Hosams Abu Meri: państwo łotewskie nie jest w stanie sponsorować szkół obcojęzycznych

-

Kwestie geopolityczne to tylko jeden z powodów. Oczywiście braliśmy to pod uwagę, ale przede wszystkim zagrały sprawy ekonomiczne. U nas na Łotwie mieszka niecałe dwa miliony ludzi, nie mogliśmy pozwolić sobie na istnienie szkół, do których chodzi 40-50 dzieci. Nie jesteśmy jako państwo łotewskie w stanie sponsorować edukacji w wielu językach. Jeśli spojrzy Pan na Francję czy Wielką Brytanię, to tamtejsze rządy nie wydają połowy budżetu na finansowanie edukacji w obcych językach. Ale w szkole łotewskiej można wybierać języki obce: rosyjski, szwedzki, niemiecki. Niech Rosjanie z tego korzystają – mówi o łotewskiej reformie oświaty w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim Hosams Abu Meri, doradca premiera ds. integracji społecznej, były poseł na Sejm XII kadencji i przewodniczący frakcji sejmowej „Jedności”.

Hosams Abu Meri. Zdj. Reinis Inkēns, Saeimas Kanceleja.

Hosams Abu Meri urodził się w 1974 r. w Libanie. W 1993 r. przeprowadził się na Łotwę, podjął studia medyczne. Wykształcenie uzyskał na Uniwersytecie Stradiņša oraz Uniwersytecie Łotewskim w Rydze. Został specjalistą w dziedzinie gastroenterologii. Zaangażował się w życie społeczne, zakładając Centrum Kultury Arabskiej w Rydze. W 2007 r. przyznano mu obywatelstwo łotewskie. W 2009 r. przystąpił do małego socjalliberalnego ugrupowania „Stowarzyszenie na rzecz Innej Polityki” (Sabiedrība citai politikai, SCP), które rok później weszło w skład „Jedności”. W 2014 r. Hosams Abu Meri uzyskał mandat posła na Sejm XII kadencji, zaś trzy lata później został szefem frakcji parlamentarnej „Jedności”. W wyborach z jesieni 2018 r. bez powodzenia ubiegał się o reelekcję, podjął ponownie pracę lekarza. W 2019 r. został doradcą premiera Krišjānisa Kariņša ds. integracji społecznej.

Tomasz Otocki, Przegląd Bałtycki: Przez cztery lata był Pan posłem na Sejm, obecnie powrócił Pan do lekarskiej praktyki. Jak się Pan z tym czuje?

Hosams Abu Meri: Czuję się wolny. Nic specjalnego się nie stało, mniej pracy, mniej stresu, mniej odpowiedzialności. Wciąż jestem doradcą premiera, ale to nie jest praca na dwadzieścia cztery godziny. Nie otrzymuję również za to wynagrodzenia. Wciąż jestem członkiem zarządu „Jedności”. Nie jestem zatem tak bardzo daleko od polityki, ale nie prowadzę też wielkiej aktywności tak jak do tej pory. Czas, gdy szefowałem frakcji „Jedności” był trudnym okresem.

Jak długo doradza Panu premierowi?

Dopiero od dwóch miesięcy. Zostałem zatrudniony jako doradca ds. integracji społecznej, a obecnie głównym moim zadaniem jest współpraca z NGO-sami. Chodzi o dialog rządu ze stroną społeczną. Wśród tych organizacji pozarządowych znajdują się organizacje, które działają na rzecz mniejszości, ludzi upośledzonych, niepełnosprawnych etc.

Jakie idee chciałby Pan dzielić z premierem?

Premier Krišjānis Kariņš sam ma wiele pomysłów, ale wszystko chce przedyskutować podczas obrad komitetów czy innych ciał. Obecnie dyskutujemy jak poprawić działalność rady doradców, która działa w budynku rządowym i z założenia ma być pomostem między premierem a wspomnianymi wcześniej organizacjami społecznymi. Ona spotyka się raz na miesiąc, dyskutuje o nowych rozwiązaniach prawnych, które mają zostać przyjęte. Zaś wspomniane organizacje społeczne działają nie tylko na poziomie rządu, ale także na poziomie Sejmu. Obecnie chcemy wprowadzić regulację, że minister przed podjęciem decyzji musi się obowiązkowo konsultować z działającą przy premierze radą doradczą. Ona składa się z wielu ekspertów.

Wracając do premiera Krišjānisa Kariņša mam wrażenie, że to pierwszy przypadek od wielu lat, kiedy szef rządu tak bardzo przejęty jest działalnością swoich doradców i organizacji społecznych.

