W 70 dni dookoła Bałtyku

-

Morze Bałtyckie na mapie jest niewielką niebieską plamą, ale w rzeczywistości ma setki barw i odcieni, złożone jest z wielu mikrokosmosów, które razem tworzą bogaty świat przyrody, historii, kultury. Spędziliśmy 70 dni i pokonaliśmy tysiące kilometrów, by całą rodziną odbyć podróż dookoła Bałtyku.

Zamykam oczy i pamięcią wracam do mojej samotnej podróży dookoła świata z 2011 roku. To była cudowna przygoda, zwariowane, ale fizycznie i psychicznie wyczerpujące dni. Przez ponad dwa miesiące rozkoszowałem się każdą chwilą pomimo wyzwań jakie niosła ze sobą wyprawa. Były momenty zachwytu, choroba morska na Morzu Wschodniochińskim i chwile strachu, kiedy 11 marca Japonię dotknęło tragiczne trzęsienie ziemi. Podróżowanie statkami i pociągami, pobyt w Mumbaju, Singapurze, Hong Kongu, Szanghaju, Tokio, San Francisco, Nowym Jorku czy w kilku innych fascynujących miejscach, mnóstwo czasu na refleksje, wspólne posiłki i długie rozmowy z ludźmi, których nigdy wcześniej w swoim życiu nie spotkałem.

Moja samotna przygoda była niesamowita, ale odkąd urodziła się Laura (8), a potem Klara (6), marzyłem o odkrywaniu świata wspólnie z moimi córeczkami. Kiedy byłem chłopcem – niewiele starszym niż moje córki, kiedy rozpoczynały swoją pierwszą wyprawę – słoneczne wakacyjne tygodnie spędzałem na piaszczystych plażach Bałtyku. Te ciepłe wspomnienia podpowiedziały mi, gdzie – z córkami i żoną Sylwią – możemy przeżyć naszą wspólną przygodę.

Michał, Laura, Klara, Sylwia

Zanim wyruszyliśmy wiele dni spędziliśmy z Sylwią planując naszą małą wielką wyprawę, ta organizacyjna gorączka przenikała nasz codzienny rytm dnia: studiowaliśmy mapy, kalkulowaliśmy kilometry, których suma niepostrzeżenie, ale systematycznie rosła. Wraz z odległościami planowana podróż zabierała kolejne dni z kalendarza. Wyszło sześć tygodni, które podzieliliśmy na pięć etapów, kiedy wracaliśmy z ukończonego, przygotowywaliśmy się już do kolejnego. W podróży wokół Bałtyku, w latach 2013-2017, spędziliśmy razem 70 dni.

Skanör w Szwecji

Naszą podróż rozpoczęliśmy w Sztokholmie, by wyruszyć na północ i dotrzeć na kraniec Zatoki Botnickiej, stamtąd wyruszyliśmy na południe – do Helsinek. Naszą wyprawę kontynuowaliśmy odkrywając wybrzeża Estonii, Łotwy i Litwy, dalej podziwiając Bałtyk z terytoriów Polski i Niemiec. Kolejnym etapem były cieśniny duńskie: Mały i Wielki Bełt oraz Sund, które wraz z cieśninami Kattegat i Skagerrak, łączą Morze Bałtyckie z Morzem Północnym i dalej z Oceanem Atlantyckim. Dalej przemierzyliśmy „riwierę szwedzką”, skąd ruszyliśmy na północ, by w Sztokholmie połączyć początek i koniec naszej trasy.

Sztokholm

Nasza trasa wiodła od jednego punktu zaznaczonego na mapie do drugiego, ale wspomnienia wędrują od jednego do drugiego cudu natury, między średniowiecznymi miastami i tradycyjnymi wsiami rybackimi.

