Simonas Kairys: mer Kowna jest bardziej menedżerem niż politykiem

-

Sądzę, że konserwatywny mer Andrius Kupčinskas był bardziej politykiem niż menedżerem zarządzającym miastem. Z kolei mer Visvaldas Matijošaitis przyszedł wprost z biznesu, wcześniej przez jego ręce przechodziło dużo projektów budów. On znał dobrze ceny, metry kwadratowe, materiały budowlane. Stosunek do przedsiębiorczości po 2015 r. zmienił się diametralnie. Ale wszystko wynika nie tylko z osobowości Matijošaitisa, ale także ze zmiany systemu. Wcześniej wybierany przez radę miejską mer musiał układać się z frakcjami czy nawet poszczególnymi osobami, rozdawać im frukty. Teraz tego nie ma na szczęście, a mer może zająć się rządzeniem – mówi w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim wicemer Kowna Simonas Kairys, wiceprzewodniczący Ruchu Liberałów.

Simonas Kairys urodził się w 1984 roku, dzieciństwo spędził w Telszach, gdzie ukończył także szkołę średnią. W latach 2003-2007 studiował politologię na Uniwersytecie Witolda Wielkiego w Kownie. W przedwojennej stolicy Litwy zaangażował się w działalność w Związku Liberałów i Centrum. Następnie kształcił się w dziedzinie prawa na Uniwersytecie im. Michała Römera w Wilnie. Rozpoczął pracę w  Instytucie Myśli Liberalnej, a także jako doradca wicemera Kowna, liberała Rimantasa Mikaitisa. Został członkiem Ruchu Liberałów. W 2011 r. wybrano go radnym Kowna, został szefem frakcji liberałów, znajdującej się w opozycji wobec rządzących miastem konserwatystów. W 2015 r. uzyskał reelekcję do rady miejskiej, obejmując także stanowisko wicemera Kowna. Rok później bez powodzenia kandydował do Sejmu z listy Ruchu Liberałów. W październiku ogłosił, że w wyborach w 2019 r. będzie się ubiegać o stanowisko mera Kowna.

Tomasz Otocki, Przegląd Bałtycki: W 2019 r. odbędą się na Litwie potrójne wybory: prezydenckie, europejskie i lokalne. Ja chciałbym się skupić na tych ostatnich. W 2015 r. mieszkańcy Kowna po wielu latach rządów konserwatystów wybrali na mera niezależnego kandydata Visvaldasa Matijošaitisa, Pan zaś został wicemerem. Co udało się osiągnąć podczas tej czteroletniej kadencji?

Simonas Kairys: W 2015 r. odbyły się pierwsze wybory, w których bezpośrednio wybraliśmy mera. Można więc powiedzieć, że mieliśmy łatwy start. Nowe regulacje o bezpośrednich wyborach wprowadziły stabilność w zarządzaniu. Wcześniej mer ciągle zastanawiał się, kiedy zostanie odwołany przez radę miejską, a tą ostatnią rządziły intrygi. Teraz wybranego przez ludzi mera praktycznie nie da się usunąć.

W 2015 r. Kowno było zaniedbanym, zapomnianym miastem, położonym między Wilnem a Kłajpedą. Tym dwóm miastom władze litewskie poświęcały o wiele więcej uwagi. Z kolei Wilno, z tej racji, że leży godzinę jazdy od Kowna, przyciągało wszystkie główne inwestycje na Litwie. Dla nas niewiele zostawało. W ciągu czterech lat na pewno przywróciliśmy Kownu stabilizację budżetową. Zaczęliśmy też myśleć o nowych projektach, takich jak stadion Dariusa i Girėnasa, sala koncertowa im. Čiurlionisa. Zajęliśmy się także ulicami, strefami dla pieszych, drogami rowerowymi. Jeśli przejdzie się Pan po Kownie, to natrafi Pan wszędzie na prace remontowe lub budowlane. I to nie tylko na naszej głównej Alei Wolności.

Rozmawiamy w urzędzie miasta, Laisvės alėja jest rozkopana, niełatwo było tu dotrzeć.

