Egidijus Vareikis: dla Litwy najlepszy sąsiad na Wschodzie to Wielkie Księstwo Moskiewskie

-

Jestem zwolennikiem Georga Friedmana, założyciela i dyrektora generalnego think tanku „Stratfor”, który przewiduje dobrą przyszłość dla Środkowej Europy, dla Polski. Mówi, że w Europie będzie dominować „new Poland”, „nowa Rzeczpospolita”, my też wchodzimy w to jako Litwa. Jeśli patrzymy na mapę, to granice Rosji dzisiaj i trzysta lat temu są takie same. Warto popatrzeć jak Rosja wyglądała w czasach przedimperialnych, przed Piotrem Wielkim. Zbigniew Brzeziński także o tym mówił, jako pierwszy, że najlepsza Rosja to nie ZSRR, czy imperium carskie, ale Księstwo Moskiewskie – mówi w rozmowie z Przeglądem Bałtycki Egidijus Vareikis, poseł na Sejm z listy Związku Chłopów i Zielonych.

Egidijus Vareikis urodził się w 1958 r. w Kownie. Ukończył studia chemiczne na Uniwersytecie Wileńskim, gdzie także uzyskał stopień doktora nauk przyrodniczych. W 1990 r. przebywał na stażach naukowych w Ameryce. W czasach rządów „Sąjūdisu” doradzał premierowi w sprawach zagranicznych. Od 1997 do 2000 r. kierował Katedrą Politologii na Uniwersytecie Wileńskim. Działał w chrześcijańskiej demokracji, następnie zaś w Związku Ojczyzny, z ramienia którego powrócił w 2004 r. do Sejmu. W 2008 r. zatrzymano go prowadzącego samochód w stanie nietrzeźwości, później otwarcie mówił o swoich problemach alkoholowych. Pozostał jednak przedstawicielem konserwatystów w parlamencie. W 2016 r. dołączył do Związku Chłopów i Zielonych, z ramienia którego jest posłem. Stoi na czele grupy modlitewnej w Sejmie XIII kadencji. Od paru lat nie pije.

Tomasz Otocki, Przegląd Bałtycki: Patrzę na ostatnie głosowanie odnośnie paktu migracyjnego…

Egidijus Vareikis: Nie głosowałem, ale nie dlatego, że chciałem się uchylić, tylko dlatego, że przebywałem w Brukseli. Ale sądzę, że głosowałbym za.

Dlaczego?

Nie sądzę, że pakt jest niebezpieczny, tak jak się mówi. To są ogólne zasady spisane przez Organizację Narodów Zjednoczonych, coś w rodzaju praw ruchu drogowego, że wszystkie państwa muszą się im podporządkować. Właśnie tydzień temu mówiliśmy w Sejmie o tym, jaka będzie polityka migracyjna Unii Europejskiej, czy coś się zmieni po tym pakcie. Doszliśmy do wniosku, że nie będzie fundamentalnych zmian.

Widzę jednak, że wielu posłów Związku Chłopów i Zielonych głosowało przeciwko, wśród nich Mindaugas Puidokas i Naglis Puteikis.

Nie mieliśmy dyscypliny głosowania. Nie było wcześniej dyskusji, każdy miał swoje zdanie. Tak się dzieje często w naszej frakcji. W tym wypadku nie uznaliśmy za stosowane, żeby koniecznie był wspólny pogląd we frakcji. Wiemy bowiem, że ludzie na Litwie mają różne zdanie w tej sprawie. Nie uważam, że byłaby tragedia, gdyby głosowanie wypadło inaczej. Jestem za, ale pakt o migracji to nie jest tak ważna sprawa jak chociażby budżet państwa.

Przeczytaj także:  Mindaugas Puidokas: obecnie polscy politycy chcą mieć wyważony pogląd na Litwę

Dlaczego pakt nie jest groźny dla Litwy, a rządy Austrii czy Węgier zareagowały, tak jak zareagowały?

To trzeba pytać polityków w Budapeszcie i Wiedniu, ja tego nie wiem.

A jak Pan myśli?

