„Zostaliśmy sami ze swoją rozpaczą”. Sowiecka aneksja krajów bałtyckich w 1940 roku

-

Między sierpniem 1939 a czerwcem 1940 roku Litwa, Łotwa i Estonia znalazły się w niezwykle trudnej sytuacji. W praktyce izolowane, niezdolne do nawiązania kontaktu z zachodnimi mocarstwami, zdane były na łaskę i niełaskę III Rzeszy i Związku Sowieckiego. Ostatecznie to Józef Stalin zadecydował o ich losie. Dramatyczne wydarzenia, które rozegrały się 14–17 czerwca 1940 roku, zamknęły okres niepodległego bytu państw bałtyckich. Okupacja sowiecka stała się faktem.

15 czerwca 1940 roku Litwa przyjęła sowieckie ultimatum, przewidujące utworzenie „przyjaznego” Sowietom rządu i rozmieszczenie na jej terytorium kolejnych jednostek Armii Czerwonej. Prezydent Antanas Smetona opuścił tego dnia Kowno i udał się w stronę niemieckiej granicy. Na Litwę napływały kolejne kolumny czerwonoarmistów, wzbudzając konsternację mieszkańców, którzy nie zdawali sobie jeszcze sprawy z wagi decyzji podjętych poprzedniej nocy w Moskwie. Tak zapamiętał tamten dzień przyszły prezydent Litwy Valdas Adamkus, wówczas 13-letni chłopiec:

„Usłyszałem w radiu, że na Litwę wkroczyła armia sowiecka. Ogarnęły mnie uczucia niepokoju i niepewności jutra. Nie mogąc usiedzieć w domu, po jakimś czasie wybiegłem na miasto. Był upalny słoneczny dzień, druga po południu. Szedłem aleją Vytauto (Witolda). Minęło zaledwie parę godzin od podania komunikatu radiowego, gdy nagle ujrzałem w oddali szeregi rosyjskich żołnierzy, wolno posuwające się samochody pancerne i ciężarówki. Patrzyliśmy na nich w osłupieniu i z trudem mogliśmy uwierzyć, że dzieje się to w rzeczywistości. Gdy wojsko podeszło bliżej, uderzył ostry zapach potu i butów z cholewami. Dopiero wtedy dotarło do mojej świadomości, że to prawda”.

To był dopiero początek dramatu. Podobne w treści i tonie żądania Stalin – za pośrednictwem szefa dyplomacji Wiaczesława Mołotowa – wystosował w kolejnych dniach wobec władz Łotwy i Estonii. Zastraszeni i opuszczeni przywódcy państw bałtyckich jeden po drugim ulegali wobec presji Moskwy. Wszędzie powtarzał się ten sam scenariusz. Na oczach oniemiałych obywateli najważniejsze miasta były zajmowane przez obce wojsko. Nie towarzyszył temu niemal żaden sprzeciw. Przywódców, którzy w nadziei na uniknięcie rozlewu krwi przyjęli sowieckie żądania, miał spotkać wkrótce ponury los. Podobnie jak ich państwa. Okupacja stawała się faktem. Na odzyskanie niepodległości państwa bałtyckie musiały czekać pół wieku.

Podział stref wpływów

O losie Litwy, Łotwy i Estonii zdecydowały jednak decyzje podjęte wiele miesięcy wcześniej. 23 sierpnia 1939 roku w Moskwie zawarty został pakt o nieagresji między Niemcami a ZSRS, który do historii przeszedł pod nazwą paktu Ribbentrop-Mołotow. Od kilku miesięcy trwały rozmowy na linii Moskwa-Paryż-Londyn w sprawie możliwego sojuszu polityczno-wojskowego, a równolegle Stalin sposobił się też do negocjacji z Hitlerem. Ostatecznie uznał on, że korzystniejsze dla ZSRS będzie doraźne porozumienie z III Rzeszą, którą do tej pory sowiecka propaganda przedstawiała jako arcywroga. Führer z kolei dostał wolną rękę do rozpoczęcia wojny z Polską, godząc się na włączenie Finlandii, Estonii i Łotwy do sowieckiej strefy wpływów.

Przeczytaj także:  Bałtycki łańcuch. Protest Litwinów, Łotyszy i Estończyków w 50. rocznicę paktu Ribbentrop-Mołotow

Stalin liczył natomiast na to, że Hitler wda się w wyniszczającą wszystkie strony wojnę z mocarstwami zachodnimi. Zawarty w Moskwie pakt był w rzeczywistości układem dwóch śmiertelnych wrogów i jak dziś już wiemy, obie strony były przekonane, że przechytrzyły „partnera”. W stolicach państw bałtyckich nie zdawano sobie sprawy z treści tajnego protokołu do paktu Ribbentrop-Mołotow, określającego podział stref wpływów w Europie Środkowej, ani z tego, jak szybko Stalin przystąpi do realizowania swoich agresywnych zamiarów. Wraz z niemiecką napaścią na Polskę 1 września 1939 roku Litwa, Łotwa i Estonia zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami, podjętymi w ramach Ententy Bałtyckiej, ogłosiły neutralność.

