Z jedną walizką. Warszawska misja litewskiego ministra

-

„Uwagę świata przykuwa Bliski Wschód, choć padły strzały i są już ofiary na wschodzie Europy” – mówił 23 stycznia 1991 roku lektor Polskiej Kroniki Filmowej. W czasie, gdy zaczynały się naloty zachodnich sojuszników na Irak, rozgrywał się dramat krajów bałtyckich, gdzie doszło do użycia przemocy przez radzieckie wojsko i siły specjalne. W tych dniach w Warszawie przebywał litewski minister spraw zagranicznych Algirdas Saudargas.

17 stycznia międzynarodowa koalicja obejmująca m.in. USA, Wielką Brytanię, Francję i Arabię Saudyjską rozpoczęła operację Pustynna Burza, której celem było wyzwolenie Kuwejtu spod okupacji Iraku. Ale w tym samym czasie napięta sytuacja trwała również na Litwie, Łotwie i w Estonii. Najtragiczniejszy przebieg miały wydarzenia w Wilnie, gdzie w nocy z 12 na 13 stycznia oddziały radzieckie zaatakowały wieżę telewizyjną, bronioną przez cywilnych demonstrantów. Zginęło 14 osób a kilkaset odniosło rany. Groźba szturmu zawisła także nad siedzibą parlamentu – Rady Najwyższej, w której przebywał jej przewodniczący Vytautas Landsbergis, pełniący obowiązki głowy państwa litewskiego.

W poszukiwaniu uznania

11 marca 1990 roku Rada Najwyższa Litewskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej, zdominowana przez deputowanych niepodległościowego ruchu Sąjūdis, proklamowała niepodległość kraju. Nie została jednak ona uznana ani przez władze radzieckie w Moskwie, ani przez żadne inne państwo. Co więcej, kierownictwo radzieckie z prezydentem Michaiłem Gorbaczowem przystąpiło do działań mających odwieźć Litwinów od pomysłu odłączenia się od ZSRR. Zastosowano trwającą kilka miesięcy blokadę ekonomiczną kraju, złagodzoną dopiero pod koniec czerwca 1990 roku, gdy władze litewskie zgodziły się na czasowe zawieszenie deklaracji niepodległości.

Przeczytaj także:  Wieczorem stała się po prostu Litwą. Rocznica 11 marca 1990 roku

Przywódcy Litwy podjęli jednak starania w celu uzyskania oficjalnego uznania międzynarodowego, a przynajmniej nawiązania kontaktów z innymi państwami. Radziecka Litwa posiadała co prawda własne Ministerstwo Spraw Zagranicznych, ale była to instytucja fasadowa, pozbawiona rzeczywistych kompetencji. Sytuacja zmieniła się po proklamowaniu niepodległości. Służbę dyplomatyczną nieuznawanego jeszcze państwa trzeba było budować praktycznie od podstaw. „Znakomitą większość nowej kadry stanowili działacze i sympatycy Sąjūdisu, niemający dotąd żadnego powiązania z dyplomacją, często pracownicy wyższych uczelni. Ważnym kryterium była znajomość języków obcych oraz indywidualne kontakty zagraniczne na Zachodzie” – pisze Krzysztof Buchowski.

Mityng Sąjūdiusu, w środku: Vytautas Landsbergis i Algirdas Saudargas. Zdj. Viktoras Kapočius / LCVA.

Na czele MSZ stanął także polityk Sąjūdisu, jeden z najbliższych współpracowników Vytautasa Landsbergisa, Algirdas Saudargas. Był to 42-letni biofizyk, pracujący do tej pory na różnych stanowiskach w instytutach naukowo-badawczych, m.in. w Kowieńskim Instytucie Medycznym. Od 1988 roku zaangażowany w działalność Sąjūdisu, był przewodniczącym jego komitetu politycznego. W 1990 roku został wybrany do Rady Najwyższej. Jego nominacja była wynikiem kompromisu między premier Kazimirą Prunskienė, uchodzącą za zwolenniczkę dialogu w relacjach z Moskwą, a bardziej nieprzejednanym Landsbergisem, który chciał zachować wpływ na kształtowanie polityki zagranicznej.

