Liutauras Gudžinskas: Egalitarne społeczeństwa sprzyjają nie tylko biednym, ale także bogatym

-

Dotychczas na Litwie uważano, że trzeba przede wszystkim dbać o wysoki poziom PKB, przyciąganie inwestorów, liberalizować kodeks pracy, ale nie słuchać o innych sprawach. My jako lewica mówimy o wrażliwości społecznej czy zaufaniu nie tylko dlatego, że to brzmi dobrze. Mamy w nauce europejskiej pewną podbudowę teoretyczną, by wspomnieć o naukowcach takich jak Kate Pickett i Richard Wilkinson. Oni udowadniają, że egalitarne społeczeństwa sprzyjają nie tylko biedniejszym, ale także bogatszym. Jest więcej równości, więc spadają napięcia społeczne, spada nieufność, problemy ze zdrowiem psychicznym, jest mniej przemocy. A to dotyczy wszystkich członków społeczeństwa – mówi w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim litewski politolog, wykładowca Uniwersytetu Wileńskiego Liutauras Gudžinskas.

Liutauras Gudžinskas urodził się w 1982 r. w Wilnie. Kształcił się w Gimnazjum Jezuitów, później rozpoczął studia politologiczne na Uniwersytecie Wileńskim. Odbył staże na jezuickim Creighton University oraz w estońskim Tartu. W latach 2004-2009 pracował w Departamencie Polityki Unii Europejskiej Kancelarii Rządu Litwy. Od 2008 r. wykłada w Instytucie Stosunków Międzynarodowych i Nauk Politycznych Uniwersytetu Wileńskiego. Był przedstawicielem studentów i doktorantów w senacie i radzie tej uczelni. Wykłada na niej studia nordyckie i bałtyckie, politykę równości, a także historię litewskiej myśli politycznej. Od 2016 r. współpracuje z Litewską Partią Socjaldemokratyczną, był współautorem jej manifestu. Jest członkiem społeczności LGBT na Litwie.

Tomasz Otocki, Przegląd Bałtycki: Zmienił Pan swoje podejście do polityki. Z jej analityka, komentatora, stał się Pan w pewnym sensie politykiem.

Liutauras Gudžinskas: Impulsem była afera związana z Egidijusem Masiulisem, byłym przewodniczącym Ruchu Liberałów. Wcześniej sam głosowałem na tę partię, choć nie zgadzałem się z ich poglądami na gospodarkę. Byli jednak, jak sądziłem, transparentną partią i myślałem sobie: „to jest jedyne środowisko, które walczy z korupcją”. Byłem jednak naiwny. Po raz trzeci. Wcześniej liderami liberałów byli Rolandas Paksas i Artūras Zuokas, inne dość specyficzne osoby. Trzecim liderem liberałów został właśnie Egidijus Masiulis. Po aferze związanej z jego nazwiskiem, która wybuchła w 2016 r., stwierdziłem: „nie mogę być dłużej neutralny, muszę podjąć akcję”. Elementem mojej zmiany światopoglądowej był mój coming out jako osoby LGBT, później zaangażowanie polityczne w ruch socjaldemokratów. W zasadzie już samo powiedzenie o sobie, że jest się osobą nieheteronormatywną to w pewnym sensie deklaracja polityczna. Ja w dodatku zaangażowałem się w sieć organizacji pozarządowych. Chciałem reprezentować interesy świata akademickiego. Wejście do Litewskiej Partii Socjaldemokratycznej, chęć jej odnowy, było ukoronowaniem tej drogi.

Coming out jest deklaracją polityczną?

