W upalne czerwcowe dni ściągnęło mnie coś do Kłajpedy. Nasze media lubią straszyć. A czym można straszyć w krajach bałtyckich? Tomaszewskim, Lembergsem, Savisaarem. Albo na przykład trójkątem Kłajpeda-Dyneburg-Narwa. To takie twierdze rosyjskości w krajach bałtyckich. Że niby coś złego, coś strasznego miałoby wyjść od tych miast... Nie do końca wiadomo co, ale coś wisi w powietrzu... Niby jesteśmy w NATO, a nuż jakiś zielony ludzik zza węgła zacznie strzelać? Nie, nie naśmiewam się. Te strachy gdzieś tam są uzasadnione, bo jeszcze w 1993 roku stacjonowały tu sowieckie wojska, w Parlamencie Europejskim działają radykałki Tatiana Żdanok i Jana Toom, zaś Rosjanie z Kremla lubią pohukiwać na kraje bałtyckie. Za krzywdy Rosjan – realne i urojone. Wielu z nich nie pogodziło się z tym, że Litwini, Łotysze czy Estończycy mają prawo tak kształtować swe losy, jak chcą. Ale to już jest problem Rosji, nie Kłajpedy. Przeczytaj także: Bałtycki front: gdzie imperium Putina spotyka się z Unią Eu...
Pozostało jeszcze 96% artykułu.
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!
Zyskaj dostęp do setek eksperckich artykułów poświęconych państwom regionu Morza Bałtyckiego.


