Viktorija Čmilytė-Nielsen: Nasza partia łączyła zawsze „wielkomiejskich” i „małomiasteczkowych” liberałów

-

Myślę, że na Litwie jest podobna sytuacja jak w Polsce. Ludzie w dużych miastach mają większą tendencję, by przejmować się prawami człowieka, równością płci, kwestiami ważnymi dla mniejszości czy dekryminalizacją posiadania marihuany. Te same postulaty wcale nie muszą być tak atrakcyjne dla liberałów w mniejszych ośrodkach. Ruch Liberałów w ciągu dziesięciu lat z powodzeniem łączył te dwie grupy liberałów. Naszym głównym spoiwem była troska o prawa człowieka, jak i wolność gospodarcza. Powiedziałabym, że kwestie wolności osobistych zawsze w jakiś sposób dzieliły. Ja podczas kampanii wyborczej w Szawlach zawsze starałam się jednak mówić choćby o związkach partnerskich – mówi w rozmowie z Przeglądem Bałtycki nowa szefowa frakcji Ruchu Liberałów w Sejmie Viktorija Čmilytė-Nielsen.

Viktorija Čmilytė-Nielsen

Viktorija Čmilytė-Nielsen jest z wykształcenia filologiem angielskim, studiowała w Rydze. Pochodzi z Szawli. W wieku sześciu lat rozpoczęła karierę szachową. W 1993 roku zdobyła tytuł mistrzyni Europy juniorek do lat 10, dwa lata później mistrzostwo świata i Europy. W 2000 roku triumfowała w kategorii seniorek Litwy. Siedmiokrotnie uczestniczyła w olimpiadach szachowych, dwukrotnie zdobyła złote medale za wyniki indywidualne. Najwyższy ranking w dotychczasowej karierze osiągnęła wiosną 2015 roku – zajmowała wówczas siódme miejsce na liście Światowej Federacji Szachowej, będąc jednocześnie na pierwszym miejscu wśród litewskich szachistek. Pięć lat temu zaangażowała się w litewską politykę, wstępując do Ruchu Liberałów. Mandat posłanki na Sejm uzyskała w 2015 roku. Rok później ponownie została wybrana do parlamentu. W Sejmie pracuje w Komisji ds. Europejskich i Komisji ds. Praw Człowieka. Jest wiceszefową parlamentarnej grupy przyjaciół Ziemi Szawelskiej, a od grudnia 2018 r. szefową frakcji liberałów.

Tomasz Otocki, Przegląd Bałtycki: Ostatni raz, gdy się spotkaliśmy, zaczęliśmy rozmowę od szachów. W tym roku wydała Pani książkę autobiograficzną „Tarp juoda ir balta”, czyli „Między czarnym a białym”. Czy książka jest o szachach, czy też może o szachach w polityce, albo polityce w szachach?

Viktorija Čmilytė-Nielsen: Nie, książka nie dotyczy polityki. Bardziej mojego życia przed wejściem do niej. Zaczyna się od dzieciństwa i jest skoncentrowana na mojej karierze szachowej. W dużej mierze poświęcona jest nie tylko mnie, ale światowi szachów. Oczywiście odpowiadam na pytanie, dlaczego weszłam do polityki, kończąc moją karierę szachową, która była na pewnym etapie pełna sukcesów. Dotykam także kwestii równouprawnienia kobiet, bo szachy, podobnie jak polityka, są zdominowane przez mężczyzn.

Przeczytaj także:  Liberalna partia szachów z Viktoriją Čmilytė-Nielsen

Dlaczego jest tak duża dominacja mężczyzn w szachach?

Mamy do czynienia z pewnym paradoksem. Szachy to jest jedyny sport, gdzie kobiety mogą konkurować na równi z mężczyznami i muszę powiedzieć, że wiele z nich robi to z powodzeniem. Większość kobiet woli jednak konkurować z kobietami, grając w drużynach żeńskich. Mają wybór, mogą grać z mężczyznami, a jednak tego nie robią. Niektórzy mężczyźni mówią, że kobiety w szachach są „pozytywnie dyskryminowane”, bo mogą grać zarówno z innymi kobietami, jak i mężczyznami. Nigdy nie spotka Pan zaś mężczyzny, który idzie grać z kobietami. Wiele z nas zastanawia się, dlaczego szachy są tak zmaskulinizowane. Bo przecież nie jest to sport fizyczny, a dotyczy inteligencji ludzkiej. Myślę, że odpowiedzią jest tradycja czy generalna kultura. Zresztą te kobiece zawody w szachach są specyficzne. To tak jakbyśmy mieli parlament przeznaczony jedynie dla kobiet. Dziwne, prawda?

