Jonas Noreika w sowieckim więzieniu.

Duchy przeszłości krążą nad Wilnem. Litwini spierają się o swoich bohaterów

-

Wnioski do prokuratury, oskarżenia o sprzyjanie Kremlowi, demonstracje, antysemickie wpisy, zamknięta (tymczasowo) synagoga – w minionych tygodniach w Wilnie nie brakowało emocji. Wywołały je decyzje stołecznych władz o likwidacji upamiętnień dwóch kontrowersyjnych bohaterów. Pierwsza fala oburzenia zdaje się już opadać. Czy na długo?

„Jakiekolwiek pomniki czy pozytywne publiczne upamiętnienia takiej osoby powinny być natychmiast usunięte. Nie da się zadośćuczynić popełnionym zbrodniom heroicznymi czynami dla narodu. (…) Zbrodnia to zbrodnia. Wymaga to jednak obniżenia temperatury dyskusji” – mówił mi litewski historyk pracujący w Stanach Zjednoczonych prof. Saulius Sužiedėlis, z którym przeprowadzałem wywiad dla czasopisma „Nowa Europa Wschodnia”.

Pytałem go wówczas, co zrobić, gdy okazuje się, że czczony dotąd bohater okazuje się być kolaborantem, że brał udział w zbrodniach na cywilach. Wygląda jednak na to, że nie wszyscy na Litwie podzielają jego pogląd, że zasługami dla narodu nie da się usprawiedliwić grzechów i przewin. A temperatura dyskusji – zamiast maleć – ostatnio wydaje się jedynie rosnąć. W tych warunkach każda decyzja i każda wypowiedź może być odbierana jako dolewanie oliwy do ognia.

Kontrowersyjni bohaterowie znikają z wileńskich ulic

Kazys Škirpa przestał być patronem alei u stóp Góry Zamkowej w Wilnie, a ze ściany położonej nieopodal Biblioteki Wróblewskich zniknęła tablica ku czci Jonasa Noreiki. To efekt decyzji podjętych pod koniec lipca przez władze miasta. Obaj patroni uważani są za litewskich bohaterów narodowych, ale cień na ich biografie rzucają oskarżenia o współudział w prześladowaniu Żydów w czasie niemieckiej okupacji.

O przemianowaniu alei Škirpy zdecydowała rada miejska 24 lipca. Wcześniej z odpowiednim wnioskiem wystąpił radny z ramienia Partii Wolności (do której należy również mer stolicy Remigijus Šimašius) Renaldas Vaisbrodas, do niedawna pełniący również funkcję dyrektora wykonawczego Litewskiej Gminy Żydowskiej (LŽB). W poprzedniej kadencji bezskuteczną walkę o zmianę nazwy ulicy toczył inny radny, pochodzący z Wielkiej Brytanii Mark Adam Harold. Wtedy, inaczej niż dziś, zabrakło woli politycznej.

Opinia publiczna nie zdążyła ochłonąć po głosowaniu w wileńskiej radzie, gdy parę dni później, w sobotę 27 lipca, we wczesnych godzinach porannych (złośliwi komentatorzy napiszą później, że „pod osłoną nocy”) pracownicy komunalnej spółki „Grinda” zdemontowali tablicę upamiętniającą Jonasa Noreikę, legendarnego „Generała Wichra” (lit. Generolas Vėtra). W tym przypadku mer Wilna nie zabiegał o poparcie radnych i decyzję podjął jednoosobowo.

Aleję Kazysa Škirpy i Bibliotekę Wróblewskich (gdzie mieści się dziś Biblioteka Litewskiej Akademii Nauk) dzieli niecałe trzysta metrów. Oba miejsca zlokalizowane są u podnóża Góry Zamkowej, nad brzegiem Wilii, a więc niedaleko najchętniej uczęszczanej przez turystów stołecznego Starego Miasta i alei Giedymina. Wspomniane upamiętnienia od dawna budziły wiele emocji i dyskusji, jednak nie ze względu na ich znaczenie turystyczne, tylko z powodu biografii patronów.

Oficer i dyplomata

Krótka i wąska aleja Škirpy łączy nadbrzeżną ulicę Arsenalo z Parkiem Bernardyńskim. Miejsce na upamiętnienie wybrano nieprzypadkowo. Kazys Škirpa (1895–1979), jako młody ochotnik, 1 stycznia 1919 roku zawiesił na Wieży Giedymina trójkolorową litewską flagę. Litwini chcieli w ten sposób podkreślić swoją obecność w zdominowanym przez Polaków i Żydów mieście, do którego rościli sobie prawa jako historycznej stolicy. Flaga nie przetrwała długo, bo już wkrótce Wilno wpadło w ręce bolszewików.