Kolejne miesiące, a zwłaszcza druga połowa 1990 roku upłynęła pod znakiem niemal nieustających podróży zagranicznych Landsbergisa, Prunskienė, Saudargasa i innych polityków, zabiegających o międzynarodowe wsparcie dla sprawy litewskiej. Tylko w ostatnich miesiącach roku Landsbergis został przyjęty m.in. przez prezydentów Francji, USA i Czechosłowacji, szefów rządów Wielkiej Brytanii, Kanady, Islandii, Danii, Norwegii i Węgier. Świat nie był jednak gotowy na uznanie Litwy. Obawiano się, że proces przemian w ZSRR, zainicjowany przez Gorbaczowa może wymknąć się spod kontroli. Dla świata zachodniego stanowisko Moskwy było ważne także w sprawie zjednoczenia Niemiec czy stabilizacji sytuacji w rejonie Zatoki Perskiej.

Poza wyrazami solidarności i wsparcia litewskie delegacje nie doczekały się konkretnych działań ze strony rządów. Litwinów namawiano raczej do dialogu, poszukiwania kompromisu w stosunkach z Kremlem a nawet do zawieszenia deklaracji niepodległości. Na więcej mogli sobie pozwolić parlamentarzyści, zwłaszcza ugrupowań opozycyjnych, którzy deklarowali swoje wsparcie i gotowość naciskania na swoje rządy w sprawie litewskiej. „Wspierały nas parlamenty, akceptując nasze działanie, a rządy na coś czekały, powiedzmy, na możliwość odnowienia stosunków dyplomatycznych przy pierwszej stosownej okazji, ale jeszcze nie teraz” – wspominał po latach Landsbergis.

Litwini zdobywali również dla siebie poparcie zagranicznej opinii publicznej. Namiastką przedstawicielstw dyplomatycznych stały się litewskie biura informacyjne, otwierane przy wsparciu miejscowych polityków czy biznesmenów. Pierwsze tego rodzaju biuro otwarto jesienią 1990 roku w Oslo. Większość z nich miała jednak powstać dopiero po wydarzeniach stycznia 1991 roku. Najbardziej owocne miały się okazać kontakty z niewielką Islandią, z którą kontakty zostały nawiązane w październiku 1990 roku – dzięki wysiłkom wybitnego językoznawcy Jörundura Hilmarssona, który został konsulem honorowym Litwy i działał na rzecz jej uznania.

Trudne tematy

Polska była jednym z pierwszych krajów, gdzie Litwini próbowali nawiązać kontakty i zdobyć poparcie dla swojej sprawy. Jeszcze przed ogłoszeniem niepodległości przez Litwę, ale już po powołaniu rządu Tadeusza Mazowieckiego w Polsce, 27 grudnia 1989 roku w Warszawie gościła delegacja działaczy Sąjūdisu – znaleźli się w niej m.in. Landsbergis i Saudargas, a także Virgilijus Čepaitis. Spotkali się oni z kierownictwem Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego, w tym prof. Bronisławem Geremkiem czy marszałkiem Senatu Andrzejem Stelmachowskim i senatorami Andrzejem Wajdą i Andrzejem Wielowieyskim. W spotkaniu nieoficjalnie uczestniczyli również ministrowie rządu Mazowieckiego.

11 marca 1990 roku kilku polskich parlamentarzystów (wśród nich Bronisław Geremek) na miejscu przysłuchiwało się posiedzeniu litewskiej Rady Najwyższej, na której przyjęto akt o przywróceniu niepodległości. Polska – jak głosiła uchwała polskiego Sejmu z 22 marca – z radością witała „powrót Litwy do rodziny wolnych narodów”. Depeszę gratulacyjną przesłał Landsbergisowi ówczesny przewodniczący NSZZ „Solidarność” Lech Wałęsa. O oficjalnym uznaniu i nawiązaniu stosunków dyplomatycznych nie mogło być jednak mowy. Działania Polski ograniczały się do wyrażania chęci udzielenia pomocy, co nie do końca zadowalało pokładającą wielkie nadzieje w Polsce stronę litewską.