Kobiet mało jest nie tylko w szachach, ale także w polityce. Obecnie we frakcji liberałów jest Pani jedyną kobietą, po tym jak Aušrinė Armonaitė zdecydowała się Was opuścić. Nie macie łatwej sytuacji. Została Pani co prawda przewodniczącą frakcji liberalnej w Sejmie…

Na początku grudnia…

…ale wciąż sytuacja Ruchu Liberałów jest bardzo skomplikowana. Odeszło od Was sporo osób, w wyborach samorządowych startują niezależnie wasi dotychczasowi merowie Vytautas Grubliauskas w Kłajpedzie, Remigijus Šimašius w Wilnie czy Algis Kašėta w Oranach.

Tak, przyznaję, sytuacja liberałów jest teraz bardzo trudna. Ludzie nas opuszczają, choć nie tak wielu, jak można by się obawiać. Oczywiście odejście mera Remigijusa Šimašiusa jest bolesne. Nie było dla nas łatwe, ale musieliśmy go wykluczyć z partii. Jeśli chce startować z własnego komitetu, powinien albo zawiesić własne członkostwo, albo z niego zrezygnować. Bo jeśli ktoś jest członkiem partii, to powinien kandydować z listy Ruchu Liberałów. Tak więc w Wilnie odeszło od nas ostatecznie paręset osób, w tym cała frakcja w radzie miejskiej. Nie oznacza to jednak, że nie będziemy mieli własnej listy w stolicy i własnego kandydata na mera.

Przeczytaj także:  Wilno przyjazne mieszkańcom – rozmowa z merem Remigijusem Šimašiusem

Którym został przedstawiciel sektora energetycznego Martynas Nagevičius.

Natomiast w skali Litwy straty są dość umiarkowane. Niektórzy odchodzą, ale przychodzą do nas także młodzi ludzie. Wciąż jesteśmy jedyną liberalną partią, która ma w Sejmie frakcję, w dodatku drugą co do wielkości frakcję opozycyjną, zaraz po konserwatystach. Wystawiamy listy w pięćdziesięciu z sześćdziesięciu samorządów, co świadczy chyba o nas dobrze. Oczywiście w wielu miejscach musimy budować już nie na środkach materialnych czy na silnej drużynie, ale na entuzjazmie paru ludzi.

Rzeczywiście do waszej partii wciąż przychodzą nowe osoby?

Na pewno nie setki, ale owszem, mamy nowych członków. Są to osoby, które nas wcześniej wspierały, ale nie zdecydowały się na członkostwo, są także ci, którzy kiedyś z nami współpracowali, ale później się oddalili. Ja myślę, że tak jest dobrze, bo Litwa rzeczywiście potrzebuje liberalnej polityki, patrząc na to, co się dzieje na poziomie centralnym, w Sejmie.

Niedługo będziemy mieli jednak trzy liberalne partie na Litwie. Aušrinė Armonaitė zakłada swoją, jest wasza, a także Litewski Związek Wolności Artūrasa Zuokasa…

I to nie jest dobry scenariusz, jeśli się weźmie pod uwagę, że mamy pięcioprocentowy próg wyborczy, a jesienią 2020 r. są wybory do Sejmu. Armonaitė chce powołać swoją partię, zobaczymy jak jej pójdzie. Nie życzę jej źle, przyjaźnimy się, ale cóż wybrała inną drogę… Powodzenia… Ale wcale nie wykluczałabym, że spotkamy się jeszcze w tej czy innej formie, w ramach jakiejś inicjatywy. Litwa nie jest przecież dużym krajem. A dla liberałów ważne jest, żeby pracować razem.

Przeczytaj także:  Aušrinė Armonaitė: nasz liberalizm jest integralny

Zuokas dogorywa gdzieś w sondażach, choć niektórzy wróżą mu drugą turę w Wilnie w marcu 2019 r. Sądzi Pani, że inicjatywa Armonaitė jest zagrożeniem dla Ruchu Liberałów?

