Łotwa: każdy ma ochotę na odrobinę władzy

-

W pierwszym tygodniu po wyborach na Łotwie wszystkie opcje poza rządem z udziałem Socjaldemokratycznej Partii „Zgoda” są na stole. Ostatnie parę dni udowodniło bowiem, jak trudne będzie powołanie nowego gabinetu. O ile jeszcze w niedzielę wydawało się, że powyborcza koalicja pięciu centroprawicowych partii, a więc konserwatystów, liberałów, nacjonalistów, Związku Zielonych i Rolników, a także prawicowej Jedności jest oczywistością, to wykluczająca postawa Jānisa Bordānsa, lidera Nowej Partii Konserwatywnej (trzecie miejsce w wyborach, 16 mandatów w Sejmie), wobec dotychczasowej największej partii politycznej, czyli Związku Zielonych i Rolników, każe przewidywać dość długie negocjacje koalicyjne. Choć niektórzy obawiają się, że w trakcie negocjacji dojdzie do „przewrotki” i ławy opozycyjne grzać będą właśnie zbyt pewni siebie konserwatyści.

– Nie wejdziemy do jednego gabinetu z rosyjską „Zgodą”, ani z partią premiera Mārisa Kučinskisa – powiedział parę dni temu były minister sprawiedliwości w gabinecie Valdisa Dombrovskisa, obecnie szef konserwatystów, Jānis Bordāns. Oznacza to, że wbrew powyborczym przewidywaniom, bierze on pod uwagę rząd z udziałem populistycznej, antysystemowej partii „Do kogo należy państwo?” (KPV LV) Artussa Kaimiņša. Co ciekawe, znaczna część politycznej klasy Łotwy przez długi czas wykluczała partię Kaimiņša z powyborczych koalicji. Z tych samych powodów co parę lat temu partię byłej kontroler państwowej Inguny Sudraby „Od Serca dla Łotwy”. – „Projekt Kremla” – komentowali na Facebooku działacze Jedności czy narodowców, niepokojąc się wzrastającymi słupkami poparcia dla Kaimiņša. Narodowcy szli jeszcze dalej i o związki z Moskwą oskarżali nawet Nową Partię Konserwatywną, która podebrała im w ostatnich dwóch wyborach elektorat. Po niedzieli jednak ochłonęli i nie wykluczają współpracy ani z Kaimiņšem, ani wejścia do rządu Bordānsa. – Wszyscy do rządu, tylko nie rosyjska „Zgoda” – mówi lider narodowców Raivis Dzintars. Także kandydat „Jedności” na premiera Arturs Krišjānis Kariņš jest zaskoczony, że rozmowy z „projektem Kremla” KPV LV były „całkiem konstruktywne”. Wyraźnie widać zatem, że w trakcie kampanii wyborczej politycy centroprawicy nadużywali oskarżeń o związki z Moskwą w stosunku do co najmniej jednego ugrupowania.

Przeczytaj także:  Łotewska scena polityczna wywróciła się po wyborach do góry nogami

Związek Zielonych i Rolników odejdzie?

– Nowy Sejm zaskakuje tym, że jest bardzo sfragmentaryzowany, ponadto silna do niedawna partia Związek Zielonych i Rolników drastycznie straciła poparcie. Ponad dwie trzecie posłów to nowicjusze, to największy taki współczynnik w historii Łotwy – analizuje na szybko w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim politolog Filips Rajevskis. W związku z tym, że Sejm jest sfragmentaryzowany i ewentualne koalicje mogą wisieć na włosku, kandydat na premiera liberalnej koalicji „Dla Rozwoju Łotwy” i „Ruchu Za!” Artis Pabriks, podobnie jak nacjonalista Raivis Dzintars, przelicytował Bordānsa i opowiedział się za sojuszem wszystkich sześciu „łotewskich” partii politycznych. Ani centroprawicowa „Jedność” ze swoim taktycznym kandydatem na szefa rządu Krišjānisem Kariņšem, ani wspomniani liberałowie, nie wysuwają wobec obytego na salonach politycznych Związku Zielonych i Rolników żadnych „czerwonych linii”. Te problemy ma tylko Bordāns, owładnięty personalną niechęcią do mera Windawy, o czym mówił zresztą w lipcu Przeglądowi Bałtyckiemu:

– Optymalna koalicja to taka, gdzie nie będzie „Zgody” ani Związku Zielonych i Rolników (…) Ich patrona, Aivarsa Lembergsa, mera Windawy, czeka trudny, ale sprawiedliwy proces. Musimy oczyścić atmosferę w Sądzie Najwyższym, w prokuraturze. Tam wszędzie są ludzie Lembergsa. Naszym zadaniem będzie taka reforma sądownictwa, by pozbyć się tych osób – powiedział mi podczas festiwalu „Lampa” w Cēsis Bordāns, który swoją partię zbudował na bazie popularności byłych pracowników jednostki antykorupcyjnej KNAB. Jej byli szefowie Juta Strīķe i Juris Jurašs, do niedawna radni Rygi, właśnie trafili do Sejmu.

Przeczytaj także:  Jānis Bordāns: wystąpimy z mocnym programem antykorupcyjnym

Po mocnym powyborczym kacu Związek Zielonych i Rolników, który na kandydata na premiera wystawił urzędującego Mārisa Kučinskisa, żałuje, że na czas kampanii „schował” bardzo popularnego, zwłaszcza w Kurlandii, Lembergsa. Swoją drogą do dziś wielu zastanawia się, dlaczego Kučinskis tak bardzo przegrał. – Na Łotwie, tym którzy mają władzę, bardzo trudno jest ją zachować – twierdzi w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim łotewska politolożka Simona Gurbo. – Kiedy jesteś w opozycji, łatwo krytykować. Ale kiedy podejmujesz decyzje, wyborcy nie wybaczają – dodaje Gurbo. Kučinskisa atakowano za wszystko co możliwe, dostawało się także minister finansów z ramienia Związku Zielonych i Rolników Danie Reizniece-Ozoli, a także szefowej resortu zdrowia Andzie Čakšy, z tej samej partii. – Myślę, że w kampanii wyborczej popełniono wiele technicznych błędów. Brak było jakiegoś przekazu, ustępowano także partnerom koalicyjnym – uważa Filips Rajevskis. Wydaje się także, że Kučinskis był zbyt pewny siebie, gdy większość sondaży dawała jego partii pierwsze miejsce wśród ugrupowań „łotewskich” i po prostu nie zainwestował wystarczająco w kampanię. Aivars Lembergs, polityczny patron Związku Zielonych i Rolników, powiedział wyraźnie: gdyby wybory odbyły się później, partia mogłaby nie przekroczyć progu 5%.

Premierów dwóch

Skutek jest dziś taki, że ugrupowanie pana premiera może pozostać w opozycji. Już raz w ciągu ostatnich lat tak się zdarzyło, gdy w 2011 roku rząd powołały „Jedność”, „Partia Reform” eksprezydenta Zatlersa oraz narodowcy. Gabinet bez Związku Zielonych i Rolników przetrwał trzy lata. Nie był to zły czas dla Łotwy, wtedy mimo sprzeciwu partii chłopskiej, udało się wprowadzić walutę euro, a także poczynić parę kroków do przodu w dziedzinie gospodarki. – Tamten gabinet, który powstał w 2011 roku i trwał przez trzy lata był jednym z najbardziej merytorycznych rządów w historii Łotwy. Także o największym procencie osób, które ukończyły studia na Zachodzie. Był to jednocześnie bardzo młody rząd. Sądzę, że udało nam się wtedy zrobić wiele dobrych rzeczy. Wzmocnić rządy prawa, zmodernizować kraj, usprawnić administrację czy wzmocnić konkurencyjność Łotwy – mówił w 2017 r. w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim lider liberalnej koalicji Daniels Pavļuts, wtedy minister gospodarki. Obecnie niektórzy również oczekują po nowym gabinecie „impetu reformatorskiego”, na co największą ochotę mają liberałowie, a może do pewnego stopnia „Jedność” (gdy mowa o gospodarce). Z kolei w sprawach systemowych (choćby „walka z korupcją”) wszystko na nowo poustawiać chciałaby Nowa Partia Konserwatywna, która już zażyczyła sobie w nowym rządzie ministerstwo spraw wewnętrznych i rozwoju regionalnego.

