Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Dovilė Šakalienė: gdyby nie moja ustawa, wciąż ginęłyby dzieci na Litwie

Po tym jak w grudniu 2016 roku i styczniu 2017 roku trzy razy odrzucano moje próby, by włączyć kwestię reformy ochrony praw dziecka do obrad plenarnych, zwróciłam się do moich kolegów, członków parlamentu, i ostrzegłam ich, że do końca miesiąca zostanie zamordowana przez swoje rodziny co najmniej dwójka dzieci. Bo taka jest rzeczywistość naszego małego kraju. Pod koniec stycznia Litwą wstrząsnął fakt zamordowania czteroletniego Matasa. Sprawa Matasa wywołała wzburzenie w społeczeństwie. Moi koledzy przeprosili mnie, że wcześniej nie słuchali. Nie potrzebowałam tych przeprosin. Przypomniałam im, że jeśli dalej będą blokować reformę, zapłacimy cenę w postaci dziesiątek dzieci zamordowanych rocznie z powodu naszej bezczynności. Więc ostatecznie wszyscy zrozumieli jak pilna jest zmiana systemu – mówi w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim posłanka socjaldemokratów Dovilė Šakalienė, która napisała ustawę o ochronie praw dziecka na Litwie, którą Sejm przyjął dwa miesiące temu.

Chcesz dowiedzieć się więcej na ten temat? Subskrybuj nasz newsletter!
Raz w miesiącu otrzymasz na swoją skrzynkę zestawienie najważniejszych artykułów.

Dovilė Šakalienė. Zdj. Olga Posaškova / Kancelaria Sejmu.

Dovilė Šakalienė pochodzi z Kowna, ukończyła szkołę w Poniewieżu, uczyła się także w Cibola High School w Nowym Meksyku. W 2001 roku ukończyła studia psychologiczne na Uniwersytecie Wileńskim, później zaś prawnicze na Uniwersytecie im. Michała Römera, gdzie prowadziła także zajęcia. W latach 2004-2015 pracowała w Instytucie Praw Człowieka jako szefowa projektów, a później dyrektor wykonawcza. Stworzyła także audycje radiowe w „Žinių radijo“ poświęcone prawom człowieka i prawom dziecka. W latach 2012-2016 pracowała jako dziennikarka akredytowana przy Radzie Europy w Strasburgu. W październiku 2016 roku została wybrana do Sejmu z listy Związku Rolników i Zielonych, jednak już w następnym roku przystąpiła do klubu Ruchu Liberałów, zaś później do frakcji socjaldemokratycznej. W Sejmie od początku działała na rzecz napisania ustawy o ochronie praw dziecka.

Tomasz Otocki, Przegląd Bałtycki: Ostatnio znów zmieniła Pani klub poselski. Wybrano Panią na posłankę z ramienia Związku Rolników i Zielonych, później przystąpiła Pani do liberałów, a obecnie jest Pani socjaldemokratką. Jak to wytłumaczyć?

Dovilė Šakalienė: Jako obrońca praw człowieka muszę być lewicowcem.

Ale wcześniej kandydowała Pani z ramienia raczej prawicowej, konserwatywnej organizacji.

Miałam nadzieję na prowadzenie wrażliwej społecznie polityki i wsparcie moich dążeń na rzecz praw dzieci. Niestety okazało się, że Związek Rolników i Zielonych nie chce mnie wspierać. Opuszczenie koalicji rządzącej było dla mnie trudną decyzją, bo to jest zawsze pewne wyzwanie, by pracować w opozycji. Ja zmieniłam frakcję poselską, ale jestem wierna swoim przekonaniom i wartościom.

Dlaczego nie przystąpiła Pani jednak od razu do socjaldemokratów, tylko liberałów?

Nie mogłam tego zrobić, bo wtedy socjaldemokraci byli w trakcie czyszczenia swoich szeregów. Jestem wdzięczna liberałom, że przyjęli mnie na parę miesięcy i zapewnili bezpieczne i przyjazne warunki pracy. Ale jak tylko lewica zakończyła proces wychodzenia z koalicji, a skorumpowani członkowie frakcji odeszli z niej, by przyłączyć się do koalicji rządzącej, byłam gotowa, by wzmocnić zreformowany i odnowiony ruch socjalistyczny.