W pewnym sensie na pewno. Dla liberałów, jak już wspomniałam, zawsze najlepiej pracować jest razem. Wolałabym, żebyśmy nie rozbijali naszego potencjału. Ale nasza historia w gruncie rzeczy jest zupełnie inna. Jeśli spojrzy się na przeszłość, to zawsze na Litwie były jakieś podziały wśród liberałów. Z jednych partii powstawały drugie, jedne pojawiały się, drugie znikały. Ruch Liberałów powstał w 2006 r. w wyniku rozłamu w Związku Liberałów i Centrum, później ten ostatni także się przekształcał. Nie wiem, może liberałowie jako ludzie są skłonni do większego indywidualizmu, dlatego taka duża liczba partii (śmiech). Natomiast co do inicjatywy Aušrinė. Ona jest specyficzną osobą, bo odwołuje się do wielkomiejskiego liberalizmu, który na Litwie jest o wiele bardziej radykalny niż „wiejscy” czy „małomiasteczkowi” liberałowie, którzy także należą do Ruchu Liberałów. I wcale nie jestem przekonana, czy jej inicjatywa zdobędzie poklask na litewskiej prowincji…

Co ma Pani na myśli? Jakie są różnice między liberałami w Wilnie, a powiedzmy na Suwalszczyźnie czy Żmudzi?

Myślę, że to jest podobna sytuacja jak w Polsce. Ludzie w dużych miastach mają większą tendencję, by przejmować się prawami człowieka, równością płci, kwestiami ważnymi dla mniejszości czy dekryminalizacją posiadania marihuany. Te same postulaty wcale nie muszą być tak atrakcyjne dla liberałów w mniejszych ośrodkach. Ruch Liberałów w ciągu dziesięciu lat z powodzeniem łączył te dwie grupy liberałów, zarówno z Wilna czy Kowna, jak i z małych miejscowości. Naszym głównym spoiwem była troska o prawa człowieka, jak i wolność gospodarcza. Akceptowano te dwie kwestie, ale każdy kładł nacisk na różne rzeczy. Powiedziałabym, że kwestie wolności osobistych zawsze w jakiś sposób dzieliły.

Na przykład stosunek do praw kobiet czy związków LGBT.

W małych miastach zawsze jest trudniej, ale ja prowadząc kampanię w Szawlach w 2016 r. mówiłam chociażby o związkach cywilnych. Ludzie nie byli zachwyceni, mogę powiedzieć, że może 80% osób wolałaby nie wspominać o takich kwestiach, ja natomiast szłam ze swoim programem. Naturalnie, jeśli ktoś mówił o tym w Wilnie, miał o wiele łatwiej. Ale żeby też nie przesadzać z podziałem na „wileńskich” i prowincjonalnych liberałów, to powiem, że liberał z małego miasteczka wciąż jest bardziej liberalny niż zwolennik Związku Chłopów i Zielonych w Wilnie.

Przeczytaj także:  Tegoroczny marsz Baltic Pride rekordowo popularny

Przeczytaj także:  Martin Helme: związki partnerskie to dla lewicy i liberałów coś w rodzaju świeckiej religii

Na Facebooku, po licznych odejściach z Pani partii, widziałem, że tworzycie „Manifest Liberalny”, który był widoczny na profilach Pani, wicemera Kowna Simonasa Kairysa, a także byłego ministra kultury Arūnasa Gelūnasa. Co to za dokument?

To jest po prostu powtórzenie naszych zasad, deklaracja, którą wymyślił Arūnas Gelūnas, jako były ambasador w Paryżu, a także nasz partyjny intelektualista. On zebrał pewne zasady i zaprezentował je publicznie. To była udana prezentacja. Wracamy powoli do korzeni, odpowiadając ponownie na pytanie, dlaczego jesteśmy liberałami. Walczymy o wolny rynek, wolność słowa, własność prywatną, a także prawa człowieka. Dokument nie jest przegadany i jest dość sensowny. Po wielomiesięcznym kryzysie to było dla nas potrzebne, wyjście z sygnałem, że wierzymy w jakieś wartości.

Sądzi Pani, że za rządów Związku Chłopów i Zielonych wartości liberalne są zagrożone?

