Epizod z wojennej biografii Emilii Plater

-

Biografia najsłynniejszej bohaterki powstania listopadowego Emilii Plater, która młodość spędziła w Inflantach, pełna jest takiej liczby mitów i legend, że można byłoby o nich opowiadać bez końca. Mogłoby się wydawać, że czas, odsuwając od nas coraz to dalej w głąb stuleci to nazwisko, sprzyja jedynie jeszcze większej jego mitologizacji. Częściowo tak to właśnie się odbywa, ale z drugiej strony, ten sam czas odkrywa nowe źródła, które pozwalają spojrzeć na biografię „polskiej Joanny d’Arc”, jak nazywają ją niektórzy badacze, w innym świetle. A przez to biografia Emilii Plater staje się jeszcze bardziej żywa i ciekawa. Oto jeden z epizodów, związanych z początkiem powstania w Łatgalii i na Litwie.

Zamysł „w stylu bohaterki Domremy”

Hrabina Emilia Plater. Autoportret. Przed 1831 rokiem.

„Pierwszy jej zamysł wojenny był śmiały i wielki, prawdziwie w stylu bohaterki z Domremy. Postanowiła zdobyć twierdzę dynaburgską, zawładnąć arsenałem, zaopatrzyć się w broń i amunicję, i zatknąwszy na wałach sztandar z Orłem i Pogonią, rozszerzyć powstanie na Białą Ruś i Inflanty” – pisał w 1906 roku w szkicu o Emilii Plater Wiktor Gomulicki.

Romantyczna historia, przedstawiona w książce Feliksa Wrotnowskiego jeszcze wcześniej, w 1835 roku, głosiła że wiosną 1831 roku w Zapusty hrabina Emilia wyruszyła w podróż do krewnych w Kurlandii, gdzie spotkała się ze swoimi kuzynami Lucjanem i Ferdynandem Platerami, podchorążymi rosyjskiej szkoły oficerskiej w twierdzy dyneburskiej. Towarzyszył im ich przyjaciel i kolega szkolny Aleksander Rypiński. W czasie owego spotkania młoda hrabina domówiła się z młodymi ludźmi, że zajmą oni razem twierdzę dyneburską. Zbierze ona oddział powstańców, który doprowadzi potem pod ściany Dyneburga, a podchorążowie przygotują poddanie się twierdzy od wewnątrz i otworzą bramy. Młodzi ludzie poprzysięgli sobie nawzajem, że wprowadzą ten szlachetny zamysł w życie i pasowali dziewczynę na rycerza, a nie mając miecza podarowali jej małą strzelbę myśliwską (Zbiór pamiętników o powstaniu Litwy w r. 1831. Układany przez Felixa Wrotnowskiego, Paryż 1835, s. 312).

Trudno powiedzieć, który ze spiskowców jako pierwszy wpadł na pomysł zdobycia twierdzy dyneburskiej. Ale wszyscy oni z jednakowym entuzjazmem gotowi byli przystąpić do jego wykonania.

Forteca pierwszej klasy

Plan ogólny twierdzy dyneburskiej, 1816 rok.

Budowa twierdzy w Dyneburgu rozpoczęła się w 1810 roku i do wybuchu powstania listopadowego nie została jeszcze ukończona. Była to niezwykle imponująca ufortyfikowana budowla pierwszej klasy, zajmująca powierzchnię ponad 150 hektarów. Najbardziej znaczącym obiektem w cytadeli były główne wały, których szerokość wynosiła osiem i pół metra. Wewnątrz nich znajdowały się kazamaty, przejścia podziemne i rowy łączące z bastionami i fortami. Do zewnętrznej strony wałów dobudowanych było osiem kazamatowanych bastionów, na których znajdowały się stanowiska ogniowe dział. Przed bastionami zbudowany został pas, składający się z rawelinów i redut. Wejście do cytadeli możliwe było przez cztery bramy warowne, przed którymi wybudowanych zostało jeszcze dodatkowo czworo bram barierowych (wewnętrznych) i po trzy drewniane mosty składane. Umocnienia obronne otaczały rowy, które wypełniano wodą i które czyniły twierdzę niedostępną.

Twierdza dyneburska. Skarpa – granitowa oblicówka wału obronnego, która przyjmowała pierwsze uderzenie pocisków, wystrzelonych z dział dużego kalibru. Fotografia współczesna.

W środku cytadeli znajdowało się najprawdziwsze miasto, podzielone na 20 kwartałów i 10 ulic. Ulice zabudowane były solidnymi domami ze sklepionymi sufitami i masywnymi ścianami o grubości do dwóch i pół metra, które były w stanie wytrzymać bombardowanie pociskami dużego kalibru.

