tych wyborach mniejszościom narodowym może powinąć się noga, bałtyckich Polaków i Rosjan będzie w tej kadencji reprezentować czterech, a nawet pięciu posłów. Słodki smak sukcesu „Jedności”, gorycz u konserwatystów – Otwieramy szampana – mówili w sobotę wieczór, nie czekając na oficjalne wyniki, działacze centroprawicowej „Nowej Jedności”. To ugrupowanie, któremu jeszcze w 2016 r. wróżono polityczną śmierć, „odkuło się” po zeszłorocznych wyborach do Sejmu i objęciu w styczniu br. stanowiska premiera p...
Pozostało jeszcze 96% artykułu.
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!
Zyskaj dostęp do setek eksperckich artykułów poświęconych państwom regionu Morza Bałtyckiego.