Ewidentnie, dlatego o tym wszystkim przypominamy, choćby w kontekście debaty o polityzacji naszej telewizji publicznej LRT. W wielu sprawach partia Karbauskisa robi kopię z rozwiązań Prawa i Sprawiedliwości w Polsce. Zwłaszcza w kwestii wolności słowa. Idą w tym kierunku, którego my jako liberałowie nie możemy zaakceptować. Dlatego właśnie teraz opublikowaliśmy deklarację naszych wartości.

Przeczytaj także:  Simonas Kairys: mer Kowna jest bardziej menedżerem niż politykiem

Przeczytaj także:  Arūnas Gelūnas: Sowieci nie znosili Kowna

Na początku grudnia została Pani szefową frakcji liberałów, jakie zmiany chce Pani wprowadzić w Sejmie?

To jest dobre pytanie. Mam duży szacunek do Eugenijusa Gentvilasa, naszego obecnego lidera i byłego przewodniczącego frakcji. Uważam go za bardzo doświadczonego polityka, który całkiem dobrze prowadził nasz klub w Sejmie. Moim zadaniem będzie chyba zjednoczenie ludzi, którzy zostali wybrani w ramach okręgów jednomandatowych, jak i z listy. Musimy mieć wspólny pogląd na wiele rzeczy jako drużyna. Jest jednak jasne, że w różnych sprawach nasi wyborcy są różni. Część z moich kolegów w Sejmie reprezentuje konkretne okręgi i jest odpowiedzialna przed swoimi wyborcami, zaś część została wybrana z listy, podobnie jak ja.

Przeczytaj także:  Eugenijus Gentvilas: Alternatywą dla państwa kryminalistów nie jest państwo policyjne

Widać to było w grudniu 2017 r. Gdy głosowano nad budżetem, to trzech posłów liberałów wybranych w okręgach jednomandatowych w zamian za pewne koncesje poparło budżet rządu Sauliusa Skvernelisa.

Tak rzeczywiście było. To jest bezpośrednia konsekwencja dziwnego systemu wyborczego na Litwie. Część polityków czuje się bardziej odpowiedzialna przed wyborcami w konkretnych regionach. Osobiście nie widzę w tym niczego złego, ale musimy być zjednoczeni. Natomiast jeśli chodzi o moje priorytety, to ja muszę podkreślić, że jestem członkinią Komisji Praw Człowieka w Sejmie. To nie zdarza się często, by łączyć funkcję przewodniczącej frakcji z zasiadaniem w tej komisji. Być może to w jakiś sposób dowartościuje to gremium.

Ostatnio była duża demonstracja w Wilnie w obronie nauczycieli. Oprócz socjalistów widziałem tam waszych ludzi, choćby byłego ministra kultury Arūnasa Gelūnasa. Jakie jest wasze nastawienie wobec strajku nauczycieli? W końcu w rządzie Andriusa Kubiliusa to wasz człowiek odpowiadał za system edukacji…

Liberałowie zawsze są ostrożnie nastawieni do strajków i bardzo ambiwalentni, gdy mowa o związkach zawodowych. Muszę jednak podkreślić, że obecny strajk jest bezpośrednim skutkiem reformy wprowadzonej przez rząd Sauliusa Skvernelisa. Reforma została zrobiona pośpiesznie, bez odpowiedniej informacji, a także dania szkołom czasu dostosowania się do niej. Reforma została zainicjowana w czerwcu, a we wrześniu nauczyciele wrócili i musieli pracować według nowego systemu. To zostało zrobione po prostu źle. Sądzę więc, że nauczyciele mają pełne prawo strajkować, nawet jeśli Związek Chłopów i Zielonych twierdzi, że to jest tylko polityka albo „sprawka konserwatystów”. Sądzę, że partia rządząca zrobi duży błąd, jeśli nie pójdzie na negocjacje z nauczycielami. Są bowiem szkoły, gdzie nie ma w ogóle lekcji, a Litwini w końcu tak często przecież nie chodzą strajkować. Jako liberałowie jesteśmy w pełni świadomi, że zmiany są potrzebne, nawet głębsze, ale nie mogą one zostać przeprowadzone, ot tak sobie, bez żadnych konsultacji, bez szacunku do nauczycieli.