Przeczytaj także:  Daniels Pavļuts: Nasza partia jest zarówno probiznesowa, jak i wrażliwa społecznie

Tymczasem na scenie politycznej nie ma tak silnych osobowości jak ówczesny premier Valdis Dombrovskis, obecnie wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej. Wśród kandydatów na premiera pozostają nominowany przez „Do kogo należy państwo?” adwokat Aldis Gobzems, lider Nowej Partii Konserwatywnej Jānis Bordāns, a także europoseł i kandydat liberałów Artis Pabriks, były minister spraw zagranicznych i obrony, obyty na salonach międzynarodowych. – Ten ostatni ma większe doświadczenie, w dodatku jest mniej emocjonalny niż Bordāns – analizuje w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim Filips Rajevskis. – Jego ugrupowanie ma bardziej zrozumiały i wyrazisty profil, ideologię i wartości – dodaje. O ile Jānis Bordāns w latach dziewięćdziesiątych przez rok sprawował mandat posła, a po 2011 roku przez trzy lata funkcję wiceministra i ministra sprawiedliwości, zanim założył Nową Partię Konserwatywną, to polityczne doświadczenie Pabriksa góruje. W 2004 r. wszedł w skład Sejmu, po czym przez parę lat stał na czele resortu spraw zagranicznych, w newralgicznym okresie, gdy Łotwa przystępowała do Unii Europejskiej, a także negocjowała traktat graniczny z Rosją. Później Pabriks zakładał własną partię, o jasno zdefiniowanych celach, w duchu socjalliberalnym, którą nazwał „Stowarzyszenie na Rzecz Innej Polityki”, następnie zaś negocjował ich wejście do wielkiej prawicowej rodziny pod nazwą „Jedność”, która zaoferowała mu stanowisko wicepremiera oraz ministra obrony w gabinecie technokraty Valdisa Dombrovskisa, które pełnił do 2014 r., gdy przesiadł się na fotel europarlamentarzysty. O ile Nowa Partia Konserwatywna ma szesnastu posłów, a więc na równi z KPV LV jest najsilniejszym ugrupowaniem, które może wystawiać kandydata na szefa rządu, to spekuluje się, że za Pabriksem opowiedzą się nie tylko liberałowie, ale także „Jedność”, w której jeszcze do niedawna zasiadał. A to oznacza dwadzieścia jeden szabli w Sejmie za takim kandydatem na premiera. Może być zaskoczenie. Na razie wszyscy dają się jednak wykazać Bordānsowi.

– Myślę, że gdyby Pabriks został premierem linia polityki zagranicznej Łotwy byłaby o wiele bardziej proeuropejska. Bordāns też jest proeuropejski, on nie cofnie Łotwy z tego kursu, ale Pabriks nawet niedawno potrafił się jednoznacznie opowiedzieć, przeciwko „hungaryzacji”, „polonizacji” czy „putinizacji” Łotwy. On nie byłby bezmyślnym zwolennikiem partii Jarosława Kaczyńskiego czy Viktora Orbána – zdradza nam jeden z polityków związanych z liberalną koalicją. – Inny lider koalicji liberalnej Juris Pūce wystąpił ostatnio podczas konferencji prasowej w polskiej koszulce z napisem „konstytucja” i choć to pewnie był przypadek, to nie jest to facet, który da się owinąć Kaczyńskiemu wokół palca – mówi mi jeden z młodszych parlamentarzystów koalicji „Dla Rozwoju Łotwy” i „Ruchu Za!”. Z kolei Bordāns niedawno był w Polsce i wiadomo, że spotykał się z politykami Prawa i Sprawiedliwości. Oficjalnie łotewscy konserwatyści nie mają jeszcze w Warszawie żadnych partnerów, ale jest oczywistością, że dla ugrupowania Kaczyńskiego to mający kota na tle „porządku” i „walki z korupcją” Bordāns jest o wiele bezpieczniejszą opcją niż „jajogłowy, proeuropejski liberał” Pabriks.