Neutralną postawę zachował m.in. prezydent Smetona, odrzucając niemieckie naciski, by Litwa – korzystając z wojennego chaosu w Polsce – zbrojnie zajęła Wilno (litewskie roszczenia do Wilna uznawały w tajnym protokole obie strony paktu Ribbentrop-Mołotow). Jednak już 19 września, dwa dni po sowieckim ataku na Polskę, do miasta wkroczyła Armia Czerwona. Historyczna stolica Litwy miała stać się instrumentem nacisku Stalina na rząd w Kownie. Zanim to jednak się stało ZSRS i III Rzesza skorygowały swoje wcześniejsze ustalenia: 28 września podpisano w Moskwie traktat o przyjaźni i granicach, do którego również dołączony tajny protokół – w zamian za odstąpienie Niemcom Lubelszczyzny Sowieci poszerzali swoją strefę wpływów o Litwę.

Przeczytaj także:  Wilno dla Białorusinów, a my – dla Rosjan

Realizację tajnych postanowień paktu Stalin rozpoczął od Estonii. Jako pretekst wykorzystano ucieczkę z portu w Tallinnie internowanego tam ORP „Orzeł”. Sowiecki komisarz spraw zagranicznych Mołotow, podejmując 24 września w Moskwie szefa MSZ Estonii Karla Seltera, oświadczył że dopuszczając do ucieczki polskiego okrętu Estonia dowiodła, że nie jest w istocie państwem neutralnym. Związek Sowiecki musiał więc podjąć nadzwyczajne działania dla zabezpieczenia swoich interesów. Szefowi estońskiej dyplomacji Mołotow złożył propozycję praktycznie nie do odrzucenia: zawarcie układu o pomocy wzajemnej, przewidującego utworzenie na terytorium Estonii baz Armii Czerwonej z 35-tysięcznym kontyngentem.

Dodatkowym narzędziem nacisku na Tallinn była koncentracja na granicy liczących 160 tys. żołnierzy wojsk Armii Czerwonej. Estoński prezydent Konstantin Päts, pragnący uniknąć wciągnięcia kraju w wojnę, ugiął się przed żądaniami. Układ o pomocy wzajemnej podpisano w Moskwie 28 września. W toku negocjacji Stalin „wspaniałomyślnie” zgodził się na zmniejszenie kontyngentu do 25 tys. żołnierzy. Według podobnego scenariusza przebiegały również rozmowy z ministrem spraw zagranicznych Łotwy Vilhelmsem Muntersem, wezwanym na Kreml 2 października. Traktat łotewsko-sowiecki, również przewidujący utworzenie baz Armii Czerwonej, został zawarty trzy dni później.

Litewska delegacja przed odlotem do Moskwy na negocjacje sowiecko-litewskiego traktatu o pomocy wzajemnej. Od lewej: Jonas Norkaitis, generał Stasys Raštikis, minister spraw zagranicznych Juozas Urbšys i wicepremier Kazys Bizauskas. 7 października 1940 r. Zdj. Gimtoji istorija / PD.

Rzucenie na kolana Litwy wymagało wykorzystania atutu, jakim było Wilno. Pragnienie odzyskania historycznej stolicy, zajętej w 1920 roku przez Polskę, było sensem litewskiej polityki w okresie międzywojennym. I tym razem Stalin postanowił wystąpić w roli wielkodusznego dobroczyńcy. Litewskiemu ministrowi spraw zagranicznych Juozasowi Urbšysowi, wezwanemu do Moskwy 3 października przedstawiono plan podziału kraju między Niemcy a ZSRS. Sowieci zadeklarowali jednak gotowość odstąpienia Wilna wraz z przyległymi terenami Litwie – w zamian za zgodę na utworzenie baz wojskowych i zawarcie umowy o pomocy wzajemnej. Rząd w Kownie gotowy był podpisać traktat, ale nie chciał zgodzić się na przyjęcie baz. Mołotow i Stalin zdecydowanie odrzucili takie stanowisko. Litwini musieli się ugiąć. Umowa łącząca kwestie przekazania Wilna i przyjęcia sowieckiego kontyngentu, został podpisana 10 października.

Zdani na łaskę i niełaskę Stalina

Państwa bałtyckie jeszcze przed wybuchem wojny znalazły się w trudnym położeniu. Były zbyt małe, a ich armie zbyt słabe, by samodzielnie stawić czoła ewentualnej agresji. Próby zawiązania regionalnego sojuszu, w postaci choćby Ententy Bałtyckiej, rozbijały się o partykularne interesy poszczególnych państw, na przeszkodzie stała też sprawa Wilna, pozostającego kością niezgody między Litwą a Polską, nawet po formalnym nawiązaniu stosunków dyplomatycznych w 1938 roku. Bezpieczeństwa krajów bałtyckich nie mogły też gwarantować ani dysfunkcjonalna Liga Narodów, ani mocarstwa zachodnie, prowadzące politykę appeasementu wobec Hitlera. Litwa, Łotwa i Estonia, osamotnione i izolowane, były zdane już tylko na łaskę i niełaskę Niemiec i Związku Sowieckiego.