I jak się Pani teraz czuje?

W mojej opinii ich nowy manifest sytuuje ludzi w centrum uwagi. Na Litwie przez długi czas ignorowaliśmy politykę społeczną i prawa człowieka. Moja reforma, na którą pracowałam latami, w końcu znalazła ujście w postaci ustawy o ochronie praw dziecka, która została uchwalona przez Sejm 28 września. Ona wejdzie w życie 1 lipca 2018 roku.

Do ustawy jeszcze wrócimy. Specjalizuje się Pani w prawach dzieci.

Także w sprawach przemocy. Interesują mnie wszystkie rodzaje przemocy. To jest właściwie moje zadanie, chcę zmienić społeczeństwa.

Do pani biura poselskiego przychodzą ludzie, którzy zmagają się z problemami przemocy.

Rodzina żartuje, że dostaję jedną pensję, a de facto pracuję na dwóch etatach. Gdy po pierwszych dziewięciu miesiącach mojej pracy w Sejmie moi asystenci zliczyli liczbę skarg, którą dostałam, wyszło ponad tysiąc. Konsultowałam osobiście około pięciuset osób. Nie liczę wiadomości, które dostaję na Facebooku. Wracam do domu i koło dziesiątej wieczorem sprawdzam skrzynkę emailową, a także wiadomości na komórce. Czasem jest ich kilkadziesiąt. Segregujemy jednak przypadki i na początku staramy się reagować w sytuacjach kryzysowych. W niektórych sprawach kontaktujemy się z NGO-sami, by znaleźć jak najszybciej rozwiązanie. Przykre jest to, że wiele przypadków jest dość prostych, ale naszym instytucjom zwyczajnie brakuje kompetencji, motywacji czy środków. Kombinacja tych trzech czynników powoduje, że jest marnowane wiele papieru.

Jak często Pani pomaga, a jak często musi Pani odmówić, bo nie ma czasu?

Z reguły nie odmawiam pomocy. Dziś rano byłam w centrum zwalczania raka, by skontrolować swój stan zdrowia. Lekarze byli na mnie źli, że wciąż za wiele pracuję. Ale jak mogę odmawiać pomocy. Dla mnie interesant może być jedynie numerkiem w kolejce, ale przecież to jest jego życie.

Czy praca na rzecz praw dzieci jest częścią Pani pracy w Sejmie?

Moim głównym narzędziem wpływu jest kontrola parlamentarna. Mogę pytać różne instytucje, czy podjęły odpowiednie kroki, czy odpowiednio oceniły sytuację. Często te instytucje mówią, że nie pomogły jakiejś rodzinie, bo nie ma prawa, które by je do tego obligowało. Wtedy pytam się, czy jest jakieś prawo, które tego zabrania. Staram się mobilizować te instytucje. Staram się je zachęcać, by korzystały z prawa, by rozwiązywać sytuację w swoich samorządach. Ale nie mogę niczego nakazać. Będę im przypominać o odpowiednich regulacjach, dobrych praktykach, ale nie mam mocy sprawczej jako posłanka. To co mogę robić, to tworzyć prawo, jeśli widzę, że istnieją odpowiednie luki. Mogę komunikować się z mediami i zwracać ich uwagę na różne rzeczy, które trzeba by było naprawić. Pracowałam przez wiele lat jako obrońca praw człowieka, znam wielu dziennikarzy. Możemy się wspólnie naradzać, co zrobić, by zmusić decydentów w regionach do działania.

Jak to wygląda w praktyce?

