Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Co zrobiliby litewscy Rosjanie i Polacy, gdyby Kreml napadł na kraje bałtyckie?

Rosja będzie bronić praw swoich obywateli i ludności rosyjskojęzycznej wszędzie, nawet poza swoimi granicami. Już od jakiegoś czasu taką politykę głosi Kreml. Jak w przypadku takiej „obrony” zachowaliby się etniczni Rosjanie na Litwie, o których prawa przyjechałyby walczyć czołgi i „zielone ludziki”?

Przeczytaj także:  Czyim problemem są litewscy Polacy i Rosjanie?

O powadze tego ostrzeżenia przed dwoma laty mogła przekonać się Ukraina, od której – pod pretekstem obrony praw rosyjskojęzycznych – Rosja oderwała Krym i skrawek terytorium na południowym wschodzie. Część rosyjskojęzycznych, która dostała się pod opiekę Moskwy, cieszyła się i otwarcie popierała okupantów.

Przeczytaj także:  Rosyjskojęzyczni na Łotwie a wojna na Ukrainie

Kraje bałtyckie zaniepokoiły się nie tylko dlatego, że Rosja może powtórzyć swoje działanie przeciwko Litwie, Łotwie czy Estonii. Ze względu na to, że Rosja uczyniła ze swoich rodaków część wojny hybrydowej, w krajach bałtyckich zaczęto szeptać i pytać: a jak zachowałyby się mniejszości narodowe zamieszkujące nasze terytorium, z których większość to właśnie Rosjanie? Czy broniliby oni kraju, w którym mieszkają i mają jego obywatelstwo? A może zwróciliby broń przeciw swoim współobywatelom i z kwiatami witaliby „wyzwolicieli”?

Jednak wątpliwości co do postaw mieszkańców oparte jedynie na pochodzeniu etnicznym mogą budzić oburzenie, a litewscy Rosjanie, Litwini i osoby innych narodowości mogłyby poczuć się dotknięte. Już samo zwątpienie w ich lojalność jest politycznie niepoprawne. Nie jest jednak tajemnicą, że narodowość miejscowych działaczy powiązanych z rządzoną przez agresywny reżim Władimira Putina Rosją jest jednym z tych czynników, które stara się wykorzystać Kreml.

„Realizację rosyjskich celów na Litwie wspierają także lojalni wobec Moskwy liderzy rosyjskojęzycznych, nazywani rodakami” – to wycinek z opublikowanego w tym roku wspólnego raportu Departamentu Bezpieczeństwa Państwowego (VSD) i II Departamentu Służby Operacyjnej (AOTD) o zagrożeniach dla bezpieczeństwa narodowego.

Według autorów raportu, wspomniani liderzy „działają często jakoby broniąc praw rosyjskojęzycznych na Litwie”. Rosja finansuje na Litwie dwie organizacje o takim profilu – Centrum Badań i Ochrony Praw Podstawowych oraz Niezależne Centrum Praw Człowieka.

Jakie i czy realne zagrożenie mogą nieść wspomniane organizacje i przedstawiciele mniejszości narodowych Litwy? Czy są lojalni wobec Litwy? Co w czasie potencjalnej wojny z Rosją zrobiliby etniczni Rosjanie? Wątpliwe, by można było znaleźć pewne odpowiedzi na tak drażliwe pytania. Nastroje wśród mniejszości narodowych można jednak próbować poznać i wyjaśnić, dlatego przeprowadzono pogłębiony sondaż dotyczący wymienionych zagadnień.

Co pokazał sondaż?

Na zlecenie Centrum Badań Europy Wschodniej firma badawcza „Baltijos tyrimai/Gallup” przepytała pięciuset Polaków, Rosjan i osoby innych narodowości nielitewskich w wieku od 18 do 74 lat. Ankieta została przeprowadzona w pięciu gminach: Wilnie, rejonie wileńskim, Wisagini, Solecznikach i Kłajpedzie, gdzie jest najwięcej mieszkańców narodowości nielitewskiej. Sondaż przeprowadzono między 27 czerwca a 12 lipca 2016 roku.