W kraju, gdzie dokonało go zaledwie parę osób, owszem. Niestety nasze państwo podąża w coraz bardziej prawicowym kierunku. Widzę to nawet w środowisku naukowym. Pracuję w Instytucie Stosunków Międzynarodowych i Nauk Politycznych Uniwersytetu Wileńskiego, gdzie jest paru profesorów, którzy podczas wykładów mówili niezbyt przyjaźnie o ludziach LGBT. Kiedy widzę paru homoseksualnych studentów, którzy mogą przez to czuć się zmarginalizowani i izolowani, to uważam, że poprzez swój coming out mogłem im w jakiś sposób pomóc. Kolejną przyczyną mojego ujawnienia się są dobre relacje z Romasem Zabarauskasem, filmowcem, a także działaczem społeczności LGBT, który opublikował książkę o parudziesięciu osobach homoseksualnych na Litwie („Lietuva atsiskleidžia: 99 LGBT+ istorijos”). On zaprosił mnie do tego projektu, podjąłem decyzję, udzieliłem wywiadu o swoich preferencjach. Jestem bardzo zadowolony, bo nie było negatywnych reakcji, jakiejś niechęci wobec mnie. Czułem się po tym bardziej wolny. Wcześniej zawsze zastanawiałem się, czy dokonać coming outu, czy nie, ale wejście w skład tej publikacji było bardzo dobrą decyzją.

Przeczytaj także:  Społeczność LGBT w krajach bałtyckich. Po transformacji trochę łatwiej

Jeśli zaś chodzi o działalność bezpośrednio w Litewskiej Partii Socjaldemokratycznej…

Może to była bardziej kontrowersyjna decyzja. W działalność na lewicy zaangażowałem się w 2016 r., gdy liderem był jeszcze premier Algirdas Butkevičius. Później przyszedł Gintautas Paluckas, lider młodego pokolenia, który chce odnowić lewicę. Pomagałem mu w kampanii wyborczej, wniosłem swój wkład do jego manifestu. On w końcu wygrał, wbrew establishmentowi partyjnemu. Ja wtedy miałem na sobie jeszcze inne obowiązki, byłem liderem Związku Litewskich Politologów. Nie bardzo dało to się połączyć z działalnością partyjną, więc gdy upłynęła moja kadencja, to dopiero wtedy oficjalnie znalazłem się w składzie partii. Współtworzyłem jej nowy program, byłem osobą koordynującą projektu „Manifest 2024”.

Przeczytaj także:  Gintautas Paluckas nowym liderem litewskich socjaldemokratów

Przeczytaj także:  Gintautas Paluckas: Litewska socjaldemokracja musi wrócić do swoich podstawowych wartości

Czy skandal korupcyjny w Ruchu Liberałów był jedynym powodem, żeby zmienić zapatrywania z liberalnych na lewicowe?

Nie wiem, jak jest w Polsce, ale na Litwie wciąż trudno jest wybrać partię dla siebie. Z jednymi elementami programu się zgadzasz, z innymi nie i wtedy musisz robić jakieś koncesje. Więc może to była egoistyczna decyzja, żeby włączyć się w działalność w partii. Skoro nie mam na kogo głosować, może sam zostanę politykiem i będę popierać samego siebie? Ale przyznaję, że takim ostatecznym bodźcem była afera korupcyjna wokół Eligijusa Masiulisa.

Może Pan powiedzieć parę słów o „Manifeście 2024”?

Poprzez ten manifest chcemy podkreślić odnowę naszej partii. Główną osią naszej wizji jest zapewnienie alternatywy dla dominującego dyskursu na temat Litwy. Obecnie celem wszystkich ugrupowań, zarówno w rządzie, jak i w opozycji, jest wzrost PKB, przyciąganie inwestycji zagranicznych czy zwiększenie konkurencyjności Litwy w dziedzinie gospodarki. To jest wąskie postrzeganie rzeczywistości. Niekoniecznie satysfakcjonujące dużą część społeczeństwa i odpowiadające na współczesne wyzwania. Naszą ambicją nie jest wysoki poziom PKB, który i tak wzrósł na Litwie i wynosi trzy czwarte PKB unijnego. Wolimy skoncentrować się na długości i jakości życia, zaufaniu społecznym, edukacji. To są wartości ważne dla nas. Mamy alternatywne mierniki wobec tego, czym powinna być polityka. Chcemy znaleźć odpowiednie mechanizmy, instrumenty poprzez które chcielibyśmy osiągnąć nasze cele. Zwalczać nierówność społeczną, która jest bardzo duża na Litwie. Także podkreślamy konieczność wzmocnienia demokracji, a także inkluzji społecznej. Mamy jasne stanowisko w sprawie mniejszości narodowych. Zaproponowaliśmy prawo o mniejszościach, które pomógł nam wypracować polski prawnik Aleksander Radczenko. Chodzi o kwestie edukacji, użycia języka mniejszości narodowych. Kolejną sprawą są kwestie praw kobiet czy osób LGBT. W końcu jednym z sześciu rozdziałów jest stosunek do klimatu. Chcemy skupić się na wynagrodzeniu sfery budżetowej, pracowników społecznych, co jest ważne w kontekście ostatniego strajku nauczycieli. Myślimy także o lekarzach.