W niepodległej Litwie Škirpa zrobił karierę jako wojskowy i dyplomata, choć nie pomagały mu w niej niepokorne poglądy. Nie poparł zamachu stanu w grudniu 1926 roku, który wyniósł do władzy Antanasa Smetonę. Przeszedł do służby dyplomatycznej, był m.in. attaché wojskowym w Berlinie. W 1938 roku został posłem w Warszawie – pierwszym po nawiązaniu stosunków dyplomatycznych przez Polskę i Litwę. Uchodził jednak za nieprzychylnego Polsce germanofila i wkrótce zamienił się miejscami z posłem w Berlinie Jurgisem Šaulysem.

Przeczytaj także:  Wilno dla Białorusinów, a my – dla Rosjan

We wrześniu 1939 roku zachęcał litewskie władze, aby korzystając z sytuacji – ataku Niemiec na Polskę – dokonać zbrojnego zajęcia Wilna. Nie zdecydował się jednak na to prezydent Smetona. Rola Škirpy wzrosła po aneksji Litwy przez Związek Sowiecki w czerwcu 1940 roku. Były poseł, pozostając w Berlinie, stanął na czele konspiracyjnego Litewskiego Frontu Aktywistów (LAF), który prowadził dywersancką działalność także na terenie okupowanej Litwy. Działania LAF na Litwie były wspomagane przez służby specjalne III Rzeszy.

„Front budował podziemne struktury i przygotowywał się do wyzwolenia spod władzy ZSRS. Dzień po rozpoczęciu niemieckiej inwazji, 23 czerwca (1941 roku – przyp. aut.) LAF proklamował powstanie rządu tymczasowego i zapowiedział stopniowe odtwarzanie instytucji przedwojennej republiki. Organizowany przez Front opór przeciwko sowieckiemu reżimowi miał charakter powszechnego powstania narodowego” – tak opisywał tamte wydarzenia prof. Andres Kasekamp, autor wydanej w Polsce Historii państw bałtyckich.

Za pierwszego Sowieta

W Litewskim Froncie Aktywistów zbiegły się, choć nie bezpośrednio, drogi Škirpy i drugiego z kontrowersyjnych bohaterów, Jonasa Noreiki (1910–1947). Dużo młodszy od Škirpy w niepodległej Litwie również służył jako wojskowy. Ukończył Szkołę Wojenną w Kownie oraz studia prawnicze. Niedługo przed aneksją Litwy przez Związek Sowiecki dosłużył się stopnia kapitana. Pracował w sekretariacie sądu wojennego, był chwalony za działalność publicystyczną prowadzoną na łamach prasy wojskowej.

Błyskotliwie zapowiadającą się karierę przerwało nadejście Sowietów. Noreika został negatywnie zweryfikowany przez komisję wojskową i nie został przyjęty do nowo tworzonego ludowego wojska sowieckiej Litwy. Związał się z podziemnym LAF, przygotowywał się do wybuchu powstania na ziemiach Żmudzi. Udało mu się uniknąć losu wielu jego rodaków, którzy w czerwcu 1941 roku, niemal w przeddzień agresji Niemiec na ZSRS zostali deportowani w głąb Rosji. Ogółem wywieziono wówczas niemal 20 tys. osób.

Przeczytaj także:  Sowieckie deportacje w czerwcu 1941 roku

Sowieckie represje nie ograniczały się wyłącznie do wywózek. Niemal od początku okupanci nie liczyli się z żadnymi normami życia demokratycznego. Wybory do tzw. Sejmu Ludowego, który podjął uchwałę ws. włączenia w skład ZSRS zostały całkowicie sfałszowane. Znacjonalizowano banki, a bogatszych posiadaczy ziemskich wywłaszczono. Pracę rozpoczął aparat bezpieczeństwa, który uderzał przede wszystkim w przedstawicieli przedwojennych elit politycznych czy katolickich duchownych.

Represje nie ustały z chwilą niemieckiego ataku 22 czerwca 1941 roku. Tylko niewielka część więźniów politycznych została przez Sowietów wywieziona w trakcie ewakuacji. Większość – ok. 700 osób – zginęła w masowych egzekucjach przeprowadzonych przez funkcjonariuszy NKWD, najwięcej, bo ok. 230 zginęło w masakrze w kolonii karnej w Prawieniszkach. Ci, którzy przeżyli, zostali uwolnieni w pierwszych dniach powstania, a wieść o masakrach szybko się rozniosła.

Czarne karty

Jak piszą miejscowi historycy w wydanej kilka lat temu Historii Litwy „po wybuchu wojny niemiecko-radzieckiej Litwę zalała nienawiść do sowietów z powodu dokonanej aneksji kraju, polityki terroru, nacjonalizacji mienia prywatnego, deportacji i mordów. W związku z tym wielu Litwinów z przychylnością odniosło się do wkraczającego na Litwę Wehrmachtu, a niektórzy nawet witali niemieckich żołnierzy z kwiatami w rękach”.

W trakcie powstania czerwcowego doszło do licznych samosądów na prawdziwych i domniemanych sprawcach zbrodni sowieckich. Znalazły się też wśród nich osoby pochodzenia żydowskiego. Wraz ze zbliżającymi się oddziałami niemieckimi samosądy zaczęły przeradzać się w pogromy Żydów. I tu wciąż trwają spory między historykami, litewskimi i zagranicznymi, na ile czerwcowe mordy były efektem spontanicznego wybuchu nienawiści, a na ile inspirowane były przez Niemców.