Według Romasa Mačiūnasa, wicedyrektora spółki „Baltijos tyrimai”, tak dobrane kryteria są najbardziej obiektywnym sposobem, by zbadać opinie mniejszości narodowych, bowiem we wspomnianych samorządach żyje ok. 90 proc. mieszkańców narodowości nielitewskich. W wynikach badań na takiej próbie błąd statystyczny jest nie większy, niż +/– 4,38 proc.

„Chociaż podobne ankiety przeprowadzano wcześniej, to próba dobrana teraz – 500 osób spośród mniejszości – pozwala zebrać bardziej obiektywne wyniki, niż wcześniej przeprowadzenie badania, kiedy ankietowano pełny przekrój społeczeństwa, a więc gdzie mniejszości stanowią ok. 13-14 proc. ze wszystkich mieszkańców Litwy” – mówi Mačiūnas.

Większa część (55 proc.) respondentów to kobiety, najwięcej wśród ankietowanych było osób w kategorii wiekowej 50-74 lata. 46 proc. ankietowanych było narodowości polskiej, 35 proc. rosyjskiej, 8 proc. białoruskiej, 6 proc. ukraińskiej, 2 proc. żydowskiej i 3 proc. innej narodowości. Większość respondentów (83 proc.) urodziła się na Litwie.

Dwie trzecie za obroną Litwy

Wśród dziesięciu pytań i stwierdzeń było kilka związanych z tematem lojalności wobec Litwy. Na przykład, ze zdaniem, że gdyby Litwa została napadnięta jej obywatele broniliby jej zgodziło się 64,8 proc. ankietowanych. Chociaż takie stwierdzenie sformułowane jest neutralnie, można dostrzec także osobisty punkt widzenia ankietowanych.

Według Romasa Mačiūnasa większych niespodzianek sondaż nie przyniósł, chociaż odpowiadając na niektóre neutralne stwierdzenia czy pytania, ankietowani kształtowali także swoje poglądy.

„Odpowiadanie na neutralne stwierdzenia czasem jest trudne, zatem myśląc o wszystkich mieszkańcach Litwy, myślą oni także i o sobie, co jest pewną regułą w badaniach socjologicznych” – podkreślił Mačiūnas.

Według Mačiūnasa, osoby narodowości nielitewskich rozważając zagadnienie obrony Litwy myślą o tym, jak zachowaliby się wszyscy mieszkańcy kraju.

Najwyższy procent zgadzających się z opinią o obronie kraju był wśród tych, którzy dobrze znają język litewski – czytają, piszą i mówią po litewsku (74,6 proc.), których podstawowym językiem w szkole był litewski (niemal 81,1 proc.), mają małżonkę lub małżonka narodowości litewskiej lub mają wyższe wykształcenie (80,5 proc.).

Dla porównania warto przypomnieć, że podobne badanie przeprowadzono w tym roku także w Estonii, gdzie liczbę osób narodowości rosyjskiej szacuje się na ok. 25 proc. Ok. 45 proc. ankietowanych rosyjskojęzycznych zapewniło, że mają wykształcone postawy obrony Estonii. Tak samo stwierdziło 71 proc. osób narodowości estońskiej. Spośród wszystkich ankietowanych rosyjskojęzycznych aż 69 proc. powiedziało, że broniłoby Estonii w czasie militarnej agresji, to samo zadeklarowało 90 proc. ankietowanych Estończyków.

Chociaż pytanie było sformułowane ogólnie, bez nazywania zagrożeń, większość Estończyków jako zagrożenie wskazało Rosję, a rosyjskojęzyczni skłonni byli mówić o abstrakcyjnym zagrożeniu w przypadku teoretycznego konfliktu. Przeprowadzone w 2014 roku na Litwie badanie nt. wartości europejskich pokazało, że ogółem bronić Litwy było gotowych 57 proc. ankietowanych – dużo więcej niż w 2005 roku, gdy ta liczba wyniosła 32 proc.