Wybitny badacz tej tematyki prof. Piotr Łossowski zwrócił uwagę na „charakterystyczną wielomówność negocjatorów sowieckich” – Stalina i Mołotowa: „Starali się oni swych rozmówców przytłoczyć aluzjami historycznymi, rzekomą życzliwością i szczerością, ukazując bez żenady kulisy i szczegóły porozumień z Niemcami”. Zdaniem historyka celem działań strony sowieckiej było „podkopanie woli sprzeciwu państw bałtyckich”. Stalin i Mołotow dążyli do tego, by uzmysłowić drugiej stronie, że nie mogą liczyć na pomoc Niemiec i że wszystkie atuty posiada ZSRS. Sowieci jednocześnie starali się przekonać swoich bałtyckich rozmówców, że nie będą ingerować w politykę wewnętrzną Litwy, Łotwy i Estonii.

Nie ulega jednak wątpliwości, że ich suwerenność została pogwałcona. Ustanowione kontyngenty liczyły: 25 tys. w Estonii, 30 tys. na Łotwie i 20 tys. na Litwie. To więcej niż liczyły własne armie tych państw. Bazy rozlokowane zostały w ten sposób, że w praktyce uniemożliwiały jakąkolwiek obronę czy próbę nawiązania kontaktów ze światem zewnętrznym: w Estonii Sowieci zajęli port w Paldiski oraz otrzymali prawo do korzystania z portu w Tallinnie, na Łotwie jednostki Armii Czerwonej rozciągały się wzdłuż zachodniego wybrzeża, na Litwie zaś w kleszcze zostało wzięte Kowno, otoczone bazami od północnego wschodu i południa.

Podobne żądania, jak w przypadku krajów bałtyckich, Sowieci wysunęli jesienią 1939 roku wobec Finlandii. Rząd fiński odrzucił jednak ultimatum. Armia Czerwona zaatakowała 30 listopada, dając początek wojnie, nazwanej później zimową. Zakończyła się ona trzy i pół miesiąca później, Finowie zostali zmuszeni do oddania części swojego terytorium, ale ocalili niepodległość. W tym czasie w krajach bałtyckich dominowały nastroje profińskie, żałowano, że rządy w Kownie, Rydze i Tallinnie nie zachowały się podobnie jak fiński. Młodzi ochotnicy z Estonii podejmowali, nieraz udane, próby przedarcia się przez Zatokę Fińską i dołączenia do oddziałów toczących nierówną walkę z Sowietami.

Prezydent Estonii Konstantin Päts. Zdj. Narodowe Archiwum Cyfrowe.

Przywódcy państw bałtyckich, Smetona, Päts i łotewski prezydent Kārlis Ulmanis przyjęli taktykę unikania działań, które mogłyby sprowokować Sowietów. Gdy 13 grudnia 1939 roku głosowano w Lidze Narodów nad wykluczeniem ZSRS – w związku z agresją na Finlandię – państwa bałtyckie wstrzymały się od głosu. Neutralność Estonii została mimo to poważnie naruszona – sowieckie lotnictwo bombardujące Helsinki korzystało z tamtejszych baz. Rząd w Tallinnie protestował, jednak bez skutku. Poza tym nie dochodziło jednak do poważniejszych incydentów, czerwonoarmiści nie rzucali się w oczy, rzadko wchodzili w interakcje z miejscową ludnością. Sowieci – zgodnie z wcześniejszymi deklaracjami – nie wnikali w politykę wewnętrzną.

Jak wspominali później świadkowie tamtych wydarzeń, życie toczyło się normalnym trybem. Sprawujący dyktatorskie rządy Smetona, Ulmanis i Päts pozostawali przy władzy, w dalszym ciągu opozycja była politycznie izolowana, a prasa cenzurowana. Przyjęcie ultimatów podkopało jednak zaufanie społeczeństw do swoich przywódców, kreujących się na „Ojców Narodu”. Wobec trwającej na Zachodzie „dziwnej wojny”, możliwości współpracy z Wielką Brytanią i Francją stawały się coraz bardziej ograniczone. Kraje bałtyckie próbowały kontynuować współpracę w ramach Ententy Bałtyckiej (ostatnia, XI Konferencja Ententy odbyła się 14–16 marca 1940 roku w Rydze). W praktyce jednak, politycznie i gospodarczo, stawały się one coraz bardziej uzależnione od Niemiec i Związku Sowieckiego.

Porozumienie między III Rzeszą a ZSRS położyło również kres wielosetletniej obecności niemieckiej nad Bałtykiem. Jeszcze w październiku 1939 roku rozpoczęły się pierwsze przesiedlenia Niemców Bałtyckich z Łotwy i Estonii. W ciągu kilku kolejnych miesięcy umożliwiono wyjazd ok. 65 tys. Niemców, których osiedlano potem najczęściej na okupowanych terenach Polski. Litwa z kolei musiała poradzić sobie z włączonym w swoje granice terytorium Wileńszczyzny (ok. 6,7 tys. km2), zamieszkiwanym przez ok. pół miliona mieszkańców, z których wielu – głównie Polaków – było nieprzychylnie nastawionych do państwa litewskiego. „W sumie ośmiomiesięczne rządy litewskie w Wilnie pozostawiły trwały osad wzajemnej wrogości” – pisze Piotr Łossowski.