„Po bezwzględnej okupacji sowieckiej zmianę tę powitało z radością wielu Litwinów, ale nie liczni litewscy Żydzi. Na Litwie w czerwcu 1941 roku mieszkało dwieście tysięcy Żydów (…)” – przypomina w Skrwawionych ziemiach prof. Timothy Snyder. „Niemcy wkroczyli do kraju z wyselekcjonowanymi nacjonalistami litewskimi u boku, napotykając tam lokalną ludność, która chętnie wierzyła – lub działała tak, jak gdyby wierzyła – że odpowiedzialność za sowieckie represje ponoszą Żydzi”.

Jaką rolę w tych niegodnych wydarzeniach odegrał LAF i jej przywódca? „Škirpa stał na stanowisku, iż nowo powstała organizacja winna z nazistowskimi Niemcami utrzymywać najściślejsze więzi. W dokumentach programowych i innych materiałach LAF nie brakowało retoryki nacjonalistycznej lub antysemityzmu (punkt 16. Programu LAF odmawiał Żydom prawa do osiedlania się na Litwie)” – przypominają autorzy Historii Litwy.

Wydarzenia czerwca 1941 roku były jednak tylko preludium. Apogeum zbrodni przeciwko Żydom nastąpiło jesienią tego samego roku. W międzyczasie Niemcy umocnili swą władzę, mając wsparcie w postaci tworzonej przez Litwinów cywilnej administracji i uzbrojonych formacji pomocniczych. Przy udziale tych ostatnich do końca roku wymordowano ok. 175 tysięcy Żydów. Większość z nich ginęła w masowych egzekucjach w pobliżu miejsc zamieszkania.

Białe opaski

Škirpa nie był bezpośrednim świadkiem tych tragicznych wydarzeń. Planu LAF, aby po wybuchu powstania antysowieckiego stanął on na czele proklamowanego wówczas rządu tymczasowego nie udało się zrealizować. Niemcy nie wyrazili zgody na opuszczenie przez Škirpę Berlina. Rząd litewski działał pod kierownictwem Juozasa Ambrazevičiusa, jednak Niemcy od początku dawali do zrozumienia, że nie zamierzają się liczyć z jego zdaniem.

Przeczytaj także:  Pamięć zachowuje wszystko. O książce Tomasa Venclovy i Ellen Hinsey „Magnetyczna Północ”

„Hitler nie miał jednak zamiaru tworzyć takiego państwa i potraktował Litwę jako jeszcze jeden Raum dla niemieckiej kolonizacji” – wspomina tamte wydarzenia wybitny litewski poeta Tomas Venclova (Magnetyczna Północ). „W sierpniu 1941 roku, kiedy Niemcy rozwiązali samozwańczy rząd litewski i jego oddziały baltaraiščiai (białe opaski – przyp. aut.), niektórzy z nich wstąpili do Einzatzgruppe – nazistowskiego szwadronu śmierci – ale inni nie wstąpili, a kilku członków rządu zostało nawet aresztowanych”.

Także Jonas Noreika nie uczestniczył osobiście w mordach na Żydach. A jednak na początku sierpnia objął stanowisko szefa lokalnej administracji w Szawlach. Jego poprzednik, przedwojenny działacz ruchu ludowego, Ignas Urbaitis zrezygnował z uwagi na „humanistyczne przekonania”. Ani Urbaitisa, ani innych litewskich działaczy, którzy odmawiali uczestnictwa w kolaboracyjnych strukturach nie spotykały w tamtym czasie żadne represje.

Noreika nie zamierzał jednak sprzeciwiać się, przynajmniej w tamtym momencie, woli Niemców. 22 sierpnia 1941 roku podpisał on rozkaz skierowany do burmistrzów miasteczek w okręgu szawelskim dotyczący osadzenia miejscowych Żydów w gettach i konfiskaty ich majątku. Po latach obrońcy Noreiki będą dowodzić, że w istocie przekazał on jedynie zarządzenia wydane wcześniej przez Hansa Geweckego, szefa lokalnych niemieckich struktur okupacyjnych.

Generał Wicher

Na początku okupacji niemieckiej w krajach bałtyckich doszło do sytuacji paradoksalnej. „Na Litwie, Łotwie i w Estonii angażujący się w kolaborację urzędnicy i policjanci częstokroć równolegle uczestniczyli w pracach na rzecz rodzącej się konspiracji niepodległościowej” – pisze prof. Rafał Wnuk, autor książki Leśni Bracia, poświęconej antysowieckiemu ruchowi oporu. Podziemie nie podejmowało działań wymierzonych w potencjał militarny III Rzeszy, w obawie, że osłabienie Niemiec oznaczać będzie powrót Sowietów.

