Dlaczego Narwa nie jest następna?

Od aneksji Krymu z ust analityków nie schodzi pytanie czy „Narwa jest następna?”. Międzynarodowe media zjeżdżają do Narwy, by pytać czy „małe zielone ludziki” mogą się tutaj niespodziewanie pojawić. Graniczne miasto położone w odległości 150 kilometrów od Petersburga, które w ogromnej większości zamieszkują rosyjskojęzyczni, jest symbolem ważniejszego pytania o kraje bałtyckie i przyszłość NATO. Chór prominentnych analityków i osób publicznych, włączając w to byłego sekretarza generalnego NATO – Andersa Fogha Rasmussena, ostrzega przed „wysokim prawdopodobieństwem” przyszłych rosyjskich działań przeciwko krajom bałtyckim.

|

Przeczytaj także:  Bałtycki front: gdzie imperium Putina spotyka się z Unią Europejską Prawdą jest, że liczba dowodów wzrostu aktywności militarnej w regionie Morza Bałtyckiego jako następstwa kryzysu ukraińskiego jest ogromna. Samoloty rosyjskich sił powietrznych latają z wyłączonymi transponderami, tworząc niebezpieczeństwo dla ruchu lotniczego. Rosyjskie okręty wojenne dały odczuć swoją obecność na morzu. W odpowiedzi NATO wzmocniło misję patrolującą przestrzeń powietrzną i zwiększyło liczebność jednostek wysyłanych na ćwiczenia w regionie, by potwierdzić zobowiązania wobec krajów bałtyckich i odstraszyć Rosję. Chociaż na pierwszy rzut oka można dostrzec powierzchowne podobieństwa sytuacji nad Bałtykiem do przypadku ukraińskiego, różnice są zdecydowanie większe. Po pierwsze, kraje bałtyckie są członkami NATO i UE, więc wrogie działania wobec nich oznaczałyby dla Rosji poważniejsze konsekwencje. Sukces operacji krymskiej opierał się na zaskoczeniu. Nieliczni spodziewali się atak...

Pozostało jeszcze 89% artykułu.

Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!

Zyskaj dostęp do setek eksperckich artykułów poświęconych państwom regionu Morza Bałtyckiego.

WYBIERZ I ZAMÓW!

Dostęp jednorazowy

Zaloguj się