Ultimatum

„Przyszło lato 1940 i wypadło mi być świadkiem końca Litwy. Koniec państwa polskiego następował wśród huku i pożarów, tutaj nie rozległ się żaden strzał” – pisał po latach Czesław Miłosz. Przyszły noblista mieszkał wówczas w zajętym przez Litwinów Wilnie. Stwierdzenie, że w trakcie aneksji krajów bałtyckich nie padł żaden strzał nie jest do końca ścisłe. Nie doszło jednak faktycznie do otwartej konfrontacji zbrojnej. Oddziały Armii Czerwonej, podobnie jak jesienią 1939 roku, wkraczały nie napotykając praktycznie żadnego oporu ze strony miejscowych armii. I tym razem górę wzięło przekonanie, że w pierwszej kolejności należy uniknąć rozlewu krwi.

Przyśpieszenie działań sowieckich przeciwko krajom bałtyckim było konsekwencją niemieckich sukcesów na froncie zachodnim. W ciągu zaledwie dwóch miesięcy, między kwietniem a czerwcem 1940 roku Hitlerowi udało się pokonać Danię, Norwegię, Holandię i Belgię oraz ruszyć na podbój Francji. Nadzieje Stalina na długotrwałą i wyniszczającą wojnę między państwami kapitalistycznymi okazały się daremne. Groźba niemieckiego zwrotu na wschód stawała się coraz bardziej realna. Należało zatem szybko umocnić sowiecką obecność nad Bałtykiem. Podobnie jak kilka miesięcy wcześniej potrzebny był pretekst.

Tym razem za najpilniejsze uznano opanowanie leżącej na granicy z Niemcami Litwy, izolując tym samym Łotwę i Estonię. Decyzja o przyśpieszeniu działań zapadła zapewne między 20 a 24 maja 1940 roku, a więc gdy wojska niemieckie dotarły do kanału La Manche. Już wcześniej dyplomaci sowieccy akredytowani w stolicach państw bałtyckich słali do Moskwy alarmistyczne komunikaty o niechętnym stosunku Bałtów do ZSRS i rosnących nastrojach proniemieckich. 24 maja do Ludowego Komisariatu Spraw Zagranicznych dotarła kolejna depesza od posła w Kownie Nikołaja Pozdniakowa. Donosił on o dwóch czerwonoarmistach, którzy opuścili swoje posterunki. Podobne incydenty zdarzały się już wcześniej, nie nadawano im jednak większej wagi.

Tym razem sprawę podporządkowano wymogom chwili. Należało jedynie spreparować informację o ucieczce żołnierzy tak, aby wyglądała ona na porwanie. 25 maja Mołotow wezwał do siebie posła litewskiego Ladasa Natkevičiusa, by zakomunikować mu o rzekomym uprowadzeniu czerwonoarmistów i zażądać podjęcia przez stronę litewską odpowiednich działań. Natkevičius powiadomił o sprawie Kowno. Rząd Litwy deklarował gotowość współpracy, przeprowadzenia śledztwa, wtedy jednak władze sowieckie nagle zaczęły piętrzyć trudności. W międzyczasie (30 maja) sowiecka agencja TASS opublikowała komunikat O prowokacyjnych działaniach władz litewskich opisujący rzekome tortury, jakim litewskie służby miały poddawać porwanych żołnierzy.

Premier Litwy premier Antanas Merkys. Zdj. Narodowe Archiwum Cyfrowe.

Litewski wywiad donosił tymczasem o ruchach wojsk Armii Czerwonej w stronę granicy Litwy. Do Moskwy miał udać się premier Antanas Merkys. Smetona upoważnił go do zawarcia wszelkich porozumień, które nie kolidowałyby z umową z 10 października 1939 roku. 7 czerwca szef litewskiego rządu został podjęty przez Mołotowa. Szef sowieckiej dyplomacji był bardzo agresywny, powtórzył zarzuty dotyczące uprowadzenia żołnierzy, oskarżając personalnie ministra spraw wewnętrznych Kazysa Skučasa i szefa Departamentu Bezpieczeństwa Państwowego Augustinasa Povilaitisa o działania antysowieckie. W czasie kolejnej rozmowy dwa dni później Mołotow dorzucił oskarżenie pod adresem Litwy o spiskowanie z Łotwą i Estonią w celu zawiązania przymierza wymierzonego w ZSRS.

Zdruzgotany Merkys nie wiedział, jak odpowiedzieć na tak absurdalne oskarżenia. Litwini próbowali jeszcze uspokajać stronę sowiecką, do Moskwy delegowano dodatkowo ministra Urbšysa, zaś Smetona przygotował pojednawczy list do przewodniczącego Rady Najwyższej ZSRS Michaiła Kalinina (formalnie pełnił on funkcję głowy państwa, w rzeczywistości nie miał żadnej władzy). Nie przyniosło to jednak żadnego rezultatu. Litewskie deklaracje współpracy nie zrobiły wrażenia na Mołotowie. W końcu, 14 czerwca, tego samego dnia, gdy do Paryża wkraczały wojska niemieckie, Urbšys został ponownie wezwany przez ludowego komisarza spraw zagranicznych.