Dotyczyło to także Noreiki, który pracę w administracji łączył z działalnością w niepodległościowym podziemiu. Nastroje antyniemieckie rosły wraz z rozczarowaniem z powodu postawy władz okupacyjnych, które nie były zainteresowane odbudową niepodległego państwa litewskiego. Gdy po porażce pod Stalingradem wiosną 1943 roku Niemcy podjęli próbę sformowania litewskich oddziałów Waffen-SS – spotkali się z bojkotem. Litwini chcieli walczyć z Sowietami, ale w szeregach własnego wojska.

Naziści odpowiedzieli represjami wymierzonymi w przedstawicieli litewskiej inteligencji. Wśród kilkudziesięciu aresztowanych i osadzonych w obozie koncentracyjnym Stutthof członków litewskich organizacji niepodległościowych znalazł się także Jonas Noreika. Tam doczekał nadejścia oddziałów sowieckich na początku 1945 roku. W międzyczasie nieco lepszy los spotkał Kazysa Škirpę. W odpowiedzi na skierowane do władz niemieckich memorandum w sprawie utworzenia litewskiego rządu został w czerwcu 1944 roku internowany.

Przeczytaj także:  Bohaterowie, złoczyńcy i racja stanu. Partyzanci i pamięć zbiorowa we współczesnej Litwie

Po wyzwoleniu z obozu dla Noreiki zaczęła się „wojna po wojnie”. Po krótkim pobycie w szeregach armii sowieckiej został zdemobilizowany. Podjął legalną pracę jako prawnik w Bibliotece Akademii Nauk. Choć nie dołączył do tysięcy litewskich partyzantów walczących w owym czasie z Sowietami, to nadal prowadził działalność konspiracyjną. Włączył się w tworzenie Litewskiej Rady Narodowej (LTT), której celem było scalenie podziemia antykomunistycznego. Właśnie wtedy przyjął pseudonim „Generał Wicher”.

16 marca 1946 roku, jak pisze prof. Rafał Wnuk, „nim rada zdołała rozwinąć szerszą działalność, wszyscy jej członkowie zostali aresztowani. Stało się tak, ponieważ do współpracy z LTT wciągnięto przedwojenną aktywistkę partii Tautininków (narodowców – przyp. aut.), poetkę Valeriję Valsiūnienė”, a ta była tajną współpracowniczką służb sowieckich. Po długim i brutalnym śledztwie Noreika został skazany na śmierć i stracony 26 lutego 1947 roku w Wilnie.

Škirpa na Litwę już nie wrócił. Parę lat spędził w Irlandii, a następnie w USA. Pracował w Bibliotece Kongresu, wykładał, pisał wspomnienia i działał w organizacjach litewskiej emigracji, w latach 50. kierował przez pewien czas Naczelnym Komitetem Wyzwolenia Litwy (VLIK). Zmarł w 1979 roku Waszyngtonie. Po odzyskaniu niepodległości przez Litwę jego szczątki zostały przeniesione na cmentarz w kowieńskich Pietraszunach.

Dochodzenie do prawdy

Po odzyskaniu przez Litwę niepodległości bojownicy o wolność – w okresie sowieckim spotwarzani jako nazistowscy kolaboranci i „burżuazyjni nacjonaliści” – doczekali się powszechnego uznania. Ale bezkrytyczna idealizacja oznacza, że niechętnie dopuszcza się do świadomości fakty mogące godzić w dobre imię bohaterów, dowodzące, że nawet jeśli faktycznie walczyli o niepodległość, to mieli również na sumieniu zbrodnie czy niegodziwości.

„Wielu autorów z trudem wyzwala się z tendencji do idealizowania bojowników o wolność” – pisali przed laty litewscy historycy Rimantas Miknys i Mindaugas Pocius. „Przykre fakty są ignorowane, upiększane lub umiarkowanie dozowane. Można to określić «zasadą wahadła», gdy z jednej skrajności – sowieckich oszczerstw, wpada się w drugą, wygłaszając równie jednostronne oceny”. W tej sytuacji dochodzenie do prawdy jest naznaczone ryzykiem oskarżenia o powtarzanie kłamstw sowieckiej propagandy. A nawet o zdradę.

W przypadku Škirpy i Noreiki niewygodne fakty nie wyszły na jaw przed chwilą. Zwracali na nie uwagę zagraniczni, ale i litewscy historycy, intelektualiści, publicyści, działacze społeczni. O wcześniejszych inicjatywach domagających się usunięcia tablicy ku czci Noreiki pisała w artykule przedrukowanym na łamach „Przeglądu Bałtyckiego” litewska historyczka Violeta Davoliūtė. W 2015 roku z listem otwartym w tej sprawie wystąpiła grupa intelektualistów, był wśród nich m.in. wspomniany Tomas Venclova czy nieżyjący już filozof Leonidas Donskis.