Przeczytaj także:  Juris Pūce: Liberalizm to nie tylko gospodarka, to także prawa człowieka

Ciekawe, że choć antysystemowa partia „Do kogo należy państwo?” zajęła w tych wyborach drugie miejsce i teoretycznie to jej powinno przypaść stanowisko premiera, to mało kto typuje na tę funkcję Aldisa Gobzemsa. – KPV LV nie ma odpowiednich kadr – komentuje krótko w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim Simona Gurbo. Może więc wejść do rządu, ale najważniejszych stanowisk takich jak premiera, minister obrony, finansów czy spraw zagranicznych nie dostanie.

– Wracając do Bordānsa i Pabriksa, to mam na ich temat bardzo osobistą opinię – deklaruje Przeglądowi Bałtyckiemu Simona Gurbo. – Sądzę, że w przypadku Bordānsa mielibyśmy o wiele więcej zmian w polityce, zaś Pabriks, podobnie jak kandydat Związku Zielonych i Rolników Māris Kučinskis, czy kandydat „Jedności” europoseł Krišjānis Kariņš, gwarantuje status quo w łotewskiej polityce. Oficjalnie kolejnym kandydatem na premiera jest europoseł Roberts Zīle, narodowiec należący do tej samej frakcji w Strasburgu co Prawo i Sprawiedliwości, ale w jego przypadku jest mało prawdopodobne, by zgodził się pokierować rządem.

Co się stanie w segmencie rosyjskim

O ile warianty koalicyjne między partiami „łotewskimi”, będą jeszcze dyskutowane przez najbliższe dni i tygodnie, to wiadomo, że „do tanga” nie zostanie zaproszona Socjaldemokratyczna Partia „Zgoda”. Mer Rygi Nił Uszakow wezwał co prawda prezydenta Raimondsa Vējonisa, by misję formowania rządu powierzył przedstawicielowi zwycięskiej (formalnie) „Zgody” Vjačeslavsowi Dombrovskisowi, tenże zaś stwierdził, że żadnego rządu bez udziału tejże partii w roku stulecia Łotwy utworzyć się nie da. To jednak tylko „dobra mina” do zaniepokojonego elektoratu. Było już bowiem jasne przed wyborami, że partie „łotewskie” „Zgody” na salony nie dopuszczą, choć obawiano się, że Uszakow może dostać całkiem dobry wynik i sprzymierzyć się z populistą Artussem Kaimiņšem, co przy ewentualnym wsparciu ze strony Związku Zielonych i Rolników dawałoby szansę krótkiego porządzenia. By to osiągnąć, „Zgoda” przed wyborami przemeblowała swoje zaplecze, na czoło wysunęła liberalnego ekonomistę, byłego ministra w prawicowych rządach Vjačeslavsa Dombrovskisa, a na prezydenta wystawiła baptystycznego pastora, Łotysza, Pēterisa Sproģisa. Zamiast dobrego wyniku „Zgodę” czekał jednak zimny prysznic. – Uważałam, że uzyskają 24-28 procent, wychodząc z założenia, że niektórzy wyborcy łotewscy kupią fakt, że „Zgoda” jest niby „socjaldemokracją”. Zamiast przypływu Łotyszy mieliśmy ucieczkę rosyjskich wyborców, którzy są już zmęczeni wieczną opozycyjnością „Zgody” – mówi Przeglądowi Bałtyckiemu Simona Gurbo. Partia mniejszości rosyjskiej ostatecznie ma nawet jeden mandat mniej niż w Sejmie XII kadencji. – Ten spadek poparcia w wyborach notujemy już trzeci raz z rzędu. Jeśli nie będzie znaczących zmian, prorokuję „Zgodzie” załamanie. Wpisanie łotewskich nazwisk na listę nie sprawdziło się. Sądzę, że także wyborcy rosyjscy poszukają sobie nowej partii – mówi naszemu portalowi Filips Rajevskis.

