Janów: Niemieccy żołnierze znów tu są

Janów, koniec lipca. Rekruci armii litewskiej zbierają się w piątkowe popołudnie przed supermarketem. Młodzi mężczyźni dopalają jeszcze jeden papieros, zanim rozjadą się do swoich miejscowości po całej Litwie. Przed nimi w kolumnie maszerują żołnierze Bundeswehry, bez powitania. Jęczą pod ciężarem swych plecaków, przy 25 stopniach w pełnym uzbrojeniu, w ramach manewrów pokonują marszem drogę przez były sowiecki kompleks wojskowy w Rukli. Stratedzy NATO za najgorszą do obrony flankę sojuszu uważają właśnie teren pomiędzy obwodem kaliningradzkim a Republiką Białoruś. Dlatego już od 2017 roku w Rukli stacjonuje rotacyjny batalion pod niemieckim dowództwem.

|

Smak lemoniady Wostok Podczas gdy przez ulicę przejeżdża sześć czołgów, Abdu i jego kumple oglądają w sklepie lodówkę. Nie starczy im pieniędzy. Młodzi chłopcy pochodzą z Syrii, mieszkają tutaj w centrum integracji dla uchodźców. Blondynek Abdu opowiada, uśmiechając się przyjacielsko, że jego matka wychowała się w sąsiedniej Białorusi i przyjechała później do jego ojca w Aleppo. Kiedy wojna robiła się coraz bardziej niszczycielska, jego rodzice uciekli z nim i jego rodzeństwem. Po paru miesiącach spędzonych w niemieckim domu dla ubiegających się o azyl zostali wysłani na Litwę dzięki unijnemu programowi rozdzielania uchodźców. Abdu w Rukli się podoba. „Tu jest pięknie. Rozumiemy się dobrze” - mówi i ma na myśli dzieci uchodźców, które między sobą rozmawiają po arabsku. „W szkole nauczyciele rozmawiają z nami po litewsku. Ja coś rozumiem, ale inni w ogóle nic”. Wjazd do Rukli. Zdj. Nils Mohr. Żołnierze Bundeswehry wciąż biegają spoceni dwójkami przez Ruklę. Chłopcy wałęsają się po tyłac...

Pozostało jeszcze 93% artykułu.

Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!

Zyskaj dostęp do setek eksperckich artykułów poświęconych państwom regionu Morza Bałtyckiego.

WYBIERZ I ZAMÓW!

Dostęp jednorazowy

Zaloguj się