Ma Pan rzeczywiście takie odczucie?

Owszem. Z inicjatywy premiera spotykałem się wiele razy z organizacjami społecznymi, w tym organizacjami zajmującymi się prawami mniejszości. Naszym celem jest obecnie reforma Funduszu Integracji Społecznej (Sabiedrības integrācijas fonds, SIF), który otrzymuje pieniądze od organizacji pozarządowych. Kolejną decyzją rządu Kariņša było przyznanie sporej dotacji finansowej w wysokości ponad pół miliona euro na rzecz Funduszu Organizacji Pozarządowych (NOVO Fonds), który powstał niedawno. Niestety nasz obecny budżet jest jedynie budżetem prowizorycznym, który został przyjęty jeszcze przez rząd Mārisa Kučinskisa, a z powodu sytuacji politycznej po wyborach jesienią 2018 r. nie został odpowiednio poprawiony.

Integracja społeczna jest bardzo szerokim pojęciem.

I wcale nie chodzi w niej głównie o mniejszość rosyjskojęzyczną czy w ogóle o mniejszości narodowe. Mam na myśli osoby niepełnosprawne, seniorów, kobiety, organizacje, które zajmują się ochroną pracowników. Kiedy byłem posłem na Sejm XII kadencji, sprawowałem także funkcję sekretarza parlamentarnego (wiceministra – przyp. red.) w Ministerstwie Zabezpieczenia Społecznego. Znam te wszystkie problemy, wiele czasu poświęciłem na pracę z osobami niepełnosprawnymi czy seniorami. Sam jednak pochodzę z mniejszości narodowej, więc chciałbym, że by te kwestie stały się bardziej widoczne.

Kiedy w 2018 roku została przyjęta reforma edukacyjna z inicjatywy Waszego ministra Kārlisa Šadurskisa, która według organizacji rosyjskich dyskryminuje mniejszości, Pan nie protestował, za co spotkała Pana krytyka ze strony organizacji rosyjskojęzycznych.

Widziałem tę propagandę. Zresztą na celowniku organizacji rosyjskich jestem od dawna, także w wyniku wsparcia dla ustawy Magnickiego (łotewski Sejm, podobnie jak estońskie Riigikogu i parlament w Wilnie przyjął prawo, na mocy którego można odmówić wjazdu rosyjskim urzędnikom w ramach kary za łamanie praw człowieka – przyp. red.). Federacja Rosyjska wpisała mnie na „czarną listę”, nie mogę jeździć do Rosji. Wracając do kwestii reformy oświaty. Byłem wtedy szefem frakcji „Jedności”, zajmowałem się zatem tą kwestią i wspierałem ministra  Kārlisa Šadurskisa. Uważam bowiem, że po trzydziestu latach istnienia państwa łotewskiego, fakt, że musimy płacić na szkoły rosyjskie na Łotwie, nie jest normalny.

Przeczytaj także:  Reforma oświaty na Łotwie wejdzie w życie, polskie szkoły w Łatgalii i Rydze zostają

Uważa Pan, że wszystkie szkoły powinny nauczać po łotewsku?

I tak zostawiliśmy im duży margines, bo około dwudziestu procent przedmiotów może być nauczanych w języku ojczystym. Mam na myśli język narodowy, literaturę czy historię danej społeczności. Tych przedmiotów można uczyć po rosyjsku, litewsku, polsku, estońsku czy po niemiecku. Ale osiemdziesiąt procent musi być po łotewsku, bo żyjemy na Łotwie, a nie w Związku Sowieckim. Później po takich szkołach rosyjskich młodzież rosyjska nie radzi sobie na uczelniach. Trzeba z tym skończyć.

Jeśli jednak weźmie Pan edukację w Finlandii, to ona jest możliwa w dwóch językach, po fińsku i po szwedzku. Szwedzkojęzyczna mniejszość może uczyć się całkowicie we własnym języku.

Sytuacja Finlandii jest inna, inne są też stosunki między Finlandią i Szwecją. Kraje skandynawskie nie są wobec siebie agresywne, nie napadają na siebie. Natomiast stosunki łotewsko-rosyjskie są wciąż trudne, skomplikowane i nie sądzę, żeby się poprawiły. My mamy potężny nacisk propagandy putinowskiej na Łotwę, chodzi o bardzo agresywne media rosyjskie itd. Nie chcemy poprzez system szkolny reprodukować wciąż tego podziału na dwie społeczności. Jeśli utrzymamy szkoły rosyjskie, wtedy wpływy Putina będą o wiele większe.