Przypatrywałem się nieco sytuacji w Austrii i na Węgrzech i generalnie argumenty wszędzie są podobne. Jednak na Litwie myślimy inaczej. Sądzę, że wynika to z faktu naszego położenia geograficznego, że bliżej nam do Skandynawii niż do Bałkanów. Ja sam byłem miesiąc temu na granicy węgiersko-serbskiej, widziałem płot, który jest budowany. My na Litwie też budujemy płoty, ale nie z tej samej przyczyny.

A to co się dzieje na Węgrzech Pana interesuje?

Na Litwie patrzymy na stosunki Budapesztu z Brukselą, to jest dla nas interesujące.

To jest groźne dla Litwy?

Nie powiedziałbym. Uważam, że bardziej nas niepokoją relacje węgiersko-ukraińskie, dlatego, że na Litwie popieramy aspiracje Ukrainy do świata zachodniego. Nie podoba nam się rozdźwięk między Budapesztem a Kijowem. Chodzi tutaj nie tylko o mniejszość węgierską na Zakarpaciu, ale Węgrzy blokują chociażby sprawy ukraińskie w NATO. To jest niedobre. My w dużym stopniu rozumiemy Węgrów, ale niektóre rzeczy trzeba rozwiązywać bardziej subtelnie. Nie sądzę, że blokada stosunków Ukrainy z NATO jest konieczna. Jest oczywiście faktem, że Viktor Orbán ma poparcie społeczne, można mieć wątpliwości, czy 60% czy 70%, ale wybory w 2018 r. były demokratyczne. Na ile Orbán robi niebezpieczne kroki, za wcześnie sądzić. Każda partia mająca takie poparcie ma różne pokusy, na rozwiązania radykalne. Jeśli ktoś ma poparcie 2/3 wyborców, to można stwierdzić, że to nie jest demokracja, dla mnie jednak Węgry wciąż są państwem demokratycznym. Teraz z dużym zaciekawieniem patrzę na Armenię, gdzie nowa siła polityczna wywalczyła 80%. Co z tego będzie?

Przeczytaj także:  Raivis Zeltīts: Narodowcy zbliżyliby Łotwę do Grupy Wyszehradzkiej

Jak potoczy się sytuacja w Armenii?

Byłem tam trzy tygodnie temu, jeszcze przed wyborami. Sądzę, że nowa ekipa będzie chciała iść w stronę Zachodu, uniezależnić Armenię od Rosji, ale ta zależność od Moskwy jest widoczna na każdym kroku. Sądzę, że nowemu rządowi będzie bardzo trudno. My także jako kraje bałtyckie mieliśmy trudno. Wciąż jesteśmy zresztą uzależnieni energetycznie od Rosji

Czy Armenia pójdzie drogą Gruzji i Ukrainy?

My chcemy, żeby Armenia była bliżej Europy Zachodniej.

Czy to jest realne?

Ale co to znaczy? Trzydzieści lat temu wiele osób mówiło Litwinom, że niepodległość jest nierealna, bo istnieje Związek Radziecki.

Ale czy w Erywaniu jest determinacja, żeby coś zmienić?

Są tacy ludzie. Wyniki wyborów o tym świadczą. Oczywiście ludzie w Armenii głosowali nie za Rosją czy za Europą, ale przeciwko starej nomenklaturze. Nowa grupa rządząca nie jest jednak całkowicie prozachodnia, choć sądzę, że coś się może zmienić. Każdy z krajów Partnerstwa Wschodniego ma jednak problemy, choćby Mołdawia, która także nie jest jednoznacznie prozachodnia. Jestem sprawozdawcą Rady Europy ds. Mołdawii. Znam ten kraj bardzo dobrze.

A w jakim kierunku pójdzie sytuacja w Mołdawii? Mieliśmy wybory mera Kiszyniowa, które zostały uznane za nieważne…

Wybory zostały unieważnione z dziwnego powodu. To niejasna sprawa. W lutym będą wybory parlamentarne. Ja będę wtedy w Kiszyniowie.

A Związek Chłopów i Zielonych ma kontakty w Mołdawii?

Ja nie jestem członkiem partii. LVŽS ma głównie relacje z partiami Zielonych w Europie. W Mołdawii nie ma Partii Zielonych.

Jednoznacznie wspieracie jednak kurs europejski w Mołdawii.

