Polsko-łotewskie braterstwo broni: “Operacja Zima” 1920 roku

-

Wczesnym rankiem 3 stycznia 1920 roku rozpoczęła się bitwa o twierdzę dyneburską. Od południa i wschodu na miasto uderzyło Wojsko Polskie, Łotysze zaś nacierali od północy. Po kilkunastu godzinach wspólna polsko-łotewska operacja pod wodzą pułkownika Jānisa Puriņša i gen. Edwarda Rydza Śmigłego dobiegła końca. Największe miasto wschodniej Łotwy oraz twierdza były w polskich i łotewskich rękach. Choć walki z bolszewikami we wschodniej Łotwie trwały jeszcze kilka tygodni, to właśnie zdobycie Dyneburga, od którego mija dziś 100 lat, jest symbolem polsko-łotewskiego braterstwa broni.


Ten artykuł powstał dzięki wsparciu Fundacji Bałtyckiej

Fundacja Bałtycka wspiera zacieśnianie współpracy i kontaktów między państwami i społeczeństwami regionu Morza Bałtyckiego. Fundacja swoje cele realizuje poprzez działalność kulturalną i wydawniczą. Więcej o działalności Fundacji Bałtyckiej

Twoje wsparcie »


Położona u brzegów górnej Dźwiny twierdza w Dyneburgu (łot. Daugavpils; za czasów carskich nazywany Dźwińskiem) jeszcze w czasach carskich odgrywała ważną rolę w pasie umocnień na zachodzie imperium. Na przełomie 1919 i 1920 roku dla stacjonujących tuż obok wojsk łotewskich i polskich (oraz formacji litewskich) zajęcie miasta i twierdzy było jednym z kluczowych wyzwań. Dla Łotyszy Dyneburg był ostatnim dużym łotewskim miastem i jednocześnie sercem całego regionu, które znajdowało się poza jurysdykcją rządu niepodległościowego. Dla Polaków zneutralizowanie bolszewickiej kontroli nad twierdzą miało podwójne znaczenie. Zabezpieczało lewe skrzydło frontu polsko-bolszewickiego ciągnącego się przez całą Europę Środkowo-Wschodnią. Ponadto dawało lepszą pozycję negocjacyjną w sporze z Litwinami.

Przeczytaj także:  Witamy w łotewskim Detroit

Źródła sojuszu

Jesienią 1919 roku stosunki polsko-łotewskie zaczęły nabierać dynamiki. Wojsko Polskie latem 1919 roku gromiło siły bolszewickie niemal na wszystkich odcinkach frontu. Na początku sierpnia Wojsko Polskie zajęło Mińsk Litewski, a w ciągu następnych kilku tygodni ustanowiło trwały front na północy. Ten ciągnął się wzdłuż rzeki Berezyny i Dźwiny. Położenie na północnym odcinku nad Dźwiną zabezpieczono pod koniec września. Oddziały Wojska Polskiego pod dowództwem Edwarda Rydza-Śmigłego jeszcze na przełomie sierpnia i września przekroczyły granice byłych guberni łotewskich i wraz z wojskiem litewskim na lewym skrzydle parły w kierunku Dźwiny i twierdzy. Miesiąc później, w dniach 27-28 września doszło do pierwszych starć o miasto między bolszewikami a Wojskiem Polskim. Przy wsparciu czołgów FT-17 Wojsko Polskie zajęło lewobrzeżne przedmieście twierdzy Grzywę (łot. Grīva; co ciekawe, Grzywa to część historycznej Semigalii, inaczej niż Dyneburg) łącznie ze znajdującym się tam fortem.

Równocześnie z polskimi postępami na froncie latem 1919 roku i walkami na przedmieściach twierdzy trwały polsko-łotewskie negocjacje. Strona łotewska widząc coraz większą aktywność Wojska Polskiego, a także Armii Litewskiej (ta od lipca 1919 roku stała na przedmieściach Dyneburga) na ziemiach łotewskich coraz bardziej obawiała się o kształt przyszłej granicy na południu. Obawiano się, że Polacy i Litwini nie opuszczą czasowo zajmowanych terenów. Okolice Dyneburga i Iłłukszty przez obu sąsiadów były uważane za ziemia historycznie związane z Litwą i Polską.

