Zamykam oczy i pamięcią wracam do mojej samotnej podróży dookoła świata z 2011 roku. To była cudowna przygoda, zwariowane, ale fizycznie i psychicznie wyczerpujące dni. Przez ponad dwa miesiące rozkoszowałem się każdą chwilą pomimo wyzwań jakie niosła ze sobą wyprawa. Były momenty zachwytu, choroba morska na Morzu Wschodniochińskim i chwile strachu, kiedy 11 marca Japonię dotknęło tragiczne trzęsienie ziemi. Podróżowanie statkami i pociągami, pobyt w Mumbaju, Singapurze, Hong Kongu, Szanghaju, Tokio, San Francisco, Nowym Jorku czy w kilku innych fascynujących miejscach, mnóstwo czasu na refleksje, wspólne posiłki i długie rozmowy z ludźmi, których nigdy wcześniej w swoim życiu nie spotkałem. Moja samotna przygoda była niesamowita, ale odkąd urodziła się Laura (8), a potem Klara (6), marzyłem o odkrywaniu świata wspólnie z moimi córeczkami. Kiedy byłem chłopcem – niewiele starszym niż moje córki, kiedy rozpoczynały swoją pierwszą wyprawę – słoneczne wakacyjne tygodnie spędzałem na piasz...
Pozostało jeszcze 86% artykułu.
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!
Zyskaj dostęp do setek eksperckich artykułów poświęconych państwom regionu Morza Bałtyckiego.


