– Nie wejdziemy do jednego gabinetu z rosyjską „Zgodą”, ani z partią premiera Mārisa Kučinskisa – powiedział parę dni temu były minister sprawiedliwości w gabinecie Valdisa Dombrovskisa, obecnie szef konserwatystów, Jānis Bordāns. Oznacza to, że wbrew powyborczym przewidywaniom, bierze on pod uwagę rząd z udziałem populistycznej, antysystemowej partii „Do kogo należy państwo?” (KPV LV) Artussa Kaimiņša. Co ciekawe, znaczna część politycznej klasy Łotwy przez długi czas wykluczała partię Kaimiņša z powyborczych koalicji. Z tych samych powodów co parę lat temu partię byłej kontroler państwowej Inguny Sudraby „Od Serca dla Łotwy”. – „Projekt Kremla” – komentowali na Facebooku działacze Jedności czy narodowców, niepokojąc się wzrastającymi słupkami poparcia dla Kaimiņša. Narodowcy szli jeszcze dalej i o związki z Moskwą oskarżali nawet Nową Partię Konserwatywną, która podebrała im w ostatnich dwóch wyborach elektorat. Po niedzieli jednak ochłonęli i nie wykluczają współpracy ani z Kaimiņše...
Pozostało jeszcze 94% artykułu.
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!
Zyskaj dostęp do setek eksperckich artykułów poświęconych państwom regionu Morza Bałtyckiego.