Tak jak wszystkie partie na Litwie. Nawet Tomaszewski nie chce, żeby Mołdawia była pod kuratelą Rosji.

Przeczytaj także:  Zbigniew Jedziński: Putin popełnił błąd, zajmując Krym

Powiedział Pan, że LVŽS współpracuje z Zielonymi. Teraz na Delfi widzę Pański artykuł o „zielonej fali” w Niemczech. Interesuje Pana ta kwestia?

Dziennikarze poprosili mnie, żebym wyraził swoje zdanie na temat sukcesów Zielonych w Niemczech. Tam nie ma nic dziwnego. Zieloni podwoili swoje poparcie sondażowe w Niemczech, rosną szybko, to jest ciekawe, bo żadna partia zielonych w Europie tak nie rośnie, może poza Belgią czy Holandią. Ale w innych krajach nie mamy takiej sytuacji. W Szwecji weszli do parlamentu, ale będą w opozycji. My już myślimy co będzie w Parlamencie Europejskim w 2019 r. Jeśli grupa zielonych pozostanie w kręgu tych samych partii, co obecnie, to raczej nie powiększą swoich wpływów. Może się tak zdarzyć, że 2/3 posłów będzie pochodzić z Niemiec.

Bo ani w Polsce, ani we Francji, ani w Hiszpanii czy Portugalii nie ma partii Zielonych.

Będą posłowie z Litwy, Łotwy, Skandynawii, Belgii czy Holandii i wszystko. Ja uważam jednak, że Zieloni mogą pozostać silną partią właśnie w Niemczech, gdzie CDU i SPD słabną. Mogą powstać jeszcze inne centroprawicowe partie, co trzeba obserwować.

Jak wybór nowej przewodniczącej CDU i wzmocnienie się Zielonych wpłynie na politykę zagraniczną Niemiec?

Nie wiem, dlaczego CDU wybrało AKK, czyli Annegret Kramp-Karrenbauer. Sądzę, że to jest kontynuacja polityki Angeli Merkel, a to jest akurat zły znak, bo partia słabnie. A ugrupowanie, które słabnie, nie myśli o reformach. Wybrano człowieka, który mówi, że wszystko jest w porządku. Gdybym był członkiem CDU głosowałbym na kandydata, który przewiduje radykalne zmiany. Partia, która słabnie, musi wybrać kogoś, kto myśli o znaczących zmianach. Merkel uważa, że wybory w Hesji czy Bawarii to wypadek przy pracy. Kramp-Karrenbauer to będzie dla CDU kolejne osłabienie. Co powstanie potem? Wszyscy czekają na wybory europejskie. Socjaliści słabną, Europejska Partia Ludowa zostanie największa, ale bardzo osłabiona, ale co będą robić małe grupy?

Przeczytaj także:  Środa popielcowa chadecji w Meklemburgii, czyli co piszczy na niemieckiej północy

Jaki układ w Parlamencie Europejskim byłby najkorzystniejszy dla Litwy?

Europejska Partia Ludowa reprezentuje tylko część Litwy, głównie konserwatystów. Ma struktury, nie może być otwarta dla wszystkich. LVŽS nie może połączyć się z Europejską Partią Ludową, bo tam są sztywne reguły współpracy.

Z kolei dla LVŽS Zieloni europejscy są zbyt lewicowi.

Dla wielu z nas. Dlatego nie wyobrażamy sobie współpracy z socjalistami czy zielonymi. Z komunistami zaś nie możemy pójść. Sprawa dla LVŽS  jest otwarta. Obecnie nie ma jeszcze decyzji, gdzie wstąpimy. To będzie zależeć, czy pójdziemy do wyborów jako LVŽS czy w szerszej koalicji.

Czy Pan chciałby startować do Brukseli?

Nie mogę tego powiedzieć publicznie. Jeszcze się zastanawiam. W 2003 r. zasiadałem w Parlamencie Europejskim jako obserwator. Byłem w Komisji Spraw Zagranicznych. Będziemy o tym dyskutować w 2019 r., to będzie zależeć od naszych układów wewnętrznych.

Widzę, że interesują pana sprawy cywilizacyjne, pisał Pan na Delfi o „trzech pogrzebach cywilizacji europejskich”.