Polsko-łotewskie „sondowanie” trwało już od jakiegoś czasu. 22 września w Paryżu odbyło się nieoficjalne spotkanie polsko-łotewskie. Podobnie dla Łotyszy jak i Polaków największym wyzwaniem w ówczesnym momencie była pozycja niemiecka nad Bałtykiem. Dla obu państw ważną kwestią była neutralizacja niemiecko-rosyjskiej Zachodniej Armii Ochotniczej pod dowództwem Pawła Bermondta-Awałowa. Ta jesienią 1919 roku grasowała na przedmieściach Rygi i w miasteczkach północnej Litwy. Oļģerds Grosvalds, późniejszy poseł Łotwy w Warszawie, a w 1919 r. sekretarz delegacji łotewskiej na paryskim spotkaniu jak i Jānis Seskis przewodniczący delegacji po spotkaniach ze stroną Polską, wrócili z przekonaniem o pozytywnych intencjach ze strony Warszawy.

Przeczytaj także:  „Ale Łotwa będzie silniejsza”. Józef Piłsudski a stosunki Warszawy z Rygą

Łotewskie obawy co do polskich intencji zostały rozwiane w dniach 8-14 października w trakcie spotkania na wysokim szczeblu w Wilnie. Stronę polską reprezentował sam Józef Piłsudski wraz Władysławem Skrzyńskim z MSZ. Delegacja łotewska wyposażona została w wysokie pełnomocnictwa. Oficjalną kwestią poruszaną w trakcie szczytu była współpraca wojskowa przeciwko bermondtowcom oblegającym Rygę. Jednak jedną z najważniejszych kwestii jakie usłyszała delegacja łotewska była deklaracją Piłsudskiego, że strona polska nie rości sobie praw do dawnych Inflant Polskich.

Polski szpieg w Rydze

Rozmowy polsko-łotewskie na różnym szczeblu trwały do końca roku. Jeszcze pod koniec października w Warszawie z Józefem Piłsudskim spotkał się Zigfrīds Anna Meierovics – szef łotewskiej dyplomacji. Cały czas tematem rozmów było wsparcie dla Łotyszy w walce z bermondtowcami. Choć strona polska była skłonna do wysłania dwóch dywizji na Łotwę, to nie doszło do tego z powodu braku  zgody Litwinów na tranzyt przez ich terytorium. Wspólna akcja antybolszewicka we wschodniej Łotwie zaczęła być tematem rokowań dopiero pod koniec roku, gdy w połowie listopada zagrożenie dla Rygi ze strony bermondtowców zostało ostatecznie usunięte. Wtedy też do Rygi udała się polska delegacja z kapitanem Walerym Sławkiem na czele.

Pułkownik Aleksander Zygmunt Myszkowski. Zdj. Narodowe Archiwum Cyfrowe.

Architektem tajnego porozumienia, które doprowadziło do polsko-łotewskiej współpracy wojskowej w styczniu 1920 roku był jednak kto inny. Dziś mało znany oficer polskiego wywiadu wojskowego pułkownik Aleksander Zygmunt Myszkowski. Do końca lata sprawujący służbę jako szef Sekcji Wschód w oddziale II Sztabu Generalnego. Na przełomie sierpnia i września 1919 roku został wysłany do Rygi jako specjalny delegat Wojska Polskiego na Łotwie i w Estonii. Przez całą jesień prowadził on negocjacje dyplomatyczne z bałtyckimi partnerami oraz prawdopodobnie tworzył zręby późniejszej polskiej siatki wywiadowczej w Rydze. Wraz z początkiem grudnia Myszkowski oficjalnie zostaje polskim attaché wojskowym w Rydze. Otrzymuje także zadanie specjalne od Wodza Naczelnego. Celem było doprowadzenie do jak najszybszego podpisania tajnej konwencji wojskowej między Łotwą a Polską, na mocy której zostałaby przeprowadzona wspólna operacja wojskowa.