Spektakularne Wysokie Wybrzeże (Höga Kusten) z górami, dolinami i archipelagiem wysp, z których największe wrażenie robią Ulvön i Trysunda. Urokliwa wyspa Hailuoto w Finlandii, która zaczęła wyłaniać się z Zatoki Botnickiej mniej niż 2000 lat temu. Piaszczysta plaża w Parnawie, która dla Estonii jest niemal tym czym Copacabana dla Brazylii. Przylądek Kolka na Łotwie, którego otaczające wody uznawane są za najbardziej niebezpieczne do nawigowania na Morzu Bałtyckim. Mierzeja Kurońska na Litwie – ukształtowana przez wiatr i fale kraina wysokich wydm. Piękne plaże w Krynicy Morskiej, Ustce, Kołobrzegu, Rewalu czy Świnoujściu, którymi można spacerować całymi godzinami. Rugia z jej dramatycznie opadającymi do morza kredowymi klifami w Parku Narodowym Jasmund. Bornholm, który według legendy powstał ze skał i piasku, które pozostały Bogu po uformowaniu Skandynawii. Uznawany za cud inżynierii XX wieku, majestatyczny most nad cieśniną Sund, który wraz z tunelem i sztuczną wyspą stanowi 16-kilometrową przeprawę między Dania i Szwecją. Gotlandia i Wyspy Alandzkie z nieskazitelną naturą.

Sellin na Rugii

Przeczytaj także:  Bornholm: wyspa słońca i raj rowerzystów

Sztokholm, po którego Gamla Stan można włóczyć się godzinami w poszukiwaniu pamiątek; były kosmopolityczne Helsinki, nazywane „Córką Bałtyku”. Tallinn, Ryga i Gdańsk, których architektura to różnorodność stylów, która tworzy idealną całość. Lubeka – europejska stolica marcepanu, o której wielkiej handlowej przeszłości przypomina Brama Holsztyńska. Kolorowa, gwarna i tętniąca życiem Kopenhaga. Na niezbyt ludnych odcinkach wybrzeża kierunek wyznaczały latarnie – Bjuröklubb, Tahkuna, Užava, Långe Jan, När czy Fårö Fyr – które od setek lat rozświetlając morze bezpiecznie prowadzą statki do bałtyckich portów. Odpoczynek dawały baśniowe wioski rybackie, jak Gothmund na przedmieściach Lubeki czy Helgumannens na wyspie Fårö.

Wyspa Ohtakari w Finlandii

Setki z tysięcy pokonanych kilometrów – jak należy przy podróży wokół morza – pokonaliśmy na promach. Chwila oczekiwania, wejście na pokład, odnalezienie kajuty i godziny umilione pomrukiem pracujących silników, aż do następnego portu. Raz z Helsinek do Sztokholmu, innym razem z Helsinek do Tallinna, ze Świnoujścia do Ystad albo na Bornholm, Gotlandię czy Wyspy Alandzkie. Nie do wiary ile razy przecinaliśmy wody Bałtyku.

Kredowe klify duńskiej wyspy Møn

Przeczytaj także:  W cieniu Prory i Świętowita albo co słychać na Rugii

Podróże jednoczą – wspólne przeżycia, próbowanie nowych rzeczy, chłonięcie zapachów i barw, poznawanie nowych miejsc i nawiązywanie nowych znajomości. Takie doświadczenia budują relacje, są najlepszym sposobem wspólnego spędzenia czasu, wzmacniają poczucie własnej wartości, uczą otwartości na odmienne kultury i szacunku dla cudzych poglądów, pozwalają poczuć życzliwość, uczą zaufania i wiary w marzenia. Kiedy rozpoczynaliśmy pierwszy etap podróży, Klara miała roczek a Laura trzy i pół roku. Codzienne pokonywanie kolejnych etapów drogi i noclegi każdego dnia w innym miejscu były dla nich wielkim wyzwaniem. Teraz mają pięć i pół oraz osiem lat. Jakże fajnie było obserwować jak zmieniają się w zapalonych podróżników. Zabierając nasze córeczki na wyprawy uczymy je ciekawości świata. Razem podróżujemy, by wrócić z tysiącem historii i walizkami pełnymi cudów.

Kończąc swoją opowieść, zapraszam do odwiedzenia naszego profilu na Facebooku, gdzie można znaleźć więcej materiałów o naszej podróży.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here