Przeczytaj także:  Między publicznym i prywatnym: Nowy etap pamięci Holokaustu na Litwie

Podpisał go również litewski poeta żydowskiego pochodzenia Sergejus Kanovičius. W kwietniu tego roku na swoim blogu na stronach anglojęzycznej gazety „The Times of Israel” Kanovičius pisał o „historycznych żebrakach” – pomordowanych litewskich Żydach, którzy z masowych grobów wołają o usunięcie tablicy Noreiki i alei Škirpy, a także upamiętnień innych rzekomych bohaterów, co do których nie ma wątpliwości, że uczestniczyli w zbrodniach.

Artykuł Violety Davoliūtė dobrze tłumaczy, na czym polega problem z upamiętnieniem Noreiki w kontekście litewskiej pamięci (lub niepamięci) o Holokauście. Przybliża też inny fenomen: oto do prawdy o ciemnych stronach życiorysów swoich bliskich dochodzą potomkowie zbrodniarzy i bohaterów w jednym. Tak jest też w przypadku Noreiki i jego mieszkającej w USA wnuczki Silvii Foti, która od pewnego czasu prowadzi w Internecie stronę dokumentującą udział „Generała Wichra” w Holokauście.

Najlepszy pomnik

Byłoby kłamstwem i nadużyciem powiedzieć, że Litwini wypierają się uczestnictwa swoich rodaków w zagładzie Żydów. „Jeśli chodzi o społeczeństwo, opór przed uznaniem Holokaustu jest jeszcze żywy tylko wśród marginalnych grup i mniej wykształconych Litwinów. Zmiany w tym kontekście nastąpiły też wśród litewskich władz oraz instytucji naukowych i oświatowych” – mówił w 2018 roku we wspomnianym już wywiadzie prof. Saulius Sužiedėlis.

Przebieg Holokaustu na Litwie od wielu lat badany jest przez miejscowych i zagranicznych historyków, którym nie można odmówić rzetelności. W 1998 roku z inicjatywy prezydenta Valdasa Adamkusa powołana została Międzynarodowa Komisja ds. Oceny Zbrodni Nazistowskiego i Sowieckiego Reżimu Okupacyjnego na Litwie, na czele której stanął poseł prawicowego Związku Ojczyzny i działacz społeczności żydowskiej Emanuelis Zingeris. Dzięki jej pracom poczyniono znaczne postępy w upowszechnieniu wiedzy o Holokauście.

Wiele też już napisano o skutkach wydania na początku 2016 roku książki Nasi, napisanej przez skandalizującą pisarkę Rūtę Vanagaitė. Jej publikacja, choć nie wolna od błędów, otworzyła oczy na skalę litewskiej kolaboracji tym, którzy nie znali wcześniejszych prac historyków. Autorka skompromitowała się jednak późniejszymi bezpodstawnymi oskarżeniami rzuconymi pod adresem jednego z bohaterów antysowieckiego podziemia – Adolfasa Ramanauskasa „Vanagasa”.

Przeczytaj także:  Marsz Pamięci w Malatach

Coś jednak w Litwinach pękło, zainteresowanie tematyką żydowską w pewnych kręgach stało się wręcz modne. Przed trzema laty kilka tysięcy Litwinów pozytywnie odpowiedziało na apel pisarza Mariusa Ivaškevičiusa i wzięło udział w marszu pamięci w 75. rocznicę zagłady Żydów w miasteczku Malaty. „Jeśli udaje się zebrać dostatecznie dużo ludzi gotowych publicznie wyrazić wstyd (…) oraz szacunek wobec ofiar, to jest to najlepszy pomnik, jaki możemy postawić” – mówił mi Saulius Sužiedėlis.

Prawda nas wyzwala?

„Antysemityzm Litewskiego Frontu Aktywistów, kierowanego przez Kazysa Škirpę, wyniesiony na poziom polityczny, stanowi bolesną prawdę, którą trzeba uznać i zrozumieć” – tak Renaldas Vaisbrodas uzasadniał we wpisie na Facebooku swój wniosek o zmianę nazwy alei Škirpy. „Wierzę, że nazwy ulic nie powinny być przedmiotem publicznych kontrowersji. A dyskusji o Holokauście na Litwie nie trzeba się bać. Prawda nas wyzwala, otwiera możliwości dialogu opartego na szacunku i budowy jasnej przyszłości” – podkreślał.

Czy spodziewał się takiego ciągu dalszego, jaki nastąpił? Decyzją wileńskiej rady miejskiej aleja otrzymała nową nazwę – aleja Trójkolorowa, na cześć litewskiej flagi, tej samej, którą sto lat wcześniej Škirpa zawiesił na Wieży Giedymina. „Trójkolor łączy” – wyrażał swoje nadzieje Vaisbrodas. Okazało się jednak, że w kolejnych tygodniach jedności zabrakło. Litwini podzielili się na zwolenników i przeciwników działań wileńskich władz. Wielu było także takich, którzy woleli zdystansować się od obu spierających się frakcji.