Ktoś mógłby jednak powiedzieć, że przecież przez cztery lata Litwą rządziła lewica, gdy premierem pozostawał Algirdas Butkevičius.

Nie tylko przez cztery lata, ale przez większość okresu po 1990 r. Nawiązujemy zresztą do tego we wstępie do naszego manifestu. To jest część europejskiej dyskusji co do tego, co zrobiła socjaldemokracja, gdy wcześniej rządziła. Skupiamy się także na błędach lewicy. Niepotrzebnie skoncentrowano się na „trzeciej drodze” zaproponowanej przez Tony’ego Blaira. Chodziło o odpowiedź na wyzwania ze strony neoliberalnej, o połączenie lewicowej i prawicowej filozofii, sytuowanie się w politycznym centrum. Może to było dobre na początku XXI wieku, gdy lewica rządziła większością krajów europejskich, ale z drugiej strony nie odpowiadało na pewne wyzwania.

Czy ta „trzecia droga” była akceptowana także w socjaldemokracji litewskiej, kiedy rządzili Algirdas Brazauskas czy Gediminas Kirkilas?

To było powszechne. Uważano, że trzeba dbać o wysoki poziom PKB, przyciąganie inwestorów, liberalizować kodeks pracy, ale nie słuchać o innych sprawach. My mówimy o wrażliwości społecznej czy zaufaniu nie tylko dlatego, że to brzmi dobrze. Mamy w nauce europejskiej pewną podbudowę teoretyczną, by wspomnieć o naukowcach takich jak Kate Pickett i Richard Wilkinson. Oni udowadniają, że egalitarne społeczeństwa sprzyjają nie tylko biedniejszym, ale także bogatszym. Jest więcej równości, więc spadają napięcia społeczne, spada nieufność, problemy ze zdrowiem psychicznym, jest mniej przemocy. A to dotyczy wszystkich członków społeczeństwa. To jest pewien dorobek filozoficzny. My na Litwie także prowadzimy także badania w takim kierunku, by zmienić nasz sposób myślenia. W polityce nie chodzi tylko o wzrost gospodarczy. Ponadto na Litwie mamy poziom PKB zbliżony do Grecji czy Portugalii, a więc „starej Unii”, jednak gdy mówimy o wydatkach publicznych to są one na poziomie Bułgarii czy Rumunii, czyli najbiedniejszych państw Unii Europejskiej. Lewica na Litwie chce to zmienić, poprzez wzmocnienie sektora publicznego czy demokracji społecznej. Możemy to zmienić na dwa sposoby: zwiększając wydatki społeczne lub dając więcej praw pracownikom w ich firmach. Są dobre przykłady w Europie, chodzi o „demokrację gospodarczą”. Może to jest myślenie futurystyczne, ale chcemy mieć właśnie taką wizję jako socjaldemokracja.

Przeczytaj także:  Irmina Matonytė: Litwa startowała z trudniejszej pozycji niż Polska czy Czechosłowacja

Czy filozofia Marksa wciąż jest ważna dla Litwy? Gdy pisaliście swój program, lider „starych socdemów” Gediminas Kirkilas mówił, że „modlicie się do Marksa”…

Mówimy jednak o dwóch różnych dokumentach. Jeden z nich to manifest, który został opublikowany w 2017 r. A „wizja 2024” została przyjęta w listopadzie 2018 r. Rzeczywiście tam są pewne odwołania do marksizmu. Jednym z twórców tego manifestu był znany litewski filozof i jego żona. Ja także byłem częścią teamu. Nie powiedziałbym jednak, że nasz manifest jest w pełni oparty na Marksie, który jest wciąż jednym z wielu ważnych europejskich filozofów.