Przeczytaj także:  W krainie Szwedofinów

Można więc uznać, że reforma oświatowa rządu Mārisa Kučinskisa wynikła z kwestii geopolitycznych.

To tylko jeden z powodów. Oczywiście braliśmy to pod uwagę, ale przede wszystkim zagrały kwestie ekonomiczne. U nas na Łotwie mieszka niecałe dwa miliony ludzi, nie mogliśmy pozwolić sobie na istnienie szkół, do których chodzi 40-50 dzieci. Nie jesteśmy jako państwo łotewskie w stanie sponsorować edukacji w wielu językach. Jeśli spojrzy Pan na Francję czy Wielką Brytanię, to tamtejsze rządy nie wydają połowy budżetu na finansowanie edukacji w obcych językach. Ale w szkole łotewskiej można wybierać języki obce: rosyjski, szwedzki, niemiecki. Niech Rosjanie z tego korzystają.

Wspomniał Pan o Francji czy Wielkiej Brytanii, ale organizacje mniejszości rosyjskiej twierdzą, że jest różnica między imigrantami a mniejszością narodową. Ta ostatnia ma prawo do nauczania w języku ojczystym.

Rozumiem to. Przed 1940 r. także mieliśmy szkoły rosyjskie, ale nie było ich aż tylu. Obecnie połowa szkół w Rydze to szkoły rosyjskojęzyczne. Takie szkoły są nawet w bardzo małych miejscowościach, a więc istnieje system paralelny: po jednej stronie ulicy szkoła łotewska, po drugiej rosyjska. To nie jest normalne. Jak już mówiłem, absolwenci tych szkół rosyjskich nie znają często na odpowiednim poziomie łotewskiego, co utrudnia im później studiowanie.

Jak sytuacja językowa wygląda w Libanie?

W Libanie nigdy nie mieliśmy głównych przedmiotów po arabsku. Jest albo angielski, albo francuski system szkolnictwa, gdzie główne przedmioty poznaje się właśnie w tych językach, zaś w dwunastej klasie piszesz egzamin końcowy z biologii, chemii, matematyki czy fizyki po angielsku albo po francusku. Ja pisałem po angielsku. Gdy zaś mowa o języku arabskim, to uczyliśmy się w nim jedynie historii, geografii oraz języka arabskiego i literatury jako przedmiotu. Przy czym chcę podkreślić, że sytuacja Libanu i Łotwy jest inna, bo w Libanie mamy dwa urzędowe języki: arabski i francuski, zaś w Łotwie jedynie łotewski. O ile więc w Libanie ten arabski w szkole znajduje uzasadnienie, choć większość przedmiotów jest albo po angielsku, albo po francusku, to na Łotwie rosyjski nie bardzo.

Dlaczego taki system utrzymał się w Libanie?

Do 1943 r. byliśmy kolonią francuską, dlatego obecność języka francuskiego. Szkoły francuskojęzyczne stanowią w Libanie większość, prywatne szkoły angielskie to mniejszość.

Nie było żadnych pomysłów w Libanie, by zarabizować lokalne szkolnictwo?

Nie było i nie sądzę, by to był dobry pomysł. Mimo tego, że arabski jest moim językiem ojczystym, ja nie znam i nie rozumiem terminologii z dziedziny chemii, biologii czy fizyki po arabsku. Bo wszystkiego uczyłem się po angielsku. Gdybym chciał zostać lekarzem w Syrii albo Egipcie, miałbym problem. Okej, w Egipcie większość rzeczy jest w tej dziedzinie po angielsku, ale Syria posługuje się językiem arabskim.

Jakie są zatem wnioski z systemu libańskiego?

Takie, że nie sądzę, by edukacja po łotewsku od pierwszej klasy, poznawanie pojęć matematycznych itp., mogło zaszkodzić społeczności rosyjskiej na Łotwie.

Czy w przyszłości będzie możliwe nauczanie w języku angielskim na Łotwie?

Są takie szkoły na Łotwie, głównie dla dyplomatów, ale nie sądzę, byśmy kiedykolwiek poszli tak daleko i nauczali w całości po angielsku. Te szkoły są prywatne, rząd nie płaci na nie.

Przeczytaj także:  Estoński system edukacji: sukcesy i potrzeba integracji uczniów rosyjskojęzycznych

Wróćmy do tematyki rosyjskiej. Ile osób z „Jedności” znalazło się na czarnej liście Federacji Rosyjskiej w związku z aktem Magnickiego?