Ostatnio w Wyłkowyszkach mieliśmy sprawę chłopca, który został zabrany przez matkę, która cierpi na zaburzenia psychiczne. Ale jest dobrą matką. Może nie perfekcyjną, ale dobrą. Kocha swojego syna. Nigdy nie skrzywdziłaby go. Nie potrafi co prawda liczyć pieniędzy, gdy idzie do sklepu, nie skończyła także szkoły, ale potrafi uprać jego ubrania, potrafi gotować. Problem polega na tym, że mąż jest uzależniony od alkoholu, więc gdy przychodzi pijany do domu, to dziecko jest wystraszone. W końcu chłopca zabierano parę razy od matki. On był jednak w stanie przejść szesnaście kilometrów, by wrócić do domu. Zaproszono mnie do tego samorządu, bym porozmawiała z władzami. Tłumaczyłam im, żeby przestali traumatyzować dziecko, zabierając je od matki, bo robią mu tylko krzywdę. Pomagajmy tej rodzinie, ale nie zabierajmy matce dziecka. Lepiej jest wyznaczyć pracownika socjalnego, który będzie przychodził codziennie i pomagał w codziennych obowiązkach, w planowaniu budżetu domowego itp. A ojca trzeba oddać na odwyk.

Jaki był finał tej historii?

Odnieśliśmy sukces, chłopca zostawiono przy matce.

Jak zmieniła się obrona praw dziecka od czasu powstania niepodległej Litwy?

Była w fazie embrionalnej, gdy Litwa wybiła się na niepodległość. W czasach sowieckich mieliśmy ideologię, że dzieci są naszą przyszłością, że wszystko jest dla dzieci, ale to były tylko slogany, bo nikt o dzieci nie dbał. W latach dziewięćdziesiątych stworzyliśmy ramy prawne i organizacyjne dla ochrony praw dziecka. Powstało Centrum Rozwoju Dziecka, poradnie pedagogiczne i psychologiczne. Ale wciąż mamy problem z triadą, którą wymieniłam już wcześniej, czyli kompetencjami, motywacją i środkami. Myślę, że niedługo Sejm powinien uchwalić ustawę o ochronie praw dziecka. Część kompetencji zostanie przesunięta z sądów do centrów społecznych. Generalnie to prawo skupione jest na prewencji i interwencji. Która instytucja powinna współpracować z którą instytucją, jakie są jej obowiązki. Kto jest odpowiedzialny za co.

Do tej pory mamy taką sytuację, że co roku ginie 25 dzieci z rąk dorosłych, co jest bardzo dużą liczbą na kraj taki jak Litwa. Wierzę, że dzięki nowemu prawu uda nam się do zminimalizować. Współpraca z ministerstwem spraw społecznych układa się dobrze, bo Linas Kukuraitis był pracownikiem socjalnym, więc dobrze rozumie sytuację (minister do 2016 roku pełnił funkcję dyrektora Caritasu w archidiecezji wileńskiej  – przyp. red.).

Od jesieni tego roku samorządy będą miały praktyczny trening działania, jak zrozumieć przemoc, jak ją wykryć, jak reagować na nią i jakie kroki podjąć.

Z powodu pracy nad tą ustawą opuściła Pani Związek Rolników i Zielonych.

Powiedziałabym, że w trakcie kadencji zmienił się rozkład wpływów w klubie. Gdy przyłączałam się do listy Związku Rolników i Zielonych jako osoba bezpartyjna, bo taka chcę pozostać, wpływy między Sauliusem Skvernelisem a Ramūnasem Karbauskisem były mniej więcej wyrównane. W trakcie kadencji zauważyłam jednak, że nasza frakcja zaczęła się stawać coraz bardziej konserwatywna. Trudno było z nimi współpracować. Prawa dziecka nie były dla nich priorytetem. Uważali, że planowana ustawa jest zagrożeniem dla tradycyjnych rodzin, co jest przykrym nieporozumieniem. Niezależnie czy rodzina jest tradycyjna czy nie, to ochrona praw dziecka jest dla niej ważna. Nagle prace nad ustawą utknęły. Utknęła gdzieś także kontrola parlamentarna. Mieliśmy w Sejmie Komisję Prewencji Samobójstw i ja zaproponowałam, żebyśmy powołali do życia Komisję Antyprzemocową. W końcu stworzono wspólne gremium, zajmujące się prewencją przemocy i samobójstw. Jednak ta nowa komisja była wciąż skoncentrowana głównie na samobójstwach.

