Browar za lasem. Polessk-Labiawa

-

Zalew Kuroński to jedna z najatrakcyjniejszych części zarówno obwodu kaliningradzkiego (południe zbiornika), jak i Litwy (północ). Od Bałtyku oddziela go Mierzeja Kurońska, z roku na rok coraz lepiej wykorzystana pod względem turystycznym, powoli nadrabiając zaległości względem pobliskich Nidy i Juodkrantė.

Zalew Kuroński. Zdj. Miłosz Jeromin Cordes.

Pozostałe brzegi Zalewu to jednak obszar przez wieki zdominowany przez niszczycielską siłę wody, która ustąpiła postępowi technologicznemu dopiero w XIX wieku. Ostatnia wojna okrutnie doświadczyła te tereny, rozwijające się pomyślnie aż do niszczycielskich działań zbrojnych w 1944 i 1945 roku. Czasy sowieckie i rozpad imperium dokończyły dzieło gwałtownego zubożenia obszaru, którego największym ośrodkiem miejskim jest Polessk – niegdysiejsza Labiawa (niem. Labiau).

Piękne miejsce

Historia miasta zaczęła się już pod koniec lat 50. XIII wieku, gdy Krzyżacy podbili Półwysep Sambijski. Istniał już wówczas Królewiec, którego położenie u ujścia Pregoły do Zalewu Wiślanego miało ważne znaczenie dla zakonników. Aby zabezpieczyć gród przed najazdem z północnego wschodu, wzniesiono zamek na lewym brzegu Dejmy – odnogi Pregoły wpadającej do Zalewu Kurońskiego. Istniała tu już wcześniej osada, od której warownia wzięła swoją nazwę. Można ją przetłumaczyć jako piękne miejsce nad Łabą (Dejmą).

Labiawa rozwijała się powoli, pozostając w cieniu okolicznych miast. Królewiec szybko przejął handel towarami spławianymi Pregołą dzięki wygodniejszemu połączeniu z otwartym morzem i portami zachodnioeuropejskimi. Stołeczny charakter po 1466 roku wzmacniał jego znaczenie administracyjne. Z kolei Tylża przez całe swoje istnienie była miastem granicznym, gdzie rozkwitał mały handel między Prusami a Litwą i Rzecząpospolitą, a następnie Niemcami a Rosją.

Na karcie wielkiej historii Labiawa zagościła raz. W 1656 roku wojska szwedzkie znajdowały się u szczytu panowania w Rzeczypospolitej i Prusach Książęcych, a Karol X Gustaw snuł dalekosiężne plany wzmocnienia obecności Szwecji na południowym wybrzeżu Bałtyku. Jednocześnie jednak musiał mierzyć się z dopiero co zawiązanym sojuszem Warszawy i Wilna z Moskwą. Porozumiał się zatem z elektorem brandenburskim Fryderykiem Wilhelmem, oferując mu zwierzchność nad Prusami Książęcymi i Warmią.

Umowę w tej sprawie podpisano 10 listopada 1656 roku na zamku w Labiawie. Nie przetrwała ona długo, ponieważ już 10 miesięcy później elektor przyłączył się do koalicji antyszwedzkiej. Traktaty podpisane w pobliskiej Welawie (dzisiejszym Znamiensku) i Bydgoszczy dały mu jednak to, czego żądał – pełnię władzy w Prusach.

Przełomowa zaraza

Punktem zwrotnym w historii Labiawy była epidemia dżumy, która nawiedziła Prusy w latach 1709-1711. Szacuje się, że zmarła wówczas trzecia część populacji. W okolicach miasta opustoszało wiele wsi, głównie wskutek sprzyjających warunków klimatycznych: podmokłych i bagnistych przestrzeni oraz wysokiej wilgotności powietrza. Kolejne dekady zajęła repopulacja tych obszarów, zarządzona przez króla Fryderyka I, zwana Rétablissement. Na kolejne dwa i pół wieku zmieniła ona krajobraz całego królestwa.

Dzięki Rétablissement przybyło do Prus wielu migrantów z przeludnionych Niderlandów, obeznanych z technologiami melioracyjnymi. Tak powstała Elchniederung – sięgający delty Niemna pas ziemi przylegający do południowych i wschodnich brzegów Zalewu Kurońskiego, słynący z żyzności gleby oraz terenów łowieckich obfitujących w zwierzynę. Labiawa stanowiła jej zachodnie wrota, choć znajdowała się w osobnym powiecie, którego była stolicą.