Nie jestem upoważniony do tego, by podawać, kto jest na tej liście, a kto nie jest, ale mogę powiedzieć, że sporo i nie dotyczy to tylko polityków „Jedności”, ale także innych partii, które w 2018 r. głosowały za tym aktem w Sejmie.

Rozumiem. Krišjānis Kariņš to już trzeci premier z ramienia „Jedności”, Jak Pan go ocenia?

Pozytywnie, jesteśmy do siebie podobni. Krišjānis Kariņš większą część swojego życia spędził poza granicami Łotwy, ma podwójne obywatelstwo, jego droga bardzo przypomina moją. Nie powiedziałbym, że jest bardzo konserwatywną osobą, jest jak mówią Brytyjczycy open minded. Rozumie, jak wyglądało życie poza Związkiem Sowieckim, ma znajomości za granicą w Unii Europejskiej i USA. Ma doświadczenia w różnych polach. On jest Łotyszem z wielkim doświadczeniem międzynarodowym. Obecnie razem pracujemy, poznaliśmy się dobrze podczas wyborów w 2018 r., gdy ja kandydowałem na posła, on na premiera. Gdy mowa o naszej współpracy, to widzę, że znajdujemy wspólny język.

Przeczytaj także:  Łotewska centroprawica przechodzi lifting

Gdy mówimy o poprzednich premierach, to zarówno Valdis Dombrovskis, jak i Laimdota Straujuma byli aktywnymi politykami, Dombrovskis zaś zrobił wielką karierę w Unii Europejskiej jako lider. Natomiast Krišjānis Kariņš to po prostu świetny współpracownik. On kiedyś zostanie liderem takim jak nasza była prezydent Vaira Vīķe-Freiberga.

Przeczytaj także:  Krišjānis Kariņš albo Jedności życie po śmierci

Czy jest Pan zadowolony z wyniku „Nowej Jedności” w wyborach do Sejmu?

Nie jestem zadowolony, to jest minimum tego, co powinniśmy byli uzyskać. Nie mieliśmy w trakcie kampanii wielkich nadziei. W pewnym momencie mieliśmy poczucie, że możemy nie wejść do Sejmu. Sondaże pokazywały raz 4,5%, raz 5,5%. Cieszę się, że przekroczyliśmy barierę 5% i uzyskaliśmy ośmiu posłów. Mieliśmy bowiem problemy: wewnętrzny konflikt w partii, a także wielką kampanię przeciwko „Nowej Jedności”. Wiele osób od nas odeszło, do innych partii, nawet naśmiewaliśmy się przed wyborami, że większość kandydatów na premierów to są nasi dawni członkowie (śmiech).

W kadencji 2014-2018 mieliśmy dużo kłopotów, ze względu na osobistości, które funkcjonowały w „Jedności”, którym ludzie nie do końca ufali. Ale w obecnych sondażach mamy już 6,5% i jesteśmy na trzecim miejscu w sondażach poparcia zaraz po Socjaldemokratycznej Partii „Zgoda” oraz Nowej Partii Konserwatywnej. Sądzę, że odzyskujemy zaufanie ludzi, ze względu na stabilność partii, ze względu na wiarygodność naszych ośmiu posłów. Ludzie pokładali swoje nadzieje w nowych partiach, ale gdy zobaczyli, że te nie są w stanie porozumieć się po wyborach w 2018 r., bardziej zaufali starym graczom.

Przeczytaj także:  Łotewska scena polityczna wywróciła się po wyborach do góry nogami

Liberałowie z ugrupowania „Attīstībai Par” wciąż są jednak silni, a to oni odebrali Wam elektorat.

To nasi dawni koledzy, znamy się. Sądzę, że w przyszłości powinniśmy pomyśleć o powołaniu do życia wspólnej platformy. Zobaczymy jednak, jak będzie.

Sądzi Pan, że rząd Krišjānisa Kariņša przetrwa do 2022 r., czyli do końca kadencji sejmowej?