W trakcie kampanii wyborczej napisałam program społeczny Związku Rolników i Zielonych, chwalony przez politologów i działaczy społecznych, ale on w ogóle nie był realizowany. A ja przyszłam do Sejmu po to, by uchwalić tę ustawę. Praca z moją frakcją była trudna, dlatego zdecydowałam się przejść do liberałów.

Czy liberałowie wspierali ustawę o ochronie praw dziecka?

Zarówno liberałowie, jak i konserwatyści wsparli mnie. Podobnie socjaldemokraci. Dzięki ich wsparciu udało się napisać ustawę. Po drodze oczywiście były obawy, czy nie oddajemy zbyt dużej władzy państwu nad rodziną. Nikt tego nie chce, ale pewne regulacje są konieczne. Wydaje mi się, że opracowaliśmy dość dobry projekt, który został uchwalony 28 września.

Za projektem ostatecznie głosowali wszyscy posłowie, choć wcześniej zdarzały się rozbieżności. Jak udało się to osiągnąć?

Po tym jak w grudniu 2016 roku i styczniu 2017 roku trzy razy odrzucano moje próby, by włączyć kwestię reformy ochrony praw dziecka do obrad plenarnych, zwróciłam się do moich kolegów, członków parlamentu, i ostrzegłam ich, że do końca miesiąca zostanie zamordowana przez swoje rodziny co najmniej dwójka dzieci. Bo taka jest rzeczywistość naszego małego kraju. Pod koniec stycznia Litwą wstrząsnął fakt znęcania się i zamordowania czteroletniego Matasa. Zabity został także noworodek, ale na to akurat społeczeństwo nie zwróciło uwagi. Jednak sprawa Matasa wywołała wzburzenie w społeczeństwie. Moi koledzy przeprosili mnie, że wcześniej nie słuchali. Nie potrzebowałam tych przeprosin. Przypomniałam im, że jeśli dalej będą blokować reformę, zapłacimy cenę w postaci dziesiątek dzieci zamordowanych rocznie z powodu naszej bezczynności. Więc ostatecznie wszyscy zrozumieli jak pilna jest zmiana systemu. By odejść od pasywnej obserwacji i kar do wczesnego wykrywania sygnałów znęcania się, docelowej pomocy i dalszego śledzenia sytuacji.

Jakie są główne założenia nowej ustawy?

Do tego roku mieliśmy na Litwie system ochrony praw dziecka, który bazował na zasadzie biernej agresji. Rodziny wpisywano na listę ryzyka i monitorowano je latami bez efektownej interwencji. Po czym zdarzały się tragedie. Wtedy karano rodziców, a dzieci usuwano spod ich opieki. Esencją nowego prawa jest wczesne diagnozowanie, wykrywanie przemocy i zaniedbania dzieci, włączanie w sprawę wszystkich instytucji i ludzi, by podzielić odpowiedzialność, zapewnić docelową, kompleksową pomoc dla dziecka i dla rodziny w celu prewencyjnego rozwiązania problemu. Szczerze mówiąc to jest teraz pierwsze prawo na Litwie, które przewiduje politykę wobec rodziny, praktyczne wsparcie i uwagę skierowaną do rodzin i w sposób jasny tworzy algorytm interwencji i współpracy. Po raz pierwszy mamy jasny mechanizm – jak, kto, co i kiedy, kto jest za co odpowiedzialny. Ponadto państwo zobowiązuje się wprowadzić ustandaryzowany program ochrony praw dziecka w każdym samorządzie Litwy, dlatego scentralizowaliśmy służbę ochrony praw dziecka. To oznacza także, że oddzielamy funkcję monitorowania i kontrolowania od kwestii pomocy, która będzie świadczona przez samorządy, jak to miało miejsce do tej pory.

Przemoc wobec dzieci nie ogranicza się tylko do rodzin.