W 2015 r. zastaliśmy bardzo dużo zaniedbanych, historycznych budynków. Rozpoczęliśmy wtedy specjalny program, który ma przywrócić Kownu około setki starych, zabytkowych kamienic. Mówimy tutaj głównie o dziedzictwie z okresu dwudziestolecia międzywojennego. Daliśmy prywatnym wspólnotom mieszkaniowym pieniądze pod warunkiem, że wyremontują te budynki. Gdy obejmowaliśmy władzę cztery lata temu, to mówiło się wprost – Kowno ma wspaniałe uniwersytety, uczelnie wyższe, szkoły, ale pod względem nowych budynków, inwestycji, „szklanych domów” Wilno bije je na głowę. Chcieliśmy widzieć takie inwestycje także w Kownie. W 2015 r. mieliśmy do czynienia z budową zaledwie jednego nowego obiektu tego typu w Kownie, zaś w 2016 r. było to już paręnaście budów. Postęp jest gigantyczny.

Przeczytaj także:  Arūnas Gelūnas: Sowieci nie znosili Kowna

Z czego wynika fakt, że Kowno do 2015 r. było zaniedbane?

Sądzę, że konserwatywny mer Andrius Kupčinskas był bardziej politykiem niż menedżerem zarządzającym miastem. Z kolei mer Visvaldas Matijošaitis przyszedł wprost z biznesu, wcześniej przez jego ręce przechodziło dużo projektów budów. On znał dobrze ceny, metry kwadratowe, materiały budowlane. Stosunek do przedsiębiorczości po 2015 r. zmienił się diametralnie. Ale wszystko wynika nie tylko z osobowości Matijošaitisa, ale także ze zmiany systemu. Wcześniej wybierany przez radę miejską mer musiał układać się z frakcjami czy nawet poszczególnymi osobami, rozdawać im frukty. Teraz tego nie ma na szczęście, a mer może zająć się rządzeniem.

Nawet jeśli mer jest wybierany przez ludzi, potrzebuje mieć większość w radzie miejskiej, by choćby uchwalać budżet. Visvaldas Matijošaitis zdecydował się na koalicję z Ruchem Liberałów.

A także z Partią Socjaldemokratyczną. Współpraca układa się różnie. Na przykład we frakcji lewicowej w radzie miasta każda z czterech osób ma inne zdanie na kluczowe kwestie. Często nie biorą udziału w głosowaniach. W 2015 r. lewica straciła swojego wicemera, obecnie w zarządzie miasta znajdują się jedynie przedstawiciele „Zjednoczonego Kowna” i liberałów. Zaś sam mer, trzeba przyznać, jest jedną z najpopularniejszych osób w kraju, murowanym kandydatem w rankingu prezydenckim.

Przeczytaj także:  Ingrida Šimonytė: musimy się zdecydować, czy jesteśmy Szwecją czy USA

Wracając do naszych sukcesów jako władz Kowna. Na pewno jednym z nich jest komunikacja. Staramy się zaspokajać oczekiwania zarówno zwykłych mieszkańców, jak i inwestorów. W 2022 r. Kowno będzie europejską stolicą kultury, a my opracowaliśmy intensywny program obchodów, który nie zaczyna się i nie kończy na 2022 r. Zaangażujemy dużo organizacji społecznych, a także wypromujemy Kowno na arenie międzynarodowej. Chcemy do Kowna przyciągać poprzez naszą modernistyczną architekturę z okresu dwudziestolecia międzywojennego. Niby ludzie świetnie wiedzą, jakie znaczenie ma ten przedwojenny modernizm, wiedzą, że w Kownie była siedziba prezydenta, Sejmu, różnych urzędów czy banków, ale gdy w 2015 r. wprowadziliśmy oznaczenie budynków poprzez „European heritage label”, to wielu mieszkańców było zaskoczonych, że ten modernizm ma tak wiele do zaoferowania. Tę architekturę chcemy właśnie pokazać Europejczykom. Paręnaście lat temu Kowno było kojarzone zaledwie jako miasto taniego piwa i pięknych kobiet. Teraz weszliśmy na wyższy poziom z naszą promocją międzynarodową.