Mimo to, rozwijała się współpraca na poziomie międzyparlamentarnym. 27 marca 1990 roku w Wilnie gościł Geremek, który zapewniał o poparciu dla Litwinów oraz że Polska nie ma wobec Litwy roszczeń terytorialnych. Nie sposób było pominąć tematu sytuacji polskiej mniejszości, który powoli urastał do rangi problemu w relacjach polsko-litewskich. Postawy wśród społeczności polskiej wobec litewskiej niepodległości były zróżnicowane. Wielu Polaków odnosiło się z rezerwą do działalności Sąjūdisu, obawiając się litewskiego nacjonalizmu. Także część Litwinów podchodziła z nieufnością do Polaków, a zwłaszcza postulowanej przez nich autonomii Wileńszczyzny, traktowanej jako zagrożenie dla jednolitości Litwy.

Przeczytaj także:  Wileńszczyzna wstaje z kolan? Recenzja książki „Zakładnicy Historii” Barbary Jundo-Kaliszewskiej

Geremek życzył wówczas Polakom pokojowego współistnienia z Litwinami w jednym państwie. W trakcie jego wizyty przygotowano wspólny komunikat o konieczności uregulowania stosunków wzajemnych. Przez władze radzieckie został on odebrany jako ingerencja w wewnętrzne sprawy ZSRR. Strona polska starała się jednak zachowywać ostrożność w relacjach ze wschodnim sąsiadem. Niechęć do podejmowania bardziej ryzykownych działań uwarunkowana była także faktem, że na terenie Polski nadal stacjonowały radzieckie wojska. Ponadto uwagę Warszawy przykuwały negocjacje nad traktatem polsko-niemieckim, regulującym kwestię granicy na Odrze i Nysie.

26 listopada 1990 roku polskie MSZ skierowało do swojego odpowiednika na Litwie aide-mémoire w sprawie potrzeb polskiej ludności. Strona polska domagała się zagwarantowania Polakom prawa do zachowania tożsamości narodowej, kulturalnej i językowej – proponowano m.in. wprowadzenie urzędowej dwujęzyczności w regionach zamieszkałych przez Polaków, apelowano o zabezpieczenie możliwości rozwoju polskiego szkolnictwa oraz podjęcie działań w celu zwrócenia Polakom zagrabionej i znacjonalizowanej własności. Jednocześnie w dokumencie stwierdzano, że „Rzeczpospolita Polska nie zamierza opowiadać się za tworzeniem autonomicznych polskich jednostek terytorialnych”.

Dla strony litewskiej ta ostatnia deklaracja stanowiła gwarancję, że Polska nie wesprze dążeń polskiej społeczności, postrzeganych jako separatystyczne. Nie brakowało jednak głosów, że realizacja wyrażonych w aide-mémoire postulatów oznacza zgodę na „polonizację” Wileńszczyzny. Dokument wywołał nieprzychylne reakcji w społeczności polskiej. Uważano, że torpeduje jej wysiłki w negocjacjach z Litwinami dotyczącymi utworzenia autonomii. Możliwe, że już wówczas część autonomistów polskich gotowa była szukać w tej sprawie protekcji Moskwy. Sprawa Polaków na Litwie pozostawała poważnym wyzwaniem dla relacji na linii Warszawa-Wilno. Nie porzucano jednak dialogu. A gdy zaszła taka potrzeba, Warszawa bez wahania pośpieszyła Litwie z pomocą.

Z jedną walizką

Rozmowy między rządem litewskim a władzami ZSRR w sprawie uregulowania stosunków prowadzone w 1990 roku nie przyniosły zadowalającego obie strony rezultatu. W połowie grudnia negocjacje zawieszono. W radzieckich kręgach zachowawczych, wśród tzw. „twardogłowych”, z którymi w tamtym czasie sprzymierzył się Gorbaczow, szukano sposobu na przywrócenie kontroli nad zbuntowanymi republikami. Argument o konieczności ścigania osób uchylających się przed służbą w armii radzieckiej posłużył jako pretekst do wprowadzenia na teren krajów bałtyckich, Armenii, Gruzji i Mołdawii dodatkowych oddziałów. Nadszedł styczeń 1991 roku.