Wierzę w to głęboko, bo wiem, jak trudne było powołanie do życia tego rządu. Negocjacje toczyły się trzy miesiące. To były bardzo ciężkie rozmowy i jest Pan w stanie sobie wyobrazić, jak trudna będzie to koalicja. Na razie rząd jest stabilny. Problemem jest wciąż to, że Nowa Partia Konserwatywna nie chce współpracować ze Związkiem Zielonych i Rolników. Ten fakt oraz sytuacja w KPV LV, gdzie de facto nastąpił rozłam, każe przewidywać, że rząd może w przyszłości nie mieć stabilnej większości. Jeśli jedna partia straci 8-10 posłów, wtedy rozwiązaniem jest rząd mniejszościowy Kariņša. Dlatego obecnie premier balansuje między pięcioma ugrupowaniami rządowymi. W sytuacji konfliktu między ugrupowaniami, rozłamów, „Nowa Jedność”, która posiada ośmiu posłów w Sejmie, staje się ważnym stabilizatorem układu rządzącego.

Przeczytaj także:  Sejm Łotwy zatwierdził rząd Krišjānisa Kariņša

Przeczytaj także:  Jānis Iesalnieks: rząd Krišjānisa Kariņša to gabinet kompromisów

Jakiego wyniku dla „Nowej Jedności” oczekuje Pan w wyborach europejskich?

Mamy bardzo mocną drużynę w tych wyborach: wiceszefa Komisji Europejskiej Valdisa Dombrovskisa, naszego przewodniczącego Arvilsa Ašeradensa, europosłanki Sandrę Kalniete i Inese Vaidere, byłego ministra edukacji i obecnego europosła Kārlisa Šadurskisa. Sądzę, że uzyskamy co najmniej dwóch posłów.

Czy Valdis Dombrovskis ponownie zostanie nominatem Łotwy do Komisji Europejskiej? Podobno Daniels Pavļuts ma ochotę na to stanowisko…

To jest trudne pytanie. Na razie musimy poczekać na wynik wyborów europejskich, kto uzyska ile mandatów, zobaczymy co postanowi Parlament Europejski. Wiele zależy także od szefa Komisji Europejskiej. Obecnie będzie nim Manfred Weber, niech on decyduje. Aczkolwiek formalnie kandydata do Komisji Europejskiej zgłasza rząd, to jest prerogatywa premiera.

Zatem Krišjānis Kariņš z „Nowej Jedności” może nominować Valdisa Dombrovskisa z „Nowej Jedności”.

Nie sądzę, żeby trzeba to było ujmować w kategoriach partyjnych. Pamiętajmy, że Valdis Dombrovskis ma chyba największe kompetencje w tej dziedzinie. On jest jednym z liderów europejskich, świetnie wykształconych. Jego członkostwo w „Jedności” nie ma dużego znaczenia. On bardzo dobrze reprezentuje Łotwę.

Wasze partia nie będzie wspierała prezydenta Raimondsa Vējonisa w walce o reelekcję?

Nie będzie.

Dlaczego?

Trudno na razie mówić jednoznacznie, może powiedzmy w ten sposób: albo tak, albo nie. Poczucie społeczeństwa jest takie, że ono nie chce Vējonisa na drugą kadencję. Ja miałem z nim dobre relacje jako przewodniczący frakcji sejmowej „Jedności”, często się spotykaliśmy. On jest dobrym człowiekiem, emocjonalnym, „człowiekiem z ludu”. To pozytywne. Ale są różne opinie o jego dorobku prezydenckim, doświadczeniu. Rozumiem, że premier i koalicja poczekają do kwietnia (rozmowa była przeprowadzana w połowie marca – przyp. red.) i postanowią o wspólnym kandydacie. Może tych kandydatów na początku będzie dwóch, ale ostatecznie powinien zostać wyłoniony jeden. Chyba, że to się nie uda i większość postanowi głosować za Raimondsem Vējonisem.

Przeczytaj także:  Raimonds Vējonis nowym prezydentem Łotwy

Czy wsparłby Pan Egilsa Levitsa jako kandydata na prezydenta?

Tak, to bardzo inteligentny, wykształcony człowiek, z europejskim doświadczeniem, ma dobrą reputację, zna języki, ma charyzmę. W poprzednich wyborach on był kandydatem Sojuszu Narodowego, myśmy go nie wsparli. Ale w tym czasie próbowaliśmy stworzyć balans w koalicji. „Jedność” miała swojego premiera, narodowcy swoją szefową Sejmu, zaś Związek Zielonych i Rolników otrzymał prezydenta. Głosowaliśmy zatem za Vējonisem. Obecnie Levitsa wspierają oprócz narodowców także konserwatyści. May wciąż nie mamy kandydata. Dla nas najważniejsze jest to, żeby przed wyborami był wspólny kandydat, żeby nie dochodziło do żadnego handlu politycznego, żadnego bazaru, który kompromitowałby państwo.