Przeczytaj także:  Album „100 Polaków zasłużonych dla Łotwy”

Do finalnego porozumienia doszło wraz z końcem roku. 30 grudnia 1919 r. została podpisana umowa wojskowa między Łotwą a Rzecząpospolitą. Jej sygnatariuszem był reprezentujący stronę polską Myszkowski. Ze strony łotewskiej dokument podpisał łotewski naczelny dowódca płk. Jānis Balodis i szef łotewskiego sztabu ppłk Pēteris Radziņš (obydwaj zostali kawalerami orderu Virtuti Militari).

Przeczytaj także:  Generał Pēteris Radziņš. Przyjaciel Polski i Ukrainy, sympatyk Międzymorza

Wojsko walczy na lodzie

We wczesnych godzinach rannych 3 stycznia 1920 r. rozpoczęła się polsko-łotewska „Operacja Zima”. Miasto od strony rzeki zaczęło szturmować Wojsko Polskie. Od północy stacjonowały oddziały łotewskie pułkownika Jānisa Puriņša. Za całość operacji odpowiadało zaś dowództwo polskie.

Czołgi FT-17 w Dyneburgu. Zdj. Wikimedia

Powodzenie polsko-łotewskiej operacji zależało od wielu czynników. Oba zgrupowania były rozdzielone litewską grupą bojową, która w kluczowym momencie operacji mogła zagrozić polskiemu, jak i łotewskiemu skrzydłu. Największym wyzwaniem zaś była pogoda. Mróz dochodzący w pierwszych dniach stycznia nawet do minus 30 stopni dawał się we znaki wojującym. Zamarzały działa artyleryjskie, a żołnierskim karabinom pękały lufy. Sprawne prowadzenie ognia artyleryjskiego wymagało stałego utrzymywania palenisk pod działami artyleryjskimi. Największym wyzwaniem jednak była zamarznięta rzeka Dźwina. Całość operacji przerwać mógł sprawny ogień artylerii bolszewickiej. Kilka dobrze oddanych strzałów mogło zniszczyć pokrywę lodową, uniemożliwiając przeprawę po lodzie polskiej piechocie. Mróz i trudne uwarunkowania terenowe oraz zerwany most kolejowy na rzece uniemożliwiły też pełnowymiarowe użycie najnowszych osiągnięć ówczesnej techniki wojskowej. Znajdujące się w składzie ugrupowania francuskie czołgi FT-17 oddały jedynie kilka strzałów. Polski pociąg pancerny „Śmiały” zabezpieczał linie demarkacyjną z Litwinami, zaś w trakcie samej bitwy posłużył jako punkt obserwacyjny, podjeżdżając na skraj zerwanych torów na przedmieściach Dyneburga.

Z drugiej strony grubość lodu na rzece dochodziła w niektórych miejscach nawet do 40 cm. Dawało to bezpieczną podstawę do przeprawy nawet cięższego sprzętu. W niektórych relacjach można natrafić na informacje, że po lodzie przeprowadzono nawet działa polowe! Głównym elementem natarcia była jednak piechota. Ta posuwała się ostrożnie po lodzie w specjalnie zaplanowanym systemie. Żołnierze bez plecaków, jedynie z najważniejszymi elementami wyposażenia, posuwali się w tyralierach, a kolejne linie piechoty były oddalone od siebie o 50 kroków.

Te trudności pogodowo-techniczne widziane z perspektywy dowództwa wyglądały mniej poważnie ze strony zwykłego żołnierza. Tak przeprawę przez Dźwinę i zajęcie miasta wspomina poeta i uczestnik tamtych wydarzeń Władysław Broniewski –„…Trzeciego stycznia wypad. Spodziewałem się, że na rzece nieźle nas ostrzelają, tymczasem przeszliśmy bez strzału. Kilka wiorst lasem, tor kolejowy, szosa, znów las i tam bateria zdobyta bez strat. Przechodzimy tor petrogrodzki i zrywamy go, ostrzeliwuje nas pancerka (specjalny wagon pociągu pancernego – przyp. red.), zbliżamy się do przedmieścia – trochę strzałów, fasowanie trenów – 7 kompania idzie brać stacje – my do cytadeli. Ot, i cała awantura…”

Bój o trzecią gwiazdę

Samo zajęcie twierdzy i miasta, jak wspomina Broniewski, poszło całkiem sprawnie. W godzinach popołudniowych niemal cały Dyneburg był w polskich rękach (Łotysze byli oddaleni od miasta o 15 km). Tam też przeniosło się dowództwo całej operacji. Ważniejszym zadaniem całej operacji było jednak zamknięcie polsko-łotewskich kleszczy wokół cofających się z miasta bolszewików, w okolicach Wyszek. Tym jednak na czas udało się wycofać.