Była godz. 23:45, gdy Mołotow przedstawił litewskiemu ministrowi żądania: postawienia Skučasa i Povilaitisa przed sądem pod zarzutem uprowadzenia żołnierzy sowieckich; utworzenia rządu, zdolnego do wypełnienia postanowień umowy o pomocy wzajemnej oraz zgody na wprowadzenie na Litwę nieograniczonej liczby wojsk sowieckich. Litwa miała udzielić odpowiedzi do godz. 10:00 następnego dnia. Mołotow zastrzegł jednak, że bez względu na reakcję Litwy Armia Czerwona i tak wkroczy na Litwę. „Wszystkie trzy żądania zawarte w nim (ultimatum) stały w sprzeczności z suwerennością państwa i prowadziły do całkowitej zależności Litwy od Sowietów” – zanotował później litewski prawnik i mąż stanu Michał Römer.

Gęstniejący strach

Przez kilka kolejnych godzin w Kownie trwały nerwowe obrady rządu. Smetona był zwolennikiem stawienia Sowietom zbrojnego oporu, choćby tylko symbolicznego. Znalazł się jednak w mniejszości. O bezcelowości walki przekonywali go dowódcy wojskowi – generałowie Statys Raštikis i Vincas Vitkauskas. Nad ranem rząd podjął uchwałę o przyjęciu ultimatum, o czym niezwłocznie poinformowano pozostającego w Moskwie Urbšysa. Merkys podał się do dymisji wraz z całym gabinetem. Stanowisko premiera miał objąć Raštikis, nie zgodził się jednak na to Mołotow, który oświadczył Urbšysowi, że kandydatura na szefa rządu musi być skonsultowana ze stroną sowiecką.

Oddziały Armii Czerwonej przekraczają granicę Litwy, 15 czerwca 1940 roku. Zdj. Litewskie Centralne Archiwum Państwowe.

Oddziały Armii Czerwonej przekroczyły litewską granicę o godz. 15:00. Czesław Miłosz tak zapamiętał ich pojawienie się Wilnie: „W kawiarni przy placu Katedralnym śledziłem leniwie smugę słońca na stoliku i przesuwające się za oknem kwieciste suknie kobiet; (…). Nagły grzechot żelastwa na ulicy zaciekawił mnie podobnie jak wszystkich. Ludzie wstawali od stolików i skamieniali patrzyli na wielkie zakurzone tanki, na ich wieżyczki, skąd sowieccy oficerowie machali przyjaźnie rękami”. Zdezorientowana ludność dopiero później zdała sobie w pełni sprawę z tego, co naprawdę się wydarzyło. „I niemal fizycznie można było dotykać gęstniejącego z godziny na godzinę strachu” – pisze Miłosz.

Smetona oświadczył swoim współpracownikom, że nie może pozostać na stanowisku, bo wymagałoby to od niego podpisania aktów, które „byłyby szkodliwe dla Litwy”. Przekazał władzę wciąż wykonującemu obowiązki premiera Merkysowi i o godz. 15:40 opuścił Kowno. Tego samego dnia przekroczył granicę Niemiec, gdzie został następnie internowany. Sowieci przystąpili tymczasem do działań przeciwko pozostałym dwóm państwom bałtyckim. Jeszcze tego samego dnia oddział NKWD zaatakował łotewski posterunek granicznych w Maslenkach. Doszło do wymiany ognia, zginęło trzech łotewskich strażników granicznych, dziesięciu pozostałych wraz z dwudziestoma siedmioma cywilami zostało uprowadzonych przez enkawudzistów.

W podobny sposób starano się zastraszyć także Estonię. 28 maja w „Prawdzie” ukazał się artykuł o „politycznych nastrojach w Estonii”, zarzucający Estończykom sympatie probrytyjskie. 12 czerwca sowiecka Flota Bałtycka otrzymała rozkaz całkowitej blokady portów estońskich. Dwa dni później cywilny samolot pasażerski lecący na trasie Tallinn-Helsinki został zestrzelony przez sowieckie bombowce. Zginęło 9 osób. W warunkach narastającego napięcia 16 czerwca (niedziela) Mołotow wystosował wobec Łotwy i Estonii żądania niemal identyczne z tymi, jakie wcześniej postawione zostały Litwie. Rządy w Rydze i Tallinnie otrzymały osiem godzin na odpowiedź. Wobec blokady wojskowej nie było nawet szans, by prosić którekolwiek z mocarstw o wsparcie.

Łotewska polityczka i pisarka Sandra Kalniete, urodzona już po wojnie, nie mogła być świadkiem owych wydarzeń, ale znała je ze wspomnień i opowiadań bliskich. W książce W butach do tańca przez syberyjskie śniegi tak opisuje atmosferę tamtych dni: „Zwykli ludzie nie mieli w tym momencie prawie żadnego pojęcia o nadchodzącym historycznym przełomie. W niedzielę gazety się nie ukazywały, prasa nie podała więc wiadomości o ultimatum. (…) W powietrzu czuło się napięcie, chodziły bowiem słuchy o wtargnięciu Armii Czerwonej na terytorium Litwy. Ludzi uspokoiła nieco transmisja radiowa ze Święta Pieśni w Łatgalii. Przecież nikt by nie śpiewał i nie tańczył – mówili sobie – gdyby sytuacja była aż tak tragiczna”.

