Jarosław Narkiewicz: nie będziemy statystami w rządzie Skvernelisa

-

Mamy kandydatów na każde stanowisko ministerialne. Nawet ministerstwo obrony czy spraw zagranicznych. Natomiast oczywiście zdajemy sobie sprawę z sytuacji w rządzie, a także tego, że mamy w Sejmie taką, a nie inną liczbę posłów. Widzimy siebie na stanowiskach ministrów rolnictwa, gospodarki, ochrony środowiska, kultury. Chodzi oczywiście nie tylko o ministrów, ale także wiceministrów. Zarówno jedni i drudzy nie mogą być jednak statystami, a muszą mieć realny wpływ na pracę rządu. W rządzie Butkevičiusa mieliśmy niestety statystów, choć wszystkich pracujących wtedy w gabinecie polityków AWPL-ZChR oceniam pozytywnie – mówi w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim poseł Jarosław Narkiewicz.

Jarosław Narkiewicz urodził się w 1962 r. w Trokach. W 1983 r. ukończył studia w Wileńskim Instytucie Pedagogicznym (ob. Litewski Uniwersytet Nauk Edukologicznych w Wilnie), po czym podjął pracę jako nauczyciel matematyki w Solkienikach i Szklarach. Przez piętnaście lat pełnił funkcję dyrektora szkoły podstawowej w Szklarach. Został prezesem rejonowego oddziału ZPL w rejonie trockim, gdzie od 2000 do 2008 r. pełnił także funkcję radnego w polskiej frakcji. Od 2010 r. jest magistrem administracji samorządowej. W wyborach parlamentarnych w 2008 r. uzyskał mandat w okręgu Wilno-Troki, później po raz kolejny był wybierany w skład Sejmu w tym samym okręgu w latach 2012 i 2016. W 2012 r., gdy AWPL weszła do koalicji rządzącej, został wiceprzewodniczącym Sejmu. Obecnie pełni funkcję wiceprzewodniczącego Komisji ds. Unii Europejskiej, jest także członkiem komisji oświaty i nauki oraz podkomisji sportu i młodzieży, a także szefem grupy litewsko-polskiej w Sejmie.

Tomasz Otocki, Przegląd Bałtycki: W zeszłym tygodniu mieliśmy głosowanie nad ustawą budżetową, budżet został przyjęty bardzo dużą większością głosów. AWPL głosowała za tym projektem…

Jarosław Narkiewicz: Dokładnie 84 posłów poparło budżet, więc niby to jest dużo, ale nadwyżka wynosiła jedynie trzynaście głosów. Do przyjęcia budżetu wymagana jest bezwzględna większość głosów tzn. 71.

To duży sukces, bo koalicja nie ma większości w Sejmie.

Formalna koalicja, rzeczywiście, na razie nie ma większości.

Jest Pan zaskoczony wynikiem?

Nie, jako AWPL-ZChR dość bacznie obserwowaliśmy sytuację, wiedzieliśmy, że premierowi wystarczy głosów, by przyjąć ten budżet. Nawet bez nas budżet zostałby przyjęty. Specjalnego manewru ze strony AWPL-ZChR nie było.

Jednak dzięki głosom Akcji głosowanie było bezpieczne, bo to zawsze dodatkowych osiem szabel w Sejmie.

Tak, głosowanie było solidne i bezpieczne. Sądzę, że wykazaliśmy się jako siła, która nie idzie w populizm, nie wchodzi w przetargi między frakcjami w Sejmie. Rozmawialiśmy o kompleksowych rozwiązaniach.

Ma Pan poczucie, że AWPL jest obecnie języczkiem u wagi? Poprzednio, gdy funkcjonował rząd Algirdasa Butkevičiusa, byliście w koalicji, ale trzy partie miały i tak większość bez was…

Wtedy odczuwaliśmy to, że na nic nie mamy wpływu, dlatego teraz podchodzimy ostrożnie do kwestii wejścia do koalicji rządzącej. Mimo, że otrzymywaliśmy wiele razy takie propozycje. Uważam jednak, że o realizacji programu nie decydują stanowiska. Jeśli zaś mamy dostać jakieś „stołki”, to musimy mieć pewność, że one zagwarantują realizację naszych postulatów. Nie chcemy być statystami w rządzie Sauliusa Skvernelisa, tylko brać udział w realnym rządzeniu.