Przeczytaj także:  Tragiczny styczeń. Obrona wieży telewizyjnej w Wilnie

8 stycznia do dymisji podała się premier Kazimira Prunskienė. W nowym rządzie stanowisko ministra spraw zagranicznych zachował Saudargas. Tymczasem mnożyły się prowokacje i ataki ze strony radzieckich oddziałów, próbowano zajmować obiekty rządowe. Proradziecki ruch „Jedność” urządził demonstrację pod Radą Najwyższą, która przerodziła się w próbę szturmu na parlament. W Warszawie w tym czasie znalazł się Czesław Okińczyc, deputowany Rady Najwyższej, jeden z czterech Polaków, którzy 11 marca 1990 roku poparli akt o przywróceniu niepodległości. Otrzymał on od Landsbergisa upoważnienie do rozpoczęcia negocjacji w sprawie wznowienia stosunków między Litwą a Polską.

11 stycznia w Wilnie zebrał się rząd nowego premiera Albertasa Šimėnasa. Groźba radzieckiego ataku stawała się coraz bardziej realna. Trwały gorączkowe rozważania, jak rząd powinien zareagować. Ministrowie, jak wspominał później Saudargas, dzielili między sobą obowiązki. W końcu przyszła kolej i na niego. „Może lepiej, żebyś wyjechał? Może tam bardziej się przydasz” – miał ktoś rzucić w czasie narady. Padła propozycja, aby udał się do Warszawy. Landsbergis ponoć nie był początkowo entuzjastą tego pomysłu. Przekonać miał go argument, że w obliczu zagrożenia Litwa powinna mieć swojego przedstawiciela za granicą.

Sytuacja zaczynała przypominać wydarzenia czerwca 1940 roku, gdy „bez jednego wystrzału” Litwa została zajęta przez wojska radzieckie, a jej rząd całkowicie skapitulował. Obawiano się powtórki tamtych wydarzeń. Jak mówił później Saudargas, przygotowanie do wyjazdu obyło się bez poważniejszych formalności. Nie dostał on też szczegółowych instrukcji, miał po prostu działać tak, jak pozwolą mu na to okoliczności. Przydzielono mu do ochrony dwóch ludzi z Departamentu Ochrony Kraju (namiastki ministerstwa obrony). Saudargas wyjechał, jak mówił, „z jedną walizką”, w której miał tylko upoważnienie do reprezentowania władz Litwy podpisane przez Landsbergisa.

Przeczytaj także:  „Zostaliśmy sami ze swoją rozpaczą”. Sowiecka aneksja krajów bałtyckich w 1940 roku

W Kownie minister pożegnał się z żoną, po czym wraz z ochroniarzami ruszył w dalszą podróż. Początkowo mieli przekroczyć granicę w Łoździejach, jednak zmienili zdanie, gdy dowiedzieli się o nadjeżdżających oddziałach radzieckich. Ruszyli w stronę Białorusi. Nad ranem 12 stycznia dotarli do Brześcia (lub, według innych źródeł, Grodna), gdzie Saudargas, już sam, przesiadł się do pociągu. „Miałem przy sobie zielony sowiecki paszport dyplomatyczny, kupiłem bilet, wsiadłem do pociągu i odjechałem” – mówił portalowi Delfi.lt W Warszawie zjawił się ok. godz. 15. Z Dworca Centralnego ruszył na piechotę do hotelu sejmowego, gdzie czekał na niego Okińczyc.

„Źle się dzieje. Gorbaczow morduje Litwinów”

Początkowo Okińczyc miał lecieć do Wielkiej Brytanii. Został w Warszawie na wyraźne polecenie Landsbergisa po tym, gdy 10 stycznia Gorbaczow skierował wobec władz litewskich ultimatum, żądając uchylenia „antykonstytucyjnego” aktu z 11 marca. Kolejne dni upłynęły polskiemu posłowi do litewskiego parlamentu na spotkaniach z polskimi politykami i dziennikarzami. Okińczyc informował o przebiegu wydarzeń na Litwie, zabiegał o poparcie, udzielał wywiadów. Rozmawiał z posłami Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego. W sobotę, 12 stycznia, spotkał się z prof. Zbigniewem Brzezińskim, przebywającym akurat w Warszawie. Były doradca prezydenta Jimmy’ego Cartera przypomniał, że USA nigdy nie uznały aneksji Litwy.

