Dymiący mózg. Recenzja książki Kristiiny Ehin „Planeta pożeraczy serc”

Okładkę zbioru opowiadań Kristiiny Ehin "Planeta pożeraczy serc" zdobi pokaźny hamburger, jednak lektura tych niedługich tekstów przywodzi na myśl raczej kolorowe cukierki w wielkim słoju – skosztowawszy jednego, nie sposób nie sięgnąć od razu po kilka następnych. Są barwne, przyciągające wzrok i intrygujące, ale czy na pewno słodkie? Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Warsztaty Kultury w przekładzie Marty Perlikiewicz.

|

Opowiadania Kristiiny Ehin są krótkie (najkrótsze liczy zaledwie pół strony) i w zasadzie bliżej im do impresji niż fabularnych opowieści. Płynnie przechodzą jedno w drugie, połączone wspólnym bohaterem czy bohaterką albo motywem, przez co stykają się ze sobą jak koraliki nawleczone na nitkę – niejednokrotnie z pozoru nagle urwany wątek znajduje kontynuację w następnej historii. Warto więc czytać Planetę pożeraczy serc jako całość, co nie oznacza, że wyrywkowo wybrane opowiadania będą pozbawione sensu. Nie powinno dziwić, że utworom blisko do poezji – Kristiina Ehin (ur. 1977) znana jest w Estonii przede wszystkim jako poetka, autorka dziesięciu tomików. Czasy jej debiutu poetyckiego przypadają na lata 90. ubiegłego wieku, gdy współtworzyła studencką grupę poetycką Erakkond (pol. „grupa pustelników”), która nie tyle zrzeszała młodych twórców – bo każdy z członków trzymał się własnych literackich wizji i był niechętny wszelkim manifestom – ile kultywowała wzajemne wsparcie i inspirowała...

Pozostało jeszcze 83% artykułu.

Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!

Zyskaj dostęp do setek eksperckich artykułów poświęconych państwom regionu Morza Bałtyckiego.

WYBIERZ I ZAMÓW!

Dostęp jednorazowy

Zaloguj się