Uważa Pan, że premier Skvernelis jest w stanie zaproponować takie warunki, żeby AWPL nie była partią „statystów”, ale miała realny wpływ na to, co się dzieje?

Sądzę, że przy obecnej sytuacji tak.

A po stronie AWPL byłaby chęć, żeby znaleźć się w tym rządzie?

Nie rwiemy się do tego, mogliśmy wejść do koalicji sejmowej wcześniej. Jednak, by realizować swój program musielibyśmy wejść do rządu Skvernelisa, tylko, że na odpowiednich warunkach.

Teraz mamy kryzys rządowy, odpadło trzech ministrów.

My poczekamy do wyborów prezydenckich. Według konstytucji litewskiej po wyborach rząd musi się podać do dymisji. Na razie ćwiczymy „nawyki współpracy” ze Skvernelisem, musimy się sprawdzić z partnerami.

Czemu AWPL nie ma przedstawiciela w prezydium Sejmu, jest ośmiu posłów…?

No cóż, wicemarszałkowie Sejmu nie są na Litwie delegowani według kwot frakcyjnych, ale według uzgodnień między partiami. AWPL otrzymała propozycję obsadzenia stanowiska wicemarszałka, ale odmówiliśmy. Inni zgodzili się. I teraz te pozycje są już zajęte…

A dla AWPL jest ważne, by mieć przedstawiciela w prezydium?

Moim zdaniem tak. Gdy w ubiegłych latach byłem delegowany, mieliśmy inną sytuację. Ale AWPL nie wejdzie do koalicji z tylko jednym stanowiskiem, ze stanowiskiem wicemarszałka.

A są wakaty na trzy ministerstwa. Niedawno miałem rozmowę z wicekanclerzem rządu Litwy Deividasem Matulionisem i on mi powiedział, że w przypadku Ministerstwa Oświaty, to nie wyobraża sobie kandydata AWPL na to stanowisko, ale gdy mowa o Ministerstwie Kultury, to czemu nie… Na jakich resortach wam najbardziej zależy, jeśli mielibyście wejść do koalicji?

Na wszystkich! (śmiech)

Okej, nie oszukujmy się, że sprawy zagraniczne czy obrona, są wykluczone. Podobnie finanse, gospodarka…

Dlaczego wykluczone? Powiedziałem, że AWPL-ZChR zależy na wszystkich resortach. Czy to realne, to już inna rzecz…

A mielibyście kandydatów?

Mamy kandydatów na każde stanowisko. Natomiast oczywiście zdajemy sobie sprawę z sytuacji w rządzie, a także tego, że mamy w Sejmie taką, a nie inną liczbę posłów. Premier Skvernelis na pewno chciałby, żeby wszyscy ministrowie pochodzili ze Związku Chłopów i Zielonych, ale jest zmuszony do koalicji z Litewską Socjaldemokratyczną Partią Pracy…

My widzimy siebie na stanowiskach ministrów rolnictwa, gospodarki, ochrony środowiska, kultury i oczywiście oświaty.

Mieliście wiceministra kultury w czasach rządu Butkevičiusa, Edwarda Trusewicza, czy on byłby teraz waszym kandydatem?

Na razie nie mówmy o personaliach. Dodam jeszcze, że chodzi oczywiście nie tylko o ministrów, ale także wiceministrów. Zarówno jedni, jak i drudzy nie mogą być jednak statystami, a muszą mieć realny wpływ na pracę rządu. W rządzie Butkevičiusa mieliśmy niestety statystów.

Dlaczego tak się działo, czy z powodu niekompetencji?

Nie, wręcz odwrotnie, myśmy mieli bardzo kompetentnych wiceministrów, ale przydzielano im takie działki, że de facto nie mieli na nic wpływu. Np. Edyta Tamošiūnaitė, nasza obecna wicemer Wilna, gdy była wiceministrem oświaty, nie została dopuszczona do tych segmentów, na których zależało AWPL. Była pozbawiona wszelkich mechanizmów oddziaływania na ważne dla nas sprawy.

A wiceminister komunikacji Władysław Kondratowicz?

To chyba był jeden z wyjątków w rządzie Butkevičiusa. On, podobnie jak wiceminister rolnictwa Leokadia Poczykowska, mieli na coś wpływ. W ich przypadku nie zwracano tak bardzo uwagi na przynależność partyjną, bo w ministerstwach komunikacji i rolnictwa polityki jest mniej. Dostali odpowiedzialną działkę. O ich kompetencji świadczy fakt, że pozostali w rządzie. Obecnie Władysław Kondratowicz kieruje jednym z departamentów (jest szefem Departamentu Transportu Drogowego i Lotnictwa Cywilnego – przyp. red.), zaś Leokadia Poczykowska jest doradcą ministra rolnictwa.