Do początku 1826 roku twierdza dyneburska została wyposażona w 180 armat, znajdowało się w niej prawie 20,5 tysiąca pocisków. W cytadeli znajdowały się pomieszczenia dla niemal siedmiu tysięcy żołnierzy i 2,5 tysiąca pudów (rosyjska jednostka wagi, 1 pud = 16,38 kg – przyp. red.) prochu.

Twierdza dyneburska. Brama Nikołajewska. Fotografia współczesna.

29 listopada 1830 roku, w dzień wybuchu powstania w Warszawie, komendant twierdzy generał-major Gustaw Helwig otrzymał polecenie wprowadzenia w twierdzy stanu wojennego. Nakazano mu rozmieścić działa na wałach głównych w miejscach dających możliwość ostrzału okolicznych miejscowości, zachować w gotowości możliwie jak największą liczbę środków bojowych, naprawić bramy fortecy oraz podnieść zwodzone mosty, a wszystkich przybywających do twierdzy przepuszczać wyłącznie z zachowaniem wojennych środków ostrożności.

I tę właśnie fortecę zamierzali zająć swoimi siłami Emilia Plater i jej kuzyni.

Zadanie ponad siły

Dla powodzenia powstania w Inflantach zajęcie twierdzy dyneburskiej było, rzecz jasna, sprawą nieodzowną. Był to nie tylko obiekt o istotnym znaczeniu strategicznym, ale jego zajęcie dawało też możliwość zdobycia dla powstańców broni i amunicji, które były im niezwykle potrzebne. Z drugiej strony, przywódcy powstania dobrze rozumieli, jak bardzo trudnym zadaniem byłoby opanowanie tak potężnego umocnienia wojennego rosyjskiej armii. Najwyraźniej takie zadanie nie było przez nich poważnie postawione – historycy powstania do dziś nie natrafili na żadne materiały, świadczące o przygotowaniach do zajęcia twierdzy dyneburskiej.

Idea ta natomiast siedziała głęboko w gorących głowach młodych ludzi, którzy spotkali się w Kurlandii w Zapusty.

Podchorążowie twierdzy dyneburskiej. Od lewej: Aleksander Rypiński, Lucjan Plater, Jan Klott, Aleksander Pągowski. Litografia z książki J. Straszewicza „Les Polonais…”, 1832–1836 rok.

W Bibliotece Polskiej-Muzeum Adama Mickiewicza w Paryżu znajdują się wspomnienia jednego z podchorążych twierdzy dyneburskiej Aleksandra Rypińskiego, w których drobiazgowo opisane zostały wydarzenia wiosny 1831 roku i spotkanie z Emilią Plater. Przejdźmy zatem do świadectwa pochodzącego z tego źródła, napisanego przez naocznego świadka wkrótce po tych wydarzeniach – już w 1832 roku, na emigracji, we francuskim Awinionie (Krótki Rys Historyi Powstania Dziśnieńskiego w Litwie, w Gubernii Mińskiej, napisany w Avignon, przez Alexandra Rypińskiego, podporucznika Pułku 7-o piechoty Liniowej Polskiej, Biblioteka Polska w Paryżu, sygn. 410, k. 655–690).

Czekając na powstańców

Po powrocie do twierdzy podchorążowie, zainspirowani spotkaniem z Emilią Plater, zaczęli obmyślać plan działania. Okoliczności panujące wówczas w twierdzy napawały ich optymizmem: kwaterująca do tej pory w Dyneburgu 2 dywizja piechoty została wysłana na granicę Królestwa Polskiego, brygada strzelców, batalion saperów, a nawet drużyny robotnicze w każdej chwili mogły być wysłane z twierdzy do walki z powstańcami. „Wszystko w Dyneburgu było najpomyślniejszym sprawie naszej” – pisał Rypiński. „Komendant, nie mając żadnego rozkazu od rządu do uzbrojenia fortecy, spał sobie spokojnie, a żołnierz, amunicja i działa leżały bezczynnie odłogiem. Wysłanie Szyrmana na Żmudź z brygadą strzelców zmniejszyło do ostatka garnizon. Jeden tylko batalion Saperów, znużony do potu, dzień i  noc sprawował wartę w fortecy, nie będąc nigdy obluzowanym, dla niedostatku wojska. Oczywista więc, że w tym stanie rzeczy: zewnętrznej tylko brakło siły, a zniecierpliwieni Podchorążowie dzień i noc zwracali oczy swe ku Litwie czekając Powstańców”.

Gdyby powstańcy w tamtym czasie rzeczywiście niespodziewanie znaleźli się pod bramami twierdzy, spisek podchorążych miałby jeszcze chociaż jakąś szansę powodzenia – w fortecy prawie w ogóle nie było żołnierzy, a w szkole uczyło się ok. 100 ludzi, z których większość odczuwała sympatię wobec powstańców. Ale Emilia Plater i jej towarzysze broni sami jeszcze nie byli gotowi do podjęcia walki.