Nadeszła najbardziej dramatyczna noc w najnowszej historii Litwy. Pod wieżą telewizyjną polała się krew, padli zabici i ranni. Saudargas był już w tym czasie w hotelu sejmowym, skąd udało się nawiązać połączenie telefoniczne z Radą Najwyższą w Wilnie. Minister był w stałym kontakcie z Landsbergisem, który przekazywał mu najświeższe wiadomości o przebiegu wydarzeń. „Pamiętam, że ogarnęło mnie wtedy takie uczucie: nie wiem, kiedy wrócę na Litwę i czy w ogóle wrócę. W takich momentach można zrozumieć doświadczenie emigrantów. Nie byłem blisko parlamentu, sowieckie czołgi mi nie zagrażały. Rodzina została na Litwie. Może już nigdy jej nie zobaczę. To czułem tamtej nocy” – wspominał.

Jeszcze tej samej nocy, około 3 nad ranem Saudargas udał się do pobliskiej ambasady USA. „Źle się dzieje. Gorbaczow morduje Litwinów. Chciałbym spotkać się z ambasadorem” – mówił żołnierzowi Marines. Strażnik jednak odmówił. Stanowisko Litwy Saudargasowi uda się przedstawić ambasadorowi dopiero w poniedziałek. Tymczasem jest niedziela, 13 stycznia. Nadchodzi poranek. Dokładna liczba ofiar nie była wtedy jeszcze znana. Nie wiadomo też było, czy oddziały radzieckie przypuszczą szturm na kolejne obiekty w Wilnie. Tysiące ludzi gromadziły się wokół Rady Najwyższej, w której przebywał Landsbergis, jego współpracownicy, deputowani i ochotnicy, gotowi do obrony budynku.

W Wilnie uznano, że wobec bezpośredniego zagrożenia należy zabezpieczyć ciągłość władzy państwowej. Rada Najwyższa postanowiła udzielić ministrowi spraw zagranicznych pełnomocnictwa do utworzenia rządu na uchodźstwie, gdyby parlament i rząd „gwałtem lub przemocą” zostały pozbawione możliwości funkcjonowania. „Szefem Rządu Republiki Litewskiej na uchodźstwie zostanie minister spraw zagranicznych Algirdas Saudargas. Powierza mu się prawo do powoływania członków Rządu na uchodźstwie i przedstawicieli dyplomatycznych Republiki Litewskiej” – głosiło postanowienie podpisane przez Vytautasa Landsbergisa.

O wydarzeniach w Wilnie i udzielonych mu pełnomocnictwach Saudargas poinformował w niedzielę na konferencji prasowej. „Świat, który oklaskiwał demokrację, kiedy Litwa była jej liderem na terenie imperium radzieckiego, teraz patrzy obojętnie jak demokracja ta jest zabijana” – mówił wtedy dziennikarzom. Zapewniał, że „Litwa jest zdecydowana walczyć, nawet jeśli zostanie pozostawiona sama sobie”. Wyraził wdzięczność państwu i społeczeństwu polskiemu za pomoc. Wyraził nadzieję, że rząd polski uzna niepodległość Litwy. Saudargas odbywał też spotkania – z przewodniczącym OKP Mieczysławem Gilem, wicedyrektorem w MSZ Grzegorzem Kostrzewą-Zorbasem, wiceministrem spraw zagranicznych Jerzym Makarczykiem.