Przeczytaj także:  W butach do tańca przez syberyjskie śniegi, Sandra Kalniete – recenzja

Kārlis Ulmanis. Zdj. Narodowe Archiwum Cyfrowe.

Prezydent Ulmanis, przekonany że w ten sposób uda się zachować chociaż resztki suwerenności i uniknąć przelewu krwi, przyjął sowieckie żądania. Tak samo postąpi przywódca Estonii Konstanin Päts, mimo że do symbolicznego choćby oporu nakłaniał go przybyły specjalnie z Tartu drugi z „ojców” estońskiej niepodległości Jaan Tõnisson. Nastał 17 czerwca. Oczy świata były zwrócone na Francję, gdzie marszałek Philippe Pétain, który właśnie objął stanowisko premiera, wzywał armię do zaniechania oporu. „Cóż znaczył los niewielkich państw bałtyckich w porównaniu z tym dramatem, który wstrząsnął Europą i całym światem? Tak oto zostaliśmy sami ze swoją rozpaczą” – pisze Sandra Kalniete.

Cicha kapitulacja

To, co nastąpiło w kolejnych dniach i tygodniach było już w zasadzie tylko rozciągniętym w czasie epilogiem. Estonia, Łotwa i Litwa miały jeszcze formalnie swoje władze, ale okupacja stała się faktem. Do stolic trzech państw przybyli wysocy funkcjonariusze Wszechzwiązkowej Komunistycznej Partii (bolszewików), którzy mieli nadzorować oddanie władzy przez dotychczasowe rządy: sekretarz WKP(b) w Leningradzie Andriej Żdanow – do Tallinna, wiceprzewodniczący Rady Komisarzy Ludowych Andriej Wyszynski – do Rygi, a zastępca komisarza spraw zagranicznych Władimir Diekanozow – do Wilna. Odegrali oni rolę faktycznych namiestników Stalina na okupowanych terenach. Zachowującym jeszcze swe stanowiska Merkysowi, Ulmanisowi i Pätsowi pozostawało jedynie akceptować ich decyzje.

Aby nadać pozory społecznego poparcia dla zmian w stolicach krajów bałtyckich zaczęto organizować masówki. W dwudziestoleciu międzywojennym partie komunistyczne na Litwie, Łotwie i Estonii nie cieszyły się dużą popularnością, od pewnego momentu były zdelegalizowane, a dodatkowo ich kadry przerzedziły się wskutek stalinowskich czystek (jak podaje Andres Kasekamp, pod koniec 1939 roku liczyły one: 150 członków w Estonii, 500 na Łotwie i 1400 na Litwie). Ściągano zatem działaczy ze Związku Sowieckiego, a do udziału w demonstracjach wykorzystywano m.in. robotników sowieckich pracujących przy obsłudze baz Armii Czerwonej. Dopiero z czasem szeregi partii zasilili oportuniści i karierowicze, nazywani „czerwcowymi komunistami”.

Częściowo brakiem kadr, a częściowo chęcią zachowania pozorów można tłumaczyć, że w pierwszej chwili w nowo utworzonych „przyjaznych” Sowietom rządach komuniści wcale nie dominowali. Składały się one głównie z lewicujących intelektualistów, nieraz postaci cieszących się pewnym autorytetem, wcześniej zwykle opozycyjnych wobec panujących reżimów. W Estonii premierem został lekarz i poeta, uczestnik wojny o niepodległość (1918–1920) Johannes Vares, na Łotwie – profesor biologii Augusts Kirhenšteins, na Litwie zaś – pisarz i publicysta Justas Paleckis, sympatyzujący z opozycyjnym ludowcami. Zastępcą ostatniego i ministrem spraw zagranicznych został pisarz Vincas Krėvė-Mickevičius.

Elity polityczne starały się zachowywać pozory normalności. W dniu wkroczenia Armii Czerwonej do Rygi Ulmanis wygłosił przemówienie radiowe do narodu (jak się później okazało ostatnie), w którym zaapelował do rodaków: „Pozostaję na swoim miejscu. Wy pozostańcie na swoich”. Na Litwie z kolei społeczeństwo z poczuciem swego rodzaju ulgi przyjęło wiadomość o wyjeździe Smetony, którego autorytet przez ostatnie lata mocno ucierpiał. Oczekiwano, że uda się wypracować taki sposób współpracy z Sowietami, który nie przyniesienie przykrych konsekwencji dla lokalnych społeczeństw. Za wszelką ceną starano się unikać konfrontacji, które mogłyby przynieść opłakane skutki.