Jeśli czyta Pan po litewsku, to co roku Akademia Wojskowa im. Generała Jonasa Žemaitisa drukuje „Lithuanian Annual Strategic Review”. W najświeższym wydaniu jest mój artykuł geopolityczny, „Geopolityka Litwy w drugim stuleciu”. Poświęcony XX i XXI wiekowi. Te sprawy „future studies” interesują mnie.

Jaka będzie przyszłość Litwy na geopolitycznej mapie?

Ja jestem zwolennikiem Georga Friedmana, założyciela i dyrektora generalnego think tanku „Stratfor”, który przewiduje dobrą przyszłość dla Środkowej Europy, dla Polski. Mówi, że w Europie będzie dominować „new Poland”, „nowa Rzeczpospolita”, my też wchodzimy w to jako Litwa. To jest optymistyczne. Jeśli Pan przeczyta ten artykuł w „Lithuanian Annual Strategic Review”, tam jest mapa Friedmana, która pokazuje, gdzie jest granica między Wschodem a Zachodem, ta granica jest na linii Sankt Petersburg-Rostów nad Donem. Białoruś i Ukraina są po naszej stronie. Ja tak mówię, że dla nas najlepsza Rosja to Księstwo Moskiewskie. Jeśli patrzymy na mapę, to granice Rosji dzisiaj i trzysta lat temu są takie same.

Poza Kaliningradem.

Poza Kaliningradem. Warto popatrzeć jak Rosja wyglądała w czasach przedimperialnych, przez Piotrem Wielkim. Ona ma prawie takie same granice jak dzisiaj. To jest korzystne dla Litwy. Zbigniew Brzeziński także o tym mówił, jako pierwszy, że najlepsza Rosja to nie ZSRR, czy imperium carskie, ale Księstwo Moskiewskie.

Przeczytaj także:  Claudia Müller: zróbmy w Meklemburgii „dzień Polski” zamiast „dnia Rosji”

Ale co zrobić z Kaliningradem?

Jeśli Rosja będzie Księstwem Moskiewskim, to Kaliningrad nie będzie groźny. Póki Rosja ma broń nuklearną, jest gorzej. Ale krok po kroku sytuacja krajów bałtyckich idzie w dobrym kierunku. Jeśli wrócić do mapy Friedmana, to trzydzieści lat temu wojska rosyjskie były jeszcze w Niemczech. W ciągu 30 lat Rosja straciła wszystko to, co zdobyła w ciągu trzystu lat.

A nie boi się Pan, że na miejsce Rosji wejdą Chiny?

Jeśli przeczyta Pan Georga Friedmana, to zobaczy Pan, że Chiny nie mają dobrej przeszłości…

Dlaczego Pan nazwał Donalda Trumpa „nowym Trumanem”?

To jeden z moich artykułów w Delfi, a ja piszę dużo. Było w 1946 r. coś takiego jak „doktryna Trumana”, chodziło o powstrzymanie Rosji. Nie mamy obecnie dobrej strategii, co robić z Rosją. Ja pytałem swoich kolegów w Brukseli i Strasburgu, dlaczego chcą tak bardzo żyć z Rosją. Oni mówią, że jeśli Rosja wystąpi z Rady Europy, to będzie bardzo źle. Ja pytam, dlaczego? Po 1945 r. mieliście czterdzieści lat bez Rosji, zbudowaliście dobrobyt, co wam przyniosło ostatnie trzydzieści lat z Moskwą? Ale w 1990 r. była taka idea, że budujemy Europę od Vancouver do Władywostoku. Bez Rosji nie możemy – mówiło się. Ale teraz jest trzydzieści lat z Rosją, ale wciąż są problemy. Ale dlaczego nie ma innego wyjścia? Ja nie napisałem, że Trump już jest Trumanem. Nie, on jeszcze nie jest. Ale może on jakoś wymyślić coś, jakąś nową ideę, nowy projekt. On jest człowiekiem innowacyjnym, niesystematycznym.

Przeczytaj także:  Trump dla Łotwy nadal niewiadomą

Uważa Pan, że Trump jest lepszą opcją dla Litwy niż Hillary Clinton?

Stuprocentowo.