A jacy filozofowie są inspirujący dla Pana?

Jestem empirystą, pozytywistą, więc dla mnie ważni są przedstawiciele nordyckiej socjaldemokracji, uczę zresztą na ten temat na Uniwersytecie Wileńskim. Model nordycki jest odrębny od marksizmu. Szwedzka socjaldemokracja po raz pierwszy odeszła od marksizmu. Było to w latach trzydziestych XX wieku. Zamiast „demokratycznego socjalizmu” proponowali wizję Szwecji jako „ludzkiego domu” (szwedz. „Folkhemmet”). To było nacjonalistyczne, ale jednocześnie inkluzyjne. Oni w tym odnieśli sukces. Odwoływali się także do Johna Maynarda Keynesa, a także do szwedzkiego ekonomisty i socjologa Gunnara Myrdala, który sam nie był socjalistą. Miał jednak przyjaciół lewicowców, wpłynął na ich ideologię. To była pierwsza transformacja lewicy skandynawskiej, kolejna nastąpiła w postaci „trzeciej drogi” w latach dziewięćdziesiątych…

Sądzi Pan, że lewica skandynawska powinna być inspiracją dla lewicy w krajach bałtyckich?

Sądzę, że tak. Wolę socjaldemokrację skandynawską niż niemiecką. Podam przykład Estonii. Przez długi czas to był bardzo neoliberalny kraj. Ostatnio jednak to państwo się zmienia, używa pieniędzy publicznych, by dokonywać inwestycji społecznych. Istnieje także konsensus między partiami politycznymi, że muszą się zbliżyć do modelu nordyckiego. Chcą być bliżej Finlandii niż krajów bałtyckich. Widzimy już rezultaty, pokazuje to choćby Transformation Index Fundacji Bertelsmanna. To jest droga, którą powinna podążać także Litwa.

Przeczytaj także:  Opieka medyczna w krajach nordyckich

Estonia jako pierwsze państwo bałtyckie i postsowieckie wprowadziła także związki partnerskie, w Litwie nie uda się to jeszcze przez paręnaście lat.

Zobaczymy. Możliwe, że o związkach partnerskich zadecyduje Sąd Konstytucyjny. Uważam, że to nie jest optymalne rozwiązanie. Wolałbym, żeby związki dla osób LGBT uchwalił Sejm. Ale prawa homoseksualistów są dziś obecnie popierane przez mniejszość posłów. Niektórzy kandydaci na urząd prezydenta, tacy jak choćby Ingrida Šimonytė otwarcie popierają ideę związków homoseksualnych. Podobnie jak liderzy konserwatystów, liberałów czy socjaldemokratów. Ostatnio także minister spraw wewnętrznych Eimutis Misiūnas powiedział, że nie widzi w tym problemu. Sądzę, że kwestia związków homoseksualnych jest związana ze zjawiskiem „zafałszowanych preferencji”. Kiedy nie ma wciąż wielu ludzi, którzy dokonali coming outu, nie ma świadomości społecznej na temat ludzi LGBT istniejących wokół, ludzie mają tendencję, by być neutralni albo słuchać radykałów. Ale im więcej jest coming outów, inicjatyw NGO-sów, więcej uwagi mediów, które skądinąd na Litwie bardziej popierają związki homoseksualne, więcej dobrych regulacji w Europie, ludzie mogą dość szybko zmienić swoje opinie. Przykładem jest radykalna zmiana w konserwatywnych krajach takich jak Portugalia, Irlandia. Problem może się zaledwie pojawić w państwach, gdzie dominuje prawosławie. Z kolei na Litwie przewagę ma kościół katolicki…

W 2014 r. przeprowadziłem wywiad z posłanką lewicy Mariją Aušrinė Pavilionienė, ona powiedziała mi, że Litewska Partia Socjaldemokratyczna jest konserwatywna, gdy mowa o osobach LGBT. Jak Pan się czuje w tym ugrupowaniu?