Był Pan zadowolony ze wszystkich wiceministrów AWPL? Nie było wyjątków?

Nie, ze wszystkich…

A czy powód wyjścia z koalicji został dobrze rozegrany? Ludzie zrozumieli, że chodzi o stanowisko dla Renaty Cytackiej…

Uczestniczyłem w spotkaniach koalicyjnych, przypominałem o naszych regułach współpracy. Niestety nasi partnerzy ciągle nas lekceważyli. Nieoficjalnie nawet mówili, „czego chcecie, macie stanowiska, bądźcie zadowoleni”. Partnerstwa nie było. Cytacka i jej odejście, to już jest kwestia tego, jak rządzący przedstawili sprawę. To nie była pierwsza trudna sytuacja w ówczesnej koalicji. Konflikt był już zauważalny, kiedy wprowadzano euro. Dzisiejszy czas pokazuje, że Litwa pospieszyła się. Jako jedyni byliśmy przeciwni wprowadzeniu tak szybko wspólnej waluty. Początkowo popierał nas Porządek i Sprawiedliwość, ale ich postraszono utratą stanowisk i szybko się wycofali. Nam nie zależało na naszych stanowiskach. Kolejna sprawa to energetyka i różne rzeczy, o których oficjalnie się nie mówiło…

Chodzi o zakulisowe wpływy Czesława Okińczyca?

Powiedzmy, że tak. Mieliśmy dużą różnicę w wizji premiera Butkevičiusa a ministra delegowanego przez nas do rządu.

Związanego z Czesławem Okińczycem. A sądzi Pan, że nominowanie przez AWPL Jarosława Niewierowicza do rządu było błędem?

W 2012 r. nie wątpiliśmy w inteligencję, sumienność ani w kompetencje Niewierowicza. Czas tylko pokazał, że nasze wizje i wizje ministra różniły się, co powodowało niepotrzebne tarcia w rządzie. Pani Renata została wymyślona jako pretekst przez rządzących. A my nie jesteśmy taką partią, która zdradza własnych ludzi. Cytacka pracowała bardzo sumiennie. Niestety w grę weszła pani prezydent, a później premier uległ.

A z którą partią koalicyjną pracowało się najgorzej?

Najwięcej do powiedzenia w rządzie miała Litewska Partia Socjaldemokratyczna. Stosowali metodę „dziel i rządź”, oszukiwania partnerów, nie szanowania ich. Nie chcę ingerować w sprawy wewnętrzne żadnej partii, ale dziś widzimy, że ich polityka z tamtego okresu zaowocowała rozłamem w 2017 r. Mamy obecnie w Sejmie dwie partie socjaldemokratyczne. Kolejna sprawa, to jak socjaldemokraci pochodzili do postulatów związanych z mniejszością polską. Minister edukacji z Partii Pracy Dainius Pavalkis wprowadził ulgi dla polskich uczniów, a później zostało to zaskarżone do sądu, który zadecydował, że to postanowienie jest nielegalne. Podobnie z ustawą o mniejszościach narodowych, za rządów lewicy nic się nie ruszyło. Wspominam o tym dopiero na końcu, bo my jako AWPL-ZChR już dawno wyrośliśmy z zajmowania się jedynie zagadnieniami narodowościowymi…

Uważa Pan, że w tym Sejmie uda się uchwalić ustawę o nazwiskach?

Nie chcę się przywiązywać do tego projektu. Nie twierdzę, że ustawa jest niepotrzebna, ale popatrzmy w jaki sposób ma to być rozwiązane. Ja piszę się po polsku „Jarosław Narkiewicz”, po litewsku „Jaroslav Narkevič”. Chodzi zatem nie tylko o literkę „w” w imieniu, ale także „i” w nazwisku oraz dwuznak „cz”. Obecnie ten projekt niczego takiego nie przewiduje.