Chciałbym zapytać o inwestycje, które trafiają do Kowna. W waszym regionie są dwa wielkie niemieckie projekty takie jak „Continental” i „Hella”.

Mamy inwestycje nie tylko z Niemiec, ale także ze Skandynawii czy Holandii. Z tego ostatniego kraju pochodzą choćby „Hyarchis”, która zajmuje się oprogramowaniem, ale także „GeoPhy”, „Meridia” czy „Centric”. Wokół Kowna istnieje wolna strefa ekonomiczna, gdzie inwestują wspomniane „Hella” czy „Continental”, ale mamy także „Hollister Incorporated” z USA. Wcześniej z tego samego kraju pojawiło się w Kownie „Intermedix”, które zajmuje się ubezpieczeniami zdrowotnymi. Widzimy więc, że Kowno z miasta znanego głównie przez Litwinów, staje się ośrodkiem międzynarodowym.

Przeczytaj także:  Mindaugas Puidokas: obecnie polscy politycy chcą mieć wyważony pogląd na Litwę

Do którego trafiają nawet Japończycy jako turyści.

Tak, ich przyciąga znajdujący się tutaj Dom Sugihary, dyplomaty, który w czasie II wojny światowej ratował Żydów. Kiedy paręnaście lat temu rodzina Garbaravičiusów kupiła ten dom i chciała w nim urządzić muzeum, ludzie patrzyli na nich jak na wariatów. Z kolei w Japonii Sugihara zrobił zawrotną karierę jako jasny punkt w ciemnej historii II wojny światowej. Japończycy zrobili nawet o nim film fabularny. Co roku do Kowna trafia 17 tysięcy Japończyków, którzy chcą zobaczyć Dom Sugihary, jednak do tej pory Kowno było zaledwie przystankiem pomiędzy Wilnem a Morzem Bałtyckim. Ludzie zatrzymywali się tutaj na parę godzin. Od jakiegoś czasu zachęcamy do tego, by spędzić choćby jedną noc w Kownie i zobaczyć więcej ciekawych budynków. W zeszłym roku grupa parudziesięciu malarzy japońskich przyjechała, by malować dom Sugihary. Niedawno ogłosiliśmy „tydzień Sugihary w Kownie”, robimy z tej okazji sympozjum, na które chcemy przyciągnąć ludzi z różnych krajów, pokazać człowieka, który sprzeciwił się sztywnym regułom dyplomatycznym. Częścią sympozjum będzie pokazanie także kultury żydowskiej starego Kowna.

Przeczytaj także:  Jan Zwartendijk. Holenderski konsul w Kownie, który ratował Żydów

Jeśli mówimy o Japończykach, to koniecznie trzeba także wspomnieć wizytę premiera Shinzō Abe w Kownie w styczniu 2018 r.

Co robicie jako władze miasta, by przyciągnąć więcej inwestycji do Kowna?

Naszą główną siłą nie są niskie płace, ale kapitał ludzki. Mamy dobrych specjalistów, a także absolwentów kowieńskich uczelni, których w naszym mieście jest dużo. Kiedy w 2015 r. zostawałem wicemerem, wydawało mi się, że dla inwestycji kluczowe są korzystne podatki. Ale gdy spotykamy się z przedsiębiorcami, oni nie mówią o podatkach czy jakichś zniżkach, a interesują się tym, w jaki sposób zamierzamy przyciągnąć więcej młodzieży do Kowna, by zamieszkali tu na stałe, a nie jedynie na czas studiów. Naszym obowiązkiem jest zapewnić młodym nie tylko mieszkania, ale także odnowione parki, miejsca rozrywki, czy chociażby miejsca dla małych dzieci w przedszkolach albo dobry „car sharing”. My oczywiście możemy być jedynie moderatorem tego procesu, bo nie jesteśmy rządem, tylko samorządem.

Wracając do inwestycji, to najbardziej nowych inwestorów przyciągają nie władze Kowna, a poprzedni inwestorzy. Na przykład „Hella”, która jest wielkim przedsiębiorstwem, także potrzebuje podwykonawców. My jako Kowno stworzyliśmy zaś choćby Park Innowacji w Aleksocie, który nie jest konkurencją, a jedynie uzupełnieniem dla wolnej strefy ekonomicznej.