Prawdziwa burza wybuchła w sobotni poranek, 27 lipca, gdy okazało się, że na ścianie Biblioteki Wróblewskich nie ma już tablicy ku czci Noreiki. Krytycy decyzji Šimašiusa postawili go w jednym szeregu z adwokatem-skandalistą Stanislovasem Tomasem, który na początku kwietnia rozbił tablicę, a cały ów „happening” został sfilmowany i umieszczony w mediach społecznościowych. Wówczas tablica została wyremontowana i zawieszona ponownie na swoim miejscu.

Ostro zareagowali politycy litewskiej prawicy, głównie konserwatywnego Związku Ojczyzny, co ciekawe, współtworzącego z partią Šimašiusa koalicję w wileńskiej radzie miejskiej. Dwóch jej posłów, Laurynas Kasčiūnas i Audronius Ažubalis zwróciło się do prokuratury generalnej z wnioskiem o zbadanie, czy działania mera nie stanowiły złamania prawa. W oświadczeniu wydanym na początku sierpnia partia nazywa usunięcie tablicy „prowokacją” i domaga się jej przywrócenia.

Przeczytaj także:  Historia z Szawli, którą przemilczano

Prawicowy publicysta Vidmantas Valiušaitis zarzucił Šimašiusowi nieznajomość historii. W ostatnich tygodniach kilkakrotnie zabierał głos, powołując się m.in. na wspomnienia byłego szefa niemieckiej administracji w Szawlach Hansa Geweckego nagrane w latach 80. przez reżysera głośnego filmu dokumentalnego „Shoah” Claude’a Lanzmanna. Valiušaitis odnotowuje, że Gewecke ani razu nie wspomina nazwiska Noreiki, co ma stanowić potwierdzenie, że ten nie odegrał samodzielnej roli w prześladowaniu Żydów.

Na rękę Rosji

Sprawa wzbudziła zainteresowanie zagranicznych mediów. Obszerny artykuł o kontrowersjach związanych z usunięciem tablicy zmieścił portal Politico, przedrukowany później w języku polskim w portalu Onet.pl (Litwa rozlicza się z wojenną przeszłością, 17 sierpnia). Opowiada on m.in. o doświadczeniach wspomnianej Silvii Foti, a także o staraniach Granta Gochina, amerykańskiego Żyda, którego krewni zginęli w czasie wojny w okolicach Szawli.

Gochin zaskarżył do sądu w Wilnie opinię wydaną przez Centrum Badania Ludobójstwa i Ruchu Oporu Mieszkańców Litwy (LGGRTC), zdejmującą z Noreiki odpowiedzialność za udział w prześladowaniu Żydów i przerzucającą ją na niemieckich okupantów. „Ośrodek nie zaprzecza, że Noreika podpisał rozkaz utworzenia getta w Szawlach, ale twierdzi, że tak naprawdę to nie była jego decyzja. «Działał z polecenia niemieckiej administracji», napisano” – cytuje opinię LGGRTC autorka artykułu Jillian Deutsch.

Gochin opiera się m.in. na ustaleniach członków wspomnianej wcześniej Międzynarodowej Komisji historyków. Kilka miesięcy temu, 10 kwietnia, wydali oni oświadczenie, w którym ostro skrytykowali próby usprawiedliwiania Noreiki przez LGGRTC. Sygnatariusze oświadczenia jednoznacznie stwierdzają, że działania „Wichra” w czasie wojny dyskwalifikują go jako godnego jakichkolwiek zaszczytów. Wśród podpisanych znaleźli się m.in. Emanuelis Zingeris i Saulius Sužiedėlis, a także Christoph Dieckmann, Šarūnas Liekis czy Antony Polonsky.

Konstantin Eggert, autor innego artykułu (Holocaust haunts Lithuania as names are erased from capital’s map, 14 sierpnia) opublikowanego przez Deutsche Welle cytuje natomiast opinię litewskiego komentatora Ramūnasa Bogdanasa: „Nie można oceniać postaci historycznych wyłącznie z dzisiejszego punktu widzenia” – mówi Bogdanas. „Noreika zrobił coś złego, gdy pomógł przesiedlić szawelskich Żydów do getta. Zostali ograbieni i w istocie uwięzieni. Ale ani on, ani nikt inny nie wiedział, że to był początek Holokaustu”.

Jednak najbardziej zagorzali obrońcy dobrego imienia Noreiki idą w swojej krytyce o krok, a nawet kilka kroków dalej. Przypominają oni, że zarzut kolaboracji z nazistami jest do dziś – podobnie jak w czasach sowieckich – wysuwany wobec litewskich działaczy niepodległościowych przez Kreml. Oskarżenia pod adresem Šimašiusa, że jest „pożytecznym idiotą”, a nawet „agentem” Putina nie należą w tych kręgach do rzadkości.

To tylko margines?

7 sierpnia pod pomnikiem króla Litwy Mendoga (niemal w połowie drogi między Biblioteką Wróblewski a aleją Škirpy) został zorganizowany mityng w obronie litewskich bohaterów. Wśród demonstrujących dominowali przedstawiciele środowisk patriotycznych, organizacji kombatanckich, deportowanych i więźniów politycznych, sympatycy organizacji prawicowych i nacjonalistycznych. Nie zabrakło niedawnego kandydata w wyborach prezydenckich, nacjonalizującego filozofa Arvydasa Juozaitisa.