Dwa lata temu, gdy były wybory w USA politycy bałtyccy byli zaniepokojeni wygraną Trumpa.

Jeśli Pan czyta moje artykuły, to ja już latem 2016 r. w artykule „Kto się boi Donalda Trumpa?” przewidziałem możliwość wygranej Trumpa, że nie trzeba się go bać, że jest normalnym człowiekiem, podobnym do Ronalda Reagana, którego też elity nie kochały, mówiąc, że to „średni aktorek”. Krytykowały go związki zawodowe. A był najlepszym prezydentem całego stulecia.

Nie jest Pan rozczarowany Trumpem?

Nie, ja zawsze go popierałem, może nie wierzyłem stuprocentowo, że wygra, bo noc wyborczą przespałem. Kiedy wstałem rano byłem zdziwiony i mile zaskoczony.

A papieża Franciszka nazwał Pan XXI-wiecznym stalkerem.

To było po tym, kiedy w 2015 r. wydrukował „Laudato si’” („Pochwalony bądź”) o ekologii, nazywaną także „zieloną encykliką”. Określenie „stalker” nawiązuje do filmu Andrieja Tarkowskiego „Stalker” z 1979 r. Stalker wraz z dwoma klientami podróżuje przez Zonę do tajemniczej komnaty, gdzie ponoć spełniają się marzenia. To jest zanieczyszczony rewir, a papież jest właśnie dla mnie takim Stalkerem, który sprząta te wszystkie nieczystości. Mam na myśli „ekologię moralną”, nie tylko „fizyczną”. My jako chrześcijanie musimy się oczyścić. Kiedy codziennie czytam Pismo Święte, to tam jest informacja, że trzeba być czystym. Ja byłem alkoholikiem. Miałem poważne problemy. Teraz czuję się oczyszczony, nie piję.

Przeczytaj także:  Papież Franciszek w krajach bałtyckich: Mosty zamiast murów

Popiera Pan antyalkoholową politykę Karbauskisa?

Tak, ale nie to było powodem, że znalazłem się we frakcji LVŽS. Wcześniej angażowałem się w chrześcijańską demokrację, w konserwatyzm, ale konserwatyści w 2016 r. powiedzieli, że nie chcą mnie na swoich listach z powodu moich problemów osobistych. Obawiali się, że mój alkoholizm im zaszkodzi. Mogę zostać w partii, ale nie mogę kandydować do Sejmu. Wtedy pomógł mi Ramūnas Karbauskis i zaproponował start jako bezpartyjnej osobie. Uznał, że taki człowiek jak ja, który ma dużo doświadczeń w polityce zagranicznej przyda się partii, w dodatku, że już jestem trzeźwą osobą. Nie wszyscy się zgadzali, ale Karbauskis wtedy powiedział, że pójdę, tylko jako ostatni. Miałem numer 141.

Udało się Panu przebić.

Po rankingowaniu byłem 23.

Pozostał Pan bezpartyjny.

Sam nie proponuję, żeby przejść do LVŽS. Jest jak jest, teraz będą decydować interesy całej naszej grupy politycznej. Nie zmieniłem swoich poglądów od 1990 r., zawsze miałem takie same poglądy, nawet jeśli nie jestem już u konserwatystów.

Jest Pan szefem parlamentarnej grupy modlitewnej. To grupa ekumeniczna?

Formalnie tak, ale należą do niej rzymscy katolicy. Mamy coś w rodzaju kaplicy, to znaczy aulę św. Jana Pawła II, gdzie się spotykamy i modlimy. W grupie jest około dwudziestu osób, z różnych partii, tę grupę otworzyliśmy piętnaście lat temu, ja jestem przewodniczącym od samego początku. Modlimy się razem z personelem Sejmu. Każdego dnia o 7:50 zbieramy się w budynku, czyli przed pracą, która zaczyna się o 8:00. Pracownicy Sejmu modlą się za nas na początku każdej sesji plenarnej. W swym programie mamy spotkania z ciekawymi osobistościami, dyskutujemy, zapraszamy biznesmenów, pytamy, czy dla ludzi biznesu modlitwa jest potrzebna. O to samo pytamy dziennikarzy czy pisarzy. Mamy spotkania z hierarchami kościoła katolickiego, a także nieformalnych kapelanów, którzy przychodzą do nas. Modlimy się na różańcu. Dyskutujemy o piśmie świętym.