My wpisaliśmy do naszego programu zarówno ochronę mniejszości narodowych, jak i uchwalenie partnerstw homoseksualnych. Zapowiedzieliśmy także wprowadzenie praw osób transgenderowych. Chodzi o uznanie zmiany płci. Była w partii opozycja, ale czuję, że głosy progresywne dominowały i są coraz mocniejsze.

Przeczytaj także:  Tegoroczny marsz Baltic Pride rekordowo popularny

Przeczytaj także:  Tęczowa Ryga. Czy Łotwa się zmienia?

W 2019 r. mamy trzy wybory na Litwie, prezydenckie, samorządowe i europejskie.

To będzie bardzo ciężki czas dla socjaldemokracji. Jeśli chodzi o wybory prezydenckie, to nasz kandydat Vytenis Povilas Andriukaitis raczej nie przejdzie do drugiej tury. On jest znany, popularny, ale ranking pokazuje, że nie ma większych szans w tych wyborach. Z kolei gdy mowa o wyborach lokalnych, to sądzę, że będzie mniej miejsc dla naszej partii, a także mniej stanowisk merów. Ale biorąc pod uwagę, że partia ma wpływy w samorządach, a jej podział w 2017 r. nie wpłynął na sytuację „na dole”, to chyba nie mamy się czego obawiać. Jednak wynik będzie gorszy niż w 2015 r. Największą intrygą pozostaje, czy wyniki wyborów wpłyną na oponentów naszego przewodniczącego Gintautasa Paluckasa. W 2019 r. mamy kolejne wybory prezesa partii. Jeśli wyniki głosowania do samorządów będą złe, jest szansa, że ktoś z oponentów, być może z pomocą Gediminasa Kirkilasa i Juozasa Bernatonisa, będzie próbować przejąć partię i wprowadzić nowego lidera, który zjednoczy nasze ugrupowanie z Litewską Socjaldemokratyczną Partią Pracy. Ale prawdopodobieństwo takiego rozwiązania wciąż jest niewielkie.

Paluckas jest dobrym szefem partii?

On zrobił dużo dobrego. Zachęcił wiele osób z dołów partyjnych do aktywności. Więc opozycja wobec niego nie jest wielka.

Czy wybory europejskie zmienią coś w sytuacji socjaldemokracji?

Nie sądzę. One są wciąż uważane za mniej ważne od wyborów prezydenckich czy lokalnych. Będą raczej ćwiczeniem przed wyborami sejmowymi w 2020 r.

Czy sądzi Pan, że po wyborach parlamentarnych za rok Wasza partia wróci do koalicji?

Na pewno wejdzie do parlamentu, nie będzie takiej sytuacji jak w Polsce czy na Łotwie, że nie ma lewicy. Ale mówić o członkostwie w koalicji rządzącej, jest za wcześnie. W 2016 r. prawie 3/5 wszystkich wybranych posłów to byli nowicjusze, podobne zjawisko było w 2018 r. na Łotwie. Jest więc trudno prorokować, co się stanie w 2020 r. na Litwie. Na pewną będą nowe partie, może jacyś populiści. Możliwe, że parlament będzie tak samo sfragmentaryzowany jak obecnie. Proces tworzenia rządu może być zatem skomplikowany.

© Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.

Tomasz Otocki
Tomasz Otocki
W 2010 r. współzałożyciel Programu Bałtyckiego Radia Wnet, a później jego redaktor, od lat zainteresowany Łotwą, redaktor strony facebookowej "Znad Daugawy", wcześniej pisał o krajach bałtyckich dla "Polityki Wschodniej", "Nowej Europy Wschodniej", Delfi, Wiadomości znad Wilii, "New Eastern Europe", Eastbook.eu, Baltica-Silesia. Stale współpracuje także z polską prasą na Wschodzie: "Znad Wilii", "Echa Polesia", "Polak na Łotwie". Najlepiej czuje się w Rydze i Windawie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here