Groby polskich żołnierzy poległych w walkach o Dyneburg w latach 1919-1920. Zdj. Narodowe Archiwum Cyfrowe.

Właśnie w okolicach Wyszek, a właściwie na linii Wyszki-Dubna doszło do bardziej krwawych walk. W kolejnych dniach po przegrupowaniu sił polskich i łotewskich nastąpiło w tamtym rejonie bolszewickie kontruderzenie. Walki na linii Wyszki-Dubna trwały od 7 aż do 12 stycznia, kiedy to sojusznicy zepchnęli nieprzyjaciela za linię jeziora Ruszona. Przez kolejne 13 dni oddziały polsko-łotewskie spychały bolszewików dalej na wschód. Polacy prowadzili natarcie na południu wzdłuż Dźwiny, kierując się do linii jeziora Oświejskiego (obecnie znajdującego się na Białorusi). Łotysze zaś operowali na północy. Posuwając się w dwóch kierunkach: od strony Līvāni na Rzeżycę (łot. Rēzekne) oraz z Balvi na Kārsavę i Pytałowo (łot. Jaunlatgale, od 1938 r. Abrene, przed II wojną światową część terytorium Łotwy, obecnie w obwodzie pskowskim Federacji Rosyjskiej) dalej w kierunku Lucyna (łot. Ludza).

W okolicach 25 stycznia wyzwolona była niemal cała Łatgalia. Ostatnie potyczki trwały do 3 lutego. Największym zaskoczeniem dla Polaków było jednak podpisanie 30 stycznia łotewsko-bolszewickiego zawieszenia broni. Choć do polskiego dowództwa dochodziły pogłoski o tajnych rokowaniach, to nie brano ich na poważnie. Niestety polskie i łotewskie plany polityczne długofalowo były rozbieżne. Łotwa chciała jedynie odzyskać ostatni ze swoich trzech historycznych regionów – Łatgalię (d. Inflanty Polskie). Był to zatem zaledwie „bój o trzecią gwiazdę” – w godle Łotwy każda z prowincji: Kurlandia i Semigalia, Inflanty Szwedzkie oraz Łatgalia reprezentuje jedną gwiazdę. Jednak Polska miała w planie dalszą współpracę wojskową przeciw bolszewickiej Rosji.

Echa „Operacji Zima”

Kurjer Poranny, 5 stycznia 1920 r.

Dzieje sojuszu polsko-łotewskiego w styczniu 1920 roku zaważyły na dziesięciolecia na wzajemnej percepcji Polaków i Łotyszy. Na Łotwie polska pomoc w wyzwalaniu Łatgalii jest pamiętana do dziś (dowodem są liczne artykuły, które pojawiły się w łotewskich mediach w grudniu 2019 r.; samorządy Dyneburga i Krasławia biorą udział w upamiętnieniu wyzwolenia Łatgalii). Od lat 20. XX wieku pamięć o „bratniej pomocy” była ważnym elementem wzajemnych relacji. Jeszcze w styczniu 1920 roku, tuż po wyzwoleniu Dyneburga, odbyła się w Rydze manifestacja na cześć polskich sojuszników, zaś po zakończeniu kampanii miało miejsce wspólne świętowanie. 26 stycznia 1920 roku do Dyneburga przybył Naczelny Wódz Józef Piłsudski, gdzie spotkał się w trakcie uroczystej kolacji z Jānisem Balodisem.

Kurjer Poranny, 31 stycznia 1920 r.

Polscy i łotewscy oficerowie biorący udział w wyzwalaniu Łatgalii zostali także uhonorowani najwyższymi odznaczeniami wojskowymi. Szereg polskich oficerów wszedł w poczet kawalerów łotewskiego najwyższego odznaczenia wojskowego – orderu Lāčplēsisa. Podobnie łotewscy oficerowie zostali odznaczeni orderem Virtuti Militari.