Wraz z zasiedleniem pobliskich obszarów doszło do – przy zachowaniu proporcji właściwych dla prowincji – kosmopolityzacji Labiawy i okolic. Przybyli tu Holendrzy, Francuzi, Szwajcarzy i Austriacy – przede wszystkim uchodźcy wyznaniowi. Dołączyli do Litwinów, żyjących głównie na wsi, Niemców, mieszczan i właścicieli ziemskich, oraz potomków zasymilowanych Prusów. W następstwie pięciu-sześciu wieków wspólnego życia krew tych ostatnich płynęła w żyłach wielu spośród tych pierwszych, podobnie jak w innych częściach kraju.

Dopiero II połowa XIX wieku przyniosła germanizację, mającą zunifikować młode państwo niemieckie. W Labiawie i okolicach liczba mieszkańców utożsamiających się z inną grupą etniczną stosunkowo malała. W 1890 roku spośród 4861 labiawian zaledwie 92 było Żydami, nieliczni byli katolikami (można zakładać, że byli to Litwini).

Jednocześnie Labiawa stawała się prowincjonalnym miasteczkiem korzystającym ze stabilizacji, którą niosło za sobą zjednoczenie Niemiec. Zamożni przemysłowcy i arystokraci przybywali tu głównie, by polować. Tę popularność wzmocniła budowa kolei żelaznej łączącej Królewiec z Tylżą w latach 1889-1891.

Rozrywki zapewniał także browar Blaukenstein. Labiawski ciemny lager i marcowe (leżakujące pół roku i otwierane na przełomie września i października) – piwa znane i cenione w całym regionie. Jako że ponad sto lat temu każdy większy zakład produkujący piwo miał w zwyczaju organizować lokalny Oktoberfest, wizyta wczesną jesienią w Labiawie dostarczała myśliwym podwójnej przyjemności.

I wojna światowa nie dotknęła Labiawy i okolic tak bardzo jak wschodniej części prowincji. Mimo to wojska rosyjskie doszły aż do Dejmy. Wycofujący się Niemcy zniszczyli lub uszkodzili część mostów, gdy w razie porażki w bitwach pod Tannenbergiem i nad jeziorami mazurskimi sztab armii zakładał obronę na linii Wisły. Po odparciu Rosjan powiat labiawski objęto pomocą miast niemieckich i austro-węgierskich.

Już po wojnie odbudowano most, który zyskał nowe oblicze i nazwę – Most Orli (Adlerbrücke). Od tamtej pory ta zwodzona konstrukcja jest wizytówką miasta. Mimo tej inwestycji okolica mierzyła się z dużymi problemami gospodarczymi i demograficznymi. Aktywni i ambitni wyjeżdżali do Królewca oraz w głąb Niemiec. W 1925 roku Labiawa była jednym z trzech powiatów rejencji królewieckiej, których liczba mieszkańców zmniejszyła się w porównaniu do 1910 roku.

Most Orli. Zdj. Miłosz Jeromin Cordes.

Mimo wszystko miasto posiadało instytucje, które nadawały charakteru lokalnego centrum: urzędy, potężną wieżę ciśnień, dworzec kolejowy i kinoteatr. Budynek tego ostatniego zachował się do dziś.

Ku Polesskowi

II wojna światowa dotarła do Labiawy dopiero na przełomie 1944 i 1945 roku. Nieszczęście miasta polegało na tym, że tutejszy most był jedną z najważniejszych przepraw umożliwiających dostęp do Królewca. Sforsowanie Dejmy należało zatem do ważnych celów taktycznych Armii Czerwonej w Prusach Wschodnich. Walki o miasto i pierwsze miesiące sowieckiej administracji wojskowej spowodowały duże zniszczenia, obracając w proch zabytkowe centrum i kamienice nad brzegiem rzeki.

Uratowały się te obiekty, które albo znajdowały się na obrzeżach Labiawy, albo były przydatne do celów wojskowych. Dzięki temu przetrwała wieża ciśnień oraz warownia krzyżacka, początkowo wykorzystywana jako magazyn i koszary. Również budynek starostwa (Kreisamtu) w zachodniej części miasta przetrwał w dobrym stanie. Browar również oparł się wojnie, choć piwo produkowano tu tylko do 1957 roku.

Wieża ciśnień. Zdj. Miłosz Jeromin Cordes.

Do 1946 roku w Labiawie panowała niepewność. Brakowało cywilnej administracji, która byłaby w stanie zaprowadzić porządek w mieście. Traktowanie okolicy jako łupu wojennego było typowe dla zachowania Armii Czerwonej w całych Prusach Wschodnich – pierwszej prowincji Niemiec w granicach z 1937 roku, do której wkroczyła. Świadectwo praktyk krasnoarmiejców dał między innymi Hans Lehndorff w swoich wspomnieniach.

