Janów, koniec lipca. Rekruci armii litewskiej zbierają się w piątkowe popołudnie przed supermarketem. Młodzi mężczyźni dopalają jeszcze jeden papieros, zanim rozjadą się do swoich miejscowości po całej Litwie. Przed nimi w kolumnie maszerują żołnierze Bundeswehry, bez powitania. Jęczą pod ciężarem swych plecaków, przy 25 stopniach w pełnym uzbrojeniu, w ramach manewrów pokonują marszem drogę przez były sowiecki kompleks wojskowy w Rukli. Stratedzy NATO za najgorszą do obrony flankę sojuszu uważają właśnie teren pomiędzy obwodem kaliningradzkim a Republiką Białoruś. Dlatego już od 2017 roku w Rukli stacjonuje rotacyjny batalion pod niemieckim dowództwem. Smak lemoniady Wostok Podczas gdy przez ulicę przejeżdża sześć czołgów, Abdu i jego kumple oglądają w sklepie lodówkę. Nie starczy im pieniędzy. Młodzi chłopcy pochodzą z Syrii, mieszkają tutaj w centrum integracji dla uchodźców. Blondynek Abdu opowiada, uśmiechając się przyjacielsko, że jego matka wychowała się w sąsiedniej Białorusi i...
Pozostało jeszcze 93% artykułu.
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!
Zyskaj dostęp do setek eksperckich artykułów poświęconych państwom regionu Morza Bałtyckiego.


