Kristina Kallas: Konflikt w Narwie można wywołać mając 50 bezrobotnych

Niezależnie od obywatelstwa ludzie w Narwie nie chcą żadnego konfliktu zbrojnego. To, co stało się na Ukrainie, przeraziło ich. Mogą nie zgadzać się z Estończykami, jeśli chodzi o ocenę, kto jest winny. Ale jest ogólna zgoda co do tego, że nie chcemy takiego scenariusza na wschodzie Estonii. Ale nie oznacza to jeszcze tego, że konflikt nie może się wydarzyć. Wystarczy w Narwie mieć setkę ludzi. Na wschodniej Ukrainie Rosja także zdestabilizowała sytuację z poparciem małej grupy ludzi, często kryminalistów czy zwolenników Janukowycza – mówi w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim dyrektor Koledżu w Narwie, będącego oddziałem Uniwersytetu w Tartu, Kristina Kallas.

|

Kristina Kallas urodziła się w 1976 roku. Pochodzi ze Wschodniej Wironii. Ukończyła studia historyczne w Tartu, później studiowała na Uniwersytecie Środkowoeuropejskim w Budapeszcie. W 2016 roku obroniła doktorat na macierzystej uczelni w Tartu. Pracowała w Fundacji Archimedes, gdzie zajmowała się tematyką europejską, a także w spółce Hill & Knowlton Estonia AS jako starszy konsultant ds. Unii Europejskiej. Była także zatrudniona w zarządzie Estońskiej Rady ds. Uchodźców. Pracowała jako starszy analityk w Instytucie Studiów Bałtyjskich. Od 2015 roku jest dyrektorem Koledżu w Narwie. Zajmuje się nacjonalizmem, prawami podstawowymi i prawami mniejszości narodowych, integracją społeczną, migracjami, a także uchodźcami. Tomasz Otocki, Przegląd Bałtycki: Gdy w 2014 roku wybuchła wojna w Donbasie, wszyscy dziennikarze jeździli do Narwy, sprawdzić, czy także tutaj zrealizuje się ukraiński scenariusz. Ja nie będę o to pytał, ale chcę zapytać, jak po 26 latach od odzyskania niepodległości w...

Pozostało jeszcze 94% artykułu.

Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!

Zyskaj dostęp do setek eksperckich artykułów poświęconych państwom regionu Morza Bałtyckiego.

WYBIERZ I ZAMÓW!

Dostęp jednorazowy

Zaloguj się