Nie mówiąc o literze „ł” w imieniu…

Na razie jest mowa o trzech literach, ale nikt nie podnosi tematu, że do Polaków odnosi się tylko litera „w”, a nie „q” czy „x”. W dodatku ten projekt przewiduje, że zapis nie byłby wcale automatyczny, ale trzeba by do niego dochodzić, przedstawiając odpowiednie dokumenty. Niżsi rangą urzędnicy mogliby decydować za Polaków, robić wszelkie przeszkody i tak dalej. Podchodzę więc do wszystkiego bardzo sceptycznie, ale to nie jest tematyka numer jeden dla AWPL-ZChR.

A co z ustawą o mniejszościach narodowych?

My podejmujemy ten temat w Sejmie.

Ale zupełnie o tym nie słychać.

Niektórzy chcieliby, żebyśmy ciągle o tym mówili, zgłaszali odpowiednie projekty ustaw. My orientujemy się jednak na wynik. Zdajemy sobie sprawę, jaka jest sytuacja. Mamy zarejestrowane trzy projekty ustawy o mniejszościach. Jeden z nich doprowadziliśmy nawet prawie do przyjęcia. Musieliśmy go później zatrzymywać po drugim czytaniu, gdy przyjęto poprawki, które zamiast pomagać polskiej mniejszości, to jej szkodzą. Są dla nas tragiczne w skutkach. Przeszły bowiem wszystkie poprawki konserwatystów. Nasze zdanie jest takie, że prawa dla mniejszości narodowych powinny być co najmniej takie, jakie przewidywała ustawa wygaszona w 2010 roku.

Ale w obecnym Sejmie nie ma na to szans…

Na razie takich szans też nie widzę, ale są pewne przesłanki, które nastrajają optymistycznie.

Czy jako AWPL przekonujecie w Sejmie posłów innych frakcji do swoich racji?

Duża część tego Sejmu to są nowi posłowie, wszystko trzeba zatem zaczynać od początku. My jednak rozmawiamy z innymi frakcjami. Ostatnio AWPL-ZChR jest widziana coraz bardziej pozytywnie, jako partia, która nie zajmuje się tylko prawami mniejszości narodowych, ale ma także program ekonomiczny, socjalny. To nas przybliża także do realizacji postulatów polskich. Problem polega tylko na tym, że nawet w obecnej kadencji mamy do czynienia z posłami, którzy nastawieni są szowinistycznie. Mam na myśli część działaczy Związku Chłopów i Zielonych, którzy walczą o język litewski, widząc nasze postulaty jako zagrożenie. O konserwatystach nawet nie wspominam.

Przeszkadza nam także stanowisko państwa polskiego. Ono dalej wspiera postulaty mniejszości polskiej, ale część jego przedstawicieli w rozmowach ze stroną litewską krytykuje AWPL-ZChR, że niby jesteśmy dla Warszawy niewygodni jako reprezentanci Polaków. Rzekomo stawiamy wygórowane żądania. Ponadto w Polsce panuje fobia antyrosyjska i nasi politycy z Litwy wykorzystują to, żeby manewrować polskimi politykami. Przedstawiają AWPL jako siłę prokremlowską.

Czyli wasza sytuacja za rządów Prawa i Sprawiedliwości się pogorszyła?

Na pewno nie jest lepiej.

Jak wyglądają stosunki między AWPL i ambasadą polską w Wilnie? Dalej jest konflikt?

Jaki konflikt? Po prostu oficjalnie relacje są chłodne i inne niż były dotychczas… Zdajemy sobie sprawę z tego, że ambasada realizuje politykę władz Polski.

Gdy ambasador Urszula Doroszewska wezwała do siebie Michała Mackiewicza i powiedziała, żeby nie kandydował na kolejną kadencję jako szef Związku Polaków na Litwie, to w mediach AWPL…

Mogę tylko powiedzieć, że takie działania jak wezwanie do siebie pana Michała Mackiewicza nie służą współpracy macierzy z mniejszością polską. Ale realia są takie jakie są. Niestosowna była także forma, w jakiej wezwano do siebie prezesa Związku Polaków na Litwie. Oczywiście, tak po ludzku, po takich napaściach, górują emocje i padają niestosowne słowa, które z kolei są przekręcane przez polskojęzyczne, „przyjazne” media takie jak „Znad Wilii”. Od Polski oczekiwalibyśmy bardziej przyjaznego i roztropnego działania. Przecież w żadnym innym kraju Polacy nie mają takich osiągnięć w krzewieniu polskości jak na Litwie…

A jakie jest najlepsze rozwiązanie konfliktu wokół Związku Polaków?