Dopiero rok po wojnie sytuacja uległa poprawie. Do miasta zaczęli napływać cywilni osadnicy, częściowo w ramach tzw. orgnaboru (odgórnie zarządzonej akcji przesiedleńczej), częściowo zaś spontanicznie czynili to zdemobilizowani żołnierze.

Labiawa była jednym z tych ośrodków miejskich, których toponimy zrusyfikowano (zsowietyzowano) w ramach jednorazowej akcji. W 1946 roku stała się Polesskiem, biorąc nazwę od okolicznych kompleksów leśnych. W tym sensie była wyjątkiem od reguły, polegającej na posługiwaniu się nazwami o zabarwieniu ideologicznym, jak Znamiensk (od sztandaru), Gwardiejsk (od pułku gwardzistów) czy Sowieck. W obwodzie kaliningradzkim Labiawa była zwyczajnym miastem położonym tam, gdzie kończy się las.

Utracony spichlerz

Czasy sowieckie naznaczyły dwa procesy: kolektywizacja rolnictwa i nacjonalizacja własności – zarówno przemysłu, jak i nieruchomości. Polesskowi, podobnie jak innym małym ośrodkom miejskim obwodu kaliningradzkiego, przeznaczono rolę lokalnego centrum obsługi rolnictwa, rybołówstwa i leśnictwa. To pierwsze borykało się z ogromnymi problemami wskutek braku wykształconych inżynierów i doświadczonych rolników.

Zaawansowana sieć melioracyjna przedwojennej Elchniederung wymagała specjalistycznej wiedzy i umiejętności obchodzenia się z kapryśnymi brzegami Zalewu Kurońskiego. Często dochodziło do tzw. cofki. Gwałtowne sztormy i wysokie fale na Bałtyku powodowały wlewanie się wody do zalewu, co skutkowało lokalnymi powodziami. Jako że woda w Zalewie była mętna, cofka nanosiła żyzne osady na okoliczne pola. Nowi osadnicy nie posiadali jednak wiedzy, jak wykorzystywać to zjawisko.

Dodatkowym problemem był brak przywiązania do ziemi robotników kołchozowych i sowchozowych. Nie byli oni zainteresowani podnoszeniem wydajności upraw oraz dbaniem o stan kanałów nawadniającym. Te z biegiem czasu zarastały i przestały spełniać swoją rolę. W ten sposób jeden z najżyźniejszych obszarów w Europie Północnej i Środkowej stracił na znaczeniu. Jeśli Prusy Wschodnie nazywano spichlerzem Niemiec, okolice Labiawy były najważniejszą jego częścią.

Zachowany dom w zachodniej części miasta. Zdj. Miłosz Jeromin Cordes.

Mimo wszystko Polessk zyskał instytucje, które pozwoliły mu łatwiej przejść przez trudne czasy kryzysu lat 80. i 90. W 1959 roku otwarto tu filię Państwowego Leningradzkiego Uniwersytetu Rolniczego. Jej siedzibą stał się budynek Kreisamtu, który do tej pory służy studentom. Dzięki temu nie tylko fasada, ale i wnętrza przetrwały w dobrym stanie. Być może właśnie dzięki uczelni Polessk uniknął losu Sławska (Heinrichswalde), który po pieriestrojce utracił piątą część populacji. Stąd wyjechało ok. 10 procent ludności. Ci, którzy nadal tu są, mieszkają zazwyczaj w blokach, które przypominają te w polskich popegieerowskich wsiach.

Blok w Polessku. Zdj. Miłosz Jeromin Cordes.

Wielka pętla

Czasy pozimnowojenne były dla Polesska niezwykle trudne. Upadły nie tylko kombinaty rolnicze, ale i gospodarstwa rybne. Kryzys pogłębiał zły stan wód Zalewu Kurońskiego, do którego Dejmą i Niemnem spływały nieczystości. Miasto nie posiadało infrastruktury, która pozwoliłaby wykorzystać atuty turystyczne – żeglugę po ujściu Dejmy i Zalewie Kurońskim. Wypoczynek kojarzył się raczej z Morzem Bałtyckim i tamtejszymi kurortami – Zielenogradskiem, Swietłogorskiem i Jantarnym.