Zresztą inwestycje to nie jest tylko zadanie dla Kowna. Faktyczne granice naszego miasta są o wiele szersze niż granice administracyjne. Kowno jest otoczone rejonem kowieńskim, na którego terytorium znajduje się lotnisko czy wolna strefa ekonomiczna. Wszystko są to naczynia połączone. W sprawie inwestycji musimy się dogadywać z rejonem kowieńskim.

Jak układa się wasza współpraca?

Razem z rejonem kowieńskim organizujemy choćby projekt Europejskiej Stolicy Kultury w 2022 r. Ponadto w rejonie kowieńskim osiedla się bardzo dużo mieszkańców Kowna, którzy budują tam domy, a także płacą podatki, co jest problemem dla Kowna. Tam jest piękna przyroda, choćby nad Niemnem. Teraz istnieje jednak inny trend. Coraz mniej ludzi decyduje się na domy na przedmieściach, a bardziej na mieszkania w centrum Kowna.

Jak wygląda przyciąganie pieniędzy europejskich w przypadku waszego miasta?

Obecna perspektywa finansowa UE zakłada, że nie możemy wydawać tych pieniędzy, ot tak, choćby na renowację ulic. Do każdego euro musimy coś dołożyć w ramach projektu. Musieliśmy także wybrać dwie zintegrowane dzielnice, w których będą inwestowane środki unijne. W przypadku Kowna są to Zielona Góra i Aleksota, czyli nasze perspektywiczne rejony. Pieniądze idą na renowację historycznego stadionu sportowego, na stadion Dariusa i Girėnasa, a także na Park Innowacyjny w Aleksocie. Regulacje unijne przewidują, że na każdy obiekt można wykorzystać maksymalnie pięć milionów euro. Część pieniędzy nie idzie przez samorząd Kowna, a przez ministerstwa. Dlatego trudno jest oszacować łączną sumę środków, która trafia do nas z UE. Na przykład w Kownie mamy trzynaście instytucji kulturalnych, które podległe są nie nam, a Ministerstwu Kultury.

Czy przyciągacie także środki norweskie albo szwajcarskie?

Nasz zamek został odnowiony z mechanizmu norweskiego. Teraz Norwegowie chcą się jednak koncentrować na odnowieniu drewnianej architektury Kowna. Obecnie jesteśmy na etapie ustalania budżetu na kolejna lata.

Remontujecie obecnie Aleję Wolności.

Zaczęliśmy od strony soboru. Zebraliśmy dane o właścicielach kamienic i wysłaliśmy im wszystkim listy z informacją, że ich domy są zaniedbane. Zaproponowaliśmy dwie opcje: albo podniesiemy podatki, albo włączą się w renowację kamienic. To była bardzo efektywna droga, by zachęcić właścicieli, żeby wzięli odpowiedzialność za swoje domy.

Jest Pan wicemerem odpowiedzialnym za kulturę, sport i turystykę, co zostało zrobione w tej dziedzinie?

Odpowiadam także za współpracę międzynarodową i dziedzictwo. Jeśli chodzi o kulturę, to wielkim osiągnięciem było przyznanie tytułu Europejskiej Stolicy Kultury w 2022 r. Wpisaliśmy także nasze miasto na listę oczekującą w UNESCO. W 2016 r. Kowno zostało nagrodzone nagrodą miasta turystycznego. Wcześniej „Kowno” i „turystyka” to nie były synonimy. Gdy mowa o turystyce, to początkowo na lotnisku kowieńskim mieliśmy jedynie tanie linie lotnicze, a więc „Ryanaira”, później udało nam się zaprosić „WizzAira”, a obecnie, od maja 2018 r., mamy także PLL LOT, który już nie jest tanią linią lotniczą. Jeśli chodzi o kierunki to oferujemy obecnie trzy norweskie miasta (Alesund, Bergen, Stavanger), Kijów, Londyn, Eindhoven w Holandii, czy Turku w Finlandii. Ta ostatnia destynacja wynika z faktu, że zależy nam na rynku skandynawskim. Z kolei lot do Warszawy to sprawa bardziej biznesowa niż turystyczna. Zależało nam jako władzom Kowna, by mieszkańcy mieli szansę wylecieć rano do Warszawy, przesiąść się tam i polecieć na ważne spotkania biznesowe, zaś wieczorem wrócić do Kowna.