Cieszę się, że wprowadziliśmy w ubiegłej kadencji zmianę, że obecnie wybory prezydenta są jawne. Możesz być za Levitsem, możesz być za Vējonisem, twoja sprawa, ale nie możesz publicznie kłamać, jak głosowałeś. To wielkie osiągnięcie.

Przeczytaj także:  Łotwa: Koalicja rządowa porozumiała się w sprawie kandydata na prezydenta

Rozmawialiśmy o mniejszościach, chciałbym zatem zadać Panu parę pytań osobistych. Jak Pan się czuje na Łotwie jako członek małej mniejszości arabskiej, muzułmanin?

Nie czuję się dalej Arabem, chrześcijaninem czy muzułmaninem. Jestem łotewskim politykiem. Rozumiem lokalną mentalność, lokalną politykę. Oczywiście wciąż krytykuje się mnie, że jestem Arabem. Gdy wychodzę z czymś albo coś komentuję, ktoś w mediach społecznościowych wyśmiewa się z mojego kraju, ze mnie jako Araba, zwłaszcza, jeśli coś dzieje się złego na Bliskim Wschodzie. „Wy wszyscy Arabowie jesteście tacy”, ludzie piszą. Ale obecnie jestem w partii łotewskiej, gdzie nie mamy podziałów narodowościowych czy religijnych. W „Nowej Jedności” mamy różnych ludzi: mnie Araba, Rosjan Aleksieja Łoskutowa czy Andrieja Judina, Estończyka Veiko Spolītisa czy Litwina Romualdsa Ražuksa. Nikt na to nie patrzy, wszyscy są równi. Jeśli chcesz pracować na rzecz Łotwy, możesz być w „Jedności”.

Uważa Pan, że po kryzysie migracyjnym zmienił się na Łotwie stosunek do Arabów, do muzułmanów?

To jest ciężka i trudna sprawa. Mam poczucie, że nie udało mi się zmienić wyobrażeń o Arabach panujących na Łotwie, odczuć społeczeństwa. Może wpłynąłem na zmianę stosunku do siebie. Kiedy ludzie coś mówią złego o Arabach, a ja staram się ich bronić, ci zaczynają się nagle tłumaczyć: „ale przecież nie o Tobie mówiliśmy, Ty jesteś nasz”. Ja próbuję tłumaczyć na Łotwie, że nie wszyscy Arabowie są z tego samego kraju, że różnią nas poglądy, religia etc. Nie trzeba wszystkich pakować do jednego worka.

Jeśli zaś chodzi o mój stosunek do złych komentarzy w Internecie, to zależy on od mojego nastroju. Raz one mnie wkurzają, innym razem bawią. Czasem obracam to w żart.

Czy angażuje się Pan w działalność muzułmańskich organizacji na Łotwie?

Nie bardzo. Stoję na czele Centrum Kultury Arabskiej (Arābu kultūras centrs). Nie mam jednak tyle czasu, żeby się angażować ze względu na praktykę lekarską i polityczną. Wcześniej to robiłem, promowałem kulturę, kuchnię arabską, język arabski.

Dużo jest Libańczyków na Łotwie?

Około 40-45.

Czy kultura libańska jest tutaj obecna?

Staramy się. Mamy w Rydze jedną restaurację z kuchnią libańską. Kiedyś robiłem dni kultury libańskiej, z prezentacją tańców, kuchni etc. Obecnie w czerwcu 2018 r. zostałem mianowany konsulem honorowym Libanu przez naszego prezydenta. Na razie jesteśmy na ostatnim etapie załatwiania dokumentów. Jeśli to się zakończy, będę konsulem. Honorowym, bo ambasada Libanu znajduje się w Warszawie.

Nie wycofuje się Pan jednak z polityki?

Nie zamierzam.

W 2010 r. współzałożyciel Programu Bałtyckiego Radia Wnet, a później jego redaktor, od lat zainteresowany Łotwą, redaktor strony facebookowej "Znad Daugawy", wcześniej pisał o krajach bałtyckich dla "Polityki Wschodniej", "Nowej Europy Wschodniej", Delfi, Wiadomości znad Wilii, "New Eastern Europe", Eastbook.eu, Baltica-Silesia. Stale współpracuje także z polską prasą na Wschodzie: "Znad Wilii", "Echa Polesia", "Polak na Łotwie". Najlepiej czuje się w Rydze i Windawie.

© Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy. Więcej informacji o prawach autorskich i zakup licencji.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz swój komentarz
Wpisz swoje imię tutaj