Przedstawiciele państwa polskiego musieliby uwzględnić, że Michał Mackiewicz jest osobą sumienną, która nie czyni żadnych machinacji na własny użytek. Trzeba wziąć pod uwagę całość jego społecznych poczynań dla dobra Polaków, takich jak opieka nad Zułowem, jego finansowy wkład własny, wysiłek czasowy… Wobec pana Michała Mackiewicza nie trzeba być stronniczym, wykorzystując jakieś drobne naruszenia, zwłaszcza, że Michał Mackiewicz w ZPL nie utrzymuje się z żadnych etatów polskich. Dużą część swojej gaży poselskiej oddaje na czyny społeczne, charytatywne. Jego wysiłkiem odnowiono Zułów.

Dlaczego zatem strona polska tak traktuje Michała Mackiewicza?

Nie ma dymu bez ognia. Widocznie dla polskiej strony była wygodna taka sytuacja. Rząd Polski ma teraz problemy na forum europejskim, w kwestii praworządności, sankcji i tak dalej. Dlatego Warszawie bardzo potrzebne jest poparcie Litwy. Nie sądzę, żeby sprawę z Mackiewiczem wymyślili politycy litewscy. Sądzę, że to Warszawa, której zależy na wsparciu Wilna, wyszła z inicjatywą. A politycy litewscy korzystają na fakcie, że to Litwa jest bardziej potrzebna Polsce niż Polska Litwie…

Pan uważa, że Michał Mackiewicz nie powinien podawać się do dymisji?

Ja sądzę, że nie. On w maju został obdarzony dużym zaufaniem ze strony delegatów Związku Polaków. Oni wiedzieli przecież o tej całej sprawie. Może nie orientowali się w szczegółach, ale podczas głosowania mieli świadomość. Uważam więc, że strona polska w imię jedności czy uszanowania godności Polaków powinna zaakceptować fakt, że Michał Mackiewicz jest prezesem.

A uważa Pan, że obecny rząd w Warszawie bardzo wspiera konkurencyjne organizacje wobec AWPL i ZPL?

Myślę, że tak. Zmiana stosunku rządu w Warszawie do najbardziej reprezentatywnej siły, która jest obdarzona mandatem wyborczym, czyli AWPL-ZChR, jest widoczna. Jest próba obchodzenia nas, niezauważania, formowania alternatywnych środowisk. To jest ewidentne.

I to jest polityka PiS?

W Polsce rządzi PiS.

W przyszłym roku będą potrójne wybory na Litwie, europejskie, prezydenckie i samorządowe. W dwóch pierwszych raczej na pewno będzie brać udział Waldemar Tomaszewski…

Nie ma jeszcze postanowienia, ale sądzę, że byłby najlepszym kandydatem.

A na mera Wilna?

Sądzę, że także nadałby się do tej funkcji, byłby najlepszym merem Wilna, ale my możemy mieć wielu kandydatów. Decyzja zapadnie pod koniec roku.

A koalicja z Aliansem Rosjan powinna zostać odnowiona?

To są rzeczy natury organizacyjnej i na radzie naczelnej upoważniliśmy Waldemara Tomaszewskiego, by zajął się tego typu negocjacjami. To jest naturalne, że w AWPL wszyscy nie mogą się zajmować polityką negocjacyjną.

Ale jaka jest Pana opinia?

Uważam, że Alians Rosjan ma duże poparcie szczególnie w Kłajpedzie. Tam mieszka dużo Rosjan. Ale my mówimy także o współpracy z innymi mniejszościami, z Tatarami, Białorusinami, którzy nie mają swoich organizacji politycznych. Na naszych listach są także Litwini.

Teraz do polityki wraca Wiktor Uspaskich jako kandydat na mera Wilna, nie obawiacie się, że zabierze Wam głosy rosyjskie?

Sądzę, że to on się obawiał, że koalicja Akcji Wyborczej Polaków na Litwie i Aliansu Rosjan zabierze mu na trwałe głosy rosyjskie, dlatego kandyduje. Jesteśmy już zresztą przyzwyczajeni do tego, że przed wyborami samorządowymi pojawiają się różne inicjatywy, zorganizowane albo niezorganizowane. Teraz powstaje społeczny komitet polsko-litewski, którego celem jest rozbicie polskich głosów…

Komitet „Lokys” założony przez byłą frakcję polską przy partii Zuokasa. Czy to jest zagrożenie dla AWPL-ZChR?