Jednak do dziś na Litwie nie pytano wyłącznie przedstawicieli mniejszości narodowych o gotowość do obrony swego kraju.

W czasie badania przeprowadzonego na Litwie w czerwcu i lipcu, ze stwierdzeniem, że jeśli Litwa zostałaby napadnięta to jej obywatele broniliby jej, nieco częściej zgadzały się osoby, które jako język podstawowy w szkole wybrały rosyjski (65 proc.), niż te, które wybierały język polski (59,9 proc.).

Jeśli oceniać odpowiedzi tylko na podstawie narodowości, to ze zdaniem, że litewscy obywatele broniliby swojego kraju, częściowo lub całkowicie zgodziło się 64,8 proc. ankietowanych. Więcej zgadzających się było etnicznych Rosjan, niż Polaków. Więcej całkowicie zgadzających się ze stwierdzeniem było wśród osób innych narodowości – prawie jedna czwarta.

Nie mniej ciekawy jest też podział odpowiedzi w zależności od miejsca zamieszkania ankietowanych. Na przykład, najwięcej wątpiących w obronę Litwy było w rejonach wileńskim i solecznickim, które w większości zamieszkałe są przez ludność narodowości polskiej. Tam ze wspomnianą opinią na temat obrony Litwy częściowo zgodziło się 42 proc., a całkowicie 8 proc. ankietowanych.

W Wilnie sytuacja jest nieco lepsza – ze stwierdzeniem, że w czasie agresji na Litwę jej obywatele broniliby państwa, częściowo zgodziło się 48,3 proc. osób. Przy tym mocno przekonanych w stolicy jest znacznie więcej – 22,1 proc.

Jednocześnie, gdyby Kreml wpadł na pomysł „oswobodzenia uciskanych rosyjskojęzycznych” w Kłajpedzie lub Wisagini, mieście, w którym większość stanowią rosyjskojęzyczni, to ciepłe przyjęcie „zielonych ludzików” jest wątpliwe: prawie 51,8 proc. częściowo zgadza się, a 21,7 proc. ankietowanych całkowicie zgadza się ze zdaniem, że litewscy obywatele broniliby swojego kraju.

„Gdy mowa jest o obronie kraju, to Rosjanie zawsze byli bardziej nastawieni na to, że kraju trzeba bronić, zwłaszcza osoby w młodym wieku, które utożsamiają się z tym państwem. Spójrzmy na listy poborowych – idą i służą” – stwierdza Mačiūnas.

Należy przy tym zauważyć, że niemal 62,5 proc. zgadzających się z koniecznością obrony Litwy nie chciało określać poziomu swojej znajomości języka litewskiego. Spośród ankietowanych ze zdaniem, że dla bezpieczeństwa Litwy istotne jest członkostwo w NATO i Unii Europejskiej zgodziło się tylko 42,8 proc., a 22,2 proc. było przeciwnych takiemu sformułowaniu.

Najwięcej zgadzających się było wśród tych, którzy posiadają wyższe wykształcenie (55,5 proc.), których podstawowym językiem w szkole był litewski (67,6 proc.), którzy mogą swobodnie mówić, czytać i pisać po litewsku (52,9 proc.) lub którzy mają małżonkę/małżonka narodowości litewskiej (62 proc.). Osoby, które w szkole jako podstawowy wybrały język rosyjski były bardziej skłonne zgodzić się, niż te które wybrały polski – 41,5 proc. do 38,8 proc.

Jednocześnie odpowiedzi na stwierdzenie, że część przedstawicieli mniejszości narodowych nie jest lojalna wobec Litwy podzieliły się niemal po równo – mniej niż jedna trzecia zgodziła się z tym zdaniem, 33,4 proc. ani nie zgodziło się, ani zgodziło się, a 31,2 proc. było przeciwko.