Sądzi Pani, że ten strajk wpłynie na pozycję Sauliusa Skvernelisa w sondażach prezydenckich?

Obecnie notowania premiera spadły. Podobnie jak notowania partii rządzącej, którzy w 2016 r. obiecywali wiele i stali się zakładnikami własnych obietnic. Obiecywali za dużo wzrostów pensji, emerytur i mają teraz kłopot.

Uważa Pani, że te wszystkie sprawy wpłyną na wyższy rejting tradycyjnych partii czy też populistów?

Widzimy teraz, że w siłę rosną konserwatyści, którzy wygraliby wybory jako partia opozycyjna. Próbują bardzo zyskać na obecnym kryzysie. Ale ja osobiście bardziej obawiam się, że na tym wszystkim wypłyną nawet nie partie, ale ruchy populistyczne. Nawet przed wyborami lokalnymi widzimy, że powstaje coraz więcej ruchów, które nie są partiami. Powstają specjalnie na te wybory. To mnie trochę martwi.

Przeczytaj także:  Gabrielius Landsbergis – przyszły premier Litwy?

W 2019 r. mamy także wybory prezydenckie, wy macie już od wiosny swojego kandydata Petrasa Auštrevičiusa. Z kolei z ramienia prawicowego obozu kandydują Gitanas Nausėda i Ingrida Šimonytė. Jaki wynik osiągnie wasz kandydat?

Trudno prorokować. Wejście do II tury byłoby wielkim sukcesem.

Ale obecnie na II turę Auštrevičius nie ma żadnych szans.

To prawda, wyniki sondaży nie są korzystne dla niego. Musimy jednak brać pod uwagę, że do wyborów zostało parę miesięcy, a na Litwie to jest całkiem długi okres. Zobaczymy, w jaki sposób Petras będzie prowadzić kampanię, a także co się stanie ze Związkiem Chłopów i Zielonych.

Czy wybory europejskie mogłyby być szansą dla Ruchu Liberałów? Emmanuel Macron buduje własną liberalną listę…

Ale teraz ma akurat kłopoty z żółtymi kamizelkami. Pamiętam, że jeszcze niedawno na kongresie ALDE w Madrycie bardzo wierzyliśmy w Macrona. Tak czy inaczej trzymam kciuki, żeby wyszedł z obecnego kryzysu obronną ręką. Natomiast wybory europejskie dla Ruchu Liberałów oczywiście są szansą, ale musimy przeprowadzić energiczną kampanię wyborczą, żeby przyciągnąć do siebie ludzi. Sądzę, że mamy dobrą drużynę, w której znajdują się tacy politycy jak Petras Auštrevičius, ja, Arūnas Gelūnas, Eugenijus Gentvilas czy Vitalijus Gailius.

Przeczytaj także:  Litewscy liberałowie ogłosili kandydata na prezydenta

W Polsce uważa się, że wybory europejskie są najlepsze dla małych partii czy nowych ruchów.

Możliwe, ale ciężko na Litwie powiedzieć. Nasza sytuacja jest specyficzna, bo w 2019 r. mamy wybory lokalne, europejskie i prezydenckie. To będzie bardzo intensywna wiosna.

Porozmawiajmy o lokalnych wyborach. Jak wygląda sytuacja w Pani rodzinnym mieście, czyli Szawlach? Jakie są teraz ich największe problemy?

W Szawlach najwięcej dyskutuje się obecnie o renowacji dróg i ulic. To jest projekt obecnego mera Artūrasa Visockasa i jego drużyny. Mamy dużo prac na drogach, choć wszystko mogłoby się toczyć szybciej. Największym problemem Szawli, podobnie jak wszystkich innych miast na Litwie poza Wilnem i Kłajpedą, jest emigracja czy demografia. Pojawia się pytanie, co zrobić, by zatrzymać u siebie ludzi, albo żeby skłonić ich do powrotu.

Co mogą zrobić władze Szawli?

Myślę, że na pewno inwestować w infrastrukturę czy przyciągać inwestycje. Mamy w końcu wolną strefę ekonomiczną, która jeśli dobrze wykorzystywana, daje pewien potencjał. Szawle są całkiem miłym miejscem do mieszkania, wystarczyłoby pewne sprawy posunąć trochę do przodu.

