Sto dni nowego prezydenta Litwy

-

Prezydent Gitanas Nausėda podczas konferencji prasowej podsumowującej 100 dni urzędowania sam musiał spytać o własne błędy, bo nikt z dziennikarzy tego nie zrobił. Zapytał więc i sam sobie odpowiedział: w zasadzie nie popełnił żadnych. Z pewnością można więc powiedzieć, że ma na koncie jeden sukces: dobry PR. Dziennikarze nie zadają trudnych pytań, eksperci i komentatorzy się nie czepiają, politycy nie krytykują.

Podczas konferencji prasowej, która odbyła się 15 października, prezydent wrócił do głównego motywu swojej kampanii wyborczej: budowania państwa dobrobytu dla wszystkich. Przekonywał do solidarności społecznej i argumentował za koniecznością podwyższenia podatków najlepiej sytuowanym obywatelom. Widać było, że w tematach ekonomicznych prezydent czuje się w swoim żywiole, a na inne odpowiada tak, że nie da się go przyłapać na wpadce.

Przeczytaj także:  Gitanas Nausėda: gdy mowa o dwujęzyczności, jestem bardzo ostrożny

Prezydent deklarował podczas kampanii, że będzie walczył z ubóstwem i wykluczeniem społecznym poprzez wspieranie regionów. Kilka dni przed tą konferencją odbyła się w Wilnie zapowiadana wtedy konferencja regionów. Nausėda spotkał się z przedstawicielami ministerstw i samorządowcami. Często mówi o regionach, ale o samorządach – już znacznie mniej… Teraz prezydent mówił głównie o wsparciu finansowym, ale kto i na co miałby je dostać – nie wspomniał. Wydaje się, że najprostsza ścieżka prowadzi poprzez dosypanie regionom pieniędzy, które będą rozdawane i zarządzane z Wilna…

Przeczytaj także:  O Litwę jednej prędkości. Gitanas Nausėda prezydentem Litwy

Postulat wsparcia regionów może interesować tych polskich obserwatorów, którzy uważają sytuację Polaków na Litwie za kluczową dla stosunków polsko-litewskich. Wydaje się bowiem, że hasło to jest adresowane do regionu o szczególnym natężeniu problemów społeczno-ekonomicznych – Wileńszczyzny. Tymczasem jednak wygląda na to, że wrażliwości regionalnej Nausėda sam się musi dopracować. Organizowanie forum regionalnego w stolicy trąci bowiem paradoksem. Obserwatorzy wytykają za to głowie państwa niebezpieczne zapędy centralizacyjne, ujawnione przy okazji usunięcia latem, na polecenie mera Wilna, tablicy upamiętniającej jednego z dowódców litewskiej partyzantki. Sprawa była kontrowersyjna, jak zawsze gdy chodzi o pamięć o bohaterach oporu antysowieckiego, uwikłanych w zagładę Żydów. Jako trwałe rozwiązanie prezydent zaproponował wtedy przeniesienie decyzji dotyczących upamiętniania z poziomu lokalnego na ogólnonarodowy. Pod naporem merytorycznym (głównie ze strony zawodowych historyków) prezydent z pomysłu zrezygnował, ale jego wypowiedzi dotyczące wzmacniania regionów straciły chyba na wiarygodności…

Przeczytaj także:  Duchy przeszłości krążą nad Wilnem. Litwini spierają się o swoich bohaterów

Przeczytaj także:  Między Liudasem Girą i Generałem Wichrem – o akcji usuwania upamiętnień i bezdrożach litewskiej polityki historycznej

Przeczytaj także:  Pomniki, ulice, tablice

Tymczasem najwięcej dyskusji wywołuje projekt państwa dobrobytu, od kampanii wyborczej proponowany przez Nausėdę. Jego krytycy, jak się można było spodziewać, od razu podnoszą liczne argumenty ekonomiczne, by zrobić z prezydenta Janosika, co to zabierałby bogatym i rozdawał biednym. Zadziwiające, że obserwatorzy nie wytknęli tu pomijania jakiegokolwiek społecznego wymiaru ubóstwa, np. alkoholizmu. W zeszłym roku to Litwini wypili najwięcej w Europie czystego alkoholu na głowę (więcej niż Rosjanie) i przodują w liczbie samobóstw, więc czysto ekonomiczne potraktowanie kwestii ubóstwa przez prezydenta rzeczywiście zdradza skłonności „janosikowe”…

… czyli populizm, a co najmniej – „piaryzm”. Rimvydas Valatka, niezależny dziennikarz i obserwator życia politycznego, ironizując zgodził się, że prezydent błędów nie popełnił: „Jak miał je popełnić, skoro nic nie robił?” – pyta. Już na serio zarzucał prezydentowi brak aktywności w bieżącej sytuacji patowej (gdy przewodniczący sejmu nie ma ani poparcia koalicji, ani opozycji, a żadna strona nie ma mocnego kandydata na jego miejsce). Obserwator bliższy środowisku konserwatywnemu – Bernardas Gailius mówi właściwie to samo, co liberalny Valatka: „Podzielam opinię tych politologów, którzy twierdzą, że dotychczasowa aktywność prezydenta skupiała się głównie na dbaniu o własny wizerunek”.