W samym mieście niewiele się działo. Niszczały pozostałości po zamku, używane jako składowisko i park maszyn rolniczych. W jego sąsiedztwie działało jedynie targowisko, funkcjonujące po dziś dzień. Potęguje ono wrażenie, że Polessk leży w środkowej Białorusi lub Ukrainie, a nie tuż przy wybrzeżu Morza Bałtyckiego.

Targowisko w Polessku. Zdj. Miłosz Jeromin Cordes.

Inicjatywy dotyczące współpracy transgranicznej, które pojawiły się w latach 2000., dotyczyły raczej terenów położonych przy południowej (Polska) i wschodniej (Litwa) granicy obwodu. Polessk leżał zbyt daleko również od Kaliningradu, by stać się jego sypialnią, tak jak miało to miejsce w przypadku Gurjewska.

Mimo wszystko miłośnicy turystyki wodnej zdołali nawiązać kontakty z Elblągiem i innymi ośrodkami leżącymi nad Nogatem, Wisłą i Zatoką Gdańską. Znam kilka osób, które – balansując na granicy przepisów – przepłynęły wielką pętlę od ujścia Wisły przez Nogat i Elbląg, Zalew Wiślany, Pregołę i Dejmę po Zalew Kuroński do Kłajpedy i otwartym morzem z powrotem do Gdańska. Polessk leży mniej więcej pośrodku tej trasy, którą mogą pokonywać również większe jednostki, odkąd w 2002 roku gruntownie odremontowano Most Orli.

Przeczytaj także:  Kapitalne Gierdawy. Żeleznodorożnyj szuka pomysłu na siebie

Dopiero ostatnia dekada przyniosła zaczyn zmian. W zamku powstało muzeum lokalne, choć budynek nadal niszczeje i wymaga coraz pilniejszego remontu. Podobnie jak w Żeleznodorożnym, tuż obok zbudowano cerkiew prawosławną, bielą i złotem kontrastującą z obdrapaną fasadą pokrzyżackiej warowni.

Cerkiew w pobliżu zamku w Polessku. Zdj. Miłosz Jeromin Cordes.

Pojawiły się również osoby chcące wskrzesić produkcję piwa. Inspiracją dla nich są rozkwitające w Polsce browary lokalne. Pracując w Kaliningradzie, dzięki wsparciu Departamentu Dyplomacji Publicznej i Kulturalnej MSZ RP współorganizowałem wizyty studyjne do kilkunastu miejscowości Powiśla i Prus Górnych, między innymi do Gościszewa, w którym znajduje się taki browar. Doskonałe rozpoznanie problematyki ze strony Stowarzyszenia Gmin RP Euroregionu Bałtyk oraz entuzjazm goszczących nas osób wywarły duże wrażenie na tych, którzy pragnęliby podobnych inicjatyw w małych miastach i wsiach obwodu kaliningradzkiego.

Epilog

Czy dla Polesska i okolic jest nadzieja? Browar i muzeum nie wystarczą do rozwoju przedsiębiorczości i turystów. Potrzebna jest odpowiednia baza infrastrukturalna do zagospodarowania potencjału Zalewu Kurońskiego. To zaś wymaga dużych nakładów finansowych także ze strony władz regionalnych i federalnych, m.in. budowy minioczyszczalni ścieków na Dejmie i pobliskich ciekach wodnych oraz wielu innych inwestycji. Konieczne jest również odnowienie budynków mieszkalnych.

Drzwi do jednego z domów w Polessku. Zdj. Miłosz Jeromin Cordes.

Jedna rzecz jest już w porządku. W centrum miasta jedna z minikawiarni oferuje taką kawę, że mogę z całą pewnością powiedzieć: w całym obwodzie kaliningradzkim, który kilkunastokrotnie zjeździłem w wzdłuż i wszerz, nie piłem równie dobrej.

Kormoran na Zalewie Kurońskim. Zdj. Miłosz Jeromin Cordes.

Artykuł prezentuje wyłącznie prywatne poglądy autora i nie powinien być utożsamiany ze stanowiskiem żadnej instytucji, z którą autor jest powiązany.

Ukończył Uniwersytet SWPS, Uniwersytet Warszawski i Petersburski Uniwersytet Państwowy. Jest doktorem kulturoznawstwa, historykiem i politologiem. Zawodowy dyplomata. Do czerwca 2021 r. pracował jako wicekonsul w Konsulacie Generalnym RP w Kaliningradzie. W wolnych chwilach fotografuje zarówno aparatami cyfrowymi, jak i analogowymi. Więcej informacji o jego aktywności można znaleźć na stronie www.milosz.dk.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz swój komentarz
Wpisz swoje imię tutaj