Czyli jest tak samo jak w Połądze. Wylot PLL LOT z Połągi wczesnym rankiem, zaś powrót wieczorem i cały dzień w Europie.

Zastanawialiśmy się także nad stworzeniem lotu czarterowego na trasie Kowno-Tokio, ale to wymaga więcej prac. Na razie cieszymy się z faktu, że premier Shinzō Abe odwiedził nasze miasto.

Przeczytaj także:  Na wiosnę polecimy do Połągi

Kowno staje się miastem międzynarodowym…

Ze względu na lotnisko, które przyciąga coraz więcej firm, wolną strefę ekonomiczną z jej inwestycjami. Wokół Kowna krzyżują się tory europejskie i rosyjskie, a zaraz będziemy mieli Rail Balticę czy Via Balticę. Z kolei dwieście kilometrów od Kowna znajduje się port kłajpedzki, co nadaje naszemu miastu bardzo ważne położenie, jeśli chodzi o logistykę.

Kowno jest miastem sportu?

Na pewno tak. Dużo pieniędzy z budżetu miasta idzie na nasz klub „Žalgiris”. To część naszej historii. Zaczynamy także budowę nowego stadionu sportowego, a także hali hokeja na lodzie czy basenów miejskich. Mamy także ścieżki rowerowe, ale to już kwestia nie sportu, a komunikacji. Zainwestowaliśmy w nie bardzo dużo, oznaczając na zielono drogę dla rowerzystów.

Jako miasto jesteśmy otwarci na wszystkie wydarzenia sportowe. Ostatnio znów powstała w Kownie drużyna hokejowa.

Jak wyglądają przygotowania Ruchu Liberałów do wyborów w Kownie?

Na początku października wybraliśmy naszego kandydata na mera. W listopadzie zakończymy procedurę formowania listy wyborczej. Teraz niestety Ruch Liberałów jest w trudnej sytuacji.

Przeczytaj także:  Eugenijus Gentvilas: Alternatywą dla państwa kryminalistów nie jest państwo policyjne

Uważa Pan, że partia przetrwa?

Sądzę, że tak, ale nie ma co ukrywać, że będzie ciężko. Wielu liberałów zdecydowało się na to, by zachować członkostwo w partii, ale kandydować z innych list. Przykładem jest Wilno. Czekają nas trudne rozmowy. Wybory będą ciężkie. Ale jeśli popatrzy Pan na inne miasta na Litwie, to z wyjątkiem paru samorządów, lista liberałów jednak będzie. Po 2015 r. pozbyliśmy się ludzi odpowiedzialnych za niszczenie naszej partii, korupcję itp. Potrzebujemy jednak więcej ruchów na rzecz odnowy.

Kowno nie jest stracone dla liberałów?

Mam taką nadzieję. Ja osobiście mam okazję jako wicemer pracować nie na rzecz renowacji ulic, a zajmować się „treścią” miasta, jego wizerunkiem i kształtem, jakiego nabierze. Rolą polityków nie jest bowiem jedynie budowa dróg, a praca nad rzecz miasta, takiego, jakie będzie ono w 2022 r., kiedy będziemy Europejską Stolicą Kultury.

© Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.

Tomasz Otocki
Tomasz Otocki
W 2010 r. współzałożyciel Programu Bałtyckiego Radia Wnet, a później jego redaktor, od lat zainteresowany Łotwą, redaktor strony facebookowej "Znad Daugawy", wcześniej pisał o krajach bałtyckich dla "Polityki Wschodniej", "Nowej Europy Wschodniej", Delfi, Wiadomości znad Wilii, "New Eastern Europe", Eastbook.eu, Baltica-Silesia. Stale współpracuje także z polską prasą na Wschodzie: "Znad Wilii", "Echa Polesia", "Polak na Łotwie". Najlepiej czuje się w Rydze i Windawie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here