Dokładnie w dniu, kiedy przypadało sto dni prezydenta (22 października) on sam będzie w Japonii na inauguracji nowego cesarza. Realizacji jakich litewskich interesów służyć ma ten wyjazd – nie bardzo wiadomo. Zgodnie z informacją na stronie prezydenckiej nie jest nawet zaplanowanie spotkanie z potencjalnymi inwestorami, choć dyplomację ekonomiczną Nausėda uznaje za ważną część swoich zadań. Cytowany już Rimvydas Valatka widzi w nim – jak na razie – prezydenta ceremonialnego, który ulega czarowi czerwonych dywanów.

Za to politycy zasadniczo doceniają aktywność zagraniczną prezydenta. Jak dotychczas jako głowa państwa „odrobił lekcje” i odwiedził wszystkich sąsiadów i partnerów, których należało i dało się odwiedzić. Był w Polsce, na Łotwie, w Estonii, w Niemczech, w USA, w Brukseli. W listopadzie, na jego zaproszenie, na Litwę przyjedzie prezydent Zełenski. Konserwatyści (Związek Ojczyźniany – Litewska Chadecja) ustami Laurynasa Kaščiūnasa krytykowali jednak prezydenckie deklaracje gotowości do dialogu z Białorusią Łukaszenki przy pomocy dwóch argumentów: „to już było” i „Białoruś jest zależna od Rosji”. Obecnie deklarowanym przez prezydenta celem polityki zagranicznej Litwy jest, by kraje UE nie kupowały energii elektrycznej pochodzącej z elektrowni atomowej w Ostrowcu (skoro już nie dało się przeciwdziałać jej powstaniu).

Jeżeli obserwatorzy mają rację, przypisując Nausėdzie dążenie do zachowania własnego dobrego wizerunku w pierwszym rzędzie, to sprawy zagraniczne są dla niego stosunkowo bezpiecznym terenem. Zwykle interesują one obywateli mniej niż podatki czy ceny paliwa. Wyjątkiem są na Litwie… stosunki z Polską. To do Warszawy przyjechał Nausėda z pierwszą wizytą, wrócił bardzo zadowolony i zebrał pochwały w domu. W Warszawie rozmawiało się wtedy o kablach i stosunkach z Białorusią, wrócił motyw „strategicznego partnerstwa”, prezydent spotkał się z „legendarnym politykiem” (jak się wyraził) Jarosławem Kaczyńskim. Jednak problemy w stosunkach polsko-litewskich, jeśli się pojawiały, to z powodu gramatyki i historii, a nie – gospodarki czy stosunków z państwami trzecimi.

Każdy na swój sposób wstaje z kolan. Litwini (przynajmniej spora ich część) – odrzucając polskie znaki diakrytyczne i jakiekolwiek problematyzowanie historii Wilna. Tak się składa, że to przede wszystkim ci Litwini zagłosowali na Nausėdę, którego niektórzy litewscy obserwatorzy (np. cytowany już Valatka) uważają za „nacjonalistę” i „populistę”. Jakakolwiek deklaracja zrozumienia dla polskich postulatów w tym względzie natychmiast grozi prezydentowi szkodami wizerunkowymi. Zatem tak długo, jak polscy partnerzy nie przywołają problematycznych kwestii, stosunki litewsko-polskie będą dla Nausėdy bezpiecznym gruntem. To jednak zależy głównie od wspomnianego „legendarnego polityka”, a w Wilnie to wiadomo.

Jedyne trudne pytanie podczas „studniowej” konferencji prasowej dotyczyło właśnie tegoż polskiego polityka: czy zdaniem prezydenta to w porządku, że na cztery dni przed wyborami w Polsce premier Saulius Skvernelis proponuje uhonorowanie Jarosława Kaczyńskiego jednym z najwyższych litewskich odznaczeń państwowych (nadaje je prezydent). Nausėda odpowiedział, że propozycje tego rodzaju ocenia odpowiednia komisja i on sam zamierza się kierować jej rekomendacjami. Pytany o ważne sprawy w stosunkach z sąsiadami jakby mówił: „Na polityce się nie znam, ja tylko ordery przypinam…”. Ale to nie tak: wyniki wyborów w Polsce już wtedy były znane i Nausėda po prostu udzielił, jeszcze jednej podczas tamtej konferencji, poprawnej odpowiedzi.

Artykuł powstał i pierwotnie ukazał się w ramach projektu realizowanego w Ośrodku Myśli Politycznej w Krakowie. Dziękujemy Ośrodkowi za możliwość przedruku artykułu na łamach Przeglądu Bałtyckiego.

Katarzyna Korzeniewska
Katarzyna Korzeniewska
Doktor nauk humanistycznych, historyk, socjolog i tłumacz, niezależny ekspert w sprawach litewskich.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here