W przypadku tego stwierdzenia najwięcej zgadzających się (35,5 proc.) było wśród tych, którzy jako podstawowy język w szkole wybrali polski – wyprzedzili oni zarówno absolwentów szkół litewsko (32,4 proc.), jak i rosyjskojęzycznych (26,5 proc.).

Kilka opinii dotyczących polityki międzynarodowej również przyniosło ciekawe wyniki. Na przykład ponad połowa – 52,8 proc. – ankietowanych zgodziła się z natrętnie narzucaną przez rosyjską propagandę opinią, że polityka Rosji jest adekwatną reakcją wobec skierowanych przeciw niej działań USA i NATO.

Takie zdanie częściej pozytywnie oceniały osoby ze średnim lub niższym wykształceniem, którzy jako podstawowy język nauczania wybrali rosyjski (54,4 proc.) lub polski (53,9 proc.) oraz ankietowani słabo posługujący się językiem litewskim (62,5 proc.).

Ponadto, uznaną za rażące naruszenie prawa międzynarodowego oraz porozumień międzyrządowych przeprowadzoną przez Rosję aneksję Krymu jako uzasadnioną określiło 42,8 proc. ankietowanych. Z opinią, że Krym prawomocnie stał się częścią Rosji najczęściej zgadzało się 48,3 proc. absolwentów szkół rosyjskojęzycznych i 39,5 proc. szkół polskojęzycznych oraz słabo znających język litewski (65,6 proc.).

I wreszcie, 40,8 proc. ankietowanych przedstawicieli mniejszości narodowych zasadniczo zgodziło się z rzuconą niegdyś przez Władimira Putina frazą, że rozpad Związku Sowieckiego był największą katastrofą geopolityczną. Co ciekawe, z taką opinią zgodziło się nieco więcej absolwentów szkół polskojęzycznych (43,4 proc.) niż tych, którzy ukończyli szkoły z językiem rosyjskim (41,2 proc.).

Absolutyzowanie lęków jest bezzasadne

Mimo takich rezultatów badania, według Linasa Kojali, dyrektora Centrum Badań Europy Wschodniej (RESC), które zleciło ankietę, nie należy dramatyzować.

„Widoczna jest pewna tendencja, że grupy lepiej zintegrowane społecznie (np. swobodnie posługujące się litewskim) bardziej optymistycznie patrzą na takie pytania, jak to czy obywatele staną do obrony państwa litewskiego w obliczu zagrożenia. Procent tych, którzy słabo mówią po litewsku albo nie znają języka, jest wyraźnie mniejszy, ale jednocześnie trzeba podkreślić, że tych, którzy absolutnie sprzeciwiają się tej opinii również jest niedużo” – nie kryje optymizmu Linas Kojala.

Jego zdaniem, istnieje oczywiste zapotrzebowanie na takie projekty, które promują dialog oraz wzmacniają obywatelskość jako zjawisko, gdy dla pomyślnego życia w państwie nie jest istotne pochodzenie osoby czy język ojczysty. Oprócz tego, zdaniem analityka, szczególnie ciekawym aspektem jest to, że jedna trzecia polskojęzycznych i jedna czwarta rosyjskojęzycznych zgadza się z opinią, że część przedstawicieli mniejszości narodowych może być nielojalnych wobec Litwy.

„Z jednej strony pokazuje to, że problem niezadowolenia z państwa niektórych segmentów społeczeństwa jest aktualny; z drugiej strony, jest bardzo dużo przedstawicieli mniejszości narodowych, którzy nad takimi zjawiskami się zastanawiają. Dlatego nieostrożny jest absolutny strach przed mniejszościami narodowymi, a przypuszczenie, że stanowią one zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego jest nieuzasadnione” – uważa dyrektor RESC.

 

Artykuł pierwotnie ukazał się na portalu Delfi. Tłumaczenie z języka litewskiego Dominik Wilczewski (współpraca Agnieszka Smarzewska).

 

Zdjęcie tytułowe: Guillaume Speurt / Flickr / CC

Polub nas na Facebooku!