Od aneksji Krymu z ust analityków nie schodzi pytanie czy „Narwa jest następna?”. Międzynarodowe media zjeżdżają do Narwy, by pytać czy „małe zielone ludziki” mogą się tutaj niespodziewanie pojawić. Graniczne miasto położone w odległości 150 kilometrów od Petersburga, które w ogromnej większości zamieszkują rosyjskojęzyczni, jest symbolem ważniejszego pytania o kraje bałtyckie i przyszłość NATO. Chór prominentnych analityków i osób publicznych, włączając w to byłego sekretarza generalnego NATO – Andersa Fogha Rasmussena, ostrzega przed „wysokim prawdopodobieństwem” przyszłych rosyjskich działań przeciwko krajom bałtyckim.
Przeczytaj także: Bałtycki front: gdzie imperium Putina spotyka się z Unią Europejską
Prawdą jest, że liczba dowodów wzrostu aktywności militarnej w regionie Morza Bałtyckiego jako następstwa kryzysu ukraińskiego jest ogromna. Samoloty rosyjskich sił powietrznych latają z wyłączonymi transponderami, tworząc niebezpieczeństwo dla ruchu lotniczego. Rosyjskie okręt...
Pozostało jeszcze 90% artykułu.
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!
Zyskaj dostęp do setek eksperckich artykułów poświęconych państwom regionu Morza Bałtyckiego.