Twierdza dyneburska. Brama Aleksandrowska. Fotografia współczesna.

Sytuacja tymczasem uległa zmianie – podchorążych zaczęto przygotowywać do wyjazdu do teatru działań wojennych, gdzie mieli oni skierować broń przeciwko powstańcom. Aby uniknąć udziału w tak hańbiących działaniach, podchorążowie zaczęli przygotowywać się do ucieczki z twierdzy z wolą dołączenia do powstańców. Na wypadek ucieczki opracowali oni specjalny plan: przed odejściem zamierzali podpalić skład prochu – główny zapas dla całej fortecy, przechowywany w lunecie przy Bramie Aleksandrowskiej. Jednak późniejsze wydarzenia zakłóciły wszystkie plany.

Desperacki plan

Dyneburscy podchorążowie, odcięci od świata zewnętrznego, nie wiedząc, gdzie należy szukać powstańców, do których zamierzali przyłączyć się, a przy tym pałający z niecierpliwości i pragnienia działania, zdecydowali się wysłać, jak pisze Rypiński, „dwóch swoich kolegów nieznacznie w nocy, pomimo najsurowszą za to odpowiedzialność; którzyby dotarłszy do Widz, wywiedzieli się tam o wszystkim, a znalazłszy tam Powstańców sprowadzili ich co prędzej jeśli można pod bramy Dyneburga”.

Dla wykonania tego desperackiego planu zostali wybrani Jan Klott i Michał Bobrowski. Przeszli oni po kruchym lodzie Dźwiny-Daugawy, który w każdej chwili mógł się pod nimi zarwać, na drugi brzeg rzeki, gdzie na przedmieściu Grzywa (Grīva)… wpadli w ręce rosyjskiej patrolu, zostali odstawieni z powrotem do twierdzy i wrzuceni do więzienia. Groził im sąd wojenny i rozstrzelanie, ale komendant Helwig, jak pisze Rypiński, „nie chcąc być przyczyną narzekań familii tylu młodych ludzi, a oraz ich osobistego nieszczęścia, wywikłał ich z tej biedy, nazwawszy ich dziećmi, i wydał natychmiast rozkaz Szkole opuszczenia Dyneburga”.

10 kwietnia, jak pisze Rypiński, podchorążowie opuścili Dyneburg. Została im odebrana broń, a dla ich rzekomej ochrony zostało im przydzielonych 40 uzbrojonych gwardzistów, którzy z bagnetami w rękach towarzyszyli z przodu i z tyłu młodym ludziom w marszu i ochraniali ich „jak stado owiec”.

Po dotarciu do Dzisny i otrzymaniu broni 18 podchorążych, wśród których byli Aleksander Rypiński oraz bracia Lucjan i Ferdynand Platerowie, nocą potajemnie opuścili rosyjski obóz i dołączyli do powstańców, a później przeszli z nimi całą długą i trudną drogę aż do wygnania z kraju.

Szczegóły mają znaczenie

W ten sposób historia z dyneburskimi podchorążymi, gotowymi otworzyć bramy twierdzy, zakończyła się 10 kwietnia nowego, lub 29 marca starego stylu, 1831 roku (w Europie czas odmierzano według kalendarza gregoriańskiego, w Imperium Rosyjskim – według juliańskiego).

W ten właśnie dzień, niedzielę 29 marca, w Dusiatach, po zakończeniu mszy w kościele, na której zebrało się wielu mieszkańców okolicznych wsi, Emilia Plater zwróciła się do ludu, wzywając go do walki. Młoda hrabina, ubrana w męski strój, z szablą, pistoletami i z ostrzyżonymi włosami szybko zebrała oddział powstańców.

Podwójną datę wyjścia z twierdzy – 29 marca i 10 kwietnia – w swoich wspomnieniach podaje Rypiński. Jednak wszyscy biografowie Emilii Plater tracą z oczu tę różnicę w stylach, uznając że podchorążowie opuścili twierdzę dyneburską prawie dwa tygodnie po wystąpieniu hrabiny, dopiero 10 (22) kwietnia 1831 roku.

Skoro hrabina Plater sformowała oddział, a podchorążowie opuścili twierdzę tego samego dnia, to czy był sens prowadzić powstańców na Dyneburg? To jednak jest już zupełnie inna historia z owianego legendami życia bohaterki powstania.

Pisownia źródeł oryginalnych została uwspółcześniona. Tłumaczenie z języka rosyjskiego Dominik Wilczewski.

Ludmiła Chmielnicka
Ludmiła Chmielnicka
Historyk i historyk sztuki. Publikowała artykuły i książki na temat regionu witebskiego, a także o biografii i twórczości Marca Chagalla. Redaktor historycznego popularnonaukowego almanachu «Віцебскі сшытак» (vlib.by/index.php/ru/vitsebski-sshytak). Mieszka w Witebsku.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here