Jednym z organizatorów akcji był lider Związku Nacjonalistów i Republikanów (LTRS) Sakalas Gorodeckis. Jego ojciec, Stasys, wspólnie z Noreiką zakładał w 1946 roku Litewską Radę Narodową i tak samo jak Noreika został aresztowany. W jego przypadku skończyło się wieloletnim zesłaniem. Dziś jego syn jest premierem popularnej wśród zachodnich turystów samozwańczej Republiki Zarzecza. Odwiedzający ją raczej nie zdają sobie sprawy nacjonalistycznych sympatii jej premiera.

Chociaż oficjalnie LTRS stroni od retoryki otwarcie antysemickiej, a sam Gorodeckis powołuje się publicznie na znajomości z litewskimi Żydami, to poruszenie wywołał opublikowany przez niego w przeddzień demonstracji wpis na Facebooku. Zamieścił on przeróbkę socrealistycznego obrazu malarza Fiodora Reszetnikowa „O pokój”, sugerującą że przeciwnikami obrońców Noreiki są środowiska żydowskie i LGBT (w tle obrazu widać flagi z gwiazdą Dawida i tęczową). Na kolejnym obrazku Šimašius maszeruje ręka w rękę z Putinem pod flagą Rosji.

W czasie demonstracji uwagę obserwatorów zwrócił transparent z pytaniem „Czy to jeszcze Litwa, czy już Jerozolima Północy?” Innych o podobnej treści nie było. Konstantin Eggert wspomina jednak w swoim artykule o antysemickich ulotkach i graffiti, które pojawiły się ostatnio w Wilnie, szybko usuniętych przez służby miejskie. „Ci, którzy to zrobili, należą do marginalnych organizacji skrajnie prawicowych, których nie należy się obawiać” – uspokaja doradca mera Wilna Aleksandras Zubriakovas, cytowany w artykule Konstantina Eggerta.

Przeczytaj także:  Gmina żydowska w Szawlach: aktywność mimo konfliktu

Z obawami nie kryła się jednak przewodnicząca Litewskiej Gminy Żydowskiej Faina Kukliansky, która zdecydowała o zamknięciu wileńskiej synagogi oraz centrum informacyjnego po tym, gdy rzekomo zaczęła otrzymywać listy z pogróżkami. Niektóre lokalne gminy żydowskie, choć popierają działania Šimašiusa, to odcinają się od emocjonalnych działań Kukliansky, uważając że mogą pogłębić podziały między Litwinami i Żydami. Po zapewnieniach ze strony władz, że antysemickie wybryki nie będą tolerowane, synagoga została ponownie otwarta.

Ostudzić emocje

Kilka dni po wybuchu emocji wokół zmiany nazwy alei Škirpy i zdjęcia tablicy Noreiki głos w sprawie zabrał także prezydent Litwy. Gitanas Nausėda, który jeszcze przed zwycięstwem w tegorocznych wyborach kreował swój publiczny wizerunek jako zwolennika kompromisu i dialogu, także tym razem zaapelował o wygaszenie emocji i spokojne dochodzenie do wspólnych wniosków.

W wydanym przez prezydencką kancelarię oświadczeniu znalazło się zaproszenie skierowane do różnych instytucji i środowisk eksperckich do udziału w publicznej debacie. Jej celem miałoby być sformułowanie zasad narodowej polityki pamięci. Te zasady z kolei miałyby stanowić wytyczne dla urzędników podejmujących decyzje dotyczące upamiętnień wydarzeń historycznych.

„Dopóki takie zasady nie zostaną wypracowane, apeluję o wprowadzenie moratorium na usuwanie upamiętnień historycznych. W międzyczasie więcej uwagi należy poświęcić przedstawieniu kontekstu historycznego – tak, żeby ludzie mogli sami sformułować obiektywny pogląd, biorąc pod uwagę różne punkty widzenia, a nie żeby politycy decydowali, kogo upamiętniać, a kogo usuwać” – ogłosił Nausėda.

Prezydencka propozycja moratorium raczej trafi w próżnię. Ci, którzy najostrzej krytykowali wileńskie władze, oburzają się jednocześnie, że w Wilnie nadal stoi pomnik lewicowego poety Petrasa Cvirki, który w 1940 roku jako członek delegacji litewskich twórców do Moskwy prosił Stalina o przyłączenie Litwy do Związku Sowieckiego. Nie uspokoiło ich też niedawne usunięcie tablicy ku czci poetki Valsiūnienė – tej samej, która wydała Noreikę w ręce Sowietów.