Mamy ją również w szkole. W ogóle powiedziałabym, że żyjemy w kulturze przemocy. Bronimy się poprzez agresję i w ten sposób wychowujemy nasze dzieci. „Zabijaj albo będziesz martwy”. Dlatego nienawidzimy się w naszym społeczeństwie. Chciałabym nauczyć ludzi tego, że jest łatwo być pozytywnie nastawionym w relacji z dzieckiem. Zamiast stawiać je do pionu. Bo jeśli twoje dziecko jest nieszczęśliwe, wtedy ty także jesteś nieszczęśliwy. Ciężko jest zmienić mentalność pięćdziesięciolatków czy sześćdziesięciolatków, ale obecne dzieci możemy nauczyć tego, by były otwarte i nie reagowały przemocą.

Sytuacja się zmienia. Ostatnio razem z dyrektorką przedszkola litewskiego w Londynie Alviją Černiauskaitė, które nosi nazwę „Apple Tree/Obelėlė” opracowaliśmy plakat na bazie plakatu, który wisi w tym przedszkolu. Swoją drogą to jedno z najlepszych przedszkoli w Londynie, znajduje się w pierwszej dziesiątce. Przetłumaczyłam ten plakat, a Alvija Černiauskaitė zaakceptowała to. Ministerstwo spraw społecznych wydzieliło pieniądze ze swojego funduszu reprezentacyjnego na popularyzację tego plakatu, trochę łagodząc jego treść. Plakat został wysłany do każdego przedszkola, do każdej szkoły i do każdego domu dziecka na Litwie. Plakat mówi o czterech formach przemocy wobec dzieci: fizycznej, emocjonalnej, zaniedbaniu i przemocy seksualnej. Co to jest, jakie są objawy i jak się przed tym chronić.

Jesteśmy liderami samobójstw wśród uczniów w Europie. Ostatnio ta liczba spadła, ale wciąż mamy duży problem.

Właśnie, jak wygląda kwestia samobójstw wśród dzieci?

Co roku na Litwie około 20-30 dzieci popełnia samobójstwa. To prawie dwa razy więcej w przeliczeniu na mieszkańca niż mają pozostałe kraje postsocjalistyczne czy postsowieckie, na przykład Polska, Łotwa i Estonia. Ta liczba koreluje z wysokim poziomem wykorzystywania dzieci, przemocy w bliskich relacjach i ogromną liczbą przypadków znęcania się. Ale mówiąc o samobójstwach musimy dodać, że na każde z nich przypada dwadzieścia prób samobójczych, więc mamy na Litwie co roku paręset przypadków, gdy dzieci próbują się zabić.

Jak wyglądają litewskie statystyki, jeśli chodzi o przemoc wobec dzieci.

Według danych miejskich i rejonowych oddziałów chroniących dzieci w 2016 roku zarejestrowano na Litwie 2681 przypadków, w których ucierpiało 2444 dzieci, co daje 0,5% wszystkich dzieci żyjących na Litwie. W porównaniu do danych z 2015 roku liczba przypadków przemocy i liczba potencjalnych ofiar wzrosła. W porównaniu z 2014 roku liczba ta wzrosła dwukrotnie.

Jak wygląda podział na przemoc psychiczną, fizyczną i seksualną?

Najwięcej przypadków, bo 63,8% to przemoc psychiczna, z kolei 33,4% to przemoc fizyczna. Przypadków przemocy seksualnej mieliśmy na Litwie 74, co daje 2,8%.

Jaka grupa dzieci najczęściej pada przemocą?

Są to dzieci między 10 a 14 rokiem życia, gdzie odnotowano 752 przypadków. Gdy mowa o dzieciach do trzeciego roku życia mieliśmy 431 przypadków przemocy.

Czy ofiarami przemocy częściej padają chłopcy czy dziewczynki?

We wszystkich kategoriach przemocy najwięcej było przypadków, gdy jej ofiarą padali chłopcy. Mowa tutaj o przemocy fizycznej i psychicznej. Jedynie w przypadku przemocy seksualnej głównymi ofiarami są dziewczynki, których jest prawie pięć razy więcej w tej grupie.

 

Zdjęcie tytułowe: TEDxKids@Vilnius. Zdj. StepDraw / TEDx Vilnius / Flickr / CC.

Polub nas na Facebooku!