Pod litewską flagą

Dokument potwierdzający nadanie Saudargasowi pełnomocnictwa do utworzenia rządu emigracyjnego dowiózł do Warszawy przedstawiciel Estonii w Wilnie Mart Tarmak (późniejszy ambasador). Władze jego kraju poleciły mu opuścić Litwę wobec zbliżającego się radzieckiego ataku. Do Polski Tarmak dotarł samochodem przez Grodno. Gdy wojsko odstąpiło od szturmu na litewski parlament, kwestia powołania rządu na uchodźstwie stała się (tymczasowo) nieaktualna. Mimo to na konferencjach prasowych nadal pytano Saudargasa, czy i gdzie taki rząd powstanie. Minister odpowiadał, że udzielone mu pełnomocnictwo będzie działać jedynie w przypadku, gdyby prace legalnych władz zostały sparaliżowane.

W poniedziałek, 14 stycznia, dramatyczny apel o uznanie Litwy wygłosił w Senacie Czesław Okińczyc. Powstrzymując wzruszenie parlamentarzysta mówił: „Kiedy dziesięć lat temu odbierano Wam wolność – świat wylewał krokodyle łzy, nikt jednak nie pośpieszył z konkretną pomocą. Polacy dobrze wiedzą, co to znaczy milczenie świata (…). Litwa patrzy dzisiaj na Polskę z nadzieją”. Okińczyc prosił o deklarację poparcia dla Litwy, potępienie agresora. „Jesteście wolni, ale musicie pamiętać, że także Wasza wolność będzie zagrożona, jeśli będziecie milczeć, gdy odbiera się ją innym narodom i innym państwom” – dodawał. Po przemówieniu w rozmowie z dziennikarzami mówił, że uznanie Litwy przez Polskę wpłynęłoby pozytywnie również na sytuację tamtejszych Polaków.

„Zajazd Napoleoński”, widok obecny. Zdj. Dominik Wilczewski.

Tymczasem szef litewskiej dyplomacji opuścił hotel poselski. Biznesmen Jan Walczyk zgodził się udostępnić Saudargasowi i Okińczycowi dwupokojowy apartament w należącym do niego hotelu „Zajazd Napoleoński” w warszawskim Wawrze (jednym z niewielu wówczas prywatnych hoteli w stolicy). Pomogły również władze dzielnicy Praga-Południe. „Zajazd” na ponad miesiąc stał się siedzibą litewskiego biura informacyjnego. Nad hotelem powiewała nawet litewska flaga. Udało się nawiązać bezpośrednie połączenie telefoniczne z Wilnem, skąd otrzymywano informacje o wydarzeniach na Litwie. Tu organizowano konferencje prasowe, przekazywano wiadomości dziennikarzom polskim i zagranicznym akredytowanym w Warszawie.

Pomoc na działalność ośrodka płynęła z różnych źródeł, pomógł m.in. biznesmen Adam Kozłowski, burmistrz Pragi-Południe Edward Małecki i wiceburmistrz Jacek Podwysocki. W działalność biura zaangażowali się m.in. ówczesny doktorant Uniwersytetu Warszawskiego Antanas Valionis (późniejszy ambasador w Polsce i minister spraw zagranicznych) oraz historyk Bronius Makauskas, działacz litewskiej społeczności w Polsce. Valionisowi udało się wcześniej poznać m.in. byłego działacza opozycyjnego Marka Karpia, który pośredniczył w kontaktach między „Solidarnością” a Sąjūdisem, a w 1990 roku zakładał istniejący do dziś Ośrodek Studiów Wschodnich. Także Karp wspierał działalność biura.

Skala zaangażowania polskiego w pomoc Litwie była ogromna. Zbiórkę środków finansowych i darów dla Litwy organizował Polski Czerwony Krzyż. Udało się dzięki temu dostarczyć na Litwę transporty 300 ton leków, żywności i odzieży. Powołano Fundację Pomocy Litwie w celu gromadzenia środków finansowych i zaplecza na rzecz rozwoju Litwy. Część zgromadzonych w ten sposób środków przekazano na działalność biura informacyjnego. W organizowanie pomocy włączył się również Kościół katolicki, organizacje mniejszości litewskiej w Polsce oraz środowiska artystyczne. Społeczeństwo polskie swój sprzeciw wobec agresji na Litwę okazywało także w czasie demonstracji pod ambasadą ZSRR w Warszawie oraz konsulatami w Gdańsku i Krakowie.