Sojusz polsko-łotewski (wspominany dziś chyba bardziej po stronie łotewskiej niż polskiej) był jednak bardzo kruchy i podyktowany bardziej wspólnymi taktycznymi interesami politycznymi niż braterstwem narodów. Łotysze na Polaków spoglądali w kontekście dawnych relacji feudalnych i obawiali się „szlacheckiej Polski” (ta niechęć była szczególnie widoczna o łotewskich socjaldemokratów, a także wśród elit politycznych Łatgalii). Widać to chociażby w negocjacjach z końca 1919 roku. Strona łotewska cały czas obawiała się polskich roszczeń wobec części Łatgalii lub Semigalii. Później efektem nie do końca wyklarowanej sytuacji granicznej był ciągnący się przez 20 lat konflikt o sześć gmin powiatu iłłuksztańskiego. Tymczasem Polska potrzebowała sojusznika na północy, zwłaszcza w sporze z Litwinami. Dla Warszawy ważne było także promowanie idei bloku państw „Międzymorza”: od Bałtyku do Morza Czarnego.

Przeczytaj także:  Laurynas Kasčiūnas: chcemy budować z PiS Międzymorze

Przeczytaj także:  Jak budowaliśmy lotnicze Międzymorze. 85 lat połączenia lotniczego z Łotwą i Estonią

Z raportów Myszkowskiego przesłanych z Rygi wiosną 1920 roku można odnieść wrażenie, że Warszawa nie traktowała Łotwy jako poważnego partnera. Po serii drobnych nieporozumień strona łotewska zaproponowała na początku marca pełnowymiarowy sojusz polityczny i wojskowy. W politycznych kręgach Warszawy propozycja ta nie spotkała się jednak z większym zainteresowaniem. Poseł łotewski w Warszawie Atis Ķeniņš polską obojętność na łotewskie propozycje komentował w następujący sposób: „Wobec tak wielkich powodzeń na Ukrainie nie zależy już wam, panowie, na Łotwie, której propozycje pozostają bez odpowiedzi”. Dopiero kilka miesięcy później, pod naporem bolszewickiej kontrofensywy w połowie 1920 roku, polska strona przypomniała sobie o łotewskich propozycjach. Było już jednak o kilka miesięcy za późno.

Tablica pamiątkowa na budynku w Dyneburgu, gdzie w 1920 roku odbyło się spotkanie Józefa Piłsudskiego z Jānisem Balodisem. Zdj. Wikipedia.

Nieumiejętność przekucia współpracy polsko-łotewskiej ze stycznia 1920 roku na trwalszy konstrukt polityczny oraz ciągłe polsko-łotewskie nieporozumienia w dwudziestoleciu międzywojennym (związane z kwestią graniczną czy położeniem polskiej mniejszości narodowe nad Dźwiną) nie wpłynęły jednak negatywnie na pamięć o polsko-łotewskim braterstwie broni w ramach „Operacji Zima”. Dziś symbolem tej pozytywnej percepcji wśród Łotyszy jest pomnik poświęconych polskim legionistom w Dyneburgu (na Słobódce, zniszczony przez Sowietów, odbudowany po 1990 r.), szkoła średnia im. Józefa Piłsudskiego, czy tablica pamiątkowa na budynku, gdzie w 1920 roku odbyło się spotkanie Józefa Piłsudskiego z Jānisem Balodisem. W Polsce niewiele poświęca się pamięci tamtym wydarzeniom. Przypomina o nich z pewnością tablica na grobie nieznanego żołnierza w Warszawie. Dbanie o pamięć o tamtych wydarzeniach jest dziś jednak bardziej domeną społeczeństwa obywatelskiego niż polityki państwa.

Na podstawie prac prof. Tomasza Paluszyńskiego, prof. Eriksa Jekabsonsa i prof. Piotra Łossowskiego.

Absolwent historii wojskowości w Akademii Obrony Narodowej i warszawskiego Studium Europy Wschodniej. Jego zainteresowania oscylują głównie wokół dziejów wojska narodowego i sowieckiego na obszarze Łotwy, Litwy i Białorusi.

© Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy. Więcej informacji o prawach autorskich i zakup licencji.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz swój komentarz
Wpisz swoje imię tutaj