Przeczytaj także:  Łotewska socjaldemokracja przygotowuje się do wyborów

Czy taką partią może być radykalny Rosyjski Związek Łotwy, który w tych wyborach zgarnął ponad trzy procent głosów, zaś w Dyneburgu co czwarty głos? – Nie sądzę, ludzi już nie interesują takie sprawy jak reforma oświatowa, przeciwko której oni ostro protestowali – deklaruje Rajevskis. – Zawsze jest szansa, że pojawi się nowe ugrupowanie, ale po tym jak rozmawiałam z Rosjanami, mam jeden wniosek. Albo pojawi się łotewska partia, która będzie bardziej liberalna w kwestiach praw językowych lub przyjaźniej nastawiona wobec Rosji, albo rosyjski wyborca na Łotwie pozostanie wyalienowany – twierdzi Simona Gurbo. – Szczerze mówiąc nie wiem, jak rozwiązać ten problem. „Zgoda” wyczerpała już swoją cierpliwość, skoro zawsze pozostanie w opozycji. Jeśli zaś chodzi o radykalny Rosyjski Związek Łotwy Tatiany Żdanok to oni pozostaną, sądzę, że mają szansę się przebić w wyborach europejskich. Ale w wyborach do Sejmu… Nie sądzę, by przekroczyli próg 5%, chyba, że dojdzie do dalszej radykalizacji wyborcy rosyjskiego – deklaruje politolożka.

Przeczytaj także:  Filips Rajevskis: nie ma szans dla Tatiany Żdanok

Na razie jednak czegoś takiego na horyzoncie nie widać. Nawet wiosenna reforma szkolnictwa na Łotwie, likwidująca nauczanie w języku rosyjskim w szkole średniej, nie obudziła rosyjskiego niedźwiedzia.

Co przyniosą najbliższe tygodnie

Choć Nowa Partia Konserwatywna szarogęsi się na łotewskiej scenie politycznej, a to rozdzielając już stanowiska między koalicjantów (Artisa Pabriksa chcą widzieć jako marszałka Sejmu, liberałowie mają otrzymać także finanse i zdrowie, „Jedność” zaś sprawiedliwość i obronę), a to wykluczając Związek Zielonych i Rolników, to łotewski politolog Ojārs Skudra mówi, że w opozycji znaleźć się może także sama partia Jānisa Bordānsa, obecnie zbyt pewna siebie. Za pozostaniem ugrupowania Mārisa Kučinskisa w rządzie opowiadają się bowiem liberałowie, nacjonaliści i „Jedność”, które nie do końca przekonane są co do współpracy z „nowicjuszami” takimi jak ludzie Kaimiņša czy konserwatyści. – Związek Zielonych i Rolników to sprawdzona marka – mówi mi jeden z działaczy „Jedności”.

Te wszystkie sprzeczności są co prawda do przezwyciężenia, jednak negocjacje koalicyjne mogą jeszcze potrwać i potrwać. Sejm XIII kadencji tradycyjnie zbiera się na pierwsze posiedzenie na początku listopada. Wtedy powinniśmy już znać nazwisko marszałka Sejmu, kandydata na premiera, a także nazwy partii, które wejdą do koalicji. Wydaje się już przesądzone, że będzie ich pięć. Dobrze, że nie sześć, jak chce Raivis Dzintars albo Artis Pabriks, bo „gdzie kucharek sześć…”

Państwem nie będzie jednak rządzić kucharka, a jeden z doświadczonych polityków, który pociągnie stery państwa. Czy to będzie Jānis Bordāns czy Artis Pabriks, jeszcze zobaczymy. Może ktoś trzeci. Pewne jest tylko, że trzymanie lejc rządzenia nie będzie tak łatwe jak w przypadku Mārisa Kučinskisa.

W 2010 r. współzałożyciel Programu Bałtyckiego Radia Wnet, a później jego redaktor, od lat zainteresowany Łotwą, redaktor strony facebookowej "Znad Daugawy", wcześniej pisał o krajach bałtyckich dla "Polityki Wschodniej", "Nowej Europy Wschodniej", Delfi, Wiadomości znad Wilii, "New Eastern Europe", Eastbook.eu, Baltica-Silesia. Stale współpracuje także z polską prasą na Wschodzie: "Znad Wilii", "Echa Polesia", "Polak na Łotwie". Najlepiej czuje się w Rydze i Windawie.

© Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy. Więcej informacji o prawach autorskich i zakup licencji.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz swój komentarz
Wpisz swoje imię tutaj