Na różne sposoby Litwę wspierały środowiska polityczne wywodzące się z obozu solidarnościowego. Już w niedzielę 14 stycznia do Wilna udali się parlamentarzyści Unii Demokratycznej: Andrzej Celiński, Krzysztof Dowgiałło i Adam Michnik. Później do Wilna udali się również Zbigniew Janas, Jan Lityński i Jacek Kuroń. Wsparcia Litwinom udzielali działacze Wydziału Wschodniego „Solidarności Walczącej”, wśród nich Piotr Hlebowicz, przebywający w gmachu parlamentu, bronionym przez ochotników. W późniejszym okresie – na wypadek radzieckiego ataku – w biurze informacyjnym Litwinów szkolono na temat biernego oporu i działalności podziemnej, uczono obsługi różnego rodzaju sprzętu.

Złoty wiek

15 stycznia rząd Jana Krzysztofa Bieleckiego wydał oświadczenie, w którym „z głębokim niepokojem” informował o „stosowaniu przymusu, łącznie z użyciem wojska, wobec różnych instytucji publicznych oraz osób cywilnych na Litwie”. Tego rodzaju działanie, jak głosiło oświadczenie, spotyka się „z potępieniem i sprzeciwem Polaków wyrażających swą solidarność z narodem litewskim”. Podkreślono, że Polska popiera aspiracje narodu litewskiego, ale zaznaczono, że nadzieje świata i Polskie związane są „z ideą przebudowy w ZSRR i z ideą jedności europejskiej”. Polska nie zdecydowała się na uznanie niepodległości Litwy.

Tego samego dnia Algirdas Saudargas udał się do Londynu, gdzie miał dalej przekonywać zagranicznych partnerów do udzielenia pomocy Litwie. Jego misja w Warszawie dobiegała końca. Na miejscu pozostawał Okińczyc, który kontynuował działania na rzecz podtrzymania kontaktów z polskimi elitami politycznymi. Zaangażował się również w rozwijanie relacji z państwami Europy Środkowej: Czecho-Słowacją i Węgrami. Na świecie rosła sympatia dla litewskich aspiracji i współczucie dla ich bólu po tragicznych wydarzeniach w Wilnie. Gorbaczow – do niedawna oklaskiwany jako autor pierestrojki i uhonorowany Nagrodą Nobla – z trudem ratował swój wizerunek.

Polska dyplomacja nadal trzymała się ostrożnej i realistycznej linii jej szefa, ministra spraw zagranicznych Krzysztofa Skubiszewskiego. Dlaczego Polska nie uznała Litwy? Jak wyjaśnia Jan Widacki, pierwszy ambasador polski w Wilnie „nie zezwalała na to sytuacja międzynarodowa. Istniał jeszcze ZSRR, który Litwę traktował jako część swego terytorium i uznanie jej niepodległości traktowałby jako akt wrogi. Polska w tym czasie prowadziła z ZSRR trudne negocjacje na temat wyprowadzenia z Polski wojsk sowieckich. Poza tym, sytuacja za naszą wschodnią granicą wcale nie była jeszcze jednoznaczna, a samej granicy polsko-litewskiej wciąż pilnowały sowieckie Wojska Pograniczne KGB”.

Ponadto Litwy nie uznawała wówczas nie tylko Polska, ale żaden z krajów regionu, ani też żadne państwo członkowskie NATO. Wyjątek uczyniła wspomniana już Islandia. Działania Jörundura Hilmarssona zaowocowały tym, że już 11 lutego 1991 roku tamtejszy parlament zagłosował za uznaniem niepodległości Litwy. Inne państwa nie zdecydowały się na taki krok. Argumentowano więc, że samodzielne uznanie Litwy przez Polskę byłoby wyjściem przed szereg. „Republiki bałtyckie prędzej czy później dojdą do niepodległości, tyle że będzie to długi proces. (…). Tego nie załatwi się jedną deklaracją o niezależności państwowej, to musi być wieloletni wysiłek” – mówił 24 stycznia w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” Krzysztof Skubiszewski.

