– Wybory prezydenckie na Łotwie to „obłudna farsa” i „show arogancji” – krzyknął z trybuny sejmowej poseł Socjaldemokratycznej Partii „Zgoda”, reprezentującej mniejszość rosyjską, Ivars Zariņš. Powołał się przy tym na Marka Twaina i jego wypowiedź, że „gdyby wybory mogły coś zmienić, zostałyby zakazane” (w rzeczywistości powiedziała to amerykańska feministka, anarchistka i pisarka Emma Goldman – przyp. red.). – De facto dziś nie ma wyborów. Prezydent został wybrany już dawno. A dziś próbuje się bezprawnie legitymizować tę transakcję koalicyjną dotyczącą jednego z najwyższych urzędników państwowych z naruszeniem konstytucji, z naruszeniem regulaminu Sejmu – narzekał z trybuny Zariņš. Frustrację rosyjskiej „Zgody” łatwo zrozumieć. Z tej racji, że wybory w tym roku były jawne, to ugrupowanie, które wciąż dla większości łotewskiej klasy politycznej jest „enfant terrible”, zaś po niemiecku „nicht salonfähig”, zostało de facto wykluczone z politycznego dealu. Cieszyli się dziś z tego posłowi...
Pozostało jeszcze 92% artykułu.
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!
Zyskaj dostęp do setek eksperckich artykułów poświęconych państwom regionu Morza Bałtyckiego.