Najczarniejsza plama w historii

Środowisko historyków jest też raczej sceptyczne, że cokolwiek rozwiąże kolejna komisja. „Oczekiwanie, że te sprawy rozstrzygną historycy, jest naiwne, tak jakby historycy byli jednorodną, dobrze zgraną maszyną, takim wszechmocnym komputerem, który potrafi obliczyć przeszłość i wydobyć bezdyskusyjną prawdę” – napisał kilka dni temu przywoływany wcześniej pisarz Marius Ivaškevičius, który jako jeden z pierwszych przyklasnął działaniom mera Wilna.

Zdaniem literata „ocena tego, co zostanie wydobyte na światło dzienne, jest już zadaniem dla nas wszystkich”. Jak pisze Ivaškevičius w osobach Škirpy i „Wichra” „mieszczą się i ofiarność, i nikczemność, bohaterstwo i kolaboracja, wielka miłość do Litwy i czarna nienawiść do jej obywateli innej narodowości, która przyczyniła się potem do ich wyniszczenia”. W tym przypadku chodzi jednak nie tyle o osąd tych dwóch postaci, co o ocenę Holokaustu na Litwie, który pisarz nazywa „najczarniejszą plamą w litewskiej historii”.

W podobne tony uderzył osobiście Remigijus Šimašius, który zabrał ponownie głos po dłuższym milczeniu w związku z wyjazdem na urlop. „Jesteśmy miastem, które w czasie wojny ucierpiało szczególnie mocno. Jedna czwarta mieszkańców została zamordowana przez totalitarny reżim, którego częścią – nie ważne, czy świadomie czy nie, choćby i przez chwilę – był także Jonas Noreika” – pisze mer w wydanym 20 sierpnia oświadczeniu. „Takie są fakty”.

Šimašius nie zaprzecza – Noreika oddał życie w walce o wolną Litwę. Ale wcześniej przyłożył rękę do zagłady niewinnych ludzi. W Wilnie nie może być zatem miejsca na jego upamiętnienie: „Kto chce, może dalej, prywatnie, heroizować Jonasa Noreikę, może ignorować jego podpisy, ale Wilno w swoim imieniu tego nie zrobi i swojej przestrzeni na to nie odda”. Pamięć należy się tej jednej czwartej mieszkańców miasta, którzy nie mogą już zabrać głosu, bo zostali wymordowani jedynie z powodu swojej narodowości.

„Przestańmy się na siebie złościć, poniżać się nawzajem. Przestańmy obrzucać się zbiorową odpowiedzialnością, bo za czyny – i heroiczne, i zgubne – zawsze odpowiadają jedynie konkretni ludzie” – apeluje mer i dodaje: „Zachęcam do tego, by nigdy nie zapominać, że Litwa zawsze walczyła «o waszą i naszą wolność!»” Tyle Remigijus Šimašius. Jego wpis zdążył się już spotkać z pozytywnymi reakcjami. Ale nie brak głosów krytycznych. Co pokazuje, że emocje wokół kontrowersyjnych litewskich bohaterów szybko nie opadną.

 

Publikacje przywołane w tekście:

  • Bumblauskas A., Eidintas A., Kulakauskas A., Tamošaitis M., Historia Litwy, Wilno 2013
  • Deutsch, J., Litwa rozlicza się z wojenną przeszłością – okazuje się, że wielu jej bohaterów kolaborowało z nazistami, Onet.pl, 17 sierpnia 2019 (dostęp: 21 sierpnia 2019)
  • Eggert, K., Holocaust haunts Lithuania as names are erased from capital’s map, Deutsche Welle, 14 sierpnia 2019 (dostęp: 21 sierpnia 2019)
  • Hinsey E., Venclova T., Magnetyczna Północ, Warszawa 2017
  • Kanovich (Kanovičius), S., On Historical Begging, „The Times of Israel”, 14 kwietnia 2019 (dostęp: 21 sierpnia 2019)
  • Kasekamp A., Historia państw bałtyckich, Warszawa 2013
  • Miknys R., Pocius M., Litewskie podziemie niepodległościowe po 1944 roku – przegląd badań z lat 1991–2002 w: Podziemie niepodległościowe w województwie białostockim w latach 1944–1956, Danilecki T. (red.), Warszawa 2004
  • Snyder T., Skrwawione ziemie. Europa między Hitlerem a Stalinem, Warszawa 2011
  • Wilczewski D., Zbrodnia to zbrodnia [Rozmowa z Sauliusem Sužiedėlisem], „Nowa Europa Wschodnia”, nr 2/2018
  • Wnuk R., Leśni Bracia. Podziemie antykomunistyczne na Litwie, Łotwie i w Estonii 1944–1956, Warszawa 2018
Dominik Wilczewski
Dominik Wilczewski
Absolwent Instytutu Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego, doktorant na Wydziale Historyczno-Socjologicznym Uniwersytetu w Białymstoku, starszy analityk w Instytucie Europy Środkowej w Lublinie, interesuje się krajami bałtyckimi, stosunkami polsko-litewskimi i polsko-białoruskimi, był współautorem "Programu Bałtyckiego" w Radiu Wnet, publikował m.in. w "Nowej Europie Wschodniej", "New Eastern Europe" i "Tygodniku Powszechnym".

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here