Rzeczywistość odbiegała jednak od oczekiwań. Rozpoczęła się wymiana kadr w administracji, policji, oświacie, służbach publicznych i wojsku. Prasa coraz częściej publikowała artykuły chwalące wielkość Stalina i przyjaźń ze Związkiem Sowieckim oraz piętnujące dotychczasowe „reżimy burżuazyjne”. Pod koniec czerwca zdelegalizowane wszelkie partie z wyjątkiem komunistycznej, przystąpiono do likwidacji wszystkich niezwiązanych z komunistami organizacji, w szczególności paramilitarnych, jak estońska obrona terytorialna Kaitseliit, czy Litewski Związek Strzelecki. W lipcu podjęto decyzje o nacjonalizacji banków i dużych przedsiębiorstw. Gospodarstwa o powierzchni większej niż 30 ha skonfiskowano i podzielono na działki do 10 ha, które rozdano bezrolnym chłopom.

Nie wszyscy z zaangażowanych uczestników tych wydarzeń chcieli dalej przykładać rękę do takich działań. 30 czerwca Krėvė-Mickevičius spotkał się w Moskwie z Mołotowem, z którym podzielił się swoimi obawami dotyczącymi marginalizacji rządu litewskiego przez komunistów. Szef sowieckiej dyplomacji bez ogródek dał mu do zrozumienia, jaka przyszłość czeka Litwinów: „Musicie realnie spojrzeć na sytuację i zrozumieć, że w przyszłości małe państwa znikną. Wasza Litwa i inne państwa bałtyckie, w tym Finlandia, dołączą do wspaniałej rodziny narodów Związku Radzieckiego”. Zrezygnowany Mickevičius po powrocie do Kowna złożył dymisję.

Epilog

Päts w Estonii i Ulmanis na Łotwie, choć pozostali na stanowiskach, to faktycznie nie mieli już żadnej realnej władzy. Na Litwie obowiązki prezydent pełnił Paleckis. W rzeczywistości jednak władza przeszła w ręce I sekretarzy partii komunistycznych: Antanasa Sniečkusa na Litwie, Jānisa Kalnbērziņša na Łotwie i Karla Säre w Estonii. Pod ich kontrolą rozpoczęto przygotowania do ostatniego etapu umacniania władzy sowieckiej. 14–15 lipca odbyły się wybory do „ludowych” parlamentów, poprzedzone brutalnymi represjami wobec potencjalnych i rzeczywistych przeciwników rządów sowieckich. Aresztowano setki działaczy, uniemożliwiono rejestrację niekomunistycznych kandydatów. Głosować można było wyłącznie na Związek Ludu Pracującego.

Wybrane w taki sposób parlamenty nie miały żadnego mandatu, by reprezentować obywateli państw bałtyckich. Jednak wyniki oficjalnie podane do wiadomości były imponujące: zarówno frekwencja, jak i poparcie dla Związku Ludu Pracującego wszędzie przekraczały 90 proc. Było to oczywiste fałszerstwo, co potwierdziły dokumenty komisji wyborczych odnalezione rok później po zajęciu państw bałtyckich przez Niemcy. Przed wybranymi takimi metodami zgromadzeniami stało tylko jedno zadanie: 21 lipca podjęły one uchwały o przekształceniu trzech państw w socjalistyczne republiki sowieckie i o zgłoszeniu akcesji do Związku Sowieckiego.

Antanas Smetona. Zdj. Narodowe Archiwum Cyfrowe.

Dotychczasowi prezydenci nie byli już potrzebni: Ulmanis i Päts zostali pozbawieni stanowisk i wkrótce aresztowani przez NKWD. Podobny los spotkał także Antanasa Merkysa. Wszyscy trzej zostali wywiezieni w głąb ZSRS. Kārlis Ulmanis zmarł w 1942 roku w łagrze w okolicach Krasnowodzka, Merkys w 1955 roku we Włodzimierzu nad Klaźmą, a Päts w 1956 roku w szpitalu psychiatrycznym w Buraszewie koło Kalinina. Uciekając w czerwcu 1940 roku z Litwy Antanas Smetona uniknął podzielenia takiego samego losu. Przez pewien czas mieszkał w Szwajcarii, skąd w 1941 roku wyemigrował do USA. Zginął tragicznie w pożarze domu w Cleveland w 1944 roku.

Ostatni akt aneksji dokonał się na początku sierpnia 1940 roku, gdy do Moskwy udały się delegacje z krajów bałtyckich z petycją do Stalina o ich włączenie w skład Związku Sowieckiego. Wódz wspaniałomyślnie przychylił się do ich próśb. Formalnego akceptacji dokonała Rada Najwyższa ZSRS podejmując stosowne uchwały o przyjęciu: Litewskiej SRS – 3 sierpnia, Łotewskiej SRS – 5 sierpnia i Estońskiej SRS – 6 sierpnia. O bezprawności takich działań przypominali bałtyccy dyplomaci akredytowani za granicą, tworzący namiastki rządów emigracyjnych. Aneksji nie uznały władze USA, co znalazło potwierdzenie w wydanej 23 lipca 1940 roku Deklaracji Wellesa (od nazwiska podsekretarza Departamentu Stanu Sumnera Wellesa) – stała się ona podstawą amerykańskiej polityki wobec państw bałtyckich przez następnych 50 lat.