Przeczytaj także:  Tomas Šernas: Dla ewangelików ważniejsze jest wydawanie książek niż budowa pomników

Pana zastępczynią jest Rita Tamašiūnienė z AWPL. Jak się Wam współpracuje?

Dobrze, nie ma problemów (uśmiech). Każdy może mówić „Ojcze Nasz” w języku jaki zna, ja co prawda odmawiam po litewsku…

Choć rozmawiamy po polsku, a dla Pana nasz język nie jest dużym problemem.

Wolałbym mówić lepiej.

Dobrze się Panu modli z Michałem Mackiewiczem?

Ja nie mam uprzedzeń natury etnicznej. Mój zięć jest z Filipin, mój wnuk nazywa się Fernandez. Uważam się jednak za nacjonalistę litewskiego.

Dlaczego?

Bo jestem z Kowna.

Ale Kowno przestało być konserwatywne ostatnio.

Ludzie się zmieniają…

Przeczytaj także:  Simonas Kairys: mer Kowna jest bardziej menedżerem niż politykiem

Przeczytaj także:  Arūnas Gelūnas: Sowieci nie znosili Kowna

A co to znaczy dla Pana być nacjonalistą?

Jestem Litwinem, sądzę, że narody muszą istnieć, nie możemy się roztopić, ale to nie znaczy, że Polacy i Litwini muszą się między sobą kłócić. Niech Łotysze będą Łotyszami, Estończycy Estończykami, Polacy Polakami. Ja jestem wychowany przez telewizję polską w czasach komunistycznych. Wasz język jest dla mnie dużą wartością.

A dwujęzyczne nazwy ulic spodobałyby się?

Czemu nie, mogą być.

Czyli jest Pan nacjonalistą, ale wyobraża sobie Pan…

To nie jest problem nacjonalizmu, mamy różne sytuacje na świecie.

Na Słowacji są węgierskie tabliczki.

W Strasburgu także są dwujęzyczne.

Przeczytaj także:  W krainie Szwedofinów

Zadam Panu jeszcze ostatnie pytanie o sankcje, które Litwa zdecydowała się wprowadzić po kryzysie w Cieśninie Kerczeńskiej. Łotwa i Estonia nie zrobiły tego. To jest dobra droga?

Sądzę, że tak. Znów możemy wrócić do mapy Friedmana. Nie tylko zresztą do niej. Był geograf rzymski Ptolomeusz, który żył w II w. Na jego mapach granica między Europą a Azją, „Sarmatia Europeana” i „Sarmatia Asiatica” jest na Donie. Wojna toczy się obecnie na tej granicy. Nic się nie zmieniło przez dwa tysiące lat.

A dlaczego Ryga i Tallinn nie zdecydowały się na sankcje?

To kwestia czasu. My musimy popierać Ukrainę nie tylko z powodów geopolitycznych, ale także historycznych. W końcu Kijów był w Wielkim Księstwie Litewskim. Łotysze mogą patrzeć na to inaczej… My chcemy, żeby Ukraina była po stronie Zachodu…

Czy to się uda także Armenii?

Armenii? Nie wiem…

A wyobraża sobie Pan członkostwo Armenii w Unii Europejskiej?

Nie wiem, może. Sądzę, że na razie musimy przyspieszyć z włączeniem Ukrainy i Białorusi do Europy.

W 2010 r. współzałożyciel Programu Bałtyckiego Radia Wnet, a później jego redaktor, od lat zainteresowany Łotwą, redaktor strony facebookowej "Znad Daugawy", wcześniej pisał o krajach bałtyckich dla "Polityki Wschodniej", "Nowej Europy Wschodniej", Delfi, Wiadomości znad Wilii, "New Eastern Europe", Eastbook.eu, Baltica-Silesia. Stale współpracuje także z polską prasą na Wschodzie: "Znad Wilii", "Echa Polesia", "Polak na Łotwie". Najlepiej czuje się w Rydze i Windawie.

© Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy. Więcej informacji o prawach autorskich i zakup licencji.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz swój komentarz
Wpisz swoje imię tutaj