Szef MSZ zgodził się jednak na otwarcie w Warszawie litewskiego biura informacyjnego. Wkrótce zmieniło ono swoją siedzibę i przeniosło się w Aleje Ujazdowskie, do Pałacyku Sobańskich. Pod koniec lutego litewskie MSZ skierowało do pracy w nim dwóch urzędników: Eduardasa Borisovasa i Dainiusa Junevičiusa – obu przyjdzie w późniejszych latach pełnić funkcję ambasadorów Litwy w Polsce. Po wizycie w Warszawie wiceministra spraw zagranicznych Litwy Valdemarasa Katkusa 5–7 marca 1991 roku uregulowano ich oficjalny status. Polski MSZ początkowo wspierał finansowo utrzymanie ich i biura informacyjnego.

Przeczytaj także:  Eduardas Borisovas: Pracując wspólnie łatwiej jest rozwiązywać problemy

W kolejnych miesiącach Polskę i Litwę miały czekać, często niełatwe, rozmowy dotyczące uregulowania stosunków. Powracała kwestia sytuacji polskiej mniejszości, ważyła się sprawa autonomii. Możliwość oficjalnego uznania Litwy i odnowienia relacji międzypaństwowych otworzył dopiero upadek moskiewskiego puczu Janajewa w sierpniu 1991 roku. 26 sierpnia premier Bielecki skierował do szefa rządu Litwy Gediminasa Vagnoriusa list informujący o tym, że rząd polski wyraża gotowość „nawiązania normalnych stosunków międzypaństwowych z Republiką Litewską”. Przywrócenie stosunków dyplomatycznych nastąpiło 5 września.

„Polskie zaangażowanie w obronę niepodległości Litwy w kluczowym dla niej momencie stało się jednym z mitów założycielskich nowej polskiej polityki zagranicznej” – pisze o tamtych czasach badający polską politykę wschodnią prof. Paweł Kowal. Elementem tego zaangażowania było również wsparcie dla przebywającego w Warszawie litewskiego ministra. Po latach Algirdas Saudargas tak wspominał swój pobyt w Polsce: „Spośród innych narodów najbardziej nasz ból rozumieli sąsiedzi. W Polsce spotkałem się z ogromną sympatią zwykłych ludzi, dziennikarzy, polityków. To był złoty wiek przyjaźni między naszymi dwoma narodami”.

Korzystałem z następujących publikacji:

  • Bereś, W., Komar, J. J., Okińczyc. Wileński autorytet. Opowieść o wolnej Litwie, Warszawa 2015
  • Buchowski, K., Polityka zagraniczna Litwy 1990–2012. Główne kierunki i uwarunkowania, Białystok 2013
  • Jundo-Kaliszewska, B., Zakładnicy historii. Mniejszość polska w postradzieckiej Litwie, Łódź 2019
  • Kowal, P., Testament Prometeusza. Źródła polityki wschodniej III Rzeczypospolitej, Warszawa – Wojnowice 2018
  • Sirutavičius, V., Lietuviai ir Lietuvos lenkai, Lietuva ir Lenkija 1988–1994 metais, Vilnius 2017
  • Widacki, J., Litwo, ojczyzno nie moja, Kraków 2008

oraz filmu dokumentalnego „Litwa będzie wolna” (reż. V. Drygas-Niewińska, 2021), publikacji prasowych i internetowych.

Absolwent Instytutu Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego, doktorant na Wydziale Historyczno-Socjologicznym Uniwersytetu w Białymstoku, współpracownik Zakładu Bałtystyki Uniwersytetu Warszawskiego, interesuje się krajami bałtyckimi, stosunkami polsko-litewskimi i polsko-białoruskimi, był współautorem "Programu Bałtyckiego" w Radiu Wnet, publikował m.in. w "Nowej Europie Wschodniej", "New Eastern Europe", "Tygodniku Powszechnym", portalu "Więź" i "Magazynie Pismo".

© Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy. Więcej informacji o prawach autorskich i zakup licencji.

Subskrybuj newsletter Przeglądu Bałtyckiego, żeby otrzymywać informacje o nowych artykułach.





ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz swój komentarz
Wpisz swoje imię tutaj