Czy możliwy był inny przebieg wydarzeń? Czy Litwa, Łotwa i Estonia mogły zachować suwerenność? Na ile przyczyna leżała w autorytarnym charakterze panujących nad Bałtykiem reżimów? Oddajmy głos estońskiemu historykowi Andresowi Kasekampowi: „Odcinając swoje społeczeństwa od informacji albo celowo wprowadzając je w błąd w kwestii skali zagrożenia niepodległości, reżimy autorytarne ułatwiły gładkie przejście pod panowanie sowieckie. Niemcy radzili Bałtom akceptować żądania Sowietów, dając jednocześnie do zrozumienia, że ich rządy uważają za chwilowe. Bałtyccy liderzy liczyli, że wyzwolą się z sowieckich łap, kiedy Niemcy wreszcie zwrócą się przeciw ZSRS. Zakładali, że spełniając wszystkie polecenia okupanta i unikając prowokacji, utrzymają swoje narody i instytucje w całości”.

Na obronę rządzących na Litwie, Łotwie i w Estonii dodać trzeba, że nie były to pierwsze państwa, które padły ofiarami tego rodzaju działań. Polityka ultimatum i dyktatu dominowała w Europie w późnych latach 30. Przy bierności mocarstw Hitler jeszcze przed wybuchem wojny dokonał rozbioru Czechosłowacji. Było tylko kwestią czasu, kiedy państwa bałtyckie spotka podobny los. Aneksja dokonywała się faktycznie niemal „bez jednego wystrzału”. Dlatego też na tym tle szczególnie dramatycznie zarysowały się pojedyncze przypadki oporu. Jak choćby bohatera łotewskiej wojny o niepodległość, dowódcy straży granicznej, gen. Ludvigsa Bolšteinsa. 21 czerwca 1940 roku popełnił on samobójstwo w swoim gabinecie. W liście pożegnalnym napisał:

„My, Łotysze, zbudowaliśmy sobie nasz nowy dom – nasz kraj.
Teraz zaś obca siła każe nam samym ten dom zburzyć.
Nie mogę wziąć w tym udziału”.

Juozas Urbšys. Ostatni międzywojenny minister spraw zagranicznych Litwy. Zdj. WIkipedia.

Państwa bałtyckie odzyskały niepodległość dopiero pół wieku później. Osobą, której życiorys spina te dwa wydarzenia: utratę i odzyskanie niepodległości, był Juozas Urbšys. Jemu to, jako ministrowi spraw zagranicznych Litwy Mołotow przedstawił niesławne ultimatum z 14 czerwca 1940 roku. On także został poddany represjom, przez kilkanaście lat był więziony, by w 1956 roku wrócić na Litwę. Będąc już w sędziwym wieku, dożył czasów Sąjūdisu, gdy światło dzienne mogły ujrzeć jego wspomnienia z lat 1939–1940. Doczekał uchwalenia przez litewską Radę Najwyższą deklaracji o restytucji państwowości 11 marca 1990 roku, potępiającej aneksję sprzed 50 lat. Zmarł w 1991 roku w Kownie.

 

Korzystałem z następujących publikacji:

  • Adamkus, V., Adamkienė, A., Alma i Valdas. Nasz los – Litwa (opr. E. Stankevičius, tłum. Beata Piasecka), Toruń 2008
  • Buttar, P., Między mocarstwami. Walka o kraje bałtyckie podczas II wojny światowej (tłum. K. Bażyńska-Chojnacka, P. Chojnacki), Poznań 2014
  • Eidintas, A. et al., Historia Litwy, Wilno 2013
  • Kalniete, S., W butach do tańca przez syberyjskie śniegi (tłum. M. Godyń), Kraków 2015
  • Kasekamp, A., Historia państw bałtyckich, (tłum. A. Żukowska-Maziarska), Warszawa 2013
  • Lewandowski, J., Estonia, Warszawa 2001
  • Łossowski, P., Kraje bałtyckie w latach przełomu 1934–1944 (współpr. B. Makauskas), Warszawa 2005
  • Łossowski, P., Litwa, Warszawa 2001
  • Miłosz, Cz., Rodzinna Europa, Warszawa 1990
  • Snyder, T., Rekonstrukcja narodów. Polska, Ukraina, Litwa i Białoruś 1569–1999, tłum. M. Pietrzak-Merta, Sejny 2006
  • Wnuk, R., Leśni Bracia. Podziemie antykomunistyczne na Litwie, Łotwie i w Estonii 1944–1956, Warszawa–Lublin 2018

Absolwent Instytutu Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego, doktorant na Wydziale Historyczno-Socjologicznym Uniwersytetu w Białymstoku, interesuje się krajami bałtyckimi, stosunkami polsko-litewskimi i polsko-białoruskimi, był współautorem "Programu Bałtyckiego" w Radiu Wnet, publikował m.in. w "Nowej Europie Wschodniej", "New Eastern Europe" i "Tygodniku Powszechnym".

© Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy. Więcej informacji o prawach autorskich i zakup licencji.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz swój komentarz
Wpisz swoje imię tutaj