Co się dzieje z Uniwersytetem Szawelskim?

On w 2018 r. stał się oddziałem Uniwersytetu Wileńskiego.

Jak to wpłynie na sytuację uczelni?

Nie jest to złe rozwiązanie. Mieliśmy debatę, czy nie zamykać tej uczelni, bo mamy na Litwie za dużo szkół wyższych. Ostatecznie znaleziono rozwiązanie, które nie jest wcale takie złe. Uniwersytet straci niezależność, ale jego absolwenci będą otrzymywać za to dyplomy Uniwersytetu Wileńskiego. A to ma już swój prestiż. Nie każdy może bowiem sobie pozwolić na studiowanie w stolicy czy za granicą, ludzie z małych ośrodków wokół Szawli na pewno wolą studiować tutaj.

Pani partia jest w opozycji w Szawlach. Jak Pani ocenia mera Artūrasa Visockasa?

Chcę być dyplomatyczna. Sądzę, że on ma wiele dobrych pomysłów dla miasta, ale widzę także tendencje, które martwią. Nie chcę powiedzieć, że on jest dyktatorem, ale mam wrażenie, że w mieście brakuje dialogu między merem a tymi, z którymi on się nie zgadza. Łatwo zostać wrogiem mera, ale nie ma przestrzeni na konstruktywną krytykę, bo przecież w Szawlach nie wszystko idzie jak z płatka. Dobrze byłoby, gdyby osoby, które nie zgadzają się z merem, mogły współpracować z władzami miasta. Ale idą wybory. Będzie co najmniej trzech innych kandydatów na mera, którzy będą chcieli powalczyć o władzę. Naszym kandydatem będzie Aurimas Lankas, sportowiec, kajakarz, były brązowy medalista na olimpiadzie w Rio de Janeiro, obecnie członek rady miejskiej. Ma wykształcenie prawnicze, jest młody i całkiem popularny w mieście. Może nie wygra z obecnym merem, ma jednak szansę powalczyć.

Wspominaliśmy już o wyborach prezydenckich. Wiem, że waszym kandydatem jest Petras Auštrevičius, ale co się stanie, jeśli w II turze będą Gitanas Nausėda i Ingrida Šimonytė?

Mój głos miałaby Šimonytė, w końcu jest kobietą (śmiech). Ale mówiąc już na poważnie, to ona ma poparcie wielu osób o liberalnych poglądach. Jest konserwatystką, ale jednocześnie liberałką. Ma charyzmę, co bardzo pomaga w wyborach. Cechuje ją poczucie humoru, odwołuje się do młodzieży, ale nikogo nie wyklucza. Ma wiele cech dobrych na urząd prezydenta. Będzie w II turze ciężkim rywalem dla każdego.

Przeczytaj także:  Ingrida Šimonytė: musimy się zdecydować, czy jesteśmy Szwecją czy USA

Przeczytaj także:  Gitanas Nausėda: gdy mowa o dwujęzyczności, jestem bardzo ostrożny

A widzi Pani szansę wsparcia Gitanasa Nausėdy? Jeśli np. w II turze zmierzyłby się z premierem Sauliusem Skvernelisem albo innym kandydatem Związku Chłopów i Zielonych?

Bardzo ciężko powiedzieć. Premier ma obecnie takie kłopoty, że nie zakładałabym się, że Skvernelis będzie kandydatem. Rząd jest w turbulencjach. Jednej rzeczy jestem pewna. Za trzy miesiące sytuacja być może będzie jeszcze trudniejsza.

W 2010 r. współzałożyciel Programu Bałtyckiego Radia Wnet, a później jego redaktor, od lat zainteresowany Łotwą, redaktor strony facebookowej "Znad Daugawy", wcześniej pisał o krajach bałtyckich dla "Polityki Wschodniej", "Nowej Europy Wschodniej", Delfi, Wiadomości znad Wilii, "New Eastern Europe", Eastbook.eu, Baltica-Silesia. Stale współpracuje także z polską prasą na Wschodzie: "Znad Wilii", "Echa Polesia", "Polak na Łotwie". Najlepiej czuje się w Rydze i Windawie.

© Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy. Więcej informacji o prawach autorskich i zakup licencji.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz swój komentarz
Wpisz swoje imię tutaj