Nie, to nie jest żadne zagrożenie. Zawsze przed wyborami wymyślano różne sposoby, żeby Polacy głosowali na inne partie. Na przykład Polską Partię Ludową Maciejkiańca. Wcześniej były także inne inicjatywy.

Na ile mandatów w radzie miejskiej Wilna liczycie?

W radzie jest pięćdziesięciu jeden radnych, to na pewno na pięćdziesiątkę (śmiech).

Ostatnio mieliście dziesięć mandatów. Powtórzycie ten wynik?

Liczymy na więcej. Nasi przedstawiciele pracują solidnie…

Z koalicji z Remigijusem Šimašiusem jesteście zadowoleni?

To już są szczegółowe sprawy lokalne…

Zapytam zatem o rejon trocki, gdzie jesteście w koalicji z liberałami i konserwatystami…

Z konserwatystami już nie jesteśmy, oni odeszli z koalicji. Mamy koalicję z Ruchem Liberałów, a także częścią socjaldemokratów, którzy odeszli z partii.

Rejon trocki pokazuje, że AWPL-ZChR potrafi współpracować z prawicą litewską.

Na poziomie samorządowym wygląda to inaczej niż w Sejmie. W Wilnie wszystkie warianty są możliwe, ale jedne są bardziej prawdopodobne, drugie mniej.

Na koniec rozmowy chcę wrócić do budżetu. Jaki był powód, że zagłosowaliście w Sejmie za?

Po pierwsze budżet jest prosocjalny, pozytywny dla mieszkańców. Przewiduje wzrost gospodarczy, wzrost zasiłku na dziecko z 30 do 50 euro. Nie jesteśmy do końca zadowoleni, bo my chcieliśmy, żeby było jak w Polsce, 120 euro. Nasi partnerzy mówią, że musimy jeszcze poczekać. No cóż, pięćdziesiąt euro to także dużo. Nauczyciele też otrzymają w 2019 r. więcej pieniędzy, około 10-15%, a szkoły polskie będą dofinansowane na około 1,5% więcej. Emeryci także dostaną więcej. VAT na czasopisma będzie niższy, będą także inne ulgi. Oczywiście z ulgami nie można przesadzić, jeśli chce się być propaństwowcem. Ogólnie budżet oceniam pozytywnie, więc zagłosowaliśmy za.

AWPL nie wspiera strajku nauczycieli.

Nie mamy oficjalnego stanowiska. Sami strajkowaliśmy, gdy byliśmy zmuszeni. Sądzę jednak, że sprawa nauczycieli się trochę „rozfałdowała”. Na początku były jedne postulaty, które były do przyjęcia dla rządu, teraz sytuacja się „rozbujała”. 20% podwyżki to nie jest bardzo realny postulat. Ale rząd Skvernelisa uczynił pewne kroki. Te sprawy rozpatrywaliśmy na komisji. Błąd rządzących polega na tym, że nie czują sytuacji. A strajkujący także nie są skłonni do kompromisu. Popieramy żądania nauczycieli, ale na wszystko staramy się patrzeć pragmatycznie.

AWPL-ZChR jest przeciwko paktowi migracyjnemu?

Było u nas swobodne głosowanie. Ja chyba osobiście nie głosowałem, choć jestem w Komisji ds. Unii Europejskiej, gdzie dużo rozmawialiśmy na ten temat. Raczej chcemy zajmować taką pozycję jak Polska w tej sprawie.

Czyli raczej na nie?

No tak by chyba trzeba było powiedzieć.

Dziękuję za rozmowę.

Wywiad, zgodnie z uprzednią prośbą, był przed publikacją autoryzowany przez posła Jarosława Narkiewicza.

W 2010 r. współzałożyciel Programu Bałtyckiego Radia Wnet, a później jego redaktor, od lat zainteresowany Łotwą, redaktor strony facebookowej "Znad Daugawy", wcześniej pisał o krajach bałtyckich dla "Polityki Wschodniej", "Nowej Europy Wschodniej", Delfi, Wiadomości znad Wilii, "New Eastern Europe", Eastbook.eu, Baltica-Silesia. Stale współpracuje także z polską prasą na Wschodzie: "Znad Wilii", "Echa Polesia", "Polak na Łotwie". Najlepiej czuje się w Rydze i Windawie.

© Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy. Więcej informacji o prawach autorskich i zakup licencji.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz swój komentarz
Wpisz swoje imię tutaj